Tego rozdziału nie kończę tak na odwal się. Przyznam, miał zakończyć się inaczej ale podczas pisania wiele się pozmieniało... No nic, zapraszam do czytania szóstego rozdziału ;3
-------------------------------------
Emmm... To nie moja wina- oznajmiła zaskoczona Alice- zobacz, już się zciemnia, muszę iść.
- No tak, uważaj na siebie- powiedział białowłosy oblizując wargi.
Wyglądał na zawiedzionego, tylko dlaczego? Alice wiedziała, że zapewne dlatego, iż nie oddała mu się całkowicie. Tylko czy to aż taki problem? To była chwila, moment.. Zaskoczenie, tej sytuacji nie mogła przewidzieć. Oczywiście mogła złączyć się z Breakiem w pocałunku, tylko co by było później? Niekomfortowa cisza, brak wspólnych rozmów? Koniec tych rozmyśleń, teraz pójdzie do domu i postara się zapomnieć o tych wszystkich sytuacjach.
Alice weszła dyskretnie do mieszkania, a następnie udała się prosto do kuchni. Na stole stała szklana ze schłodzonym brandy. Dziewczyna bez zastanowienia wypiła płyn jednym haustem. W tym samym czasie do pomieszczenia wszedł Oz. Najwidoczniej był zdziwiony, ze dziewczyna opróżniła jego szklankę, gdyż podszedł do szafki i wyjął z niej butelkę alkoholu. Nalał do pełna i powiedział do lokatorki:
- Pij,najwidoczniej tego potrzebujesz.
- Upijasz mnie sługusie.
- Oj przesadzasz!- powiedział z uśmiechem na twarzy blondyn- jednak jeśli będziesz chciała ze mną pogadać, wyżalić się rób to bez wahania.
- Dziękuję Oz!
- Tylko nie przesadź z brandy, proszę cię. Masz słabą głowę- powiedział rozradowany chłopak sącząc alkohol.
- Oz...- wykrzyczała uniesiona- muszę ci to wreszcie powiedzieć...
- Jasne o co chodzi?
- Gilbert... Widziałam go w parku z inną..
- oj daj spokój! Pewnie jakaś koleżanka, nie musisz się martwić.
- Ale nie z każdą koleżanką się całuje i namiętnie przytula!
- Alice... Jesteś pewna, że ci się to nie przewidziało?- zapytał zaniepokojony chłopak.
- Wiem co widziałam, czemu mi nie wierzysz?!
- Wierzę ci, jednakże jest to dla mnie coś kompletnie nierealnego.
W tym samym czasie, kiedy rozmowa o Gilbercie toczyła się w najlepsze, to właśnie on wszedł do mieszkania i zastał lokatorów całkowicie pijanych.
Może i nie byli trzeźwi ale wiedzieli, że muszą pomówić na poważnie z Ravenem.
- Gil.. Możesz usiąść z nami, chcemy z tobą poważnie porozmawiać- powiedział ze stoickim spokojem na twarzy blondyn.
- Oz, jestem zmęczony, chcę się położyć spać. Pogadamy jutro rano.
- A energię na flirtowanie z jakąś panienką to niby masz?!- wykrzyczała poirytowana Alice.
Gilbert postanowił mieć już to za sobą. Koniec kłamstw, nie będzie już oszukiwał przyjaciół.
Usiadł przy stole opierając głowę o ścianę.
- Królik ma racje. Tak, dziś w południe spotkałem się w parku z pewną dziewczyną i tak, wiążę z nią moją przyszłość.
- Co z Adą?- zapytał zdenerwowany Oz
- Ona... Ona nie wie o moich uczuciach do Octavi.
- Octavia?! To tak ma na imię?! W czym jest ono gorsze od tego siostry Oz'a?!- zapytała poirytowana Alice wstając od stołu.
- Spokojnie- powiedział odwracając się w stronę dziewczyny- byłoby dobrze gdybyś powiedział Adzie, że spotykasz się z inną. Nie oszukuj mojej siostry, tyle mam ci do powiedzenia. Dobranoc.
- Dobranoc- odpowiedział zmieszany Raven- ty Alice nie idziesz spać?
- Faceci! Czy wszyscy tacy są?! Mam nadzieję, że Break nie okaże się być taką świnią jak ty!- wykrzyczała Ravenowi prosto w twarz a następnie po przemyśleniu swoich słów i po tym jak posiedziała swój sekret, wybiegła z domu trzaskając drzwiami.
Czemu powiedziała to na głos?! Dlaczego akurat wymsknęło jej się to przy tym draniu?! Jeszcze wygada to komuś, ostatecznie Breakowi i będzie po wszystkim.
Dokąd ma iść? Uciekła z domu, do parku o tak późnej godzinie nie pójdzie. W kieszeni ma trochę pieniędzy, moze starczy na transport do rezydencji Rainsford.
Po pewnym czasie stała już przed drzwiami domostwa Panienki Sharon.
Zapukała delikatnie i juz po chwili otworzył jej lokaj. Zaprowadził dziewczynę do pokoju w którym aktualnie przebywała przyjaciółka krolika.
- Alice? Co cię sprowadza do mnie o tak pózniej porze? Coś się stało?!
Dziewczyna opowiedziała Sharon całą historię z tego niefortunnego dnia.
- Nie możesz już teraz się tym zamartwiać. Naszykuję ci posłanie, wyśpisz się, a jutro rano zaczniesz żyć jak nowo narodzona!- oznajmiła z uśmiechem na twarzy Sharon.
- Masz rację.
Dziewczyny poszły do pokoju gościnnego. Sharon przykryła przyjaciółkę kołdrą i przez chwilę poczuła sie jak starsza siostra. Wychodząc zgasiła światło i udała się do swojej sypialni. Alice zasnęła.
Środek nocy, wszyscy spali jednak dziwny hałas zbudził gościa rezydencji.
Królik otworzył oczy zaniepokojony. Coś kręciło się koło pokoju w którym spała. Może to tylko jakaś osoba ze służby kończy prace? Może tylko strażnik dzielnie pilnuje posiadłości? Alice już by usnęła w spokoju, gdyby nieprzyłożony nóż do jej szyi.
----------------------------
Taaaa... Wiem dziwne zakończenie T^T
Ale ciii, to się ładnie, zgranie zacznie sklejać w następnych rozdziałach. Jakieś przypuszczenia kto mógł zrobic taką rzecz Alice? Piszcie, ja z chęcią przeczytam wasze przemyślenia.
~ Lottie