***
Po dwóch godzinach Namecea wróciła do domu. Wyglądała jak siedem nieszczęść -
zaschnięta krew na ubraniu, włosy pełne popiołu, rozcięcia na rękach... Mimo
to, gdy weszła do domu, zdziwiła się, że ojciec na to nie zareagował. Siedział
przy stole, trzymając w dłoni zdjęcie. Namecea wiedziała, że fotografia
przedstawia jej zmarłą matkę.
-Tatusiu... Wróciłam. Jakby coś, to będę w swoim pokoju - powiedziała i weszła po schodach na piętro. Kilka minut później, gdy już zdążyła opatrzyć otarcia, zmyć krew i przebrać się, do jej uszu dobiegł dźwięk ciężkich kroków jej ojca. Mężczyzna otworzył drzwi do pokoju i stanął w progu:
-Córeczko, kto cię tak pobił? - zapytał z niepokojem.
-Nareszcie znalazłam dobrego przeciwnika. Jest może dla mnie trochę za silny, ale dzięki temu będę mieć motywację do dalszego treningu. - odpowiedziała. Saygio zamyślił się, by po chwili oznajmić:
-Chyba już wiem, kogo wybrałaś na przeciwnika. To Gaara, prawda?
-Hai.
-Przecież wiesz, że on ma w sobie demona piasku. Może cię poważnie zranić, na nawet zabić. Z zimną krwią. - westchnął mężczyzna. - Cóż, zapewne za jego zachowanie i charakter częściową winę ponosi sposób, w jaki jest wychowywany.
-To znaczy?
-Jego ojciec, Kazekage-sama, traktuje go, jakby był niczym. Wysyła ponadto na niego zabójców. Jeszcze ten przeklęty Yashamaru!
-A co on zrobił? - zapytała Namecea, z zainteresowaniem unosząc głowę.
-Był to jego wujek. Najpierw zdobył jego zaufanie, a potem próbował zabić. Oczywiście na końcu to Gaara zabił swojego wujka. - dodał i umilkł.
-Cóż, kiedy rozmawialiśmy, patrzył się na mnie, jakbym powariowała. Chyba nie ma wielu przyjaciół, nie?
-Wszyscy się go boją. Nawet jego własne rodzeństwo.
-To on ma rodzeństwo?
-Hai, Temari i Kankuro.
-To dziwne. Temari-chan nigdy nie wspominała, że ma braci. Myślałam, że jest jedynaczką. - dziewczynka potrząsnęła głową. Po chwili rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi wejściowych. - To pewnie Temari-chan. Mówiła, że jak wróci z Akademii, to przyjdzie i pójdziemy do jej domu. Ma mi kogoś przedstawić. Tatusiu, mogę...
-Tak. I już dzisiaj nie trenuj. Po dzisiejszym dniu wystarczy ci do końca tygodnia.
-Arigato! - Namecea przytuliła się do ojca i po chwili już jej nie było. Dźwięk zamykanych drzwi wejściowych potwierdził jej wyjście z domu.
-Tatusiu... Wróciłam. Jakby coś, to będę w swoim pokoju - powiedziała i weszła po schodach na piętro. Kilka minut później, gdy już zdążyła opatrzyć otarcia, zmyć krew i przebrać się, do jej uszu dobiegł dźwięk ciężkich kroków jej ojca. Mężczyzna otworzył drzwi do pokoju i stanął w progu:
-Córeczko, kto cię tak pobił? - zapytał z niepokojem.
-Nareszcie znalazłam dobrego przeciwnika. Jest może dla mnie trochę za silny, ale dzięki temu będę mieć motywację do dalszego treningu. - odpowiedziała. Saygio zamyślił się, by po chwili oznajmić:
-Chyba już wiem, kogo wybrałaś na przeciwnika. To Gaara, prawda?
-Hai.
-Przecież wiesz, że on ma w sobie demona piasku. Może cię poważnie zranić, na nawet zabić. Z zimną krwią. - westchnął mężczyzna. - Cóż, zapewne za jego zachowanie i charakter częściową winę ponosi sposób, w jaki jest wychowywany.
-To znaczy?
-Jego ojciec, Kazekage-sama, traktuje go, jakby był niczym. Wysyła ponadto na niego zabójców. Jeszcze ten przeklęty Yashamaru!
-A co on zrobił? - zapytała Namecea, z zainteresowaniem unosząc głowę.
-Był to jego wujek. Najpierw zdobył jego zaufanie, a potem próbował zabić. Oczywiście na końcu to Gaara zabił swojego wujka. - dodał i umilkł.
-Cóż, kiedy rozmawialiśmy, patrzył się na mnie, jakbym powariowała. Chyba nie ma wielu przyjaciół, nie?
-Wszyscy się go boją. Nawet jego własne rodzeństwo.
-To on ma rodzeństwo?
-Hai, Temari i Kankuro.
-To dziwne. Temari-chan nigdy nie wspominała, że ma braci. Myślałam, że jest jedynaczką. - dziewczynka potrząsnęła głową. Po chwili rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi wejściowych. - To pewnie Temari-chan. Mówiła, że jak wróci z Akademii, to przyjdzie i pójdziemy do jej domu. Ma mi kogoś przedstawić. Tatusiu, mogę...
-Tak. I już dzisiaj nie trenuj. Po dzisiejszym dniu wystarczy ci do końca tygodnia.
-Arigato! - Namecea przytuliła się do ojca i po chwili już jej nie było. Dźwięk zamykanych drzwi wejściowych potwierdził jej wyjście z domu.
***