wtorek, 31 lipca 2012

Namecea cz.3


***

              Po dwóch godzinach Namecea wróciła do domu. Wyglądała jak siedem nieszczęść - zaschnięta krew na ubraniu, włosy pełne popiołu, rozcięcia na rękach... Mimo to, gdy weszła do domu, zdziwiła się, że ojciec na to nie zareagował. Siedział przy stole, trzymając w dłoni zdjęcie. Namecea wiedziała, że fotografia przedstawia jej zmarłą matkę.
-Tatusiu... Wróciłam. Jakby coś, to będę w swoim pokoju - powiedziała i weszła po schodach na piętro. Kilka minut później, gdy już zdążyła opatrzyć otarcia, zmyć krew i przebrać się, do jej uszu dobiegł dźwięk ciężkich kroków jej ojca. Mężczyzna otworzył drzwi do pokoju i stanął w progu:
-Córeczko, kto cię tak pobił? - zapytał z niepokojem.
-Nareszcie znalazłam dobrego przeciwnika. Jest może dla mnie trochę za silny, ale dzięki temu będę mieć motywację do dalszego treningu. - odpowiedziała. Saygio zamyślił się, by po chwili oznajmić:
-Chyba już wiem, kogo wybrałaś na przeciwnika. To Gaara, prawda?
-Hai.
-Przecież wiesz, że on ma w sobie demona piasku. Może cię poważnie zranić, na nawet zabić. Z zimną krwią. - westchnął mężczyzna. - Cóż, zapewne za jego zachowanie i charakter częściową winę ponosi sposób, w jaki jest wychowywany.
-To znaczy?
-Jego ojciec, Kazekage-sama, traktuje go, jakby był niczym. Wysyła ponadto na niego zabójców. Jeszcze ten przeklęty Yashamaru!
-A co on zrobił? - zapytała Namecea, z zainteresowaniem unosząc głowę.
-Był to jego wujek. Najpierw zdobył jego zaufanie, a potem próbował zabić. Oczywiście na końcu to Gaara zabił swojego wujka. - dodał i umilkł.
-Cóż, kiedy rozmawialiśmy, patrzył się na mnie, jakbym powariowała. Chyba nie ma wielu przyjaciół, nie?
-Wszyscy się go boją. Nawet jego własne rodzeństwo.
-To on ma rodzeństwo?
-Hai, Temari i Kankuro.
-To dziwne. Temari-chan nigdy nie wspominała, że ma braci. Myślałam, że jest jedynaczką. - dziewczynka potrząsnęła głową. Po chwili rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi wejściowych. - To pewnie Temari-chan. Mówiła, że jak wróci z Akademii, to przyjdzie i pójdziemy do jej domu. Ma mi kogoś przedstawić. Tatusiu, mogę...
-Tak. I już dzisiaj nie trenuj. Po dzisiejszym dniu wystarczy ci do końca tygodnia.
-Arigato! - Namecea przytuliła się do ojca i po chwili już jej nie było. Dźwięk zamykanych drzwi wejściowych potwierdził jej wyjście z domu.
***

Namecea cz.2


Trzy lata później

***

-Jeszcze raz!
-KAUTON: JUTSU OGISTYCH KWIATÓW! – krzyknęła Namecea. Rozłożyła dłonie i w kierunku jej ojca poszybował wir płatków róż, zapalając się w locie. Mężczyzna odskoczył i ominął większość, ale i tak kilka ognistych płatków trafiło go, zapalając jego kamizelkę. Stłumił ogień i uśmiechnął się.
-Córeczko, nie chciałabyś potrenować z kimś w swoim wieku? To by ci dobrze zrobiło, tak raz na jakiś czas.
-Ale z kim? Ishiro-kun jest w Konoha, a Temari-chan ma zajęcia w Akademii.
-Przecież są też inne dzieci.
-Nie lubią mnie, tatusiu.
-Wszystkie? Na pewno nie. – dziewczynka westchnęła i popatrzyła się na niego ze smutnym wyrazem twarzy. – Dobrze, Namecea-hime. Na dzisiaj już koniec. Możesz zostać na polu treningowym jeśli chcesz. Tylko wróć przed dziewiętnastą. – powiedział (ojciec), złożył dłonie w pieczęć i zniknął w wirze ognia.
-Szkoda, że nie mam rodzeństwa… - powiedziała do siebie brunetka i wzorem ojca złożyła dłonie w pieczęć, znikając jednak w chmurze dymu. Pojawiła się na placu zabaw. Było pusto, jak nigdy. Namecea skierowała się w stronę huśtawek. Ku jej zdumieniu, na jej ulubionej siedział chłopak z krwistoczerwonymi włosami.
         Podeszła jeszcze bliżej. Obcy nie zwrócił nawet na nią uwagi, tylko apatycznie wpatrywał się w piasek.
-Cześć. Jestem Namecea. A jak ty masz na imię? – starała się, by jej głos zabrzmiał radośnie, ale wyszło, jakby ledwo powstrzymywała płacz. Czerwonowłosy podniósł głowę i spojrzał się na nią, jakby była chora psychicznie. – Jesteś niemy?
-Nie. – znowu rzucił jej spojrzenie. Tym razem to było niedowierzanie pomieszane ze złością. Namecea zauważyła, że obcy miał jasnozielone oczy bez źrenic, ponadto jego powieki były czarne, a na czole miał wytatuowane kanji oznaczające miłość.
-Tyle potrafisz powiedzieć?
-Zastanawiam się tylko, dlaczego tu jeszcze jesteś.
-A miało mnie tu nie być?
-Nie wiesz kim jestem? – w głosie chłopaka pobrzmiewała irytacja.
-Szczerze mówiąc, widzę cię pierwszy raz. Zapamiętałabym kogoś z takim kolorem włosów.  – pokręciła głową. – To jak masz na imię?
-Mam na imię Gaara.- wyszeptał i wyszczerzył zęby w psychopatycznym uśmiechu.
-Aha. Super. Chcesz ze mną potrenować?
-Czy ty wiesz z kim rozmawiasz?! Ja mam w sobie DEMONA!
-I co z tego? Ale to nie oznacza, że ty nim jesteś. To co, potrenujemy?
-Hn. – mruknął i zeskoczył z huśtawki.
-To widzimy się na polu treningowym numer cztery – zawołała brunetka i zniknęła w chmurze ognia.
To jakaś nowość.”
„Zgadza się. To chyba pierwsze dziecko, które rozmawia z tobą z własnej woli. Ale nie nadaje się na partnerkę.”
„Wydaje mi się, że jeszcze nie czas na coś takiego.”
„A co zrobisz, jeśli twoją partnerkę naznaczył już ktoś inny?”
„Zabiję go.” – powiedział w myślach, a demon odpowiedział mu mrocznym chichotem.




Namecea cz.1


            W Sunie rozpoczął się kolejny dzień. Od samego rana, w powietrzu dało się wyczuć napięcie. Namecea huśtała się na huśtawce, kiedy nagle usłyszała krzyki. Zeskoczyła na ziemię i pobiegła w stronę, z której dobiegał hałas. W pewnym momencie zdała sobie sprawę z tego, że wrzaski dobiegały z jej domu. Wbiegła do budynku i rozejrzała się. Na parterze nikogo nie było, więc po chwili znalazła się na piętrze. Znowu usłyszała krzyki:
-Wynoś się z mojego domu! – to był krzyk jej matki, Akako.
         Namecea pobiegła do pokoju jej rodziców, z którego dobiegał hałas. Gdy stanęła w drzwiach, zobaczyła, jak zamaskowany mężczyzna wbija sztylet w serce kobiety.
-NIEEE!! – krzyknęła przerażona dziewczynka. Zabójca odwrócił się, zmrużył oczy i wyskoczył przez okno, uprzednio je rozbijając.
-Córeczko… Gomen, że nie… - Akako zakrztusiła się krwią.
-Mamo… - Namecea podbiegła do leżącej kobiety. – Zaraz zawołam medyków i cię uratują! Nie zostawiaj mnie!
-Nie powiedziałam… Ci o tw… - serce kobiety zatrzymało się. Namecea wybuchła płaczem i wybiegła z domu. Zatrzymała się na placu zabaw, usiadła na ławce, pochyliła się do przodu i ukryła twarz w dłoniach.

***

         Ishiro nienawidził wychodzić z domu, kiedy mu kazali rodzice. Odczuwał to jako rodzaj kary. Nie chcąc jednak znowu po powrocie napotykać zmartwionego spojrzenia rodziców, wyszedł z budynku i skierował się na plac zabaw. Gdy tylko tam wszedł, usłyszał śmiech rówieśników i okrzyki „Beksa!” „Ale żal”. Skierował się w tamtą stronę i zobaczył mały tłumek dookoła ławki, na której siedziała czarnowłosa dziewczynka. Szybko tam pobiegł i zawołał:
-Zostawcie ją w spokoju! Co wam zrobiła? Jeśli zaraz stąd nie pójdziecie, to ja dam Wam powód do płaczu. – inne dzieci popatrzyły się na niego ze zdziwieniem i odeszły, po drodze go potrącając. – Już dobrze. Poszli sobie.
Dziewczynka podniosła głowę i zaczęła szlochać jeszcze głośniej. Chłopiec pogłaskał ją po ramieniu.
-Co się stało?
-On ją zabił… - dobiegł do niego stłumiony głos. – Moją mamę…
-Kto zabił?
-Nie wiem…
-Kiedy to się stało? Ktoś to jeszcze wie? – nie uzyskał odpowiedzi. Westchnął i dodał: – Jestem Ishiro, a ty?
-Na-…Namecea.
-Chodź, pójdziemy do Kazekage-samy i powiesz mu o tym zabójstwie. – jakimś cudem posłuchała go i po chwili skierowali się do najwyższego budynku w wiosce, wieży Kazekage.

***

-JAK TO SIĘ MOGŁO STAĆ?! DLACZEGO DOPUŚCILIŚCIE DO ŚMIERCI JEDNEJ Z NAJSILNIEJSZYCH KUNOICHI W WIOSCE?! – krzyczał rozzłoszczony Kazekage na biednych oficerów ANBU, a ci drżeli jak liście na wietrze. – WASZA NIEKOMPETENCJA PRZECHODZI WSZELKIE GRANICE!
-A-Ale K-Kazekage-sama! Nie daliśmy rady zareagować. To była chwila!
-GDYBYŚCIE NALEŻYCIE WYKONYWALI SWOJĄ PRACĘ, NIE DOSZŁOBY DO TEGO! – wziął do rąk dokument leżący na biurku i kontynuował. – Wszyscy, jak tu stoicie, wyruszacie do Kumo. Będziecie budować tam most. Możecie odejść.
-Ale Kazekage-sama! - Próbowali się wybronić oficerowie.
-OŚMIELACIE SIĘ SPRZECIWIAĆ? W TAKIM RAZIE, MACIE ZABIĆ MOJEGO SYNA!
-Ale nikt nie wrócił z tego żywy…
-TO NIE MOJA SPRAWA. WYNOŚCIE SIĘ Z MOJEGO BIURA!!
-Hai, Kazekage-sama. – bez entuzjazmu odparli ninja z ANBU, skłonili się i wyszli, cicho zamykając drzwi.
-Kiku, znajdź Temari i powiedz jej, żeby zaopiekowała się tą małą Masamoto do powrotu jej ojca. – mruknął Kazekage, wziął do rąk kolejny zwój i rozpoczął czytanie jego zawartości.

***


Słownik:

Hai – tak
-sama – sufix znaczący „pan/pani”
Gomen - przepraszam