niedziela, 25 października 2015

Zaprzecz nierealniej miłości [5] Break x Alice

Witam serdecznie w kolejnym rozdziale ^^
Zrobiłam aktualizacje telefonu i mam teraz emoji (ile można było zwlekać?). Przez co bardzo się jaram i używam emotek dosłownie wszędzie 🐗🐰👽😬.
W tym rozdziale będzie dużo rozmyśleń Alice, mam nadzieję, że lubicie tę formę pisania, jeśli nie to wystarczy napisać, a ograniczę to do minimum. 
Te poplątane uczucia powoli wychoadzą na jaw, lecz to chyba nie jest takie proste.
No więc zapraszam 🍆🍆🍆🍆.



----------------------------------


Zawitała wiosna, a wraz z nią na ulice wyszły tłumy zakochanych. Chodzili po uliczkach parkowych trzymając się za ręce i od czasu do czasu szepcąc coś sobie na ucho. Nie do zignorowania były te ciągle chichoty kończące się najczęściej namiętnymi pocałunkami.
Alice coraz cześciej nie mogła ich ominąć. Rozmnożyli się jak jakieś bakterie i pragną zarażać tym swoim wylewanym szczęściem innych. 
Po co ona miała się uśmiechać? Te ostatnie słowa Breaka mocno nią wstrząsnęły i od tego czasu dziewczyna omijała białowłosego jak tylko mogła. Mężczyzna wrócił do posiadłości Rainsford po miesięcznym pobycie w szpitalu. Od tego czasu Alice   nie odwiedzała Sharon, coraz częściej przechadzała się po uliczkach parku. Siadała na ławce i zaczynała rozmyślać. Po pewnym czasie myśli przelewała na papier pisząc dziennik, a częściej rysując. 
Tego dnia Alice siedziała naprzeciw marmurowej fontanny obrastającej białymi różami. Postanowiła narysować ten widok, tym bardziej, że na posążku opodal usiadł piękny, biały gołąb. Dziewczyna chwytała już za ołówek, gdy zza drzewa wyłoniła się dwójka młodych ludzi, idących w stronę fontanny. Królikowi twarz chłopaka wydała się znajoma... Zaraz, zaraz, to kapelusz tego durnego wodorościanego łba, więc to zapewne Gilbert! Ale z kim on się przechadza? Co to za panienka? Raven jest po uszy zakochany w Adzie, to oczywiste. Są nawet razem... O co chodzi?!
Alice schowała się za krzewem patrząc ze zdziwieniem na tą dziwną sytuacje. On tylko z nią chodzi pod rękę, nic więcej. To głaskanie po policzku to też zapewne oznaka przyjaźni, no ale czemu ten dureń ją namiętnie całuje?! 
Towarzyszka Gilberta oparła się o krawędź fontanny a jej kasztanowe loki muskał delikatnie wiatr. 
Dlaczego?! Dlaczego, Gil? Masz przecież siostrę Oz'a. Ją całuj i uszczęśliwiaj. Czemu jej to robisz?
Alice nie mogła już znieść tych dręczących pytań na których nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Bez zastanowienia wyszła z kryjówki i dynamicznym ruchem rozerwała zakochanych. Gilbert przez ułamek sekundy poczuł silne trzaśnięcie na jego twarzy. Alice uderzyła go w twarz, a następnie popatrzyła się na niego z wyrzutami.
- Alice, to nie tak...- powiedział nieogarnięty po uderzeniu Gilbert.
- Dlaczego?..- zapytała ze smutkiem w głosie, lecz nie czekała na odpowiedź, bo szybko pobiegła przed siebie. 
Nie rozumiała tego wcale, co się przed chwilą stało?! 
Biegnąc wzdłuż wąskiej uliczki dobiegła do żywopłotu ciętego na zwór karcianych symboli. Dziewczyna usiała przy roślinie, zasłaniając twarz dłońmi. Płakała, głośno i intensywnie, ale czemu? To nie jest jej sprawa, więc czemu się tym przejmuje? Nawet nie utrzymuje dobrych relacji z tą dwójką, więc DLACZEGO?! 
Czy Oz będzie przygnębiony? To tez nie jego sprawa, ale jednak... A Sharon? Nie, to definitywnie nie jest jej sprawa. 
Jak by zareagował Break? Czy by wyśmiał tą sprawę? Może całkowicie zignorował? Jak to z nim jest? Wydawało jej się, że go zna. Bynajmniej na tyle by przewidzieć jego zachowania. 
Dziwne, z rozmyśleń o tej dziwnej sytuacji przeszła do tego durnia. Zawsze tak jest. Co on takiego w sobie ma? 
Koniec, dosyć tych przemyśleń, wstanie  i pójdzie do domu, wypije herbatę i położy się spać. Czemu wracać? Przecież może tu usnąć tutaj, jest tu tak ładnie. 
- Grzeje ten żywopłot, że tak się do niego przystawiasz?- zapytał szeptem głos, który spowodował u Alice nagłe przebudzenie. 
- Co to ma być?- zapytała niemrawo dziewczyna.
- Dzień doberek! Jak mija słoneczne popołudnie na obrzeżach tego, jakże uroczego parku?- zapytał z uśmiechem.
- Jak widać dobrze, ale nie na tyle byś mógł mi przerywać odpoczynek Break!
- Nie bądźmy drobiazgowi. Proponuję niewinny spacerek we dwoje, za dużo wymagam?
- Głupku, jesteś na wózku. To raczej spacer we trójkę.- żachnęła się dziewczyna.
- Chodzi ci o Margaret? Jest stara i głucha. Nic nie zrozumie, więc się nie martw, możesz mi wyszeptać swoje najskrytsze sekrety- powiedział jej prosto do ucha, a ciepło z jego ust spowodowało silny rumieniec u Alice. 
- Pfff... Jeszcze czego, ale skorzystam z propozycji, chodźmy.. Emm przemieśćmy się. 
Szli uliczkami wzdłuż alejki różanej i rozmawiali jak starzy przyjaciele. A jednak moze nie? Atmosfera była mimo wszystko gęsta. Usta Alice... Jej wargi.. Zbyt suche. Trzeba je nawilżyć. Nie ma pomadki, a sama nie chce. Spojrzała na radosnego z rozmowy białowłosego. Czy on mógłby to zrobić? Pocałować Królika? Niedorzeczne, jak mogła o tym pomysleć! Taki byt jak Alice nie ma szansy zaznać pocałunku z pożądania. 
Lepiej będzie jak o tym zapomni, o tak.
- Alice?- spytał czerwonooki patrząc dziewczynie głęboko w oczy.
- Emmm.. Tak?
- Mam suche usta.


---------------------------------
Do następnego 🌙🍱




niedziela, 11 października 2015

Zaprzecz nierealnej miłości [4] Beak x Alice

Alice siedziała jeszcze długo wtulona w dłoń Breaka. Po chwili, zas przypomniała sobie, że mężczyzna może za chwile umrzeć, więc zbiegła po marmurowych schodach i zdyszanym glosem wykrzyczała:
- Beak! Break, leży na balkonie, krwawi..!
Rozbawieni goście Sharon szybko zpoważnieli i popędzili na góre, ku krwawiącemu białowłosemu. Głowa rodu Rainsford przepychała się w stronę Xerxesa. Mężczyzna leżał  nieprzytomny na ziemi.
- Reim! Wezwałeś lekarza?!
- Jest już w drodze. Przenieśemy go na dół.
Gilbert i Reim chwycili Breaka i położyli go na stole, który wcześniej przyoozdabiały róznorodne smakołyki oraz bukiety kwiatów.
- Przyjechał lekarz, zróbcie miejsce!- Oznajmił Oz, a wszycy posłusznie wykonali polecenie.
Medyk dynamicznie przemywał rany czerwonookiego, a następnie je bandażował.
Pielęgniarki biegały do pojazdu i przynosiły coraz nowsze opatrunki. Woda, we wiadrach nabierała kolor czystej czerwieni.
Sharon w pewnym momencie nie wytrzymała. Jej nogi nagle się ugięły a sama upadła na podłogę. Alice wraz z pomocą Echo zaniosły dziewczynę do ubikacji by przemyć jej twarz.
Młoda Rainsford natychmiastowo odzyskała przytomność, nie wiedząc chwilowo co się stało.
- Gdzie Break! Co z nim!- wykrzyczała przerażona.
- Lekarz robi co w jego mocy, lecz nie jest dobrej...- powiedziała Echo, lecz jej wypowiedź została przerwana przez Alice, która zakryła jej buzię.
- Starają się, będzie o-k-e-j!- Wykrzyczała Alice, zakrywając smutek przymusowym uśmiechem, którego nauczyła się zapewne od Oza.
- ... myśli- dokończyła Echo.
- Chodźmy się przespacerować, dobrze ci to zrobi- powiedział królik do Sharon.
- Dziękuję, Alice. Panienko Echo?
- Podziękuję. Już i tak miałam się zbierać.Cieszę się, ze mogłam spędzić z wami tak   wspaniały wieczór, dobranoc.- oznajmiła dziewczyna i wybiegła z pomieszczenia.
- A więc, chodźmy Alice- Powiedziała uśmiechnięta Sharon.
Wyszły z budynku tylnymi drzwiami, więc nie musiały oglądać sytuacji, która spowodowała u głowy rodu Raisword omdlenie.
Udały się do pobliskiego parku, by rozpocząć przechadzkę po parkanowych uliczkach.
Rozmawiały, głośno się śmiejąc. Za wszelką cenę starały sobie nie przypominać krwawiącego Xerxesa. Niestety sytuacja wzięła górę, a Sharon złapała Alice za ręce i spytała:
- Moja droga...Nie mogę już tego znieść. Widzę co się dzieje i nie mogę tego znieść. Czemu nie mówisz mi prawdy? Czy nie jestem osobą, której możesz zaufać?
- Emmm.. a o co konkretnie chodzi?
- Alice- Sharon wzięła głęboki wdech i na spokojnie oznajmiła- wiem, że darzysz dużym uczuciem Xerxesa Breaka.
W tym momencie Królikowi napłynęły łzy do oczu i zrobiła się czerwona.
- Dlaczego?- zapytała Alice
- To widać, oraz kobieca intuicja.
- Sharon, ja... ja nie wiem co się dzieje.. Czemu on?! To zapewne coś mylnego. Break to najbardziej idiotyczna kreatura jaką znam. Jest to ktoś komu nie można zaufać, ale jednocześnie chce się to zrobić. Co ja mam robić, czuje się zagubiona- Powiedziała dziewczyna, nie mogąc opanować łez.
- Moja droga. Co ja ci mogę doradzić? To co właśnie czujesz pospolicie zwie się miłością- oznajmiła ze stoickim spokojem na twarzy kobieta, gładząc Królika po policzku.
- Teraz jak on umrze.. Och Sharon, ja starałam się w to nie wierzyć, ale prawda zapewne jest inna. Jego przeznaczeniem jest teraz zginąć.
- Chcesz tego?
- Co to za pytanie! Oczywiście, że nie. Chcę by ten błazen żył jak najdłużej. By irytował mnie i nawet gnębił. Byle by był.
- Więc nie martw się. Break to typ człowieka, który irytuje chyba każdego. Jednakże, nikomu bym nie zaufała, tak jak jemu. Zawsze mi doradzi i pocieszy. W jego sercu od wyjścia z otchłani była tylko moja matka. Czas to zmienić Alice.
- Chodźmy sprawdzić co z tym durniem- powiedział melodyjnie Królik, chwytając przyjaciółkę za rękę.
Kiedy dotarły do kawiarni, poszkodowanego wraz z pomocą medyczną już nie było.
- Gdzie Beak?- Zapytała donośnie Sharon.
- Zabrali go do szpitala. Nie jest w dobrym stanie, ale prawdopodobnie uda im się wygrzeć go ze śmierci- oznajmił Raven.
- Gil... Chodźmy już. Uroczystość dobiegła końca- szepnęła Ada.
- Ehmm... To my też już będziemy się zbierać, Alice chodźmy- Oz chwycił dziewczynę za rękaw.- Odwiedzimy Breaka za tydzień, lekarz pozwolił na odwiedziny po takim właśnie czasie.
- Dobranoc. Dziękuję, że przyszliście.- Powiedziała Sharon, kłaniając się elegancko.
           Minął dokładnie tydzień, od niefortunnego wypadku. Grupa przyjaciół właśnie wchodziła do szpitala, kiedy spotkali na korytarzu uradowaną Sharon.
- No witam, witam. Czy odwiedzimy nie miały być od dzisiaj?- zapytał zaczepnie Oz.
- Braciszek Xerx potrzebował mojej opieki, bo co on biedny by zrobił bez moich wypieków oraz mnie- odpowiedziała równie zaczepnie Sharon.- Zaprowadzę was do niego, chyba jesteście ciekawi co u niego.
Break leżał na niewygodnym szpitalnym łóżku a na szafce obok porozrzucane były duże kosze z kwiatami i słodyczami.
- Hohoho, kogo ja tu widzę!- Powiedział z uśmiechem na twarzy białowłosy.
- Oz, Gilbert i Alice do twojej dyspozycji- oznajmiła młoda Rainsford i zamknęła drzwi.
Goście usiedli na ławce przy łóżku i zajęli się namiętną rozmową z powracającym do zdrowia.
Kiedy zakończyli odwiedziny i wychodzili już z budynku, Alice nagle zarzuciła:
- Zapomniałam torebki, nie czekajcie. Wrócę spacerkiem.
- Ale ona nie ma torebki!- powiedział zdziwiony Gilbert.
- Chodź już- pospieszył mężczyzne Oz.
Królik wbiegł dyskretnie na piętro trzecie. Przed drzwiami 132 zatrzymała się trzymając rozgrzaną klamkę. Czemu wróciła? Przecie powiedziała już wszystko co miała. Nie, zaraz. Ona milczała i tylko słuchała. Teraz musi się wygadać. Ale czemu temu błaznowi?!
Nie, koniec tego rozmyślania. Wchodzi tam. TERAZ!
- Proszę Alice nie stój tam już tyle. Jak masz zamiar mnie odwiedzić to teraz.
- Łaski bez. Nie muszę wchodzić.
- Tyle czekasz , to może już skorzystasz z okazji i zawitasz u mnie.
- Jak tak bardzo nalegasz...- wykrzyczała, otwierając kopniakiem drzwi.
- Nie tak drastycznie...
- Pffff...
Stała tak nad nim nie wiedząc co ma powiedzieć. Miała przecież wcześniej całą przemowę w głowie, a teraz to wszystko zniknęło? No dalej, powiesz coś!
- Emm.. Jak zdrowie..?
- Tak samo jak dziesięć minut temu.. po co przyszłaś tak naprawdę?
- Sama nie wiem..- odwróciła wzrok.
Brak wstał z łóżka. Podszedł w stronę dziewczyny i złapał ją za ramię. Zaskoczona Alice podskoczyła z zaskoczenia.
- Zostało mi bardzo mało czasu, lekarze to potwierdzili.
Dziewczyna zawiesiła wzrok w jego szkarłatnym oku, które nie tryskało radością jak zwykle. Było ztłumione, pełne żalu.
- Nie chcę ci tego robić- powiedział przybliżając twarz do dziewczyny, której oczy przepełniały się szklistym blaskiem.
- Może i jestem głupią istotą o imieniu Alice, ale nie zapominaj tego, że mam uczucia!- Wykrzyczała prosto w zatroskaną twarz Breaka.
- Nigdy o tym nie zapomniałem.
Królik spojrzał się niepewnie na białowłosego i nie wiedział co odpowiedzieć.
- Co mam robić?- Zapytała po pewnym czasie, cicho dziewczyna.
- Zapomnieć. Tak będzie dla ciebie lepiej.