piątek, 2 listopada 2012

JiraTsu. Rozdział 4: Powrót do żywych.


                                             Dwa dni po próbie samobójstwa.
                                                                   ***
     Kakashi przez całe dwa dni siedział przy Sakurze. Ona jednak nie dawała znaku życia. W trzeci dzień ocknęła się.
- Sensei… - Odezwała się. Kakashi stał przy oknie. Nie słyszał dziewczyny. – Sensei, czemu mnie uratowałeś? – Usłyszał.
- Sakura, obudziłaś się. Nareszcie. – Odparł zadowolony. – Jak się czujesz? – Spytał opiekuńczo.
- Źle. – Odpowiedziała niezadowolona.
- Coś cię boli? Zaraz zawołam lekarzy.
- Nie! – Krzyknęła przestraszona. Nie miała zamiaru wysłuchiwać marudzenia Tsunade. – Wszystko gra tylko nie potrzebnie się trudziliście.
- Co ty mówisz?
- Po co niby mnie ratowaliście? Po co w ogóle żyje?
- Dla przyjaciół. Dla Tsunade, twojej sensei. Dla tych dla których jesteś ważna. – Zaczął ją pouczać. Jego ton nie był tak przyjemny jak poprzednio.
- Poza Tsunade-sensei nikogo nie mam.  Przyjaciele? I tak zaraz wyjadą na misje, a i może na niej zginą.
- Ale warto żyć.
- Gdybym miała naprawdę dla kogo. Jednak nie mam już osoby którą tak bym kochała jak rodziców czy… - Nie chciała kończyć.
- Sakura, posłuchaj mnie uważnie. Rodzice na pewno by nie chcieli byś umarła w ślad za nimi. Sasuke… nim się nie przejmuj. Nie jest tego wart. Masz dla kogo żyć. Zastanów się dobrze. Naruto, Shikamaru, Ino, Hinata. Dużo by tu wymieniać nie mówiąc już o Tsunade.
- Tak, ale Naruto i Hinata wyruszają za tydzień jeśli się nie mylę na misje. Shikamaru też  wyjeżdża do Suny. Nie wiadomo na jak długo. A Ino, ona i tak co chwile ma misje. Z Tsunade-sensei nie da się normalnie spotka bo ma papierzyska albo jest w szpitalu.
- Więc zrób to dla mnie. – Powiedział stanowczo Kakashi.
- Dla…Ciebie?
- Tak no bo wiesz ja… - Chciał jej coś powiedzieć ale powstrzymał się. Wymyślił wymówkę. – Ja mam cię pilnować. Jak Tsunade by się dowiedziała, że źle cię upilnowałem to łeb by mi urwała. – Zaczęli się śmiać.
- Ale to nie takie łatwe mieć u boku tylko straż. – Chciała znaleźć pretekst lecz Kakashi i tak miał haka w rękawie.
- Uważasz mnie tylko za swoją straż? No wiesz. – Jego głos zaczął być taki jak na początku.
- No a nie?
- Nie! Zawsze będę twoim przyjacielem. Możesz mi wszystko powiedzieć. Nie krępuj się. Przecież nie jesteś już dzieckiem. Za dwa dni skończysz 18 lat. To nie byle co być profesjonalną Kunoichi. A jak mi wiadomo Tsunade chce z ciebie zrobić najlepszą Kunoichi.
- Pamiętasz kiedy mam urodziny? – Zdziwiła się dziewczyna.
- A jakże inaczej.
- Sakura-sama, już się obudziłaś. – Do sali weszła pielęgniarka.
- Hai. – Odpowiedziała niepewnie. Czuła, że do sali wleci zaraz Tsunade i w tedy jej się oberwie.
- Jak się Pani czu… - Pielęgniarka nie dokończyła.
- Sakura! – Wrzask słychać było z początku szpitala. Tsunade wiedziała, że Sakura będzie spała zaledwie dwa dni. Ona i Kakashi znają Sakurę najlepiej.
- I się zaczyna. – Powiedziała różowo – włosa.
- Czekaj. Załatwię to jeśli obiecasz mi, że już nigdy tego nie zrobisz. – Kakashi chciał pomóc przyjaciółce.
- Hai, obiecuje.
- Więc się szykuje gadka. No ale nic, jak mus to mus. – I wyszedł zamykając za sobą drzwi
- Co on zamierza zrobić? – Spytała sama siebie pielęgniarka.
- Rotuje mi tyłek biorąc całą odpowiedzialność na siebie. – Odpowiedziała jej Sakura.
- Ogłupiał czy co? Tsunade-sama go rozwali na drobny mak. Mi już nie raz się zebrało, a jak koleżanka chciała mi pomóc to Tsunade-sama prawie ją zabiła.
- Ta, gdyby nie on to ja bym zginęła na miejscu.
- To jest przyjaciel. Nie dość że siedzi tu prawie trzy dnie, to jeszcze obrywa za ciebie. Też bym takiego chciała.
- Naprawdę siedział tu trzy dni? – Spytała niepewnie młoda Kunoichi.
- Tak, nie odstępował cię na krok.
- Łał.
- Ty idioto… zaraz ci flaki wypruje! – Było słychać urywki zdań. Tsunade Krzyczała jak szalona. Kakashi wrócił cały posiniaczony do sali gdzie leżała Sakura.
 - Wszystko załatwione. – Powiedział do dziewczyn.
- Sensei, dziękuję… za wszystko. – Sakura zaczęła dziękować.
- E tam. Daj spokój. – Siadł z powrotem obok niej.
     Pielęgniarka zbadała Sakurę i przy okazji Kakashi’ego. Następnie wyszła. Zamaskowany mężczyzna siedział jeszcze długo w szpitalu. Następnie wyszedł. Skierował się do własnego mieszkania. Po drodze spotkał Jirayie i Asume.
- Siema stary. Patrz kogo do nas z zaświatów przywiało. – Odezwał się Asuma.
- Ta, już wczoraj się z Jirayią-sama widziałem. – Odpowiedział smętnie. Nie był skory do rozmowy. Wszystko go bolało.
- Cześć Kakashi. I jak masz kogoś? – Spytał bez ogródek Pustelnik.
- Cześć. Nie, nie mam i przestań się mnie o to dopytywać! – Wrzasnął.
- Oj tam, oj tam. Ja po prostu chce byś był szczęśliwy. – Trochę dziwacznie zabrzmiało to w ustach Ero-senian. Asume i Kakashi popatrzyli się na niego. – No co?
- Nic. Kakashi idziesz z nami? – Spytał Asuma.
- A niby gdzie tym razem? – Z niechcenia dopytywał się szaro włosy.
- Do baru. Na sake. Kurenai, Tsunade i Shizune też tam będą. – Wtrącił Jirayia.
- No dobra, niech będzie. – Zgodził się.
- He, dzięki Shizune, co nie? – Zaczął mu docinać Pustelnik.
- Ona mnie nie kręci. Zrozumiano!? – Krzyknął.
- Jasne, jasne. – Asuma i Jirayia powiedzieli w jednakowym czasie.
- Chodzimy. – Pogonił, zdenerwowany na przyjaciół Kakashi.
     Poszli. Gdy doszli otworzyli drzwi. Skierowali się na górę, gdzie byli umówieni z dziewczynami. Weszli i ich zaskoczenie było nieziemskie. Przy stoliku siedziały trzy kobiety i jeden mężczyzna podrywający jedną z nich. Kurenai, Tsunade i Shizune były całkiem pijane. Jedynie jeszcze jako tako trzymał się Gai. Gai na oczach wszystkich podrywał asystentkę Tsunade. Kakashi’emu gałki oczne prawie nie wyleciały z zaskoczenia. Wiedział że Gai’owi podoba się Shizune, ale nie myślał że uda mu się ją poderwać i to jeszcze przy Tsunade. Podeszli do stolika.
- Co tu się dzieje? – Spytał nerwowo Asuma.
- Jak to co? Zabawa. – Odpowiedział mu pełen zadowolenia Jirayia. Teraz miał szanse. Tsunade była pijana jak nigdy dotąd. Mógł ją łatwo wykorzystać.
- A ty tylko o jednym.
- Nie no co ty. – Zaprzeczył ironicznie. – Hej dziewczyny, wpuście mnie do środka! – Zawołał do nich. One go wpuściły.
- Nie, no ja tak się bawić nie będę. – Kakashi powiedział i odwrócił się z zamiarem wyjścia.
- Czekaj. – zawołał go Asuma. – Idę z tobą. Nie mam zamiar siedzieć z tymi pijakami.
- I dobrze robisz.
     Wyszli na zewnątrz. Asuma odpalił papierosa.
- Co z Shikamaru? Słyszałem, że wyjeżdża do Suny. – Kakashi zagadał pierwszy.
- A no racja. Do tej swojej dziewczyny ale pod pretekstem misji. – Asuma odpowiedział mu nie zadowolony.
- He…Temari?
- Hai.
- Szkoda. Jest z niego świetny Shinobi. Najlepszy z naszej dziewiątki.
- Ta, on, Naruto i Sakura są chyba najlepsi ze wszystkich.
- Ciekawa rozmowa. – Wtrącił znajomy głos. – Mówcie, mówcie, z chęciom dowiem się co nieco o przeciwnikach. – Nagle naskoczył na nich Deidara.
- Że jak!? – Krzykną przerażony Kakashi – Przecież Sasuke cię zabił! Edo Tensei zostało powstrzymane.
- To nie jest Edo Tensei. – Wtrącił Asuma. – Nie ma rys po przywołaniu jak wcześniej.
- No proszę, ktoś się nareszcie kapną. Jestem żywy. I zamierzam się zemścić za rękę. – Skierował się do Kakashi’ego.
- Więc jak nie Edo Tensi, to co? – Spytał szaro włosy.
- Ta technika został opracowana przez Orochimaru, Już dawno temu. Nazywa się…

sobota, 27 października 2012

JiraTsu. Rozdził 3: Problem Rozwiązany! Ale kłopotów nie jest dość.

Ohayo! Po dłuższej przerwie następny rozdzialik^^ 
                                                                        ***
      Jirayia obudził się wczesnym rankiem. Poszedł się umyć, a następnie zjadł śniadanie. Ubrał się i wyszedł. W tym czasie ludzi nie było na ulicach więc nie słychać było jego imienia na ich ustach. Kierując się w stronę wieży Hokage zauważył ile się zmieniło w wiosce. Najciekawszą rzeczą było to, że chociaż wszystko dookoła jest inne to ulubiona budka Naruto-Ichigo Ramen, dalej stoi w tym samym miejscu i jest taka sama jak parę lat temu. Doszedł do budynku.
- Puk, puk! – Rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść!- Wrzasnęła Gondaime.
- Hej Tsunade, hej Shizune. – Odparł Pustelnik.
- Dzień… - Tsunade nie dała dokończyć Shizune.
- O to ty. Co jest? – Spytała się.
- Mam pomysł. – Odpowiedział radośnie. Było widać, że jest zadowolony z pomysłu.
- Niby jaki i na jaki temat? – Zaczęła oschle.
- Na temat wyjazdu Naruto.
- O nie! Nie chce już o tym słyszeć! Naruto pojedzie tam i koniec! Nie zwolnię go, rozumiesz!?
- Ależ spokojnie. Nie mówię byś go zwalniała.
- ? – Zdziwiła się nieco. – To niby jaki ten pomysł?
- Może, jak Naruto nie chce zostawiać Hinaty, to niech ona pojedzie z nim.
- Nie no ty to masz pomysły. Aaa, Naruto z pewnością cię nasłał byś mnie przekonał.
- A tu nie trafiłaś. Przecież ja nie chce byś go zwalniała tylko wysłała młodą Hyuga razem z nim. A Naruto o niczym  nie wie.
- No nie wiem.
- Zastanów się. Należy mu się jakaś rekompensata.
- A niby za co?
- Za wszystko co dla wioski uczynił.
- No dobra, niech będzie, ale zobaczymy najpierw czy Hinata się zgodzi. I jeszcze jedna uwaga. Jeśli coś poknocą to ty za to odpowiadasz!
- Co!? Ty  sobie żarty stroisz!?
- Nie. Tak chciałeś, to masz.
- No dobra. I tak ty ich wysyłasz jak coś, to i tak tobie się oberwie.
- Tak, ale potem to ja dowalę tobie. I co teraz?
- No dobra. Nich ci będzie.
- o_0 – Była trochę zdenerwowana. Oczekiwała innej odpowiedzi.
- No co? Należy mu się.
- Dobra. Idź już. Poinformuj Hinatę, że za tydzień wyrusza.
- Jasne, na razie.
- Cześć. – No i wyszedł.
   
- Puk, puk! – Ciszę w domu Hyuga przerwało pukanie. Ojciec Hinaty otworzył drzwi.
- Jirayia-sama! – Zdziwił się strasznie. – Przecież to nie możliwe! Niby jak!?
- O to znowu pan. Naruto tu nie ma. I nie ma czego oglądać. – Wtrąciła Hinata. Ostro naciskała na ostatnie zdanie.
- Witaj Hinata. Ja nie do Naruto. Em… Przepraszam za wczoraj. Mam ci…
- Hinata. Widziałaś się wczoraj z Jirayią-sama!? – Rozmowę przerwał im Hiashi.
- Tak.
- I nic nie mówiłaś!?
- Nie. A niby po co?
- Eh… idź już do siebie.
- Nie, stój. Mam do ciebie sprawę. – Jirayia był trochę zły obojętnością dziewczyny.
- Do mnie? A niby co?
- Za tydzień wyruszasz na 2 tygodniową misje razem z Naruto. Szczegóły sam ci wyjaśni.
- Co? Przecież Naruto nie udało się w żaden sposób przekonać…
- Spokojnie, załatwiłem to.
- Dziękuję, dziękuję! – Rzuciła mu się na szyje.
- Hej, spokojnie.
- Dzięki. Tato lecę zobaczyć się z Naruto. Będę wieczorem! – Krzyknęła przez ramię.
- Te dzieciaki. Wejdź. –Hiashi zaprosił pustelnika do środka.
- Dziękuję, ale nie skorzystam. Miałem to przekazać i lecę. – Zaczął się wycofywać. Nie chciał odpowiadać na pytania związane z powrotem.
                                         Ok. 15mni. wcześniej.
                                                       ***
- Cześć. – No i wyszedł.
- Tsunade-sama nie cieszysz się z jego powrotu? – Spytała stojąca obok dziewczyna.
- Shizune, nie męcz mnie.
- Ale…
- Tak, cieszę się i to bardzo. Ale zrozum, że jako Gondaime mam też obowiązki.
- Wiem. Ale zapomniała Pani o jednym.
- Niby o czym?
- O rozmowie na temat pobytu Jirayi-sama.
- Osz ty. No masz. Eh, później to załatwię. Shizune, leć po Asumę. Mam dla niego misje.
- Hai, Tsunade-sama. – Shizune wybiegła jak strzała, razem z TonTon na rękach.
- Nareszcie chwila spo…
- Hokage-sama, Hokage-sama! – Ktoś na korytarzu zaczął wrzeszczeć.
- Jasny gwint. Jak wołasz mnie o byle co, to zaraz ci tak wrąbe, że rodzona matka cię nie pozna! – Była już na skraju wytrzymałości.
- Hokage-sama, szybko, Sakura!- Zdenerwowany i przestraszony zaczął mówić Shikamaru.
- Co z nią!? – Od razu zauważyła powagę sytuacji.
- Podcięła sobie żyły i to kilka razy!
- Dobra, lecę!
                                                                 Szpital    
                                                                    ***
- I jak z nią!? – Zawołała przestraszona sensei widząc swoją podopieczną na stole operacyjnym. Sakura była cała zalana krwią. Leżała nieprzytomna.
- Tsunade-sama! Krwawi. Nie da się zatamować! – Odpowiedziała jedna z pielęgniarek.
- Kakashi, miałeś nie dopuścić do tego! – Krzyknęła na biednego Hatake stojącego przy oknie. – Jak nie przeżyje…
- Nawet tak nie mów. – Niespodziewanie wtrącił – Ona nie może użęć.
- A myślisz, że tego chce!
- Więc rób więcej, a nie gadaj tyle! – Krzyknął zalany łzami.
- Kakashi… - Hokage pierwszy raz widziała go w tak złym stanie. – Masz racje. – Pozbierała myśli i wzięła się do roboty.
        Po dwóch godzinach, udało się zatamować krwawienie. Stan różowo - włosej nie był najlepszy. Straciła mnóstwo krwi. Była nieprzytomna. Tsunade wyszło z sali gdzie leżała samobójczyni.
- I jak? – Zapytał zdenerwowany Hatake. – Co z nią? No mów!
- Kakashi, uspokój się! Co cię ugryzło? – Odparła Gondaime.
- Nic. Po prostu martwię się o nią.
- Jej stan jest ciężki, ale wyjdzie z tego.
- Dzięki Bogu – Uspokoił się trochę.
- Jak to się stało? – Dopytywała bezlitośnie ,,Legendarna hazardzistka”.
- Byliśmy w kuchni. Poszedłem na chwilę do toalety, a gdy wróciłem…
- Nie kończ. Wiem co było potem. Za jakieś 2 dni się ocknie.
- To dobrze.
- Nie dopuść drugi raz do takiej sytuacji. – Nakazała.
- Ani mi się śni. – Bladość znikała powoli z twarzy Kakashi’ego.
- Słuchaj, a co ty tak się o nią martwisz? – Hokage nie mgła darować sobie dopytywania o uczucia mężczyzny.
- A ty?
- ?
- Pytasz mnie dlaczego się o nią martwię, a ja się pytam dlaczego ty?
- No bo ja...
- Nie umiesz mi odpowiedzieć? Jak nie umiesz, to mnie także nie pytaj.
- No proszę, masz ci los. Ja się o nią martwię ponieważ to moją uczennica. Jest drugą kobietą o tak wielkiej sile, a poza tym…
- Przypomina mi ciebie. Tak samo złośliwa i denerwująca kobietka jak ty. – Przerwał jej wypowiedz.
- No właśnie to miałam powiedzieć. – Powiedziała z lekkim chichotem – Ale ja nie jestem złośliwa i denerwująca! – Dodała bijąc go po głowie.
- Jasne, jasne.
- Grr… dobra ja idę. Przyjdę tu za jakieś 2 godziny.
- Hai. Na razie.
- Cześć – Pożegnali się. Tsunade poszła w kierunku wyjścia, a Kakashi wszedł do uczennicy.
                                                          ***     
         No to mam nadzieje że się podobało ^^ 
                                                                                    Mitya:**

sobota, 8 września 2012

TsuJira rozdział 2: On!

     Ohayo! Wstawiam Mój urodzinowy opek. Znaczy, urodzinki były wczoraj, ale dzisiaj mam imieninki, więc to jest opek imieninowy :) mam nadzieje że się spodoba<3
                          ***

     Na twarzy Jirayi pojawił się odcień grozy i strachu. Jak mu wiadomo, ten człowiek, którego miał przed sobą już dawno powinien leżeć nieżywy na 3 letnim polu bitwy.
- Ty…jesteś... – Zaczął mówić. – Nie wierze, ty nie żyjesz już od 3 lat!
- Może wejdziemy do środka? – Odezwał się z chytrym uśmiechem. – Ty też powinieneś być tam na górze, czyż nie mam racji.
- Wejdź. – Weszli. Tajemnicza postać rozsiadła się wygodnie na jednym z foteli. – Czego chcesz? – Stanowczo zapytał pustelnik.
- Jesteś moim przyjacielem…
- Dawnym przyjacielem.
- Jesteś moim dawnym przyjacielem. Obserwuje wioskę od jakiegoś czasu. Bardzo dużo się zmieniło po ostatniej wojnie. Gdyby Kabuto nie przywołał Itachi’ego, wioską, tak jak i całym światem rządziłby Tobi.
- A co to ma do rzeczy?
- To, że Kabuto miał w rękach najcenniejszą rzecz jaka jest mi teraz potrzebna.
- Jaki ma to związek ze mną?
- Bo ty możesz mi pomóc w odzyskaniu tej rzeczy, a raczej tego kogoś.
- Kogoś? Niby kogo?
- Anko Mitarashi.
- Co!? Po co ci ona?
- Do dalszych badań.
- Chyba żartujesz, i ja mam ci pomóc? Wżyciu.
- Jak nie to mam plan B.
- Co?
- Hehe.
- Jaki ,,plan B”?
- Zobaczysz, a odpowiedź chcę usłyszeć za  tydzień. – Po tych słowach  rozpłynął się.
,, Trzeba będzie powiedzieć Tsunade. A może lepiej nie. Jaki plan? Co on chce zrobić? Trzeba będzie uważać. Jaki cudem żyjemy obojga?”- Różnorakie myśli przechodziły mu po głowie.
                2 godziny wcześniej, w biurze Hokage.
                                ***
- Jasne. Do zobaczenia.
- Pa.
,,Jirayia, ty naprawdę żyjesz. Jak mi ciebie brakowało.” – Po wyjściu Ero-senina Tsunade prawie się nie rozpłakała. Była szczęśliwa, że jej przyjaciel jednak żyje. Nie mogła dłużej powstrzymywać radości. Mały stróżek popłynął po jej policzku. Następnie kolejny i po nim jeszcze jeden. Shizune miała wole, więc nie widziała płaczu.
- Puk, puk! -  Znowu ktoś pukał do drzwi.
- Proszę! – Zawołała Hokage ocierając oczy zalane łzami.
- Babciu Tsunade, mam dla ciebie…Co się stało? –  Spytał Chłopak.
- Nie nic. To tylko łzy szczęścia. Co chciałeś mi powiedzieć Naruto?
- No, że Ero-senin powrócił, cały i żywy! – Krzyknął uradowany. Naruto podobnie jak Gondaime nie potrafił się opanować. Widząc całą zalaną ze szczęścia Tsunade sam się rozpłakał.
- A ty co ryczysz? Pierwszy raz widzę jak płaczesz. – Tsunade przestała płakać.
- A no tak, teges tamteges. Też się cieszę z powrotu tego zboczucha.
- Ta. Naruto chcesz coś jeszcze? Jak nie to wara mi stąd. Mam trochę pracy, a zwalniam się na wieczór. – Tsunade stała się oschła i ostra jak zwykle.
- No chciałem tenteges…
- No mówże chłopie! nie mam całego dnia!
- Chciałem zwolnić się z tej misji 2 tygodniowej.
- Co!? Ty sobie żart stroisz! A niby kogo mam wysłać zamiast ciebie!? – Naruto spietrał się gdy Hokage zaczęła wrzeszczeć.
- No tenteges, może Kakashi’ego-sensei? – Zapytał z lekkim uśmieszkiem.
- Nie! Kakashi ma inną misje. Nie zwolnię cię.
- No proszę! – Blond-włosy upadł na kolana i zaczął błagać. – Proszę, proszę , proszęęęę.
- Nie i wynoś mi się stąd! Za tydzień wyjeżdżasz i zero gadania! Już cię nie widzę!- Blondyn wybiegł z hukiem.
- Natrętny dzieciak. – Westchnęła zmęczona. Zabrała się za papierkową robotę. Gdy skończyła była 19:00. Wyszła z biura i pokierowała się do mieszkania przyjaciela.
Szła tak ok. 20min.
- Puk, puk! – Zapukała. Gdy drzwi się otworzyły przed jej obliczem stanął Jirayia.
- Tsunade, wejdź. – Zaprosił przyjaciółkę do pokoju. – No to czego się napijesz? Do wyboru jest: kawa, herbata, sencha i sake.
- He, a ty już zdążyłeś sake kupić. – Zażartowała.
- A, no ba. Pustelnik bez sake to jak Gamabunta bez tego swojego miecza. – Oboje zaczęli się śmiać. – No to… - Chciał usłyszeć odpowiedz.
- A ty? –  Tsunade odpowiedziała pytaniem.
- Ja? Ba, że sake.
- Więc ja też.
- He to zaraz przyniosę. – Poszedł do kuchni. Tsunade rozejrzał się dokoła. Dawno nie była w mieszkaniu pustelnika.
- Jestem! – Pustelnik powrócił. – Łap. – Rzucił butelkę alkoholu do Hokage.
- Dzięki.
- No, to opowiadaj o tej wojnie. – Zaganiał do gadania.
- No więc zaczęło się tak…- Hokage zaczęła opowiadać. Rozmowa trwał strasznie długo. W końcu skończyła swą opowieść.
- No to Naruciak się nieźle spisał.
- Zgadza się.
- A ty!? No to ja bym się tego po tobie nie spodziewał.
- No dzięki. – Zdenerwowała się Hokage. Zaczęła lać po łbie Jirayię.
- Auł! Przestań, przecież żartowałem! – Biedak krzyczał z bólu. – Na sile to ty nie straciła.
- Jak się w wiosce miewa zakały takie jak Naruto… Może na wojnie nieźle mu poszło, ale tak to łajza niesamowita.
- A czym ci zawinił?
- Dzisiaj chciał bym mu odwołała misje 2 tygodniową.
- Chyba to nie pierwsza osoba która chcę odwołać misje.
- Tak, ale to nie byle jaka misja. Gaara potrzebuje wsparcia.
- No więc jak nie byle jaka, to czemu nie wyślesz Kakashi’ego?
- Bo on ma już inne zadanie. – Na twarzy Gondaime pojawił się cień zaniepokojenia.
- Jaką? – Widząc to, Jirayia postanowił dopytać się reszty.
- Sakura.
- Aha. Rodzice jej zmarli i Kakashi ma pilnować by sobie czegoś głupiego do łba nie wbiła.
- Tak, a ty skąd o tym wiesz?
- Widziałem się dzisiaj z Kakashi’m, wszystko mi wyjaśnił. Może bez szczegółów ale wyjaśnił.
- Haha…jak mi ciebie brakowało. – Tsunade zaczęła się zwierzać.
- Brakowało? A mi się wydawało, że wręcz przeciwnie. Każdy kogo dziś spotkałem nie cieszył się z mojego powrotu.
- Mówisz o Naruto?
- Tak i o tobie. Kakashi jak zwykle był obojętny z nutką zaskoczenia. Chciał też nową książkę.– Mówiąc to czuć było namiastkę wyrzutów.
- Hehe, no wiesz Naruto ma dziewczynę. Z pewnością był z nią.
- Tak z Hinatą.
- Właśnie. A ja jestem Hokage, nie na miejscu tak się rozklejać. Naruto przyszedł dziś do mnie i zaczął ryczeć jak małe dziecko.
- Ta? Naruto? Nie wierzę…
- A jednak.
- Nigdy nie widziałem żeby płakał.
- No cóż.
,,Muszę jej to powiedzieć. Poradzi mi co mam zrobić” - Jirayia zamyślił się na chwilę.
- Tsunade, muszę ci o czymś powiedzieć.
- No, co jest? – Hokage zaciekawiła się, ale i zmartwiła.
- Przed twoim przyjściem nie zgadniesz kto tu był.
- No nie wiem.
- Nasz stary przyjaciel – Orochimaru.
- Co!? On przecież…ale niby jak.
- Też tego nie wiem.
- Chciał bym mu pomógł w odzyskaniu Anko.
- Że jak!? Po co mu ona?
- Do badań.
- I co teraz?
- Nie mam zamiaru mu pomagać.
- I dobrze. Może to jakiś ich plan.
- Nie wiem. Trzeba będzie mieć na uwadze poczynania Anko i Sasuke.
- Zgadza się. Powinniśmy jej wierzyć, ale wszystkie opcje są możliwe.
- He...-Zaśmiała się Pustelnik.
- I z czego rżysz?
- Dopiero co wróciłem i od razu kłopoty.
- A tak. Tylko ja nie wiedzę w tym nic śmiesznego.
- A jednak. To jakie kłopoty ma Sabaku no Gaara?
- Jacyś ludzie zaczęli prześladować ich wioskę.
- Jacyś?
- Tak i Naruto ma dowiedzieć się jacy.
- Haha, Naruto dawać takie zadania, to trzeba być naprawdę porąbanym.
- Przecie mówię ci, że nie mam nikogo innego.
- Tak.
Przez chwile siedzieli w ciszy.
- Późno się zrobiło. Będę się zbierać.
- Dobra. To jutro się zobaczymy.
- Musimy uzgodnić sprawy twojego powrotu.
- Jasne. – Doszli do drzwi. – Na razie.
- Cześć.
,,Tsunade wyszła, a ja zostałem sam. Trzeba się będzie przyzwyczaić do własnego łóżka”- Myślał. Po jakimś czasie zasnął. W nocy śniły mu się przeróżne rzeczy. Przez całą noc, choć nawiedzały go koszmary nie obudził się.

środa, 5 września 2012

TsuJira. Rozdział 1: Powrót


                                     2  lata po IV wielkiej wojnie Shinobi
                                                                    ***
- Puk ,puk! - Rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść! – Mężczyzna stojący za drzwiami usłyszał rozkaz. Posłusznie wszedł.
- Witaj Księżniczko. Dawno się nie widzieliśmy. Ile to już mogło być? – Odezwał się pierwszy.
- Co!? - Krzyknęła przerażona. – Przecież ty nie żyjesz!
- Jakimś cudem.
- Ale, jak? - Uspokoiła nerwy. – Pan Fukusaku wszystko dokładnie nam opowiedział.
- He, sam tego dokładnie nie wiem. Pamiętam tyle, że po starciu z Pein’em utonąłem. Następnie obudziłem się w jakiejś jaskini.
- Jaskini?
- Tak. Byłem uwiązany do drewnianego pala.
- Hm…zastanówmy się…
- Wiem tyle, że Akatsuki brało w tym udział.
- A niby z kąt to wiesz?
- Bo odkąd się przebudziłem co jakiś czas przychodził taki jeden gościu w ich płaszczu.
- Aha.
- Nie wiem tylko tego, po co mnie najpierw zabili a następnie uratowali.
- To pozostaje zagadką. Zdążyłeś uciec, czy cię wypuścili?
- Uciekłem.
- Aha.
- A jak tam u ciebie? – Mężczyzna zmienił temat.
- No cóż, nie wiem czy wiesz, ale jakiejś 2 lata temu mieliśmy IV wielką wojnę.
- Co!?
- Tak.
- Opowiedz mi wszystko.
- Jasne, ale nie teraz. Dalej jestem 5 Hokage.
- Rozumiem. Więc może dzisiaj wieczorem u mnie? Jeśli mam jeszcze dom. – Oboje zaczęli się śmiać.
- Masz, masz. Nie zdążyłam go jeszcze sprzedać. Ale po swoje rzeczy to idziesz gdzie indziej ,bo musiałam je usunąć z mieszkania.
- Jasne. Do zobaczenia.
- Pa. – No i wyszedł.
 Poszedł po swoje rzeczy.
- !? - Gdy zabierał je słyszał szepty zdziwionych ludzi.
Po drodze napotykał oczy mieszkańców. Dawno nie  był taką sensacją. Obracał się w jedną i drugą, oglądając zmiany jakie zaszły w wiosce.
- O, Jirayia-sama. Czyli jednak żyjesz. 2 lata cię nie było. Nawet nie wiesz jak się cieszę że cię widzę. – Usłyszał znajomy głos.
- ? - Spojrzał w stronę  z której dobiegło jego imię. – Kakashi. Jak miło cię widzieć. A ty dalej czytasz moje książki?  
-  Tak. Nie mam nic lepszego do roboty. Uczniowie dorośli i za niedługo sami będą  sensei’ami. Tsunade-sam chce jak najszybciej sprawdzić Naruto.
- Sprawdzić?
-  Tak. Jak sobie da rady z podopiecznymi. O Sakure jej też chodzi.  Z resztą jest jej sensei’em.
- Powoli stajesz się starym piernikiem ,jak ja.
- Jak ty? Hahaha! – Zaśmiał się niespodziewanie Kakashi.
- Z czego rżysz? – Zapytał zdziwiony Pustelnik.
- Bo uważasz się za starego piernika. Przecież ty jeszcze tyle możesz. Jak wiem, z pewnością na Tsunade polować będziesz.
- Nie wiem. Przyzwyczaiłem się, że  to co między nami to jedynie dozgonna przyjaźni.
- No to może naprawdę stary piernik z ciebie. Nie moja sprawa.
- Ty też znajdź kogoś na kogo będziesz czatować.
- Ta, a niby kogo?
- Może Shizune. Mógłbym ci nawet pomóc.
- Ta, ty i pomoc. No dobra śpieszę się. Muszę sprawdzić jak Sakura się czuje. Po śmierci jej rodziców dalej nie może się otrząsnąć. I jeszcze Sasuke znowu jej dowalił.
- Powinna dać sobie z nim już spokój.
- No cóż. Może w końcu da. Lecę, nara. – Popędził w stronę domu Sakury.
- Na razie. -  Skierował się do własnego mieszkania. Wszedł i rozpakował rzeczy. Chciał się jeszcze spotkać z Naruto, więc ponownie wyszedł z domu. Najpierw popędził do jego mieszkania. Pukał, ale bez celowo. Nikogo nie było. Zaczął biec na pole treningowe. To co tam zobaczył, zszokowało mężczyznę. Pod drzewem siedział jego dawny podopieczny. Nie był jednak sam. Był z nie jaką Hinatą Hyuga. Całowali się. Szybko wyjął ołówek i zeszyt. Zaczął pisać.    
  Po kwadransie Hinata zorientowała się, że ktoś ich obserwuje. Nie zważając na fakt, że jest to nieżywy od ponad 2 lat – Jirayia, podeszła do niego. Jirayia nie zauważył jej ponieważ był zajęty pisaniem. Naruto jednak straszliwie się zdziwił widząc swojego byłego nauczyciela.
     Hianta podeszłą i trzasnęła Ero-senina w łeb.
- Auł!- Krzyknął z bólu. Nie był to mocny cios, ale jednak bolało.
- Ty zboczeńcu! Jak śmiesz nas podglądać! Ja… - Nie dokończyła. Pustelnik jej nie pozwolił.
- Chwila, coś mi tu nie gra. Ty, Hinata Hyuga, ta nieśmiała, delikatna dziewczynka walisz mnie piąchą po łbie, i na dodatek wrzeszczysz w niebo głosy? - Jirayia był naprawdę zaskoczony tą reakcją.
- Tak, a co ty tu robisz? Przecież jesteś truposzem. – Podszedł do nich Naruto.
- No cóż. Widzisz Naruto to trochę dziwne…
- Okłamałeś mnie! Jak mogłeś, jaki niby w tym sens? Co tym chciałeś osiągnąć? Idiota! Nie wiesz ile się przez ciebie wycierpiałem  – Naruto wybuchł złością.
- Naruto! Uspokój się chłopie! Zachowujesz się jak baba, bez urazu Hinata. – Uspokajał wstając.
-Niech będzie. – Wtrąciła Hyuga.
- Po prostu zostałem jakimś, powtarzam ,jakimś cudem uratowany.
- Dobra, nie chcę wnikać w szczegóły. No chyba, że to miało związek z Tsunade-sama albo Sasuke. – Gdy mówił o Hokage, w głosie dało się usłyszeć nauki Ero-senina, a gdy o Sasuke jego głos był oziębły i poważny.
- Iyu. Ani jedno, ani drugie. – Zapewniał go mistrz. Lecz mówiąc to sam nie wierzył, że Sasuke nie miał z tym nic wspólnego.
- No dobrze, przyjmijmy ,że ci wierzę. – Naburmuszony zgodził się blond-włosy.
- A więc od kiedy? – Zmienił temat.
- Ale co?
- No od kiedy wy… - Nie dokończył.
- Ja ci dam! – Wtrąciła biało-oka. Wiedziała o co chodzi Ero-senin’owi. – Popamiętasz mnie!
 Jirayia uciekał przed gradem ciosów zadawanych przez Hinate. Udało mu się uciec.
 - Łosz kurna. Naraz tylko Kakashi i Hinata nie pytali dlaczego żyje. No dobra idę kupić coś do jedzenia. Głodny jestem. A i sake się przyda na wieczór, hehe. – Powiedział do siebie i radośnie powędrował do Ichigo ramen. Zjadł dużą porcje ramenu. Po jego ciele było widać, że nie karmili go jak trzeba. Gdy najadł się do syta poszedł do sklepu. Kupił co trzeba i wrócił do mieszkania. Ogarnął trochę. Około 19:00 rozległo się pukanie go drzwi. Jirayia otworzył je i postać którą ujrzał nie była Tsunde…

wtorek, 31 lipca 2012

Namecea cz.3


***

              Po dwóch godzinach Namecea wróciła do domu. Wyglądała jak siedem nieszczęść - zaschnięta krew na ubraniu, włosy pełne popiołu, rozcięcia na rękach... Mimo to, gdy weszła do domu, zdziwiła się, że ojciec na to nie zareagował. Siedział przy stole, trzymając w dłoni zdjęcie. Namecea wiedziała, że fotografia przedstawia jej zmarłą matkę.
-Tatusiu... Wróciłam. Jakby coś, to będę w swoim pokoju - powiedziała i weszła po schodach na piętro. Kilka minut później, gdy już zdążyła opatrzyć otarcia, zmyć krew i przebrać się, do jej uszu dobiegł dźwięk ciężkich kroków jej ojca. Mężczyzna otworzył drzwi do pokoju i stanął w progu:
-Córeczko, kto cię tak pobił? - zapytał z niepokojem.
-Nareszcie znalazłam dobrego przeciwnika. Jest może dla mnie trochę za silny, ale dzięki temu będę mieć motywację do dalszego treningu. - odpowiedziała. Saygio zamyślił się, by po chwili oznajmić:
-Chyba już wiem, kogo wybrałaś na przeciwnika. To Gaara, prawda?
-Hai.
-Przecież wiesz, że on ma w sobie demona piasku. Może cię poważnie zranić, na nawet zabić. Z zimną krwią. - westchnął mężczyzna. - Cóż, zapewne za jego zachowanie i charakter częściową winę ponosi sposób, w jaki jest wychowywany.
-To znaczy?
-Jego ojciec, Kazekage-sama, traktuje go, jakby był niczym. Wysyła ponadto na niego zabójców. Jeszcze ten przeklęty Yashamaru!
-A co on zrobił? - zapytała Namecea, z zainteresowaniem unosząc głowę.
-Był to jego wujek. Najpierw zdobył jego zaufanie, a potem próbował zabić. Oczywiście na końcu to Gaara zabił swojego wujka. - dodał i umilkł.
-Cóż, kiedy rozmawialiśmy, patrzył się na mnie, jakbym powariowała. Chyba nie ma wielu przyjaciół, nie?
-Wszyscy się go boją. Nawet jego własne rodzeństwo.
-To on ma rodzeństwo?
-Hai, Temari i Kankuro.
-To dziwne. Temari-chan nigdy nie wspominała, że ma braci. Myślałam, że jest jedynaczką. - dziewczynka potrząsnęła głową. Po chwili rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi wejściowych. - To pewnie Temari-chan. Mówiła, że jak wróci z Akademii, to przyjdzie i pójdziemy do jej domu. Ma mi kogoś przedstawić. Tatusiu, mogę...
-Tak. I już dzisiaj nie trenuj. Po dzisiejszym dniu wystarczy ci do końca tygodnia.
-Arigato! - Namecea przytuliła się do ojca i po chwili już jej nie było. Dźwięk zamykanych drzwi wejściowych potwierdził jej wyjście z domu.
***

Namecea cz.2


Trzy lata później

***

-Jeszcze raz!
-KAUTON: JUTSU OGISTYCH KWIATÓW! – krzyknęła Namecea. Rozłożyła dłonie i w kierunku jej ojca poszybował wir płatków róż, zapalając się w locie. Mężczyzna odskoczył i ominął większość, ale i tak kilka ognistych płatków trafiło go, zapalając jego kamizelkę. Stłumił ogień i uśmiechnął się.
-Córeczko, nie chciałabyś potrenować z kimś w swoim wieku? To by ci dobrze zrobiło, tak raz na jakiś czas.
-Ale z kim? Ishiro-kun jest w Konoha, a Temari-chan ma zajęcia w Akademii.
-Przecież są też inne dzieci.
-Nie lubią mnie, tatusiu.
-Wszystkie? Na pewno nie. – dziewczynka westchnęła i popatrzyła się na niego ze smutnym wyrazem twarzy. – Dobrze, Namecea-hime. Na dzisiaj już koniec. Możesz zostać na polu treningowym jeśli chcesz. Tylko wróć przed dziewiętnastą. – powiedział (ojciec), złożył dłonie w pieczęć i zniknął w wirze ognia.
-Szkoda, że nie mam rodzeństwa… - powiedziała do siebie brunetka i wzorem ojca złożyła dłonie w pieczęć, znikając jednak w chmurze dymu. Pojawiła się na placu zabaw. Było pusto, jak nigdy. Namecea skierowała się w stronę huśtawek. Ku jej zdumieniu, na jej ulubionej siedział chłopak z krwistoczerwonymi włosami.
         Podeszła jeszcze bliżej. Obcy nie zwrócił nawet na nią uwagi, tylko apatycznie wpatrywał się w piasek.
-Cześć. Jestem Namecea. A jak ty masz na imię? – starała się, by jej głos zabrzmiał radośnie, ale wyszło, jakby ledwo powstrzymywała płacz. Czerwonowłosy podniósł głowę i spojrzał się na nią, jakby była chora psychicznie. – Jesteś niemy?
-Nie. – znowu rzucił jej spojrzenie. Tym razem to było niedowierzanie pomieszane ze złością. Namecea zauważyła, że obcy miał jasnozielone oczy bez źrenic, ponadto jego powieki były czarne, a na czole miał wytatuowane kanji oznaczające miłość.
-Tyle potrafisz powiedzieć?
-Zastanawiam się tylko, dlaczego tu jeszcze jesteś.
-A miało mnie tu nie być?
-Nie wiesz kim jestem? – w głosie chłopaka pobrzmiewała irytacja.
-Szczerze mówiąc, widzę cię pierwszy raz. Zapamiętałabym kogoś z takim kolorem włosów.  – pokręciła głową. – To jak masz na imię?
-Mam na imię Gaara.- wyszeptał i wyszczerzył zęby w psychopatycznym uśmiechu.
-Aha. Super. Chcesz ze mną potrenować?
-Czy ty wiesz z kim rozmawiasz?! Ja mam w sobie DEMONA!
-I co z tego? Ale to nie oznacza, że ty nim jesteś. To co, potrenujemy?
-Hn. – mruknął i zeskoczył z huśtawki.
-To widzimy się na polu treningowym numer cztery – zawołała brunetka i zniknęła w chmurze ognia.
To jakaś nowość.”
„Zgadza się. To chyba pierwsze dziecko, które rozmawia z tobą z własnej woli. Ale nie nadaje się na partnerkę.”
„Wydaje mi się, że jeszcze nie czas na coś takiego.”
„A co zrobisz, jeśli twoją partnerkę naznaczył już ktoś inny?”
„Zabiję go.” – powiedział w myślach, a demon odpowiedział mu mrocznym chichotem.




Namecea cz.1


            W Sunie rozpoczął się kolejny dzień. Od samego rana, w powietrzu dało się wyczuć napięcie. Namecea huśtała się na huśtawce, kiedy nagle usłyszała krzyki. Zeskoczyła na ziemię i pobiegła w stronę, z której dobiegał hałas. W pewnym momencie zdała sobie sprawę z tego, że wrzaski dobiegały z jej domu. Wbiegła do budynku i rozejrzała się. Na parterze nikogo nie było, więc po chwili znalazła się na piętrze. Znowu usłyszała krzyki:
-Wynoś się z mojego domu! – to był krzyk jej matki, Akako.
         Namecea pobiegła do pokoju jej rodziców, z którego dobiegał hałas. Gdy stanęła w drzwiach, zobaczyła, jak zamaskowany mężczyzna wbija sztylet w serce kobiety.
-NIEEE!! – krzyknęła przerażona dziewczynka. Zabójca odwrócił się, zmrużył oczy i wyskoczył przez okno, uprzednio je rozbijając.
-Córeczko… Gomen, że nie… - Akako zakrztusiła się krwią.
-Mamo… - Namecea podbiegła do leżącej kobiety. – Zaraz zawołam medyków i cię uratują! Nie zostawiaj mnie!
-Nie powiedziałam… Ci o tw… - serce kobiety zatrzymało się. Namecea wybuchła płaczem i wybiegła z domu. Zatrzymała się na placu zabaw, usiadła na ławce, pochyliła się do przodu i ukryła twarz w dłoniach.

***

         Ishiro nienawidził wychodzić z domu, kiedy mu kazali rodzice. Odczuwał to jako rodzaj kary. Nie chcąc jednak znowu po powrocie napotykać zmartwionego spojrzenia rodziców, wyszedł z budynku i skierował się na plac zabaw. Gdy tylko tam wszedł, usłyszał śmiech rówieśników i okrzyki „Beksa!” „Ale żal”. Skierował się w tamtą stronę i zobaczył mały tłumek dookoła ławki, na której siedziała czarnowłosa dziewczynka. Szybko tam pobiegł i zawołał:
-Zostawcie ją w spokoju! Co wam zrobiła? Jeśli zaraz stąd nie pójdziecie, to ja dam Wam powód do płaczu. – inne dzieci popatrzyły się na niego ze zdziwieniem i odeszły, po drodze go potrącając. – Już dobrze. Poszli sobie.
Dziewczynka podniosła głowę i zaczęła szlochać jeszcze głośniej. Chłopiec pogłaskał ją po ramieniu.
-Co się stało?
-On ją zabił… - dobiegł do niego stłumiony głos. – Moją mamę…
-Kto zabił?
-Nie wiem…
-Kiedy to się stało? Ktoś to jeszcze wie? – nie uzyskał odpowiedzi. Westchnął i dodał: – Jestem Ishiro, a ty?
-Na-…Namecea.
-Chodź, pójdziemy do Kazekage-samy i powiesz mu o tym zabójstwie. – jakimś cudem posłuchała go i po chwili skierowali się do najwyższego budynku w wiosce, wieży Kazekage.

***

-JAK TO SIĘ MOGŁO STAĆ?! DLACZEGO DOPUŚCILIŚCIE DO ŚMIERCI JEDNEJ Z NAJSILNIEJSZYCH KUNOICHI W WIOSCE?! – krzyczał rozzłoszczony Kazekage na biednych oficerów ANBU, a ci drżeli jak liście na wietrze. – WASZA NIEKOMPETENCJA PRZECHODZI WSZELKIE GRANICE!
-A-Ale K-Kazekage-sama! Nie daliśmy rady zareagować. To była chwila!
-GDYBYŚCIE NALEŻYCIE WYKONYWALI SWOJĄ PRACĘ, NIE DOSZŁOBY DO TEGO! – wziął do rąk dokument leżący na biurku i kontynuował. – Wszyscy, jak tu stoicie, wyruszacie do Kumo. Będziecie budować tam most. Możecie odejść.
-Ale Kazekage-sama! - Próbowali się wybronić oficerowie.
-OŚMIELACIE SIĘ SPRZECIWIAĆ? W TAKIM RAZIE, MACIE ZABIĆ MOJEGO SYNA!
-Ale nikt nie wrócił z tego żywy…
-TO NIE MOJA SPRAWA. WYNOŚCIE SIĘ Z MOJEGO BIURA!!
-Hai, Kazekage-sama. – bez entuzjazmu odparli ninja z ANBU, skłonili się i wyszli, cicho zamykając drzwi.
-Kiku, znajdź Temari i powiedz jej, żeby zaopiekowała się tą małą Masamoto do powrotu jej ojca. – mruknął Kazekage, wziął do rąk kolejny zwój i rozpoczął czytanie jego zawartości.

***


Słownik:

Hai – tak
-sama – sufix znaczący „pan/pani”
Gomen - przepraszam