W połowie treningu, Jirayia ze swoimi podopiecznymi wybrał się na obiad.
Zaprowadził ich do „Ichigo ramen”. Na miejscu spotkał samą Hokage ze
swoją drużyną. Zajadała się ramenem tak, jakby go jadła pierwszy raz.
- Pierwszy raz widzę jak zjadasz ramen w tak szybkim tempie. – Powiedział Jirayia.
- Jirayia? co... ty…tu…robisz? – Spytała połykając kawałek po kawałku.
- Przyszedłem na obiad z resztą bandy. A ty?
- Jak widzisz też.
- Ale wy do siebie pasujecie. – Wtrącił Amaki przechodząc obok.
- Czy on w końcu przestanie? – Tsunade zaczynała się denerwować.
- Nie. Ja tylko… - Nie dokończył ponieważ Jirayia zasłonił mu usta.
- ? – Tsunade spojrzała pytająco.
- Nic, nic. Mały chce się zabawić. – Wymigiwał się Jirayia.
- Ta, właśnie. – Amaki usiadł koło dziewczyn z drużyny Tsunade. Zagadał do niej. Jirayia usiał przy Tsunade.
- No proszę, zakochał się. – Szepnął do Tsunade. Najwyraźniej źle
usłyszała i uderzyła go. – Auł! Nie ja idiotko! Nie jestem pedofilem.
Mówiłem o Amaki’m.
- Aha. Masz racje. Ta dziewczyna to Amara Szikoshi. Bogaty klan. Silny
nie jest. Każdy narodzony dzieciak próbuje stać się najsilniejszym z
rodu, ale poza pieniędzmi nie mają nic. Szkoda.
- Ta. Mam nadzieje że mały nie zawiedzie się na niej.
- Raczej ona na nim.
- Że ja taki jestem, nie znaczy że on także.
- Z zachowania jesteście jak dwie krople wody.
- Nie no dzięki. Mam nadzieje że nie spieprzy tego. No ale do rzeczy. – Tsunade właśnie zjadła drugą dokładkę ramenu.
- Poproszę…
- Dwie porcje Rameau! – Pierwszy poprosił Jirayia. – Na mój koszt. – Uśmiechnął się do przyjaciółki.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy. Wiesz coś?
- Co?
- No na temat zakonu.
- Na razie nic.
- Są jakieś nowe misje? Chce zabrać dzieciaki.
- Są. Przyjdź do mnie po treningu. Wybiorę ci jakąś.
- Jasne. – Nagle budynek za nimi runął.
- Może ja będę waszą pierwszą misją? – Znajomy głos wydobył się z kurzu.
- Orochimaru! – Krzyknęły dzieci z drużyny Jirayi.
- Jestem aż tak znany? Więc jak, przyjmujecie wyzwanie?
- Nie. – wtrącił Jirayia.
- Ależ to czemu? Będzie zabawa.
- Nie będzie żadnej zabawy. Tsunade zabierz dzieciaki. Nie wiadomo co im do głowy wpadnie.
- Aaa! – Amaki nie posłuchał swojego sensei’a i zaatakował Orochimaru.
Senin jednak wykręcił mu rękę i chciał zabić. Meyjo uratował go
wykopując niespodziewanie wroga.
- Nic ci nie jest? – Spytał kumpla.
- Ale czemu? – Spytał zdziwiony Amaki.
- Dureń z ciebie jest. Chika, osłoń nas! – Krzyknął do przyjaciółki.
Chika zrobiła to co jej kazano. – Ok. Lecisz do Jirayi-sensei. Rozumiemy
się?
- Pogięło cię? Będę walczył z wami! – Nie słuchając nikogo pobiegł na
pomoc Chika. Dobrze zrobił, bo dziewczyna była w opałach. Jednak oboje
byli za słabi. Złapali się w pułapkę. Orochimaru trzymał Amaki’ego w
morderczym uścisku. Chika leżała nieprzytomna. Jirayia chcąc pomóc
Amaki’emu skoczył nad wężowym i stanął za nim. Orochimaru jednym
ściśnięciem pozbawił Amaki’ego przytomności. Rzucił go na ziemie po czym
odwrócił się do Pustelnika.
- A to nie koniec kary. – Wypowiedział z wrednym chichotem.
- Kary? – Zdziwił się Pustelnik.
- Za odmowę, pamiętasz? Plan B.
- Grr. Mógłbyś chociaż bachorów nie wtrącać! – Krzyknął i zaczął nacierać.
Jirayia uderzył Orocimaru po skosie w głowę. Wężowy upadł koło Amaki’ego.
- Będzie łatwiej. - Wyjął miecz. Zamierzał wbić go w młodego Sarutobi’ego. Amaki zaskoczył wszystkich. Wymknął się i powtórzył cios Jirayi.
- Ten bachor przypomina mi ciebie w młodości. Tak samo porywczy i głupi.
- Kto tu jest głupi? To ty dałeś się w pułapkę zapędzić! – Krzyknął Amaki.
- Chłopcze, jeśli to jest pułapka to ja jestem dobry. – Zaśmiał się wstając.
W tej właśnie chwili Meyjo zbliżył się do niego od tyłu i okręcił
się dokoła uderzając go w brzuch. Orochimaru splunął krwią.
- Przyznaje, nieźle. Brakuje w tej drużynie jedynie dziewczyny. Tak jak
zwykle u nas. Tsunade zawsze była z tyłu, pokonana i do niczego. Ten
team jest kropla w krople z naszym, nie prawda? – wstał ocierając krew z
kącika ust.
- Nie! Nasz Team był i jest porażką, i to przez ciebie. Oni nigdy nie
będą tacy jak my, i dobrze. Meyjo nie jest tobą i z pewnością nie
odejdzie. A Chika… dziś się jej nie powiodło, ale to nie znaczy że jest
gorsza od innych. I najważniejsze: Tsunade nigdy nie była, nie jest i
nie będzie do niczego. Jak jeszcze raz tak powiesz to nie ręczę za
siebie. – Jirayia zdenerwował się, strasznie naciskając na groźbę.
- Haha, boję się. A co powiesz mi o Amaki’m? Jest taki jak ty.
- Z dumą się zgodzę. Więc lepiej bój się i nie mów źle o Tsunade. Wiesz
mi, tu jest dowód że każdemu jej ciało się podoba. Nawet mi się
postawił.
- Haha! Teraz to mnie rozbawiłeś. Księżniczka jedynie tobie się podoba.
Ale mniejsza z tym. Tego dzieciaka nie ma się co bać. Widząc pokaz
umiejętności przypomina ciebie, ale tobą nie jest. – Natarł z kataną w
dłoni.
Amaki stał przed Jirayią. Oboje odsunęli się przed klingą. Amaki
podłożył Orochimaru nogę. Ten potknął się i zleciał na ziemię. Jirayia
mocnym uderzeniem, wbił kolano w szczękę wężowego.
- Dać się tak łatwo. Eh, trzeba będzie pójść na łatwiznę. Ariatto czeka
na dobre wieści. – Spojrzał na Amarę. Zmienił kierunek pościgu na małą
Szikoshi. Wyciągnął klingę do wywiercenia jej dziury w brzuchu. Tsunade
jednak kopnęła go prosto w łeb. Wleciał w mur domu stojącego obok.
- Masz racje. Kiedyś byłam do niczego. Teraz to się zmieniło. Jestem
Hokage, nie mogę ulegać słabością! – Wypowiedziała dobijając go.
- Ty szmato! – Wydostał się szarpiąc ją za włosy i wyrzucając.
W tym momencie Jirayia i Amaki zdenerwowali się. Natarli na
przeciwnika. Pierwszy biegł Sarutobi by zając Orochimaru. Jirayia
przygotowywał rasenghana. Gdy mały został pokonany Pustelnik zaskoczył
Orochimaru i wywiercił wielką dziurę w jego ciele. Pozbawiony tchu,
Orochimaru dyszał przemęczony.
- Durnie, nie wiecie co was czeka. To była jedynie mała rozgrzewka.
Żegnam i życzę by życie zatoczyło koło. Heh – Zniknął z wężem.
- By życie zatoczyło koło? – Spytał Meyjo w drodze powrotnej na trening.
- Wy przypominacie mu nas. Nasza drużyna skończyła marnie. – Niezbyt jaśnie wytłumaczył Jirayia.
- Opowiedz nam o waszej drużynie. – Poprosiła przytomna Chika.
- No dobrze. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, ale dokuczaliśmy sobie.
Orochimaru był moim przeciwnikiem, a Tsunade dokuczałem w celu
poderwania jej.
- Uuu! – Dzieciakom spodobało się to co usłyszeli.
- Była najpiękniejsza ze wszystkich, to tyle. Byliśmy zgraną drużyną,
ale Orochimaru zniszczył wszystko. Próbowałem go zatrzymać ale na darmo.
On zaczął robić eksperymenty na ludziach. Straciłem jedynego
przeciwnika którego pragnąłem przewyższyć. Tsunade jednak wycierpiała
najbardziej.
- Hokage, czemu? – Spytał Amaki.
- Miała brata, ale straciła go podczas wojny. Człowiek którego kochała także zginął.
- Nie możliwe. Przecież żyjesz.
- Bardzo śmieszne. Mówię o Danie, o człowieku który tak samo jak ona
stracił młodsze rodzeństwo i tak samo jak jej brat pragnął zostać
Hokage. Potem jeszcze zdrada Orochimaru i śmierć trzeciego, naszego
sensei’a. W końcu i ja umarłem.
- Że jak? Przecież jesteś tu cały i zdrowy! – Zdziwili się.
- Orochimaru ożywił mnie. Miał w tym swój interes.
- Ale jak? – Spytał Meyjo.
- Tak jak ożywił siebie, Deidarę, Sasoriego. Opracował jakąś technikę,
ale więcej nie pytajcie i nikomu ani słowa. To ściśle tajne.
- Hai, sensei! – Krzyknęli chórkiem.
- Dobra to ćwiczymy dalej!
**********************************************************************
No to na następny rozdział będzie trzeba trochę poczekać.
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
Alexxis
sobota, 28 września 2013
czwartek, 26 września 2013
Rozdział9: Taki podobny...
Zaczęli biec w tamtą stronę. Postać zdążyła wkraść się do mieszkania.
Tsunade i Jirayia wbiegli przez drzwi. Biegli na górę nie zwracając
uwagi na Hisashi’ego. Wlecieli do jednego z pomieszczeń. Zaskoczyli się
bardzo. Przy oknie stały dwie osoby. Jedną była TenTen. Drugą osobą był
Neji.
- O co chodzi? – Spytał mężczyzna o białych oczach
- Wybacz, myśleliśmy że TenTen to ktoś inny. – Odpowiedziała Hokage.
- A mianowicie?
- Wróg.
- A czemu TenTen ma być wrogiem?
- Mamy trudny okres i trzeba zachować ostrożność. TenTen wchodziła oknem, a wyglądało to jak włamanie. A tak w ogóle to czemu taki, a nie inny sposób wybrałaś na wejście?
- Bo… - Neji chciał ukryć prawdę.
- Bo Hishasi-san zabronił się nam spotykać. Kocham Neji’ego, nie mogę tak po prostu widzieć się z nim tylko na treningach. – Dokończyła TenTen.
- Czemu zabronił wam?
- Mogłaby pani nie interesować się naszymi sprawami. – Do pokoju wszedł Hisashi.
- Przepraszam, ale jaki masz powód? – Tsunade ciągnęła dalej.
- Nie jest godna. – W oczach Hisashi’ego było widać kłamstwo.
- A tak naprawdę? – Wtrącił Jirayia.
- Sugeruje pan że okłamuję was? – Hisashi swoje.
- Tak. Widać w twoich oczach kłamstwo.
- Mam powody. TenTen wyjdź stąd natychmiast! – Rozkazał.
- Nie. – Neji zatrzymał ją. – Wuju, powiedź chociaż jaki masz powód.
- Dobrze. Tsunade-sama, Jirayia-sama, proszę zemną. – Skierował się na dół, a wskazani ruszyli za nim. – Chcecie znać prawdziwy powód?
- Hai. – Odpowiedział Jirayia.
- Ale nikt inny się nie dowie.
- Dobrze.
- Jak wiecie, od jakiegoś czasu sam wychowuję dwójkę dzieci…. Niedawno spotkałem matkę TenTen…. Siedziała w barze popijając senchę… Dosiadłem się do niej… Długo tam siedzieliśmy...Zaczęliśmy nawet pić sake… Miała kłopoty domowe… Gdy przechodziliśmy obok mojego domu zaprosiłem ją… Dzieciaków akurat nie było i tak jakoś… - Przeciągał każde zdanie.
- O boże. – Tsunade nie mogła uwierzyć własnym uszom.
- A to nie koniec. Ta sytuacja powtórzyła się nie raz. Zakochałem się.
- Wpadłeś stary. – Wtrącił Jirayia.
- Jeszcze jak. Ja ją kochałem, ale ona tylko mnie wykorzystała. Po jakimś czasie wyznała mi że to ulotna znajomość, że dałem się wkręcić. Popełniłem błąd i zapłaciłem za niego. Neji jest jeszcze młodym kawalerem i nie chce by spotkało go to samo, nie chcę by cierpiał tak jak ja. – Dokończył.
- Ale że Nikei taka jest, to nie znaczy że TenTen też taka będzie. – Tsunade była przerażona niesprawiedliwością.
- Niedaleko padaj jabłko od jabłoni.
- Ale jak moja mama mogła to zrobić!? – Usłyszeli z góry.
- Co się tam dzieje? – Tsunade poszła na górę. Na łóżku siedzieli Neji i TenTen. Dziewczyna była zalana łzami. Neji pocieszał ją.
- Słyszeliście? – Spytała Tsunade. Neji odpowiedział kiwnięciem głowy. – Przykro mi.
- Przecież ja nie jestem taka jak matka. Nie zrobię tego co ona. – Mówiła TenTen.
- Neji… - Hisashi chciał go przeprosić.
- Jak mogłeś? Wiedziałeś że kocham TenTen i robiłeś „to” z jej matką. Jeszcze oskarżasz o to samo TenTen. – Mówił spokojnym, ale pełnym gniewu tonem. – No jak!? – Wrzasnął.
- Wybacz. Nic mnie nie usprawiedliwi. – Próbował udobruchać Neji’ego.
- Jasne że nic.
- Zakochałem się, tak jak ty. Tak jakoś wyszło.
- Zakochałeś? Ty umiesz kochać? – Neji zaczerwienił się ze wściekłości. – Nie wiem jak ojciec mógł oddać za ciebie ży…
- Neji przestań. – Odezwała się TenTen. – To nie była wina Hisashi’ego-san tylko mojej matki. Zawsze faceci na nią lecieli. Nie myślałam jednak, że jest zdolna do czegoś takiego.
- Hishashi… - Zaczął Jirayia.
- Może zbyt pochopnie oceniłem cię. – Zignorował go. – Może nie jesteś taka jak matka.
- Więc możemy się spotykać? – Otarła łzy.
- Możecie. I jeszcze raz, przepraszam.
Następnego dnia, Jirayi miał spotkanie z nową drużyną. Gdy wstał, był pewny że nie zdąży. Do spotkania miał dziesięć minut. Powolnym krokiem wstał, umył się, ubrał, zjadł śniadanie i wyszedł. Nie spieszył się. Gdy doszedł była 9:00. Spóźnił się o godzinę. Na miejscu zastał dziwacznie ubranych podopiecznych.
- Jirayia-sensei? – Spytała dziewczynka.
Miała maślane oko. Włosy krótkie, czarne i zasłaniające drugie oko. Ubrana była w czarną koszulkę przylegającą do ciała. Niebieskie spodnie latały na wietrze w jedną i drugą. Wyglądałaby całkiem sympatycznie gdyby nie podkreślone na czarno oczy. Miała ok. dwunastu lat. Była całkiem wysoka.
- Hai. Ty to Chirio Hikirai? – Spytał Jirayia. Dziewczyna zaczerwieniła się.
- Chika Hikari. Radzę nie mylić. – Wtrącił chłopiec stojący obok.
- A ty to kto?
- Meyjo Jiroti. – Odpowiedział Chłopiec.
Meyjo był wysokim brunetem. Miał białe oczy z czerwoną źrenicą. Miał zwykłą czerwoną koszulkę. Na niej widniał znak Konocha. Bluzę miał niebieską i rozsuniętą. Spodnie, zwykłe, granatowe. Uśmiechał się przyjaźnie. Jedynie co odstraszało, to czerwony kolor wokół oczu.
- Więc ty jesteś młodym Sarutobi. – Jirayia skierował się do chłopca siedzącego na gałęzi drzewa.
Amaki był niski. Z twarzy całkowicie przypominał Asumę. Bluzę miał czarną, zasuniętą do połowy. Spodnie białe, latające na wietrze. Koszulka była czarno biała ze znakiem Jing Jang. Włosy długie, czerwone i zapięte w kuca.
Gdy chłopiec nie usłyszał, Jirayia podszedł do niego. Amaki wyglądał jakby spał. Głowę miał opartą o drzewo. Z otwartych ust kapała mu ślina.
- Krzyknij, krzyknij. – Meyjo i Chika dopingowali Jirayię.
- Po co, nie lepiej zepchnąć? – Popchnął chłopca na ziemię. Chika i Meyjo roześmiali się.
- Aaa! – Amaki krzyknął z bólu. Spadł na kość ogonową. – Auł! Musiałeś sensei? Wolałbym byś krzykną.
- A skąd wierz że jestem waszym sensei’em? – Dopytywał Jirayia.
- Nie znam cię, ale wiem od Shikamaru, że moim nowym sensei’em ma być idiotyczny, nieuprzejmy i durnowaty Ero-senin z białymi włosami.
- Ja ci dam idiotycznego i durnowatego Ero-senina!
- Cytuje słowa Shikamaru.
- Nie przypominasz Asumy, więc geny musisz mieć po Kurenai.
- Haha! – Tamci roześmiali się jeszcze głośniej.
- A ci z czego rżą? – Pytał zdziwiony Jirayia.
- Bo mam geny po lasce. Dzięki ci wielkie. Shikamaru ostrzegał mnie przed tobą. Teraz wyjechał z tą swoją bandą.
- Dobra zbierajcie dupska, idziemy się przejść! – Krzykną do tamtych.
Jirayia szedł z Chiką, Amaki z Meyjo. Meyjo cały czas popychał Amaki’ego. Gdy doszli do wodospadu stanęli.
- Tutaj sobie pogadamy. – Powiedział Jirayia.
- Pogadamy? – Spytała Chika.
- Hai. Nawijajcie o sobie. – Przysiadł.
- Bo o tobie już wiemy Ero-seninie. – Znowu roześmiali się. Nawet na twarzy Amaki’ego pojawił się uśmiech.
- Nie wy jedni nazywacie mnie Ero-seninem.
- Jeśli mamy mówić, to ty pierwszy. – Powiedział Amaki.
- Niech będzie. – Na jego twarzy pojawił się uśmiech. – Nazywam się Jirayia…
- To wiemy.
- Jestem pisarzem…
- Jak już to Ero-pisarzem.
- Amaki, powiedź mi jaki miałeś najgorszy wypadek?
- Pobili mnie. – Wskazał na Chikę i Meyjo.
- Więc jeszcze jedno słowo, a ból po tej bójce przestanie być najgorszy. – Słodko zagroził.
- O-ok. – Amaki wolał nie zadzierać.
- No więc teraz może wy.
- Powiedź nam jeszcze dlaczego jesteś senin’em jak Hokage? Umiesz leczyć?
- Nie. Tsunade jest najlepsza na całym świecie. Szczerze mówiąc nie wiem dlaczego jestem senin’em.
- No musisz coś umieć. – Wtrąciła Chika.
- A mi się wydaje że po prostu był tam i dostał ten tytuł przez przypadek. Nie to co boska Tsunade-sama. – Amaki rozmarzył się.
- Słuchaj chłopie, odpieprz się od Tsunade. Boska to ona jest dla mnie, a ty zajmij się panienkami w swoim wieku. – Jirayia wkurzony złapał Amaki’ego za koszulkę i wysyczał ledwie słyszącym głosem.
- Nie dam się tak łatwo. Boska Tsunade-sama nie jest jedynie twoja starcze. Będę walczyć jak będzie trzeba. – Równie cicho i ostro wysyczał Amaki. Jirayia zdziwił się. Postanowił jeszcze trochę go pomęczyć.
- Czy ty aby nie rozpędzasz się? Masz osiem lat, a Tsunade jest dorosła. To że wygląda przepięknie, nie znaczy że masz się w niej zakochać. – Powiedział tak, by wszyscy usłyszeli. Roześmiali się. – A poza tym, ja też ją kocham i będę walczy jak będzie trzeba. – Szepnął mu do ucha.
- Ja jej nie kocham! – Amaki odskoczył wyrywając się. Jirayia uśmiechną się szyderczo. – Mówiłem że jest boska, ale bez przesady. Ja po prostu jestem podobny do… - Zamknął usta rękami.
- Do kogo?
- No właśnie. Chcemy się pośmiać. – Wtrącił Meyjo.
- Nie ważne. – Zaprzeczał.
- A dla mnie ważne. Muszę znać swoich uczniów. – Ciągnął Jirayia.
- Nic nie powiem.
- Może zakład?
- Jirayia, zakładasz się z bachorem? – Wtrąciła Tsunade, która wszystko co było głośne słyszała.
- Tsunade, sama się zakładałaś z Naruto. – Mówił Jirayia.
- A pamiętasz jak to się skończyło?
- Tak. Naruto wygrał.
- Z nim może być podobnie.
- Ale nie musi. Ten zakład będzie inny. Jakoś trzeba wydusić prawdę. Więc jak mały?
- Zgoda. Jaka stawka i jakie wyzwanie? – Odpowiedział Amaki. Widocznie chciał się popisać.
- Stawką jest prawda o tobie. A wyzwanie to walka. Kto pierwszy padnie z sił.
- Ale jeśli ja wygram to…
- To uznam cię za godnego Sarutobi. Nie byle kto może nosić to nazwisko. Zgoda?
- Zgoda. Ale uznasz też moje marzenie za realne.
- A jakie?
- Bycie najlepszym Shinobi.
- Często to słyszałam. – Wtrąciła Hokage.
- Ja też. Tylko nikomu się nie udało. – Odezwał się Jirayia.
- Mi się uda. Więc jak?
- Zgoda. Zaczynajmy więc.
Amaki i Jirayia stali naprzeciw siebie. Czekali na pierwszy ruch. Amaki zaatakował. Zaczął z pięść. Jirayia łatwo złapał jego rękę i wykręcił do tyłu. Amaki zakrzyczał z bólu.
- Można się jeszcze poddać. – Oznajmił Jirayia.
- Więc zrób to, bo ja nie zamierzam. –Jirayia wykręcił mu rękę jeszcze mocniej. Amaki trzymał się jeszcze na nogach. Głowa Jirayi stykała się głową z Amaki’m.
- Ja po prostu jestem podobny do ciebie. – Amaki wyszeptał Pustelnikowi do ucha. Ten zastygł zdziwiony. Amaki miał szanse wywinąć się. Kopnął Ero-senina w klejnoty. Ten skulił się lekko i uścisk stał się lżejszy. W tedy Amaki odkręcił rękę i wykopał Pustelnika. Jirayia stanął na nogach.
- Ty gnojku. – Zdenerwował się uznając słowa Amaki’ego za kłamstwo.
- Ale to co mówiłem jest prawdą. Nawet rodzice i Shikamaru tak uważają. – Zapewniał Amaki. Jirayia zdenerwowany zaczął nacierać na Amki’ego. Zwykłą pięścią zamierzał go pokonać. Amaki odsuną się, lecz Jirayia przewidział ten ruch i w natychmiastowym tempie podciął mu nogi. Ten przewrócił się i natychmiast siadł w kuckach.
- I ty chcesz być najlepszym Shinobi? Ty nawet nie jesteś godnym imienia Sarutobi. Żal mi Asumy że ma takiego nieudanego syna. – Kpił Jirayia.
- Mów co chcesz. Ja wiem swoje. – Zacisnął zęby i dłonie. – Zrobię wszystko by ludzie zaczęli mnie szanować. By mi wierzyli i ufali. – Rozpłakał się. – Ale mi też żal ojca. Nie jestem taki jaki on by chciał. Z pewnością liczył na lepszego syna. – Chika i Meyjo śmiali się z beksy. – Ale nie poddam się. Nie ja! – Wstał z miejsca i wyjął castlety. Łzy przeszkadzały mu lecz on dalej cisnął w Jirayię. Kilka razy nawet prawie go trafił. Widząc że nie daje rady castletami zamachnął się nogą. Jirayia schylił się by nie dostać w głowę. Amaki widząc kucającego przeciwnika cisnął pięścią. Jirayia jednak przechylił się do tyłu unikając ciosu i nogą podciął Amaki’ego. Ten leciał na Pustelnika. Jirayia walnął go w brzuch. Amaki po ciosie poleciał na plecy. Upuścił castlety. Płakał dalej kuląc się z bólu.
- Beksa i nieudacznik! – Meyjo i Chika śmiali się dalej.
- Ale cacko. – Meyjo podniósł castlety.
- Oddaj mi to! – Amaki nie zwracając uwagi na ból wstał i popędził po swoje castlety.
- Nie tak prędko. – Meyjo uderzył go w brzuch. Mały znowu się skulił. Jirayia wysunął rękę. Meyjo oddał mu broń. „Przecież to castlety Asumy. Czy on naprawdę mu je dał?” – Myślał Jirayia. Amaki zdążył się podnieś, lecz nadal trzymał się za brzuch.
- Wiesz o tym że przegrałeś? – Spytała Amaki’go Tsunade.
- Nie przegrałem. – Odpowiedział Amaki. – Porażką jest jedynie nie próbować więcej.
- Skąd masz te castlety? – Spytał Jirayia poważnym tonem.
- Ojciec mi je dał.
- Ta, raczej je ukradłeś! – Krzyknęła Chika.
- Ja nie kradnę! – Próbował się wybronić Amaki.
- A co masz za bluzą!? – Chika wskazał miejsce gdzie wisiała metka z koszulki pod bluzą. – Słyszałam rano w wiadomościach że sklep z odzieżą został okradziony. – Tsunade podeszłą do Amaki’ego i sprawdziła metkę.
- Faktycznie. To zostało skradzione. – Powiedziała. Jirayia nie zwracał na to uwagi. Był zamyślony. – Idziesz ze mną. – Tsunade chwyciła go za bluzę.
- Ja nic nie ukradłem, naprawdę. – Nie wyrywając się zaczął tłumaczyć.
- Idziemy. – Amaki stał nieruchomo nie dając się zwieść. – Chodź że cholero! – Nic. Na to jednak uwagę zwrócił Jirayia. – Bezczelny bachor! Nie dość że kradnie to jeszcze kłamie! – Chciała walnąć go w brzuch, lecz coś lekko drasnęło ją w rękę. Zatrzymała dłoń.
- Swoje dzieciaki też byś biła? – Spytał zdenerwowany Jirayia.
- Gdyby kradły to tak. Weź coś mu powiedź. – Tsunade chciała załatwić to w spokoju.
- On nic nie zrobił. Zastaw go.
- Mam dowód.
- Tsunade… biorę całą winę na siebie.
- Jirayia, nie wsadzę cię do paki.
- Więc zapłacę za te zaginione rzeczy.
- Czyś ty oszalał!? Wiesz ile to będzie kosztować? Dwieście pięćdziesiąt ryo.
- Ale ten mały ma potencjał. Da się jeszcze naprowadzić go no dobrą ścieżkę. Ta szansa jest bezcenna.
- Nie będzie takiej potrzeby! – Krzyknął ktoś z dala. Był to Shikamaru.
- Co ty tu robisz? – Spytała Gondaime.
- Shikamaru! – Krzyknął Amaki.
- Tsunade-sama on nic nie zrobił. Złodziej był w mojej drużynie. Przyłapałem go na gorącym uczynku. Zresztą prowadziłem tą akcje. Przyznał się że podrzucił jakąś rzecz Amaki’emu by go wsadzili.
- No dobra. Masz szczęście mały. – Tsunade puściła Amaki’ego. Ten poleciał do przyjaciela.
- Gdzie jest tamten? – Shikamaru skierował Tsunade we właściwe miejsce.
- Myślałem że jesteś na misji? – Odezwał się Jirayia.
- Zostałem dzień dłużej i dostałem inną. Właśnie ją wykonałem. Jutro wyruszam.
- Shikamaru, nie wyjeżdżaj. – Rozbeczał się Amaki.
- Beksa. – Dalej śmiali się z niego partnerzy.
- Jak oni mnie wkurzają. – Powiedział Shikamaru.
- Trzeba się przyzwyczaić. Dzięki za opinie. – Jirayia zmienił temat.
- Jaką opinię?
- „Wiem od Shikamaru, że moim nowym sensei’em ma być idiotyczny, nieuprzejmy i durnowaty Ero-senin” tak mu powiedziałeś, prawda?
- Em, no ja… byłem wściekły, że ty uczysz Amaki’ego a nie ja!
- Gadka szmatka. Nie ważne. Pozwól, że dokończę zbiórkę.
- Jasne. – Shikamaru odszedł.
- Siadajcie. Teraz mówi Meyjo. – Rozkazał Pustelnik.
- No więc jestem Meyjo Jiroti. Jestem najlepszym uczniem w akademii łącznie z Chiką. Moim marzeniem jest bycie najlepszym medykiem.
- W to że jesteś najlepszy w akademii wątpię. Jeśli chcesz zostać najlepszym medykiem, to najpierw musisz się nauczyć doceniać ludzi. Chika.
- Nazywam się Chika Hikori. Meyjo mówi że jesteśmy najlepsi. Ja jednak tak nie uważam. Moim marzeniem jest wymyślenie techniki która będzie unikatowa.
- Myślę że ci się uda. Amaki.
- Nazywam się Amaki Sarutobi. Jestem najgorszym uczniem w akademii. Marzenie znacie. Wiem że to nie realne, ale nadzieja jest matką głupich. Czyli moją.
- Twoją matką jest wspaniała Kurenai, jedna z lepszych Kunoichi w wiosce. A reszta: pożyjemy zobaczymy. No dobra, to tyle na dziś. - Wszyscy skierowali się w swoją stronę. – Amaki. Masz dużą szanse na spełnienie swojego marzenia. Jesteś też godnym imienia Sarutobi. – Powiedział przez ramię. Chłopiec strasznie się ucieszył.
Pustelnikowi znudziło się siedzenie w domu. Wyszedł się przejść. Gdy przechodził obok gorących źródeł nie mógł się powstrzymać by popatrzeć na dziewczyny. Wszedł i oniemiał. Na jego ulubionym miejscu siedział Amaki. Podszedł do niego. Tyknął lekko ramienia. Chłopiec wystraszył się i uderzył Ero-senina w nos.
- Auł! Rozwaliłeś mi nos. – Zdenerwował się Jirayia.
- Ciszej, bo wystraszysz dziewczyny. – Skarcił go Amaki.
- Kurdupel będzie mi rozkazywać. Co ty tu robisz?
- Mówiłem że jestem taki jak ty. Też lubię tu przychodzić.
- Nie dobijaj człowieka.
- A niby czym?
- Bo ja jestem, jedyny, niepowtarzalny, przystojny Jirayia! – Przy tych słowach wykonywał dziwaczne ruchy.
- Ja też tak potrafię.
- To pokarz. – Amaki wstał i zaczął wymachiwać rękami i powtarzać słowo w słowo Jirayię. Ten jednak po drugiej literze przestał go słuchać. Siadł na swoim miejscu.
- Ero-senin…
- Nie zadziera się ze mną.
- Ja ci zaraz… - Chciał już się rzucić na Jirayię.
- Nie możemy pooglądać razem? Nie chce ich wystraszyć.
- Zgoda. – Siadł przy Jirayi.
- Ty nie jesteś za młody na panienki? – Spytał Jirayia.
- A ty od kiedy zaczynałeś?
- No, znaczy… no też gdzieś tak.
- Więc nie.
- Lubię cię mały. – Potarmosił mu włosy.
- Ty też nie jesteś taki zły, sensei. – Po jakimś czasie usłyszeli ciche nawoływanie. Stawało się one coraz głośniejsze. – To chyba boska Tsunade. Znaczy…
- Luz. Ja mówię gorzej.
- Jirayia! Idioto, zboczeńcu! – Krzyczała widząc ich.
- O, kłopoty. – Amaki zaniepokoił się.
- Chodź. Znam bezpieczne miejsce. – Pociągnął chłopaka za sobą. – Tego miejsca Tsunade nie zna. I masz racje, ona jest boska. – Miejsce było małe i ciasne, ale za to trudno było się kapnąć, gdzie ono jest.
- Naprawdę ją kochasz?
- A, no ba. Zresztą znamy się już czterdzieści pięć lat. Przecież ty też się w niej kochasz.
- Znaczy, ja się kocham w jej ciele. Charakteru nie dam rady znieść. No ale długo już się znacie.
- Ta. Może charakter jest nie do zniesienia, ale jak dla kogo.
- Czemu jej tego nie powiesz.
- Chłopie, nie masz jej jako znajomej wiec nie wiesz. Jak kocha to nie bije. Miała jednego takiego. Nie żyje już ponad trzydzieści lat jak nie lepiej. Ona dalej cierpi. Nie traktowała go tak jak mnie. Nie biła go, nie wyzywała. My to tylko przyjaciele.
- No to znajdź inną.
- Bo to łatwe. Miłość to szansa jedna na milion. Ona ją dostała i straciła. Ja też dostałem, ale w połowie. Rozumiesz?
- Hai. Ona dostała, ponieważ on i ona kochali. Straciła bo on umarł. Ty tylko w połowie, bo ty kochasz, ale ona nie. A szansa jedna na milion bo zakochać się to trudna rzecz. To musi przyjść samo.
- Zgadza się.
- Jirayia! – Dalej było słychać krzyki.
- A wiesz że Tsunade to moja pierwsza miłość?
- Ta?
- No. Sam nie mogę w to uwierzyć.
- Jak długo.
- Tyle ile się znamy. Może miałem kiedyś szanse, ale zmarnowałem ją moim szczeniackim zachowaniem.
- Łał. Tyle lat. Nie wierzę. Ja to mam szczęście.
- Czemu?
- Bo moim sensei’em jest taki zajebisty gościu.
- A, no ba. A myślałeś że idiotyczny. Hehe… Chyba poszła.
- Wychodzimy?
- Hai. – Wyszli z kryjówki. Tam jednak czekała na nich niemiła niespodzianka.
- A masz! – Niespodziewanie Tsunade uderzyła Jirayię w głowę. – W ciągasz w to dzieciaka! Łajza i zboczeniec. Jeszcze go zgwałć! – Biła go przez cały czas. Amaki śmiał się jak zawzięty. Tsunade na chwilę przestała.
- A ty z czego rżysz? – Spytała Amaki’ego. Ten Przestał natychmiast.
- Bo zbieram manto za niego. – Wykrztusił Jirayia. – Zastałem go tu podglądającego.
- Ale on przypomina ciebie. – Powiedziała Tsunade. Amaki zaczął uciekać. – Powinnam go zlać czy nie?
- Jeśli jest podobny do mnie to tak! – Odpowiedział jej Ero-senin.
- E, nie. Ale ty tak. – Znowu biła go. W końcu przestała. Odeszła od niego. Jirayia mruczał coś przez chwil, a następnie krzyknął.
- Stary babsztyl! Nie nadajesz się do niczego idiotko! – Zaczęła go gonić. Stanęli słysząc śmiech.
- Ale wy się dopełniacie. Pasujecie do siebie jak ulał. – Powiedział Amaki poczym zdał sobie sprawę z powagi sytuacji. Zaczął ponownie uciekać. Ani Tsunade, ani Jirayi nie chciało się go gonić.
- Rozejm? – Spytał Jirayia.
- Rozejm. – Odpowiedziała mu Tsunade.
- Naprawdę on przypomina ci mnie?
- Aż trudno uwierzyć.
- Łał. Idziemu na sake? Poprzednio nie udało nam się.
- Jasne. – Zaczęli iść.
- Lubisz go, co nie? – Zaczęli rozmowę w domu Jirayi.
- A żebyś wiedziała. Jest inny niż wszyscy.
- Wież czemu tobie go dałam pod opiekę?
- Czemu?
- Bo udało ci się wyszkolić Naruto.
- Jaki to ma związek z Amaki’m.
- Amaki też jest sakryfikantem.
- Co!? Żartujesz?
- Nie. Ma Nibi’ego.
- Ale się wpakowałem. Teraz wiem czemu go nie lubią.
- Też przestaniesz go lubić?
- Śnisz. Można z nim pooglądać kobietki.
- A mówiłeś że w niebie ci popalić dali!
- A bo dali.
- I że nie masz ochoty na panienki.
- A bo nie mam. Po prostu lubię sobie popatrzeć.
- Faceci. A już szczególnie ty!
- Oj daj spokój. Przyznaj, że lubisz to we mnie. – Tsunade nie odezwała się ani słowem. – Takie dwie z nas różnice. – Dalej nic. – Tsunade! – Zaczął ją łaskotać. Roześmiała się.
- Dobra. Przyznaje się. Lubię to w tobie. Z resztą, w ogóle cię lubię.
- Ja ciebie też.
- Na ile?
- A na ile byś chciała?
- Znowu zaczynamy flirtować.
- Lubisz to?
- Szczerze?
- Ba, że tak.
- No ba, że tak. – Roześmiali się. – Więc na ile?
- Więc na ile byś chciała?
- Zależy.
- Od czego?
- Od prawdy.
- Prawdy?
- Hai. Zależy na ile ja cię lubię.
- A na ile?– Jirayia nabrał nadziej
- Tak na 90%.
- Łał. Dużo. Pomyśle jeszcze że mnie kochasz.
- A nie chciał byś?
- Może. A co?
- Najpierw powiedz na ile ty mnie lubisz?
- No… - Zastanowił się czy powiedzieć prawdę. – Uchylam się od odpowiedzi.
- No wiesz! Jeszcze uznam że w ogóle mnie nie lubisz.
- A nie chciałabyś?
- Nie!
- Hehe. – Objął ją ręką. – Szczerze mówiąc chciałbym by bogini się we mnie bujała. Znak że jestem niezły.
- Muszę się przyznać że widziałam całe, twoje spotkanie z drużyną. – Wtuliła się w niego.
- Całe?
- Hai. Coś się tak zdenerwował gdy powiedział o mnie?
- No, bo wiesz uważa mnie za nieudacznika, a poza tym boską mogę tylko ja cię nazywać.
- A kto ci pozwolił!?
- Ja. Znaczy jak nie chcesz to mogę nazywać cię idiotką. Mi obojętne.
- Hej! Niech będzie boska. Nieudacznikiem to ty jesteś.
- Dzięki ci bardzo. Stary babsztyl. – Tsunade walnęła go lekko w tors.
- To że jestem stara nie znaczy że można mnie tak nazywać.
- Znowu jesteś kociakiem.
- Kociakiem?
- Bijesz tak jak kociak się przymila.
- Dzięki.
- Też cię lubię na 90% jak nie więcej.
- Więcej? To ja pomyślę że mnie kochasz.
- A kto wiem? Amaki kocha twoje ciało. – Roześmiali się.
- Moje ciało? Nie no, mały Jirayia. Naruto już cię przypominał, a tu Ero-dzieciak się pokazał. Ty daj mu dokańczać książki.
- Może kiedyś.
Po jakimś czasie skończyło się na tym, że zasnęli. Rano Tsunade obudziła się pierwsza. Postanowiła przygotować śniadanie. Jirayia obudził się i wspólnie je zjedli. Następnie każdy poszedł w swoją stronę, czyli na treningi. Po południu spotkało ich coś nieprzyjemnego.
******************************************************************
Jednak jeszcze jeden rozdział i zaczynam od "nowa". Czyli 10 postów o JiraTsu ze starej maszynki i dalej pójdzie z nowej :D
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
Alexxis
- O co chodzi? – Spytał mężczyzna o białych oczach
- Wybacz, myśleliśmy że TenTen to ktoś inny. – Odpowiedziała Hokage.
- A mianowicie?
- Wróg.
- A czemu TenTen ma być wrogiem?
- Mamy trudny okres i trzeba zachować ostrożność. TenTen wchodziła oknem, a wyglądało to jak włamanie. A tak w ogóle to czemu taki, a nie inny sposób wybrałaś na wejście?
- Bo… - Neji chciał ukryć prawdę.
- Bo Hishasi-san zabronił się nam spotykać. Kocham Neji’ego, nie mogę tak po prostu widzieć się z nim tylko na treningach. – Dokończyła TenTen.
- Czemu zabronił wam?
- Mogłaby pani nie interesować się naszymi sprawami. – Do pokoju wszedł Hisashi.
- Przepraszam, ale jaki masz powód? – Tsunade ciągnęła dalej.
- Nie jest godna. – W oczach Hisashi’ego było widać kłamstwo.
- A tak naprawdę? – Wtrącił Jirayia.
- Sugeruje pan że okłamuję was? – Hisashi swoje.
- Tak. Widać w twoich oczach kłamstwo.
- Mam powody. TenTen wyjdź stąd natychmiast! – Rozkazał.
- Nie. – Neji zatrzymał ją. – Wuju, powiedź chociaż jaki masz powód.
- Dobrze. Tsunade-sama, Jirayia-sama, proszę zemną. – Skierował się na dół, a wskazani ruszyli za nim. – Chcecie znać prawdziwy powód?
- Hai. – Odpowiedział Jirayia.
- Ale nikt inny się nie dowie.
- Dobrze.
- Jak wiecie, od jakiegoś czasu sam wychowuję dwójkę dzieci…. Niedawno spotkałem matkę TenTen…. Siedziała w barze popijając senchę… Dosiadłem się do niej… Długo tam siedzieliśmy...Zaczęliśmy nawet pić sake… Miała kłopoty domowe… Gdy przechodziliśmy obok mojego domu zaprosiłem ją… Dzieciaków akurat nie było i tak jakoś… - Przeciągał każde zdanie.
- O boże. – Tsunade nie mogła uwierzyć własnym uszom.
- A to nie koniec. Ta sytuacja powtórzyła się nie raz. Zakochałem się.
- Wpadłeś stary. – Wtrącił Jirayia.
- Jeszcze jak. Ja ją kochałem, ale ona tylko mnie wykorzystała. Po jakimś czasie wyznała mi że to ulotna znajomość, że dałem się wkręcić. Popełniłem błąd i zapłaciłem za niego. Neji jest jeszcze młodym kawalerem i nie chce by spotkało go to samo, nie chcę by cierpiał tak jak ja. – Dokończył.
- Ale że Nikei taka jest, to nie znaczy że TenTen też taka będzie. – Tsunade była przerażona niesprawiedliwością.
- Niedaleko padaj jabłko od jabłoni.
- Ale jak moja mama mogła to zrobić!? – Usłyszeli z góry.
- Co się tam dzieje? – Tsunade poszła na górę. Na łóżku siedzieli Neji i TenTen. Dziewczyna była zalana łzami. Neji pocieszał ją.
- Słyszeliście? – Spytała Tsunade. Neji odpowiedział kiwnięciem głowy. – Przykro mi.
- Przecież ja nie jestem taka jak matka. Nie zrobię tego co ona. – Mówiła TenTen.
- Neji… - Hisashi chciał go przeprosić.
- Jak mogłeś? Wiedziałeś że kocham TenTen i robiłeś „to” z jej matką. Jeszcze oskarżasz o to samo TenTen. – Mówił spokojnym, ale pełnym gniewu tonem. – No jak!? – Wrzasnął.
- Wybacz. Nic mnie nie usprawiedliwi. – Próbował udobruchać Neji’ego.
- Jasne że nic.
- Zakochałem się, tak jak ty. Tak jakoś wyszło.
- Zakochałeś? Ty umiesz kochać? – Neji zaczerwienił się ze wściekłości. – Nie wiem jak ojciec mógł oddać za ciebie ży…
- Neji przestań. – Odezwała się TenTen. – To nie była wina Hisashi’ego-san tylko mojej matki. Zawsze faceci na nią lecieli. Nie myślałam jednak, że jest zdolna do czegoś takiego.
- Hishashi… - Zaczął Jirayia.
- Może zbyt pochopnie oceniłem cię. – Zignorował go. – Może nie jesteś taka jak matka.
- Więc możemy się spotykać? – Otarła łzy.
- Możecie. I jeszcze raz, przepraszam.
Następnego dnia, Jirayi miał spotkanie z nową drużyną. Gdy wstał, był pewny że nie zdąży. Do spotkania miał dziesięć minut. Powolnym krokiem wstał, umył się, ubrał, zjadł śniadanie i wyszedł. Nie spieszył się. Gdy doszedł była 9:00. Spóźnił się o godzinę. Na miejscu zastał dziwacznie ubranych podopiecznych.
- Jirayia-sensei? – Spytała dziewczynka.
Miała maślane oko. Włosy krótkie, czarne i zasłaniające drugie oko. Ubrana była w czarną koszulkę przylegającą do ciała. Niebieskie spodnie latały na wietrze w jedną i drugą. Wyglądałaby całkiem sympatycznie gdyby nie podkreślone na czarno oczy. Miała ok. dwunastu lat. Była całkiem wysoka.
- Hai. Ty to Chirio Hikirai? – Spytał Jirayia. Dziewczyna zaczerwieniła się.
- Chika Hikari. Radzę nie mylić. – Wtrącił chłopiec stojący obok.
- A ty to kto?
- Meyjo Jiroti. – Odpowiedział Chłopiec.
Meyjo był wysokim brunetem. Miał białe oczy z czerwoną źrenicą. Miał zwykłą czerwoną koszulkę. Na niej widniał znak Konocha. Bluzę miał niebieską i rozsuniętą. Spodnie, zwykłe, granatowe. Uśmiechał się przyjaźnie. Jedynie co odstraszało, to czerwony kolor wokół oczu.
- Więc ty jesteś młodym Sarutobi. – Jirayia skierował się do chłopca siedzącego na gałęzi drzewa.
Amaki był niski. Z twarzy całkowicie przypominał Asumę. Bluzę miał czarną, zasuniętą do połowy. Spodnie białe, latające na wietrze. Koszulka była czarno biała ze znakiem Jing Jang. Włosy długie, czerwone i zapięte w kuca.
Gdy chłopiec nie usłyszał, Jirayia podszedł do niego. Amaki wyglądał jakby spał. Głowę miał opartą o drzewo. Z otwartych ust kapała mu ślina.
- Krzyknij, krzyknij. – Meyjo i Chika dopingowali Jirayię.
- Po co, nie lepiej zepchnąć? – Popchnął chłopca na ziemię. Chika i Meyjo roześmiali się.
- Aaa! – Amaki krzyknął z bólu. Spadł na kość ogonową. – Auł! Musiałeś sensei? Wolałbym byś krzykną.
- A skąd wierz że jestem waszym sensei’em? – Dopytywał Jirayia.
- Nie znam cię, ale wiem od Shikamaru, że moim nowym sensei’em ma być idiotyczny, nieuprzejmy i durnowaty Ero-senin z białymi włosami.
- Ja ci dam idiotycznego i durnowatego Ero-senina!
- Cytuje słowa Shikamaru.
- Nie przypominasz Asumy, więc geny musisz mieć po Kurenai.
- Haha! – Tamci roześmiali się jeszcze głośniej.
- A ci z czego rżą? – Pytał zdziwiony Jirayia.
- Bo mam geny po lasce. Dzięki ci wielkie. Shikamaru ostrzegał mnie przed tobą. Teraz wyjechał z tą swoją bandą.
- Dobra zbierajcie dupska, idziemy się przejść! – Krzykną do tamtych.
Jirayia szedł z Chiką, Amaki z Meyjo. Meyjo cały czas popychał Amaki’ego. Gdy doszli do wodospadu stanęli.
- Tutaj sobie pogadamy. – Powiedział Jirayia.
- Pogadamy? – Spytała Chika.
- Hai. Nawijajcie o sobie. – Przysiadł.
- Bo o tobie już wiemy Ero-seninie. – Znowu roześmiali się. Nawet na twarzy Amaki’ego pojawił się uśmiech.
- Nie wy jedni nazywacie mnie Ero-seninem.
- Jeśli mamy mówić, to ty pierwszy. – Powiedział Amaki.
- Niech będzie. – Na jego twarzy pojawił się uśmiech. – Nazywam się Jirayia…
- To wiemy.
- Jestem pisarzem…
- Jak już to Ero-pisarzem.
- Amaki, powiedź mi jaki miałeś najgorszy wypadek?
- Pobili mnie. – Wskazał na Chikę i Meyjo.
- Więc jeszcze jedno słowo, a ból po tej bójce przestanie być najgorszy. – Słodko zagroził.
- O-ok. – Amaki wolał nie zadzierać.
- No więc teraz może wy.
- Powiedź nam jeszcze dlaczego jesteś senin’em jak Hokage? Umiesz leczyć?
- Nie. Tsunade jest najlepsza na całym świecie. Szczerze mówiąc nie wiem dlaczego jestem senin’em.
- No musisz coś umieć. – Wtrąciła Chika.
- A mi się wydaje że po prostu był tam i dostał ten tytuł przez przypadek. Nie to co boska Tsunade-sama. – Amaki rozmarzył się.
- Słuchaj chłopie, odpieprz się od Tsunade. Boska to ona jest dla mnie, a ty zajmij się panienkami w swoim wieku. – Jirayia wkurzony złapał Amaki’ego za koszulkę i wysyczał ledwie słyszącym głosem.
- Nie dam się tak łatwo. Boska Tsunade-sama nie jest jedynie twoja starcze. Będę walczyć jak będzie trzeba. – Równie cicho i ostro wysyczał Amaki. Jirayia zdziwił się. Postanowił jeszcze trochę go pomęczyć.
- Czy ty aby nie rozpędzasz się? Masz osiem lat, a Tsunade jest dorosła. To że wygląda przepięknie, nie znaczy że masz się w niej zakochać. – Powiedział tak, by wszyscy usłyszeli. Roześmiali się. – A poza tym, ja też ją kocham i będę walczy jak będzie trzeba. – Szepnął mu do ucha.
- Ja jej nie kocham! – Amaki odskoczył wyrywając się. Jirayia uśmiechną się szyderczo. – Mówiłem że jest boska, ale bez przesady. Ja po prostu jestem podobny do… - Zamknął usta rękami.
- Do kogo?
- No właśnie. Chcemy się pośmiać. – Wtrącił Meyjo.
- Nie ważne. – Zaprzeczał.
- A dla mnie ważne. Muszę znać swoich uczniów. – Ciągnął Jirayia.
- Nic nie powiem.
- Może zakład?
- Jirayia, zakładasz się z bachorem? – Wtrąciła Tsunade, która wszystko co było głośne słyszała.
- Tsunade, sama się zakładałaś z Naruto. – Mówił Jirayia.
- A pamiętasz jak to się skończyło?
- Tak. Naruto wygrał.
- Z nim może być podobnie.
- Ale nie musi. Ten zakład będzie inny. Jakoś trzeba wydusić prawdę. Więc jak mały?
- Zgoda. Jaka stawka i jakie wyzwanie? – Odpowiedział Amaki. Widocznie chciał się popisać.
- Stawką jest prawda o tobie. A wyzwanie to walka. Kto pierwszy padnie z sił.
- Ale jeśli ja wygram to…
- To uznam cię za godnego Sarutobi. Nie byle kto może nosić to nazwisko. Zgoda?
- Zgoda. Ale uznasz też moje marzenie za realne.
- A jakie?
- Bycie najlepszym Shinobi.
- Często to słyszałam. – Wtrąciła Hokage.
- Ja też. Tylko nikomu się nie udało. – Odezwał się Jirayia.
- Mi się uda. Więc jak?
- Zgoda. Zaczynajmy więc.
Amaki i Jirayia stali naprzeciw siebie. Czekali na pierwszy ruch. Amaki zaatakował. Zaczął z pięść. Jirayia łatwo złapał jego rękę i wykręcił do tyłu. Amaki zakrzyczał z bólu.
- Można się jeszcze poddać. – Oznajmił Jirayia.
- Więc zrób to, bo ja nie zamierzam. –Jirayia wykręcił mu rękę jeszcze mocniej. Amaki trzymał się jeszcze na nogach. Głowa Jirayi stykała się głową z Amaki’m.
- Ja po prostu jestem podobny do ciebie. – Amaki wyszeptał Pustelnikowi do ucha. Ten zastygł zdziwiony. Amaki miał szanse wywinąć się. Kopnął Ero-senina w klejnoty. Ten skulił się lekko i uścisk stał się lżejszy. W tedy Amaki odkręcił rękę i wykopał Pustelnika. Jirayia stanął na nogach.
- Ty gnojku. – Zdenerwował się uznając słowa Amaki’ego za kłamstwo.
- Ale to co mówiłem jest prawdą. Nawet rodzice i Shikamaru tak uważają. – Zapewniał Amaki. Jirayia zdenerwowany zaczął nacierać na Amki’ego. Zwykłą pięścią zamierzał go pokonać. Amaki odsuną się, lecz Jirayia przewidział ten ruch i w natychmiastowym tempie podciął mu nogi. Ten przewrócił się i natychmiast siadł w kuckach.
- I ty chcesz być najlepszym Shinobi? Ty nawet nie jesteś godnym imienia Sarutobi. Żal mi Asumy że ma takiego nieudanego syna. – Kpił Jirayia.
- Mów co chcesz. Ja wiem swoje. – Zacisnął zęby i dłonie. – Zrobię wszystko by ludzie zaczęli mnie szanować. By mi wierzyli i ufali. – Rozpłakał się. – Ale mi też żal ojca. Nie jestem taki jaki on by chciał. Z pewnością liczył na lepszego syna. – Chika i Meyjo śmiali się z beksy. – Ale nie poddam się. Nie ja! – Wstał z miejsca i wyjął castlety. Łzy przeszkadzały mu lecz on dalej cisnął w Jirayię. Kilka razy nawet prawie go trafił. Widząc że nie daje rady castletami zamachnął się nogą. Jirayia schylił się by nie dostać w głowę. Amaki widząc kucającego przeciwnika cisnął pięścią. Jirayia jednak przechylił się do tyłu unikając ciosu i nogą podciął Amaki’ego. Ten leciał na Pustelnika. Jirayia walnął go w brzuch. Amaki po ciosie poleciał na plecy. Upuścił castlety. Płakał dalej kuląc się z bólu.
- Beksa i nieudacznik! – Meyjo i Chika śmiali się dalej.
- Ale cacko. – Meyjo podniósł castlety.
- Oddaj mi to! – Amaki nie zwracając uwagi na ból wstał i popędził po swoje castlety.
- Nie tak prędko. – Meyjo uderzył go w brzuch. Mały znowu się skulił. Jirayia wysunął rękę. Meyjo oddał mu broń. „Przecież to castlety Asumy. Czy on naprawdę mu je dał?” – Myślał Jirayia. Amaki zdążył się podnieś, lecz nadal trzymał się za brzuch.
- Wiesz o tym że przegrałeś? – Spytała Amaki’go Tsunade.
- Nie przegrałem. – Odpowiedział Amaki. – Porażką jest jedynie nie próbować więcej.
- Skąd masz te castlety? – Spytał Jirayia poważnym tonem.
- Ojciec mi je dał.
- Ta, raczej je ukradłeś! – Krzyknęła Chika.
- Ja nie kradnę! – Próbował się wybronić Amaki.
- A co masz za bluzą!? – Chika wskazał miejsce gdzie wisiała metka z koszulki pod bluzą. – Słyszałam rano w wiadomościach że sklep z odzieżą został okradziony. – Tsunade podeszłą do Amaki’ego i sprawdziła metkę.
- Faktycznie. To zostało skradzione. – Powiedziała. Jirayia nie zwracał na to uwagi. Był zamyślony. – Idziesz ze mną. – Tsunade chwyciła go za bluzę.
- Ja nic nie ukradłem, naprawdę. – Nie wyrywając się zaczął tłumaczyć.
- Idziemy. – Amaki stał nieruchomo nie dając się zwieść. – Chodź że cholero! – Nic. Na to jednak uwagę zwrócił Jirayia. – Bezczelny bachor! Nie dość że kradnie to jeszcze kłamie! – Chciała walnąć go w brzuch, lecz coś lekko drasnęło ją w rękę. Zatrzymała dłoń.
- Swoje dzieciaki też byś biła? – Spytał zdenerwowany Jirayia.
- Gdyby kradły to tak. Weź coś mu powiedź. – Tsunade chciała załatwić to w spokoju.
- On nic nie zrobił. Zastaw go.
- Mam dowód.
- Tsunade… biorę całą winę na siebie.
- Jirayia, nie wsadzę cię do paki.
- Więc zapłacę za te zaginione rzeczy.
- Czyś ty oszalał!? Wiesz ile to będzie kosztować? Dwieście pięćdziesiąt ryo.
- Ale ten mały ma potencjał. Da się jeszcze naprowadzić go no dobrą ścieżkę. Ta szansa jest bezcenna.
- Nie będzie takiej potrzeby! – Krzyknął ktoś z dala. Był to Shikamaru.
- Co ty tu robisz? – Spytała Gondaime.
- Shikamaru! – Krzyknął Amaki.
- Tsunade-sama on nic nie zrobił. Złodziej był w mojej drużynie. Przyłapałem go na gorącym uczynku. Zresztą prowadziłem tą akcje. Przyznał się że podrzucił jakąś rzecz Amaki’emu by go wsadzili.
- No dobra. Masz szczęście mały. – Tsunade puściła Amaki’ego. Ten poleciał do przyjaciela.
- Gdzie jest tamten? – Shikamaru skierował Tsunade we właściwe miejsce.
- Myślałem że jesteś na misji? – Odezwał się Jirayia.
- Zostałem dzień dłużej i dostałem inną. Właśnie ją wykonałem. Jutro wyruszam.
- Shikamaru, nie wyjeżdżaj. – Rozbeczał się Amaki.
- Beksa. – Dalej śmiali się z niego partnerzy.
- Jak oni mnie wkurzają. – Powiedział Shikamaru.
- Trzeba się przyzwyczaić. Dzięki za opinie. – Jirayia zmienił temat.
- Jaką opinię?
- „Wiem od Shikamaru, że moim nowym sensei’em ma być idiotyczny, nieuprzejmy i durnowaty Ero-senin” tak mu powiedziałeś, prawda?
- Em, no ja… byłem wściekły, że ty uczysz Amaki’ego a nie ja!
- Gadka szmatka. Nie ważne. Pozwól, że dokończę zbiórkę.
- Jasne. – Shikamaru odszedł.
- Siadajcie. Teraz mówi Meyjo. – Rozkazał Pustelnik.
- No więc jestem Meyjo Jiroti. Jestem najlepszym uczniem w akademii łącznie z Chiką. Moim marzeniem jest bycie najlepszym medykiem.
- W to że jesteś najlepszy w akademii wątpię. Jeśli chcesz zostać najlepszym medykiem, to najpierw musisz się nauczyć doceniać ludzi. Chika.
- Nazywam się Chika Hikori. Meyjo mówi że jesteśmy najlepsi. Ja jednak tak nie uważam. Moim marzeniem jest wymyślenie techniki która będzie unikatowa.
- Myślę że ci się uda. Amaki.
- Nazywam się Amaki Sarutobi. Jestem najgorszym uczniem w akademii. Marzenie znacie. Wiem że to nie realne, ale nadzieja jest matką głupich. Czyli moją.
- Twoją matką jest wspaniała Kurenai, jedna z lepszych Kunoichi w wiosce. A reszta: pożyjemy zobaczymy. No dobra, to tyle na dziś. - Wszyscy skierowali się w swoją stronę. – Amaki. Masz dużą szanse na spełnienie swojego marzenia. Jesteś też godnym imienia Sarutobi. – Powiedział przez ramię. Chłopiec strasznie się ucieszył.
Pustelnikowi znudziło się siedzenie w domu. Wyszedł się przejść. Gdy przechodził obok gorących źródeł nie mógł się powstrzymać by popatrzeć na dziewczyny. Wszedł i oniemiał. Na jego ulubionym miejscu siedział Amaki. Podszedł do niego. Tyknął lekko ramienia. Chłopiec wystraszył się i uderzył Ero-senina w nos.
- Auł! Rozwaliłeś mi nos. – Zdenerwował się Jirayia.
- Ciszej, bo wystraszysz dziewczyny. – Skarcił go Amaki.
- Kurdupel będzie mi rozkazywać. Co ty tu robisz?
- Mówiłem że jestem taki jak ty. Też lubię tu przychodzić.
- Nie dobijaj człowieka.
- A niby czym?
- Bo ja jestem, jedyny, niepowtarzalny, przystojny Jirayia! – Przy tych słowach wykonywał dziwaczne ruchy.
- Ja też tak potrafię.
- To pokarz. – Amaki wstał i zaczął wymachiwać rękami i powtarzać słowo w słowo Jirayię. Ten jednak po drugiej literze przestał go słuchać. Siadł na swoim miejscu.
- Ero-senin…
- Nie zadziera się ze mną.
- Ja ci zaraz… - Chciał już się rzucić na Jirayię.
- Nie możemy pooglądać razem? Nie chce ich wystraszyć.
- Zgoda. – Siadł przy Jirayi.
- Ty nie jesteś za młody na panienki? – Spytał Jirayia.
- A ty od kiedy zaczynałeś?
- No, znaczy… no też gdzieś tak.
- Więc nie.
- Lubię cię mały. – Potarmosił mu włosy.
- Ty też nie jesteś taki zły, sensei. – Po jakimś czasie usłyszeli ciche nawoływanie. Stawało się one coraz głośniejsze. – To chyba boska Tsunade. Znaczy…
- Luz. Ja mówię gorzej.
- Jirayia! Idioto, zboczeńcu! – Krzyczała widząc ich.
- O, kłopoty. – Amaki zaniepokoił się.
- Chodź. Znam bezpieczne miejsce. – Pociągnął chłopaka za sobą. – Tego miejsca Tsunade nie zna. I masz racje, ona jest boska. – Miejsce było małe i ciasne, ale za to trudno było się kapnąć, gdzie ono jest.
- Naprawdę ją kochasz?
- A, no ba. Zresztą znamy się już czterdzieści pięć lat. Przecież ty też się w niej kochasz.
- Znaczy, ja się kocham w jej ciele. Charakteru nie dam rady znieść. No ale długo już się znacie.
- Ta. Może charakter jest nie do zniesienia, ale jak dla kogo.
- Czemu jej tego nie powiesz.
- Chłopie, nie masz jej jako znajomej wiec nie wiesz. Jak kocha to nie bije. Miała jednego takiego. Nie żyje już ponad trzydzieści lat jak nie lepiej. Ona dalej cierpi. Nie traktowała go tak jak mnie. Nie biła go, nie wyzywała. My to tylko przyjaciele.
- No to znajdź inną.
- Bo to łatwe. Miłość to szansa jedna na milion. Ona ją dostała i straciła. Ja też dostałem, ale w połowie. Rozumiesz?
- Hai. Ona dostała, ponieważ on i ona kochali. Straciła bo on umarł. Ty tylko w połowie, bo ty kochasz, ale ona nie. A szansa jedna na milion bo zakochać się to trudna rzecz. To musi przyjść samo.
- Zgadza się.
- Jirayia! – Dalej było słychać krzyki.
- A wiesz że Tsunade to moja pierwsza miłość?
- Ta?
- No. Sam nie mogę w to uwierzyć.
- Jak długo.
- Tyle ile się znamy. Może miałem kiedyś szanse, ale zmarnowałem ją moim szczeniackim zachowaniem.
- Łał. Tyle lat. Nie wierzę. Ja to mam szczęście.
- Czemu?
- Bo moim sensei’em jest taki zajebisty gościu.
- A, no ba. A myślałeś że idiotyczny. Hehe… Chyba poszła.
- Wychodzimy?
- Hai. – Wyszli z kryjówki. Tam jednak czekała na nich niemiła niespodzianka.
- A masz! – Niespodziewanie Tsunade uderzyła Jirayię w głowę. – W ciągasz w to dzieciaka! Łajza i zboczeniec. Jeszcze go zgwałć! – Biła go przez cały czas. Amaki śmiał się jak zawzięty. Tsunade na chwilę przestała.
- A ty z czego rżysz? – Spytała Amaki’ego. Ten Przestał natychmiast.
- Bo zbieram manto za niego. – Wykrztusił Jirayia. – Zastałem go tu podglądającego.
- Ale on przypomina ciebie. – Powiedziała Tsunade. Amaki zaczął uciekać. – Powinnam go zlać czy nie?
- Jeśli jest podobny do mnie to tak! – Odpowiedział jej Ero-senin.
- E, nie. Ale ty tak. – Znowu biła go. W końcu przestała. Odeszła od niego. Jirayia mruczał coś przez chwil, a następnie krzyknął.
- Stary babsztyl! Nie nadajesz się do niczego idiotko! – Zaczęła go gonić. Stanęli słysząc śmiech.
- Ale wy się dopełniacie. Pasujecie do siebie jak ulał. – Powiedział Amaki poczym zdał sobie sprawę z powagi sytuacji. Zaczął ponownie uciekać. Ani Tsunade, ani Jirayi nie chciało się go gonić.
- Rozejm? – Spytał Jirayia.
- Rozejm. – Odpowiedziała mu Tsunade.
- Naprawdę on przypomina ci mnie?
- Aż trudno uwierzyć.
- Łał. Idziemu na sake? Poprzednio nie udało nam się.
- Jasne. – Zaczęli iść.
- Lubisz go, co nie? – Zaczęli rozmowę w domu Jirayi.
- A żebyś wiedziała. Jest inny niż wszyscy.
- Wież czemu tobie go dałam pod opiekę?
- Czemu?
- Bo udało ci się wyszkolić Naruto.
- Jaki to ma związek z Amaki’m.
- Amaki też jest sakryfikantem.
- Co!? Żartujesz?
- Nie. Ma Nibi’ego.
- Ale się wpakowałem. Teraz wiem czemu go nie lubią.
- Też przestaniesz go lubić?
- Śnisz. Można z nim pooglądać kobietki.
- A mówiłeś że w niebie ci popalić dali!
- A bo dali.
- I że nie masz ochoty na panienki.
- A bo nie mam. Po prostu lubię sobie popatrzeć.
- Faceci. A już szczególnie ty!
- Oj daj spokój. Przyznaj, że lubisz to we mnie. – Tsunade nie odezwała się ani słowem. – Takie dwie z nas różnice. – Dalej nic. – Tsunade! – Zaczął ją łaskotać. Roześmiała się.
- Dobra. Przyznaje się. Lubię to w tobie. Z resztą, w ogóle cię lubię.
- Ja ciebie też.
- Na ile?
- A na ile byś chciała?
- Znowu zaczynamy flirtować.
- Lubisz to?
- Szczerze?
- Ba, że tak.
- No ba, że tak. – Roześmiali się. – Więc na ile?
- Więc na ile byś chciała?
- Zależy.
- Od czego?
- Od prawdy.
- Prawdy?
- Hai. Zależy na ile ja cię lubię.
- A na ile?– Jirayia nabrał nadziej
- Tak na 90%.
- Łał. Dużo. Pomyśle jeszcze że mnie kochasz.
- A nie chciał byś?
- Może. A co?
- Najpierw powiedz na ile ty mnie lubisz?
- No… - Zastanowił się czy powiedzieć prawdę. – Uchylam się od odpowiedzi.
- No wiesz! Jeszcze uznam że w ogóle mnie nie lubisz.
- A nie chciałabyś?
- Nie!
- Hehe. – Objął ją ręką. – Szczerze mówiąc chciałbym by bogini się we mnie bujała. Znak że jestem niezły.
- Muszę się przyznać że widziałam całe, twoje spotkanie z drużyną. – Wtuliła się w niego.
- Całe?
- Hai. Coś się tak zdenerwował gdy powiedział o mnie?
- No, bo wiesz uważa mnie za nieudacznika, a poza tym boską mogę tylko ja cię nazywać.
- A kto ci pozwolił!?
- Ja. Znaczy jak nie chcesz to mogę nazywać cię idiotką. Mi obojętne.
- Hej! Niech będzie boska. Nieudacznikiem to ty jesteś.
- Dzięki ci bardzo. Stary babsztyl. – Tsunade walnęła go lekko w tors.
- To że jestem stara nie znaczy że można mnie tak nazywać.
- Znowu jesteś kociakiem.
- Kociakiem?
- Bijesz tak jak kociak się przymila.
- Dzięki.
- Też cię lubię na 90% jak nie więcej.
- Więcej? To ja pomyślę że mnie kochasz.
- A kto wiem? Amaki kocha twoje ciało. – Roześmiali się.
- Moje ciało? Nie no, mały Jirayia. Naruto już cię przypominał, a tu Ero-dzieciak się pokazał. Ty daj mu dokańczać książki.
- Może kiedyś.
Po jakimś czasie skończyło się na tym, że zasnęli. Rano Tsunade obudziła się pierwsza. Postanowiła przygotować śniadanie. Jirayia obudził się i wspólnie je zjedli. Następnie każdy poszedł w swoją stronę, czyli na treningi. Po południu spotkało ich coś nieprzyjemnego.
******************************************************************
Jednak jeszcze jeden rozdział i zaczynam od "nowa". Czyli 10 postów o JiraTsu ze starej maszynki i dalej pójdzie z nowej :D
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
Alexxis
wtorek, 24 września 2013
Wątpliwości.
Hej.
Wiecie co: JESTEM ZAWIEDZIONA MOIM BLOGIEM-,- To opowiadanie... jest beznadziejne. Nie wiem, czy dalej dodawać. Niby znów zaczęłam pisać, ale wydaje mi się, że nie powinnam zaśmiecać neta. Chciałabym poznać waszą opinię. Czy waszym zdaniem powinnam kontynuować tą beznadzieję? Proszę, pomóżcie.
Wiecie co: JESTEM ZAWIEDZIONA MOIM BLOGIEM-,- To opowiadanie... jest beznadziejne. Nie wiem, czy dalej dodawać. Niby znów zaczęłam pisać, ale wydaje mi się, że nie powinnam zaśmiecać neta. Chciałabym poznać waszą opinię. Czy waszym zdaniem powinnam kontynuować tą beznadzieję? Proszę, pomóżcie.
poniedziałek, 23 września 2013
Rozdział8: Rozdanie.
Wszyscy Kage wyszli z sali obrad. Stanęli przed bramą wejściową do Kumo-gakure.
- No cóż, jak to się mówi: nadzieja jest matką głupich. – Zaczął rozmowę Tezuna. Wszyscy roześmiali się.
- Ta. Nie damy się zaskoczyć jak dwa lata temu. – Odpowiedział Gaara. – Żegnam. – Odszedł.
- Ja też już pędzę. Do zobaczenia. – Ao także odszedł.
- Dowidzenia. – Pożegnał się Tezuna. Pozostała już tylko Tsunade i Raikage.
- Jak się trzymasz Księżniczko? – Spytał Raikage.
- Dobrze, dziękuję. Jeszcze parę lat postoję na stanowisku Hokage. – Odpowiedziała mu.
- To dobrze. A po Da…
- Może być. – Odpowiedziała szybko.
- Nie dręczy cię to? Miałaś go w garści i tak łato go wypuściłaś.
- I co cię to? – Tsunade za nic nie chciała o tym rozmawiać.
- Chwila. Może tak wtajemniczycie mnie. – Wtrącił Jirayia.
- Nie mówiłaś mu? – Spytał Raikage.
- Nie było okazji. –Odpowiedziała Hokage.
- W czasie wojny, Dan został przywołany. Uratował ją w krytycznej sytuacji. – Wytłumaczył A.
- Opowiadała mi o wojnie, ale o Danie nie pisnęła ani słówkiem. – Zdziwił się Jirayia.
- Jirayia, chodźmy już. – Tsunade ruszyła w stronę wioski.
- Dużo przeżyła w tedy. Dowiedziała się że jest spełnieniem marzeń Dana. – Powiedział Raikage. – Mam nadzieje że poprawisz jej humor.
- Spróbuje. – Odpowiedział Pustelnik i pobiegł do Hokage.
Droga przebiegła w ciszy. Jirayia próbował na różne sposoby rozweselić przyjaciółkę, lecz nie wychodziło mu to. Czasem nawet przezywał ją i robił przeróżne sztuczki za które Tsunade zabiłaby go. Ona jednak tylko upominała przyjaciela. Po powrocie kazała Jirayi odpocząć. Sam poszła do biura. Po jakimś czasie siedzenia w domu Jirayia postanowił za wszelką cenę pomóc Tsunade. Wyszedł z mieszkania i poszedł do biura. Nie pukając wszedł po cichu. Tsunade stała przy oknie z butelką sake, przy tym płacząc. Spojrzał na nią litościwie. Podszedł do niej. Tsunade nie zwracała na niego najmniejszej uwagi. Staną za nią. Złapał lekko za ramiona. Ona wystraszyła się i odwróciła gwałtownie.
- Idioto, nie wiesz że się puka. – Cichutkim głosem wyrzuciła z siebie lekko uderzając mężczyznę pięścią w tors.
- Przepraszam. Nie chcę patrzeć jak płaczesz. Proszę przestań. – Odpowiedział.
- Myślisz że to takie łatwe?
- Wiem, ale nie możesz znowu żyć w żałobie. Nie chcę cię znowu stracić.
- Przecież nie odejdę, ale ty byś mógł zostawić mnie w spokoju. – Odwróciła się ponownie plecami do Pustelnika.
- Nie. Zrobię wszystko by poprawić ci humor, byś przestała o nim myśleć.
- Czemu jesteś taki natrętny? To nie twoja sprawa. Nie interesuj się, jaki mam humor tylko idź na te swoje panienki czy gdzie tam chcesz.
- To także moja sprawa bo jesteś moją przyjaciółką od dziecka. A na panienki nie mam chęci od jakiegoś czasu. Może byłem w niebie, ale to nie znaczy że byłem tam dobrze traktowany. Ten dureń, Bóg dał mi nieźle popalić za moje erotyczne zachowania. Uwierz, nie było mi tam miło. No dobra. Miałem co chciałem, ale to się nie liczy. – Tsunade roześmiała się z kawału Ero-sanina.
- Dlaczego się nie liczy? – Spytała rozbawiona.
- Bo nie było tam ciebie. – Oniemiała z zaskoczenia. Jirayia poczuł że zaczyna wyznawać jej swoje uczucia. – Znaczy się, nie było tam ciebie, Naruto i innych.
- He. Udało ci się. – Z powrotem zwróciła się do niego przodem.
- Ale co? Poderwać cię? – Znowu się zaśmiali.
- Nie. Znaczy no może trochę. Ale poprawiłeś mi humor. Dziękuję. – Przytuliła się do niego. Jirayia odwdzięczył uścisk.
- To dobrze. Cieszę się strasznie z obu rzeczy. – Znowu wybuchli śmiechem.
- Flirtujesz ze mną?
- Nie wolno?
- Tego jeszcze nie wiem. – Tsunade wciągnęła się w podryw. Pomogło jej to zapomnieć o Danie.
Rozmawiali tak przez długi czas. Jirayia odprowadził przyjaciółkę pod drzwi jej domu i pożegnali się. Wrócił do mieszkania. Następnego dnia odebrał wiadomość z rozkazem pojawienia się u Tsunade o godzinie 14:00. Miał dużo czasu, ale że niemiał nic innego do roboty wybrał się od razu.
Zapukał.
- Wejść! – Dało się usłyszeć smutek w głosie Hokage.
- Witam szanowną Hokage. – Na widok Jirayi, na twarzy Tsunade pojawił się uśmiech.
- Co ty tu robisz? Spotkanie dopiero za godzinę. – Próbowała ukryć zadowolenie.
- Nic innego nie miałem do roboty. Poza tym, Shizune nie ma więc ja mogę ci potowarzyszyć.
- Ty? Jeśli ma być tak jak wczoraj wieczorem to dziękuję.
- Nie podobało ci się? Może jeszcze mi powiesz, że ten twój śmiech był sztuczny?
- Podobało, ale przy pracy tylko byś mnie rozpraszał.
- Rozumiem i obiecuje, że tak nie będzie. Więc jak, mogę ci potowarzyszyć?
- Możesz. Jeszcze raz, wielkie dzięki za wczoraj.
- Nie ma sprawy. Sam się dobrze bawiłem. Za drzwiami słyszałem smutny głos. Coś się stało, czy znów myślisz o nim? – Nie usłyszał odpowiedzi. – Czyli myślisz o nim.
- Te myśli wracają jak bumerang.
- Dobra, zajmij się papierkami a ja pomyślę jak cię uwolnić od myśli.
- Myśleć to ja chce, ale nie o nim. – Roześmiali się.
Jirayia myślał długo dopóki nie wymyślił. Miał jednak pecha. Nadeszła godzina zebrania.
- Wy…
- Idziemy na zebranie. – Oznajmiła Hokage. Wyszli i skierowali się do sali, gdzie co roku są rozdawane drużyny. W tym roku dość wcześnie to się rozpoczęło. Na sali czekał już spory tłum. Tsunade zaczęła przemowę.
- W tym roku, trochę przyspieszę rozdzielanie drużyn. Mamy stan krytyczny. Właśnie po to was tu zwołałam. – Zaczęła rozdzielać. Ostatni był Jirayia. – Jirayia. Ty dostaniesz pod opiekę: Amaki’ego Sarutobi.
- Ale… - Przerwał Shikamaru.
- Shikamaru, wiem że to ty miałeś go uczyć, ale zdecydowałam że Jirayia cię zastąpi. Wrócimy do dzieciaków. Następni to: Chika Hikari oraz Meyjo Jiroti.
- Hai. – Odpowiedział Jirayia.
- To tyle na dziś. Rozejść się. – Shinobi wyszli z sali. Został tylko Jirayia oraz Tsunade i nikt inny. – Co jest?
- Nic. Po prostu dziwie się że dałaś mi małego Sarutobi’ego. Amaki tak? Ile on ma lat? – Spytał Jirayia.
- Osiem. – Odpowiedziała mu Tsunade.
- Nie za młodo?
- A czy Kakashi też zaczynał za młodo? On zaczął od pięciu lat.
- No, ale Kakashi to inna liga.
- Da sobie radę.
- On tak, ja nie. Już dawno nie uczyłem.
- Przestań. Sama będę miała podopiecznych. Ja w ogóle nie uczyłam.
- No tak, ale ty to baba z jajami. Nie dość że inteligentna to jeszcze silna.
- A ty to chłop bez jaj, tak? Jirayia, dasz radę, nie przesadzaj. Miałeś siedmiu podopiecznych. W tym jeden to Minato Namikaze, a drugi Naruto Uzumaki. Gdyby nie ty nie byliby tacy silni.
- Ta, ale Nagato, Konan i Yahiko nie wyszli całkiem na prostą.
- Ale byli strasznie silni. Przecież pomogę ci jak coś, ale myślę że nie będzie takiej potrzeby.
- Dzięki.
- Spoko. – Wahała się przez chwilę. – Mam teraz wolne, więc może skoczymy po saka?
- Mi pasuje tylko jest środek dnia. Nie masz jakieś pracy?
- Nie. Skończyłam przy tobie. Poza tym mówiłeś że nie masz nic do roboty. Ja teraz także.
- Dobra. Późnej do mnie, do ciebie czy do baru?
- No raczej jak kupujemy to do baru nie.
- Więc do mnie.
- Jasne, ale ja stawiam.
- Jasne.
Gdy wyszli z budynku zauważyli postać skradającą się do domu Hyuga. Nie wyglądała przyjaźnie. Postanowili to sprawdzić.
*********************************************************************
Kolejna dalsza część. Chce jak najszybciej dodać ten "scenariusz' jak to określam. Mam nadzieję, że nie jest tak źle.
Pozdrawiam
Alexxis
- No cóż, jak to się mówi: nadzieja jest matką głupich. – Zaczął rozmowę Tezuna. Wszyscy roześmiali się.
- Ta. Nie damy się zaskoczyć jak dwa lata temu. – Odpowiedział Gaara. – Żegnam. – Odszedł.
- Ja też już pędzę. Do zobaczenia. – Ao także odszedł.
- Dowidzenia. – Pożegnał się Tezuna. Pozostała już tylko Tsunade i Raikage.
- Jak się trzymasz Księżniczko? – Spytał Raikage.
- Dobrze, dziękuję. Jeszcze parę lat postoję na stanowisku Hokage. – Odpowiedziała mu.
- To dobrze. A po Da…
- Może być. – Odpowiedziała szybko.
- Nie dręczy cię to? Miałaś go w garści i tak łato go wypuściłaś.
- I co cię to? – Tsunade za nic nie chciała o tym rozmawiać.
- Chwila. Może tak wtajemniczycie mnie. – Wtrącił Jirayia.
- Nie mówiłaś mu? – Spytał Raikage.
- Nie było okazji. –Odpowiedziała Hokage.
- W czasie wojny, Dan został przywołany. Uratował ją w krytycznej sytuacji. – Wytłumaczył A.
- Opowiadała mi o wojnie, ale o Danie nie pisnęła ani słówkiem. – Zdziwił się Jirayia.
- Jirayia, chodźmy już. – Tsunade ruszyła w stronę wioski.
- Dużo przeżyła w tedy. Dowiedziała się że jest spełnieniem marzeń Dana. – Powiedział Raikage. – Mam nadzieje że poprawisz jej humor.
- Spróbuje. – Odpowiedział Pustelnik i pobiegł do Hokage.
Droga przebiegła w ciszy. Jirayia próbował na różne sposoby rozweselić przyjaciółkę, lecz nie wychodziło mu to. Czasem nawet przezywał ją i robił przeróżne sztuczki za które Tsunade zabiłaby go. Ona jednak tylko upominała przyjaciela. Po powrocie kazała Jirayi odpocząć. Sam poszła do biura. Po jakimś czasie siedzenia w domu Jirayia postanowił za wszelką cenę pomóc Tsunade. Wyszedł z mieszkania i poszedł do biura. Nie pukając wszedł po cichu. Tsunade stała przy oknie z butelką sake, przy tym płacząc. Spojrzał na nią litościwie. Podszedł do niej. Tsunade nie zwracała na niego najmniejszej uwagi. Staną za nią. Złapał lekko za ramiona. Ona wystraszyła się i odwróciła gwałtownie.
- Idioto, nie wiesz że się puka. – Cichutkim głosem wyrzuciła z siebie lekko uderzając mężczyznę pięścią w tors.
- Przepraszam. Nie chcę patrzeć jak płaczesz. Proszę przestań. – Odpowiedział.
- Myślisz że to takie łatwe?
- Wiem, ale nie możesz znowu żyć w żałobie. Nie chcę cię znowu stracić.
- Przecież nie odejdę, ale ty byś mógł zostawić mnie w spokoju. – Odwróciła się ponownie plecami do Pustelnika.
- Nie. Zrobię wszystko by poprawić ci humor, byś przestała o nim myśleć.
- Czemu jesteś taki natrętny? To nie twoja sprawa. Nie interesuj się, jaki mam humor tylko idź na te swoje panienki czy gdzie tam chcesz.
- To także moja sprawa bo jesteś moją przyjaciółką od dziecka. A na panienki nie mam chęci od jakiegoś czasu. Może byłem w niebie, ale to nie znaczy że byłem tam dobrze traktowany. Ten dureń, Bóg dał mi nieźle popalić za moje erotyczne zachowania. Uwierz, nie było mi tam miło. No dobra. Miałem co chciałem, ale to się nie liczy. – Tsunade roześmiała się z kawału Ero-sanina.
- Dlaczego się nie liczy? – Spytała rozbawiona.
- Bo nie było tam ciebie. – Oniemiała z zaskoczenia. Jirayia poczuł że zaczyna wyznawać jej swoje uczucia. – Znaczy się, nie było tam ciebie, Naruto i innych.
- He. Udało ci się. – Z powrotem zwróciła się do niego przodem.
- Ale co? Poderwać cię? – Znowu się zaśmiali.
- Nie. Znaczy no może trochę. Ale poprawiłeś mi humor. Dziękuję. – Przytuliła się do niego. Jirayia odwdzięczył uścisk.
- To dobrze. Cieszę się strasznie z obu rzeczy. – Znowu wybuchli śmiechem.
- Flirtujesz ze mną?
- Nie wolno?
- Tego jeszcze nie wiem. – Tsunade wciągnęła się w podryw. Pomogło jej to zapomnieć o Danie.
Rozmawiali tak przez długi czas. Jirayia odprowadził przyjaciółkę pod drzwi jej domu i pożegnali się. Wrócił do mieszkania. Następnego dnia odebrał wiadomość z rozkazem pojawienia się u Tsunade o godzinie 14:00. Miał dużo czasu, ale że niemiał nic innego do roboty wybrał się od razu.
Zapukał.
- Wejść! – Dało się usłyszeć smutek w głosie Hokage.
- Witam szanowną Hokage. – Na widok Jirayi, na twarzy Tsunade pojawił się uśmiech.
- Co ty tu robisz? Spotkanie dopiero za godzinę. – Próbowała ukryć zadowolenie.
- Nic innego nie miałem do roboty. Poza tym, Shizune nie ma więc ja mogę ci potowarzyszyć.
- Ty? Jeśli ma być tak jak wczoraj wieczorem to dziękuję.
- Nie podobało ci się? Może jeszcze mi powiesz, że ten twój śmiech był sztuczny?
- Podobało, ale przy pracy tylko byś mnie rozpraszał.
- Rozumiem i obiecuje, że tak nie będzie. Więc jak, mogę ci potowarzyszyć?
- Możesz. Jeszcze raz, wielkie dzięki za wczoraj.
- Nie ma sprawy. Sam się dobrze bawiłem. Za drzwiami słyszałem smutny głos. Coś się stało, czy znów myślisz o nim? – Nie usłyszał odpowiedzi. – Czyli myślisz o nim.
- Te myśli wracają jak bumerang.
- Dobra, zajmij się papierkami a ja pomyślę jak cię uwolnić od myśli.
- Myśleć to ja chce, ale nie o nim. – Roześmiali się.
Jirayia myślał długo dopóki nie wymyślił. Miał jednak pecha. Nadeszła godzina zebrania.
- Wy…
- Idziemy na zebranie. – Oznajmiła Hokage. Wyszli i skierowali się do sali, gdzie co roku są rozdawane drużyny. W tym roku dość wcześnie to się rozpoczęło. Na sali czekał już spory tłum. Tsunade zaczęła przemowę.
- W tym roku, trochę przyspieszę rozdzielanie drużyn. Mamy stan krytyczny. Właśnie po to was tu zwołałam. – Zaczęła rozdzielać. Ostatni był Jirayia. – Jirayia. Ty dostaniesz pod opiekę: Amaki’ego Sarutobi.
- Ale… - Przerwał Shikamaru.
- Shikamaru, wiem że to ty miałeś go uczyć, ale zdecydowałam że Jirayia cię zastąpi. Wrócimy do dzieciaków. Następni to: Chika Hikari oraz Meyjo Jiroti.
- Hai. – Odpowiedział Jirayia.
- To tyle na dziś. Rozejść się. – Shinobi wyszli z sali. Został tylko Jirayia oraz Tsunade i nikt inny. – Co jest?
- Nic. Po prostu dziwie się że dałaś mi małego Sarutobi’ego. Amaki tak? Ile on ma lat? – Spytał Jirayia.
- Osiem. – Odpowiedziała mu Tsunade.
- Nie za młodo?
- A czy Kakashi też zaczynał za młodo? On zaczął od pięciu lat.
- No, ale Kakashi to inna liga.
- Da sobie radę.
- On tak, ja nie. Już dawno nie uczyłem.
- Przestań. Sama będę miała podopiecznych. Ja w ogóle nie uczyłam.
- No tak, ale ty to baba z jajami. Nie dość że inteligentna to jeszcze silna.
- A ty to chłop bez jaj, tak? Jirayia, dasz radę, nie przesadzaj. Miałeś siedmiu podopiecznych. W tym jeden to Minato Namikaze, a drugi Naruto Uzumaki. Gdyby nie ty nie byliby tacy silni.
- Ta, ale Nagato, Konan i Yahiko nie wyszli całkiem na prostą.
- Ale byli strasznie silni. Przecież pomogę ci jak coś, ale myślę że nie będzie takiej potrzeby.
- Dzięki.
- Spoko. – Wahała się przez chwilę. – Mam teraz wolne, więc może skoczymy po saka?
- Mi pasuje tylko jest środek dnia. Nie masz jakieś pracy?
- Nie. Skończyłam przy tobie. Poza tym mówiłeś że nie masz nic do roboty. Ja teraz także.
- Dobra. Późnej do mnie, do ciebie czy do baru?
- No raczej jak kupujemy to do baru nie.
- Więc do mnie.
- Jasne, ale ja stawiam.
- Jasne.
Gdy wyszli z budynku zauważyli postać skradającą się do domu Hyuga. Nie wyglądała przyjaźnie. Postanowili to sprawdzić.
*********************************************************************
Kolejna dalsza część. Chce jak najszybciej dodać ten "scenariusz' jak to określam. Mam nadzieję, że nie jest tak źle.
Pozdrawiam
Alexxis
niedziela, 22 września 2013
Rozdział7: Kage znowu razem.
Mężczyzna w kapturze zaczął nacierać na Hokage. Wystawił rękę. Tsunade
zamachnęła się do chwycenia jej. W ostatnim momencie obok ręki pojawił
się miecz. Przeciwnik złapał go i chciał wbić go w Tsunade. Gorąca krew
prysła na przeciwnika. Był przekonany że Tsunade nie żyje. Tsunade
przerażona otworzyła oczy. Nie miała wbitego miecza. Jirayia osłonił ją.
- Eh, i po co ci to chłopie? Jak mniemam Jirayia? – Spytał wróg.
- Atakujesz a nie wiesz kogo? – Odpowiedział pytaniem Pustelnik. – Żałosne.
- Nie spodziewałem się ciebie. Chciałem pokazać tej damie z kim pogrywa. Ale będzie o jednego mniej. – Wciskał miecz coraz głębiej. – Piękna zaba… - Tsunade walnęła go w łeb.
- Więc pokaż na co cię stać, a nie gadaj bez sensu. – Wtrąciła Tsunade i wyjęła miecz z przyjaciela.
- Z wielką chęcią. – Przeciwnik wstał.
- Kim jesteś?
- Och, gdzie moje maniery? Zapomniałem się przedstawić. Nazywam się Ariato. Z pewnością znacie mojego partnera: Orochimaru.
- Orochimaru tak? Więc ty jesteś fanem Sasori’ego.
- Hai. Sasori-sama wiele mnie nauczył. Na przykład tego! – Wyjął dwa zwoje. W zwojach umieszczone były marionetki. Zaczął nimi atakować. Tsunade oberwała strasznie mocno.
-Haha! Myślałem że będziesz mocniejszą przeciwniczka, ale jak mówił Orochimaru: Ty nie potrafisz nic poza leczeniem. Haha! – Śmiał się jak zawzięty. Tsunade miła czas na zaatakowanie. Rozwaliła marionetkę przed Ariato, a następnie uderzyła go na tyle mocno by przeleciał przez mór. Nie dało ta za wiele. W trakcie całej akcji, Ariato zdążył złapać Tsunade. Jego marionetka złapała ją. Ariato otrząsną się z gruzów.
- I jak? Podoba ci się? – Powiedział. – A to nie wszystko co potrafię. Mogę was zniszczyć za jednym ruchem. Moja siła przerosła nawet Madare Uchiha i Harashime Senju. Muszę przyznać że masz sporo siły, ale z rąk Moriko się nie wyrwiesz.
- Moriko? – Spytała Hokage.
- Moriko to moja pierwsza marionetka. Świetnie wykonana. Mocno trzyma prawda?
- I tak się wyrwę, a gdy już to zrobię to powyrywam ci wszystkie kończyny! – Groziła wyrywając się z uścisku. Powoli zaczynała się uwalniać.
- Nie radze. – Ariato podszedł do leżącego Jirayi i nastawił miecz przy jego gardle. – Jeden bezsensowny ruch a on zginie.
Tsunade jednak nie mogła znieść widoku leżącego przyjaciele któremu grozi śmierć. Uwolniła się i zaatakowała Ariato. Ten miał już wbić katanę gdy Tsunade uderzyła go prosto w podbródek. Wypadł przez okno. Popatrzyła na niego.
- To jeszcze nie koniec! – Krzyknął po czym złożył ręce w parę pieczęci i zniknął. Razem z nim zniknęła marionetka.
Tsunade podeszła do Jirayi i zaczęła tamować ranę. Ludzie pracujący w wieży podeszli do wywalonej dziury i przyglądali się Tsunade. Ona nie zwracała na nich uwagi. Gdy zatamowała krwawienie zabrała go do szpitala. Tam miała dostatecznie dużo specyfików. Odkryła, że miecz Ariato był zatruty. Niestety nie znała odtrutki. Mogła jedynie podtrzymywać go przy życiu na czas ok. dwóch miesięcy. Cały czas szukała odtrutki. Po nocach nie spała. Często przychodziły wiadomości o atakach na inne wioski. Od zdarzenia w biurze, w wiosce było spokojnie. Po jakimś miesiącu do Tsunade przyszedł członek oddziału informatyków.
- O co chodzi? – Spytała Hokage.
- Zostaliśmy poinformowani, że zostało zorganizowanie spotkanie pięciu, oraz że wysłani zwiadowcy przedłużą pobyt. – Odpowiedział informatyk.
- Dobrze. Kiedy i gdzie?
- Za tydzień w Kumo-gakure. Raikage-sama zdecydował, że odbędzie się ono w jego dawnej siedzibie.
- Dawnej siedzibie?
- Hai. Każe czekać przy bramie wioski.
- Rozumiem. Możesz już iść.
- Raikage-sama każde wziąć jedną osobę.
- Dobrze.
- Żegnam. – Informatyk wyszedł.
Szpital
***
- Co on kombinuje? – Hokage mówiła do siebie siedząc przy Jirayi. - Nie jest to istotne. -Zamyśliła się na chwilę. – Wiem! – Coś zaświtało jej w głowie. Zaczęła robić nowe specyfiki. Mieszała i wyrzucała nieudane. Denerwowała się strasznie. Przez całą noc kombinowała nad odtrutką. Rano znalazła odpowiedni składnik. Wstrzyknęła odtrutkę. Spojrzała na wskaźnik i stan Pustelnika poprawił się. Nie budził się. Ucieszyła się jednak. Jirayia miał teraz większe szanse na przeżycie. Po dwóch dniach wstrzykiwania odtrutki Jirayia obudził się. Hokage słysząc o tym od razu pobiegła przywitać się z nim. Wleciała do sali z wielkim hukiem. Pustelnik miał zamknięte oczy. Pomyślała że ktoś zrobił jej psikusa.
- Czy ty zawsze musisz tak trzaskać idiotko? Zwróciłabyś uwagę na to, że tu leży ciężko ranny Shinobi.– Jirayia odezwał się.
- Jirayia! – Uwiesiła mu się na szyi. – Ja ci dam idiotkę! – Po chwili lekko uderzyła go z liścia.
- Co ci się stało? – Spytał przestraszony.
- Nic.
- Zawsze mocniej bijesz, a to było jakby mnie kociak pieścił.
- Nie chce byś znowu zemdlał. – Siadła na łóżku.
- Ach tak. Ile spałem?
- Dość długo by przegapić wiele ważnych szczegółów.
- Jakich szczegółów?
- No na przykład spotkanie pięciu.
- Spotkanie? Jaja sobie robisz?
- Nie.
- A niech mnie szlak trafi.
- Dobra. – Uderzyła go w ramię.
- Ej, za co to?
- Sam chciałeś.
- Ja ci zaraz pokarze! – Zaczął ją łaskotać. Oboje roześmiali się.
- Dawno już tak nie było.
- Ta. Kto z tobą jedzie?
- Jeszcze nie wiem.
- Mogę ja?
- Chyba ogłupiałeś? W takim stanie nawet do domu cię nie puszczę przez miesiąc.
- Że jak!? Rozumiem że nie chcesz mnie brać, ale chociaż do domu mnie puść.
- Niech ci będzie, ale za tydzień.
- Dobra.
Rozmawiali jeszcze przez chwilę. W końcu Tsunade wyszła. W dzień wyjazdu Jirayia wyszedł ze szpitala bez zgody Hokage. Poszedł do bramy wyjściowej. Tam stało masę ludu. Przed nimi była Tsunade i Shikaku.
- Bierzesz jego zamiast mnie? Taka to z ciebie przyjaciółka? – Odezwał się gdy przebrnął przez tłum.
- Jirayia, co ty tu robisz? Miałeś być jeszcze w szpitalu. – Zdenerwowała się Tsunade.
- Dobra, dobra. I tak tam nie wrócę. Shikaku możesz iść do rodzinki. Ja idę z nią.
- Nie ma mowy! Idioto nie…
- A ty siedź cicho. Po ostatnim ataku nie mogę cię puścić samej. Przecież pod okiem tego nieudacznika możesz zginąć.
- Ekhm, ja tu jestem. – Wtrącił Shikaku.
- Udawaj. – Jirayia szepnął mu do ucha.
- Chyba cię porąbało! Mam udawać głupiego!? – Wykrzyczał Shikaku.
- Ciszej. No rozumiesz. – Mówił tak by nikt nie usłyszał.
- Grr, dobra idź z nią. Ale nie nazywaj mnie więcej nieudacznikiem. – Poszedł sobie.
- No to nie masz wyboru. – Jirayia był zadowolony.
- Dobra. Ale to raczej ja będę chronić ciebie durniu. – Tsunade odwróciła się i uśmiechnęła w duchu. Strasznie chciała by przyjaciel szedł z nią.
Po długiej wędrówce dotarli wreszcie do bramy Kumo-gakure. Tam na nich czekał Kakashi i Sakura.
- Witam Ero-piękność! – Krzyknął Kakashi.
- Cześć. – Odpowiedzieli.
- Jak podróż? – Odezwała się Sakura.
- A jak myślisz? – Odpowiedział Jirayia wskazując na swoje sińce.
- Nieźle go zmasakrowałaś sensei.
- Bywa. Gdybyś była z Naruto, to byłoby to samo. Tylko Naruto by obrywał.
- Jirayia my nie jesteśmy parą! – Wtrąciła Hokage i kilka razy walnęła go w łeb.
- Dobra chodźmy już. – Wymknął się. – Gdzie to jest?
- Chodźcie za mną. – Kakashi pokierował ich do lasu. Jirayia i on szli na początku a dziewczyny z tyłu.
- A w szpitalu była jak kotka. – Mrukną Jirayia do Kakashi’ego.
- Chemia była?
- Mi się wydaje, że tak, ale to nie realne.
- E tam. Jeszcze ci się uda.
- A jak u ciebie? Nie tęsknisz za Shizune?
- Tak tęsknie. – Odpowiedział dla świętego spokoju. Obrócił się jeszcze i spojrzał na Sakurę.
- Co jest? Coś nie tak z nią?
- Nie, wszystko gra.
- Kakashi dam ci już spokój z Shizune gdy powiesz mi kto ci się naprawdę podoba.
- Nie mogę.
- A jednak masz kogoś na oku. Mi możesz ufać.
- Może i mogę.
- Więc mów.
- Nie.
- Ja to z ciebie wyduszę.
- Po co ci to?
- Bo chcę ci pomóc i też mam w ty interes.
- Nawet wiem jaki. Książka?
- W samo sedno trafiłeś. Więc kto to?
- Nie chcę twojej pomocy bo to moja dziewczyna.
- No proszę. Więc kto to?
- Daj mi spokój.
Jirayia nie zamierzał odpuścić. Pytał się go przez całą drogę. Kakashi nie puścił pary z ust. Na miejscu skrzywili się lekko. Tak zwaną „siedzibą” była stara rudera w głębi lasu. Weszli do środka.
- Witaj Tsunade. Jirayia, myślałem, że nie żyjesz. – Odezwał się Raikage.
- Nie dostałeś wiadomości? – Spytał Jirayia.
- Dostałem też inną. Było w niej napisane że jesteś otruty, a odtrutki nie ma.
- Tak było, ale znalazła antidotum. – Wtrąciła Hokage.
- To dobrze. Siadaj. – Tsunade usiadła.
- Wszyscy są? Kazekage? – Spytał Mifune.
- Obecny. – Odpowiedział Gaara.
- Mizukage?
- Jest. – Odpowiedział Ao.
- Tsuchikage?
- Witam. – Przywitał się jednocześnie Tezuna..
- Hokage?
- Trzeba więc jestem. – Odpowiedziała Tsunade.
- I Raikage?
- Jest i witam wszystkich. – Odpowiedział Raikage.
- Dobrze. Jak wiecie sprawa jest poważna. Z pewnością to nie koniec napadów. Co proponujecie?
- Nie chciałbym pochopnie oskarżać, ale Konoha nie jest atakowana. Suna także odnosi mniejsze obrażenia. – Zaczął Tezuna.
- Sugerujesz że to my atakujemy!? – Tsunade ściągnęła na siebie podejrzenia.
- On może mieć racje. – Stwierdził Raikage.
- Tezuna, A. Nigdy bym nikogo nie atakowała bez pretekstu.
- Nie, oni by nas nie atakowali. – Wtrącił Mizukage.
- A skąd ty to możesz wiedzieć? – Odezwał się Tezuna.
- Hokage-sama zaczęła na własną rękę szukać złoczyńców. Nieźle jej to wychodzi. Zawsze informuje mnie o zdobytych informacjach. Gaara.. nie w to wątpię. Od początku nie radzi sobie z napadami i prosi o pomoc innych.
- Poprawka. Asuma i Kurenai dostarczaj ci informacji. A jeśli o to chodzi. Znam już więcej na ten temat. – Wtrąciła Tsunade.
- Mów. – Kazał Mifune.
- Atakujący to „Zakon Czerwonego Skorpiona”. Przewodzi nim Orochimaru i Ariato. Ich celem jest Suna i Konoha.
- Więc czemu was atakują najmniej? – Wtrącił Tezuna.
- Może ja wytłumaczę. – Nagle w wejściu pojawiła się postać w kapturze. Ochroniarze Kage naskoczyli na niego. Jedynie Jirayia pozostał na miejscu.
- Zostawcie go bo inaczej zginiecie! – Zagroziła Hokage. Wszyscy cofnęli się do swoich stałych miejsc.
- Dziękuję Tsunade. Jak widzę udało ci się znaleźć antidotum. Ile to ci zajęło? – Odezwał się.
- Nawet nie wiesz jak chcę ci się odpłacić. Przez ciebie on leżał jedną nogą w grobie prze miesiąc!
- I tak szybko znalazłaś odtrutkę. Jestem pod wrażeniem. Wy także znajdujecie się jedną nogą w grobie. Już wam wyjaśniam. Zgadza się, naszym pierwszym celem jest Konoha i Suna. Następnie podbijemy cały świat Shinobi. Zastanówcie się dlaczego ich nie atakujemy. – Ariato wyjął Moriko. Jirayia przygotował się do walki. – Spokojnie. Chcę wam coś pokazać. – Wyświetlił hologram. Na nich Suna i Konoha były atakowane. – Teraz rozumieci?. Wasza czujność została zachwiana. – Tsunade zaśmiała się. – Co cię tak śmieszy? Twoja wioska spłonie.
- Patrz dokładnie. – Ariato spojrzał na hologram. Konoha zaczęła zwyciężać. Suna podobnie. Na twarzy Gaary pojawił się uśmiech. – Myślisz, że jesteśmy bezsilni? Strasznie się pomyliłeś. Specjalnie z Gaarą szykowaliśmy się na to. Nie lubię silnych przeciwników, ale uwielbiam naiwniaków. – Spojrzała na Gaarę i kiwnęła głową. – Teraz! – Ariato zawisł na piasku. Kakashi atakował z tyłu chidori. – Jirayia, rasenghan! – Pustelnik skumulował moc i natarł na przeciwnika.
- Nie tak prędko. – Pokierował Moriko tak by podcięła nogi Kakashi’emu i Jirayi. Kakashi padł lecz Jirayia uniknął marionetki i uderzył w Ariato. Wypalił mu wielką dziurę w brzuchu.
- Cholerny Pustelnik! To nie koniec. – Ariato znikną, a marionetka razem z nim.
- A ty chciałaś mnie tam zostawić, chodź wiedziałaś że będą atakować. – Obraził się Jirayia.
- Później ci to wytłumaczę. I co teraz robimy? – Spytała Hokage.
- Musimy zwiększyć siły. Dzieciaki z akademii powinny wcześnie zacząć treningi jutsu. – Zaproponował Tezuna.
- Może taki głupi to ty nie jesteś. Trzeba też będzie stworzyć więcej drużyn. – Zadeklarowała Hokage.
- Racja. Można też zwiększyć rozwój broni. – Tym razem zaproponował Raikage.
- Tak. Nowe techniki i trucizny z antidotum też się przydadzą. – Dodał Ao.
- Dobre propozycje. Tylko problem polega na pieniądzach. – Plany legły w gruzach przez Mifune.
- Więc przyjmujmy więcej zleceń. Niech każda wioska podniesie ceny. W tedy skorzystamy wszyscy. – Na pomysł wpadł Gaara.
- Jestem za.
- Ja też.
- I ja.
- Dobry pomysł. Zgadzam się. – Wszystkim plan się spodobał.
- No dobrze. A co robimy z ogoniastymi? – Mifune zadał kolejne pytanie.
- Niech nauczą się kontrolować potwory. Killer-bee może im pomóc. – Tsunade nie trafiła za dobrze.
- Myślisz że to takie łatwe? Osoba musi mieć czyste serce. Nie wiadomo jacy są nowi sakryfikańci. – Zaprzeczył Raikage.
- Przetestujemy ich. Musimy spróbować.
- Jestem za.
- Ja też.
- Niech będzie. – Zgodził się nawet Raikage.
- Gaara. Masz w sobie Shukaku, zgadzasz się? – Tsunade nie była pewna odpowiedzi.
- Patrząc na to ze złej strony, to konsekwencje są ogromne. Jednak trzeba spróbować. Jestem za. – Gaara zgodził się bez warunkowo.
- Więc ustalone. Są jeszcze jakieś pytania? – Mifune wtrącił. Nikt mu nie odpowiedział. – Spotkanie uważam za skończone
************************************************************************
Więc ta: do rozdziału 11 zamierzam zamieszczać notki napisane już wcześniej. Mogą one być właśnie takie. Jednak od jedenastego rozdziały będzie już lepiej (mam nadzieję). Wybaczcie mi za nieobecność.
Dziękuję za wszystko i pozdrawiam.
Zapraszam tu --> Morza Psy
Alexxis
- Eh, i po co ci to chłopie? Jak mniemam Jirayia? – Spytał wróg.
- Atakujesz a nie wiesz kogo? – Odpowiedział pytaniem Pustelnik. – Żałosne.
- Nie spodziewałem się ciebie. Chciałem pokazać tej damie z kim pogrywa. Ale będzie o jednego mniej. – Wciskał miecz coraz głębiej. – Piękna zaba… - Tsunade walnęła go w łeb.
- Więc pokaż na co cię stać, a nie gadaj bez sensu. – Wtrąciła Tsunade i wyjęła miecz z przyjaciela.
- Z wielką chęcią. – Przeciwnik wstał.
- Kim jesteś?
- Och, gdzie moje maniery? Zapomniałem się przedstawić. Nazywam się Ariato. Z pewnością znacie mojego partnera: Orochimaru.
- Orochimaru tak? Więc ty jesteś fanem Sasori’ego.
- Hai. Sasori-sama wiele mnie nauczył. Na przykład tego! – Wyjął dwa zwoje. W zwojach umieszczone były marionetki. Zaczął nimi atakować. Tsunade oberwała strasznie mocno.
-Haha! Myślałem że będziesz mocniejszą przeciwniczka, ale jak mówił Orochimaru: Ty nie potrafisz nic poza leczeniem. Haha! – Śmiał się jak zawzięty. Tsunade miła czas na zaatakowanie. Rozwaliła marionetkę przed Ariato, a następnie uderzyła go na tyle mocno by przeleciał przez mór. Nie dało ta za wiele. W trakcie całej akcji, Ariato zdążył złapać Tsunade. Jego marionetka złapała ją. Ariato otrząsną się z gruzów.
- I jak? Podoba ci się? – Powiedział. – A to nie wszystko co potrafię. Mogę was zniszczyć za jednym ruchem. Moja siła przerosła nawet Madare Uchiha i Harashime Senju. Muszę przyznać że masz sporo siły, ale z rąk Moriko się nie wyrwiesz.
- Moriko? – Spytała Hokage.
- Moriko to moja pierwsza marionetka. Świetnie wykonana. Mocno trzyma prawda?
- I tak się wyrwę, a gdy już to zrobię to powyrywam ci wszystkie kończyny! – Groziła wyrywając się z uścisku. Powoli zaczynała się uwalniać.
- Nie radze. – Ariato podszedł do leżącego Jirayi i nastawił miecz przy jego gardle. – Jeden bezsensowny ruch a on zginie.
Tsunade jednak nie mogła znieść widoku leżącego przyjaciele któremu grozi śmierć. Uwolniła się i zaatakowała Ariato. Ten miał już wbić katanę gdy Tsunade uderzyła go prosto w podbródek. Wypadł przez okno. Popatrzyła na niego.
- To jeszcze nie koniec! – Krzyknął po czym złożył ręce w parę pieczęci i zniknął. Razem z nim zniknęła marionetka.
Tsunade podeszła do Jirayi i zaczęła tamować ranę. Ludzie pracujący w wieży podeszli do wywalonej dziury i przyglądali się Tsunade. Ona nie zwracała na nich uwagi. Gdy zatamowała krwawienie zabrała go do szpitala. Tam miała dostatecznie dużo specyfików. Odkryła, że miecz Ariato był zatruty. Niestety nie znała odtrutki. Mogła jedynie podtrzymywać go przy życiu na czas ok. dwóch miesięcy. Cały czas szukała odtrutki. Po nocach nie spała. Często przychodziły wiadomości o atakach na inne wioski. Od zdarzenia w biurze, w wiosce było spokojnie. Po jakimś miesiącu do Tsunade przyszedł członek oddziału informatyków.
- O co chodzi? – Spytała Hokage.
- Zostaliśmy poinformowani, że zostało zorganizowanie spotkanie pięciu, oraz że wysłani zwiadowcy przedłużą pobyt. – Odpowiedział informatyk.
- Dobrze. Kiedy i gdzie?
- Za tydzień w Kumo-gakure. Raikage-sama zdecydował, że odbędzie się ono w jego dawnej siedzibie.
- Dawnej siedzibie?
- Hai. Każe czekać przy bramie wioski.
- Rozumiem. Możesz już iść.
- Raikage-sama każde wziąć jedną osobę.
- Dobrze.
- Żegnam. – Informatyk wyszedł.
Szpital
***
- Co on kombinuje? – Hokage mówiła do siebie siedząc przy Jirayi. - Nie jest to istotne. -Zamyśliła się na chwilę. – Wiem! – Coś zaświtało jej w głowie. Zaczęła robić nowe specyfiki. Mieszała i wyrzucała nieudane. Denerwowała się strasznie. Przez całą noc kombinowała nad odtrutką. Rano znalazła odpowiedni składnik. Wstrzyknęła odtrutkę. Spojrzała na wskaźnik i stan Pustelnika poprawił się. Nie budził się. Ucieszyła się jednak. Jirayia miał teraz większe szanse na przeżycie. Po dwóch dniach wstrzykiwania odtrutki Jirayia obudził się. Hokage słysząc o tym od razu pobiegła przywitać się z nim. Wleciała do sali z wielkim hukiem. Pustelnik miał zamknięte oczy. Pomyślała że ktoś zrobił jej psikusa.
- Czy ty zawsze musisz tak trzaskać idiotko? Zwróciłabyś uwagę na to, że tu leży ciężko ranny Shinobi.– Jirayia odezwał się.
- Jirayia! – Uwiesiła mu się na szyi. – Ja ci dam idiotkę! – Po chwili lekko uderzyła go z liścia.
- Co ci się stało? – Spytał przestraszony.
- Nic.
- Zawsze mocniej bijesz, a to było jakby mnie kociak pieścił.
- Nie chce byś znowu zemdlał. – Siadła na łóżku.
- Ach tak. Ile spałem?
- Dość długo by przegapić wiele ważnych szczegółów.
- Jakich szczegółów?
- No na przykład spotkanie pięciu.
- Spotkanie? Jaja sobie robisz?
- Nie.
- A niech mnie szlak trafi.
- Dobra. – Uderzyła go w ramię.
- Ej, za co to?
- Sam chciałeś.
- Ja ci zaraz pokarze! – Zaczął ją łaskotać. Oboje roześmiali się.
- Dawno już tak nie było.
- Ta. Kto z tobą jedzie?
- Jeszcze nie wiem.
- Mogę ja?
- Chyba ogłupiałeś? W takim stanie nawet do domu cię nie puszczę przez miesiąc.
- Że jak!? Rozumiem że nie chcesz mnie brać, ale chociaż do domu mnie puść.
- Niech ci będzie, ale za tydzień.
- Dobra.
Rozmawiali jeszcze przez chwilę. W końcu Tsunade wyszła. W dzień wyjazdu Jirayia wyszedł ze szpitala bez zgody Hokage. Poszedł do bramy wyjściowej. Tam stało masę ludu. Przed nimi była Tsunade i Shikaku.
- Bierzesz jego zamiast mnie? Taka to z ciebie przyjaciółka? – Odezwał się gdy przebrnął przez tłum.
- Jirayia, co ty tu robisz? Miałeś być jeszcze w szpitalu. – Zdenerwowała się Tsunade.
- Dobra, dobra. I tak tam nie wrócę. Shikaku możesz iść do rodzinki. Ja idę z nią.
- Nie ma mowy! Idioto nie…
- A ty siedź cicho. Po ostatnim ataku nie mogę cię puścić samej. Przecież pod okiem tego nieudacznika możesz zginąć.
- Ekhm, ja tu jestem. – Wtrącił Shikaku.
- Udawaj. – Jirayia szepnął mu do ucha.
- Chyba cię porąbało! Mam udawać głupiego!? – Wykrzyczał Shikaku.
- Ciszej. No rozumiesz. – Mówił tak by nikt nie usłyszał.
- Grr, dobra idź z nią. Ale nie nazywaj mnie więcej nieudacznikiem. – Poszedł sobie.
- No to nie masz wyboru. – Jirayia był zadowolony.
- Dobra. Ale to raczej ja będę chronić ciebie durniu. – Tsunade odwróciła się i uśmiechnęła w duchu. Strasznie chciała by przyjaciel szedł z nią.
Po długiej wędrówce dotarli wreszcie do bramy Kumo-gakure. Tam na nich czekał Kakashi i Sakura.
- Witam Ero-piękność! – Krzyknął Kakashi.
- Cześć. – Odpowiedzieli.
- Jak podróż? – Odezwała się Sakura.
- A jak myślisz? – Odpowiedział Jirayia wskazując na swoje sińce.
- Nieźle go zmasakrowałaś sensei.
- Bywa. Gdybyś była z Naruto, to byłoby to samo. Tylko Naruto by obrywał.
- Jirayia my nie jesteśmy parą! – Wtrąciła Hokage i kilka razy walnęła go w łeb.
- Dobra chodźmy już. – Wymknął się. – Gdzie to jest?
- Chodźcie za mną. – Kakashi pokierował ich do lasu. Jirayia i on szli na początku a dziewczyny z tyłu.
- A w szpitalu była jak kotka. – Mrukną Jirayia do Kakashi’ego.
- Chemia była?
- Mi się wydaje, że tak, ale to nie realne.
- E tam. Jeszcze ci się uda.
- A jak u ciebie? Nie tęsknisz za Shizune?
- Tak tęsknie. – Odpowiedział dla świętego spokoju. Obrócił się jeszcze i spojrzał na Sakurę.
- Co jest? Coś nie tak z nią?
- Nie, wszystko gra.
- Kakashi dam ci już spokój z Shizune gdy powiesz mi kto ci się naprawdę podoba.
- Nie mogę.
- A jednak masz kogoś na oku. Mi możesz ufać.
- Może i mogę.
- Więc mów.
- Nie.
- Ja to z ciebie wyduszę.
- Po co ci to?
- Bo chcę ci pomóc i też mam w ty interes.
- Nawet wiem jaki. Książka?
- W samo sedno trafiłeś. Więc kto to?
- Nie chcę twojej pomocy bo to moja dziewczyna.
- No proszę. Więc kto to?
- Daj mi spokój.
Jirayia nie zamierzał odpuścić. Pytał się go przez całą drogę. Kakashi nie puścił pary z ust. Na miejscu skrzywili się lekko. Tak zwaną „siedzibą” była stara rudera w głębi lasu. Weszli do środka.
- Witaj Tsunade. Jirayia, myślałem, że nie żyjesz. – Odezwał się Raikage.
- Nie dostałeś wiadomości? – Spytał Jirayia.
- Dostałem też inną. Było w niej napisane że jesteś otruty, a odtrutki nie ma.
- Tak było, ale znalazła antidotum. – Wtrąciła Hokage.
- To dobrze. Siadaj. – Tsunade usiadła.
- Wszyscy są? Kazekage? – Spytał Mifune.
- Obecny. – Odpowiedział Gaara.
- Mizukage?
- Jest. – Odpowiedział Ao.
- Tsuchikage?
- Witam. – Przywitał się jednocześnie Tezuna..
- Hokage?
- Trzeba więc jestem. – Odpowiedziała Tsunade.
- I Raikage?
- Jest i witam wszystkich. – Odpowiedział Raikage.
- Dobrze. Jak wiecie sprawa jest poważna. Z pewnością to nie koniec napadów. Co proponujecie?
- Nie chciałbym pochopnie oskarżać, ale Konoha nie jest atakowana. Suna także odnosi mniejsze obrażenia. – Zaczął Tezuna.
- Sugerujesz że to my atakujemy!? – Tsunade ściągnęła na siebie podejrzenia.
- On może mieć racje. – Stwierdził Raikage.
- Tezuna, A. Nigdy bym nikogo nie atakowała bez pretekstu.
- Nie, oni by nas nie atakowali. – Wtrącił Mizukage.
- A skąd ty to możesz wiedzieć? – Odezwał się Tezuna.
- Hokage-sama zaczęła na własną rękę szukać złoczyńców. Nieźle jej to wychodzi. Zawsze informuje mnie o zdobytych informacjach. Gaara.. nie w to wątpię. Od początku nie radzi sobie z napadami i prosi o pomoc innych.
- Poprawka. Asuma i Kurenai dostarczaj ci informacji. A jeśli o to chodzi. Znam już więcej na ten temat. – Wtrąciła Tsunade.
- Mów. – Kazał Mifune.
- Atakujący to „Zakon Czerwonego Skorpiona”. Przewodzi nim Orochimaru i Ariato. Ich celem jest Suna i Konoha.
- Więc czemu was atakują najmniej? – Wtrącił Tezuna.
- Może ja wytłumaczę. – Nagle w wejściu pojawiła się postać w kapturze. Ochroniarze Kage naskoczyli na niego. Jedynie Jirayia pozostał na miejscu.
- Zostawcie go bo inaczej zginiecie! – Zagroziła Hokage. Wszyscy cofnęli się do swoich stałych miejsc.
- Dziękuję Tsunade. Jak widzę udało ci się znaleźć antidotum. Ile to ci zajęło? – Odezwał się.
- Nawet nie wiesz jak chcę ci się odpłacić. Przez ciebie on leżał jedną nogą w grobie prze miesiąc!
- I tak szybko znalazłaś odtrutkę. Jestem pod wrażeniem. Wy także znajdujecie się jedną nogą w grobie. Już wam wyjaśniam. Zgadza się, naszym pierwszym celem jest Konoha i Suna. Następnie podbijemy cały świat Shinobi. Zastanówcie się dlaczego ich nie atakujemy. – Ariato wyjął Moriko. Jirayia przygotował się do walki. – Spokojnie. Chcę wam coś pokazać. – Wyświetlił hologram. Na nich Suna i Konoha były atakowane. – Teraz rozumieci?. Wasza czujność została zachwiana. – Tsunade zaśmiała się. – Co cię tak śmieszy? Twoja wioska spłonie.
- Patrz dokładnie. – Ariato spojrzał na hologram. Konoha zaczęła zwyciężać. Suna podobnie. Na twarzy Gaary pojawił się uśmiech. – Myślisz, że jesteśmy bezsilni? Strasznie się pomyliłeś. Specjalnie z Gaarą szykowaliśmy się na to. Nie lubię silnych przeciwników, ale uwielbiam naiwniaków. – Spojrzała na Gaarę i kiwnęła głową. – Teraz! – Ariato zawisł na piasku. Kakashi atakował z tyłu chidori. – Jirayia, rasenghan! – Pustelnik skumulował moc i natarł na przeciwnika.
- Nie tak prędko. – Pokierował Moriko tak by podcięła nogi Kakashi’emu i Jirayi. Kakashi padł lecz Jirayia uniknął marionetki i uderzył w Ariato. Wypalił mu wielką dziurę w brzuchu.
- Cholerny Pustelnik! To nie koniec. – Ariato znikną, a marionetka razem z nim.
- A ty chciałaś mnie tam zostawić, chodź wiedziałaś że będą atakować. – Obraził się Jirayia.
- Później ci to wytłumaczę. I co teraz robimy? – Spytała Hokage.
- Musimy zwiększyć siły. Dzieciaki z akademii powinny wcześnie zacząć treningi jutsu. – Zaproponował Tezuna.
- Może taki głupi to ty nie jesteś. Trzeba też będzie stworzyć więcej drużyn. – Zadeklarowała Hokage.
- Racja. Można też zwiększyć rozwój broni. – Tym razem zaproponował Raikage.
- Tak. Nowe techniki i trucizny z antidotum też się przydadzą. – Dodał Ao.
- Dobre propozycje. Tylko problem polega na pieniądzach. – Plany legły w gruzach przez Mifune.
- Więc przyjmujmy więcej zleceń. Niech każda wioska podniesie ceny. W tedy skorzystamy wszyscy. – Na pomysł wpadł Gaara.
- Jestem za.
- Ja też.
- I ja.
- Dobry pomysł. Zgadzam się. – Wszystkim plan się spodobał.
- No dobrze. A co robimy z ogoniastymi? – Mifune zadał kolejne pytanie.
- Niech nauczą się kontrolować potwory. Killer-bee może im pomóc. – Tsunade nie trafiła za dobrze.
- Myślisz że to takie łatwe? Osoba musi mieć czyste serce. Nie wiadomo jacy są nowi sakryfikańci. – Zaprzeczył Raikage.
- Przetestujemy ich. Musimy spróbować.
- Jestem za.
- Ja też.
- Niech będzie. – Zgodził się nawet Raikage.
- Gaara. Masz w sobie Shukaku, zgadzasz się? – Tsunade nie była pewna odpowiedzi.
- Patrząc na to ze złej strony, to konsekwencje są ogromne. Jednak trzeba spróbować. Jestem za. – Gaara zgodził się bez warunkowo.
- Więc ustalone. Są jeszcze jakieś pytania? – Mifune wtrącił. Nikt mu nie odpowiedział. – Spotkanie uważam za skończone
************************************************************************
Więc ta: do rozdziału 11 zamierzam zamieszczać notki napisane już wcześniej. Mogą one być właśnie takie. Jednak od jedenastego rozdziały będzie już lepiej (mam nadzieję). Wybaczcie mi za nieobecność.
Dziękuję za wszystko i pozdrawiam.
Zapraszam tu --> Morza Psy
Alexxis
poniedziałek, 16 września 2013
Asucon - relacje.
Ohayo.
Powiedziawszy szczerze, jestem zachwycona z konwentu!!! Było naprawdę kawaii!!! Tylu wspaniałych ludzi, przemiła atmosfera, tyle kawaii rzeczy:



Cospley'erowcy byli przepięknie ubrani!
Polecam także odurzającą herbatkę w herbaciarni "Teoria".

Ludzie, spotkałam prawdziwego Japończyka!!! Takeshi - sama odwiedził Asucon jako gość uczący kaligrafii.


Tak, zgadza się, ujawniam się. Ta dziwna Youkai przy boku Takeshi - samy to Ja. Na przyszłość polecam wybrać się na konwent, bo na prawdę takiego przeżycia nie da się opisać. Wspaniałe uczucia ogarnęły mnie, gdy podsumowałam wspaniale spędzony czas na konwencie. Ludzie, którzy zebrali się w jednym miejscu byli tacy sami! Rozumieli każe zachowanie, każdą wypowiedź, rozmawiali o tej samej tematyce i nie ważne czy się znali czy nie, przytulali się, niankowali do siebie i wiele tego tylu rzeczy. Mogłam z koleżankami pokurzać herbaciarza, który i tak śmiał się z nami. Nie ważne, czy kochasz Naruto, Fairy Tail, Bleach, One Piece czy Shingeki no Kyojin. Czy rodzaj, jaki lubisz czytać i oglądać to jest Hentai, Yaoi, Yuri, Shounen Ai, Romans czy Sci - fi - każdy cie lubił ze względu na to! I co mnie jeszcze zszokowało: ludzie nie bali się o swoje rzeczy. Ci, którzy nocowali na konwencie po prostu rzucali swoje rzeczy byle gdzie i nie bali się, że ktoś im ukradnie. Innymi słowy: bezgraniczne zaufanie. Niesamowite. Pragnę przeżyć to jeszcze raz. Ale jeszcze przeżyję. Teraz przynajmniej wiem jak to jest.
Dziękuje za poświęcony czas i pozdrawiam.
Alexxis
Powiedziawszy szczerze, jestem zachwycona z konwentu!!! Było naprawdę kawaii!!! Tylu wspaniałych ludzi, przemiła atmosfera, tyle kawaii rzeczy:



Cospley'erowcy byli przepięknie ubrani!
Polecam także odurzającą herbatkę w herbaciarni "Teoria".

Ludzie, spotkałam prawdziwego Japończyka!!! Takeshi - sama odwiedził Asucon jako gość uczący kaligrafii.


Tak, zgadza się, ujawniam się. Ta dziwna Youkai przy boku Takeshi - samy to Ja. Na przyszłość polecam wybrać się na konwent, bo na prawdę takiego przeżycia nie da się opisać. Wspaniałe uczucia ogarnęły mnie, gdy podsumowałam wspaniale spędzony czas na konwencie. Ludzie, którzy zebrali się w jednym miejscu byli tacy sami! Rozumieli każe zachowanie, każdą wypowiedź, rozmawiali o tej samej tematyce i nie ważne czy się znali czy nie, przytulali się, niankowali do siebie i wiele tego tylu rzeczy. Mogłam z koleżankami pokurzać herbaciarza, który i tak śmiał się z nami. Nie ważne, czy kochasz Naruto, Fairy Tail, Bleach, One Piece czy Shingeki no Kyojin. Czy rodzaj, jaki lubisz czytać i oglądać to jest Hentai, Yaoi, Yuri, Shounen Ai, Romans czy Sci - fi - każdy cie lubił ze względu na to! I co mnie jeszcze zszokowało: ludzie nie bali się o swoje rzeczy. Ci, którzy nocowali na konwencie po prostu rzucali swoje rzeczy byle gdzie i nie bali się, że ktoś im ukradnie. Innymi słowy: bezgraniczne zaufanie. Niesamowite. Pragnę przeżyć to jeszcze raz. Ale jeszcze przeżyję. Teraz przynajmniej wiem jak to jest.
Dziękuje za poświęcony czas i pozdrawiam.
Alexxis
piątek, 13 września 2013
Asucon XIV
Ohayo.
Spokojnie kochani, jak tylko znajdę czas reaktywuję bloga! Zgadza się, zamierzam dalej ciągnąć historię i wypełnić kalendarz. Ale nie o tym chciałam napisać. Chciałam się was spytać, czy ktoś z was zjawi się na konwencie M&A, ASUCON. Konwent jest głównie o tematyce mitologii Japońskiej. Jeśli tak, prosiłabym o zawiadomienie mnie w komentarzach. Może się spotkamy. Będę w czerwonych soczewkach z czarnymi kropeczkami, zwanych sharingan, bodajże czarnych spodniach, czarnej koszulce, będę miała koka z pałeczkami, czerwone pazurki. Szczegółów nie będę pisać.
Tsukiyomo - bogini księżyca
Amaterasu - bogini słońca
Dziękuję za poświęcenie czasu i pozdrawiam.
Zapraszam na bloga: Morza Psy
Alexxis
Spokojnie kochani, jak tylko znajdę czas reaktywuję bloga! Zgadza się, zamierzam dalej ciągnąć historię i wypełnić kalendarz. Ale nie o tym chciałam napisać. Chciałam się was spytać, czy ktoś z was zjawi się na konwencie M&A, ASUCON. Konwent jest głównie o tematyce mitologii Japońskiej. Jeśli tak, prosiłabym o zawiadomienie mnie w komentarzach. Może się spotkamy. Będę w czerwonych soczewkach z czarnymi kropeczkami, zwanych sharingan, bodajże czarnych spodniach, czarnej koszulce, będę miała koka z pałeczkami, czerwone pazurki. Szczegółów nie będę pisać.
Tsukiyomo - bogini księżyca
Amaterasu - bogini słońca
Dziękuję za poświęcenie czasu i pozdrawiam.
Zapraszam na bloga: Morza Psy
Alexxis
Subskrybuj:
Posty (Atom)