Witam, Witam. Mam nadzieje, że ktoś czyta te moje wypociny ;3
Dziękuję szczególnie pewnej uroczej Karolci i to jej dedykuje ten rozdział.
Więc zapraszam.
-------------------------------------
Drzwi od pojazdu otworzyły się, a Gilbert wyszedł nimi jak najprędzej. Blondyn popatrzył na Alice, która nadal wyglądała przez okno jak zahipnotyzowania.
- Emmm.. Idziemy?- zapytał się niepewnie chłopak.
- Jak masz ochotę to idź, ja nie.- odburknęła
- Alice, o co chodzi?
- Oz!- rzuciła się blondynowi na szyje- wracajmy, nic dobrego nas tu nie spotka!
- Spotka.- odparł stanowczo chłopak
- Co niby?!
- Nasi przyjaciele, którzy z niecierpliwoscią nas wyczekują- powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy.
Alice chwyciła dłoń blondyna i po chwili weszli do małego, skromnego ale za razem uroczego budynku.
W środku panował radosny klimat. Grała muzyka, na stołach leżały rożne smakołyki, oraz było mnóstwo ozdób.
- Jesteście!- usłyszeli za sobą przyjazny głosik
- Sharon, witaj!- przywitał ją serdecznie chłopak i mocno uściskał.
- Witaj Oz, witaj Alice. Mam nadzieje, że humory wam dopisują. Rozgoście się i co najważniejsze, spróbujcie moich wypieków.
- Dzięki, na pewno skosztujemy.
- Przepraszam was na momencik.- zarzuciła włosami i odeszła w stronę niskiej, rudowłosej kelnerki.
Alice i Oz podeszli do swoich znajomych i prowadzili z nimi długą rozmowę. Przyjemność tą przewał komunikat od Sharon.
- Witam was wszystkich bardzo serdecznie, na otwarciu mojej kawiarni "Cukrowy Kącik". Nie chcę wam przeszkadzać w waszych rozmowach, więc nie zajmę za dużo czasu.
Na początek pragnę serdecznie wam podziękować za pomoc i wsparcie. Bez was nie osiągnęlabym tego wszystkiego. W szczególności chcę podziękować jednej osobie- Break, gdyby nie ty, już dawno bym się poddała. Jesteś dla mnie autorytetem i wielkim wsparciem. Cukrowy kącik w większości jest twoją zasługą i mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę, bo jesteś kimś wielkim Break.
- Oj Panienko, Panienko. Nie rozczulamy się nad takimi drobnostkami- powiedział czerwonooki bujając się na masywnym żyrandolu.
- Złaź z tamtąd natychmiast! Jeszcze się urwie i co wtedy?!- wykrzyczała poirytowana Sharon
- Wtedy spadnę, a masyw żyrandola dodatkowo mnie przygniecie- powiedział ze spokojem Break.
- Nie chciałam tego robić, ale chyba nie mam wyjścia. Nie dostaniesz deseru!
- Pa-panienko! Jest panienka okrutna. Deseru?! No proszę!
- Zejdź to ponegocjujemy!
Białowłosy zszedł posłusznie, a następnie usiadł przy schodach jak dziecko, któremu zabrano cukierka.
Po zjedzeniu słynnego ciasta "Głowa Rainswort", wszyscy udali się na parkiet i zaczęli wirować do spokojnej piosenki. Gilbert zaprosił do tańca Adę, która od czasu do czasu niewinnie się uśmiechała. Oz zaprosił do tańca Echo, a Reim niezgrabnie pytał się o jeden taniec Sharon.
Alice przyglądała się wszystkim z niedowierzaniem. Każdy swietnie się dogadywał z każdym. Więc to są właśnie Przyjaciele? Czemu nikt jej nie zaprosił do tańca? Nikt jej nie lubi, czy zaprosili ją tylko z litości?
Zadręczała się masą pytań na które nie mogła znaleźć odpowiedzi. Kiedy zbliżyła dłoń w stronę jej oka, poczuła łze. Wiedząc, że przemyślenia doprowadziły do płaczu, postanowiła nie pokazywać się "przyjaciołom". Wstała od stołu, wzięła do ust ostatni kawałek ciasta czekoladowego i poszła do oddalonego rogu sali.
Schody... Schody! Wszyscy są na dole, więc nikt nie będzie musiał patrzeć na jej zapłakaną twarz. Wbiegła pospiesznie po schodach ocierając łzy.
Na piętrze były trzy pomieszczenia. W pierwszym leżały niedbale krzesła i stoły, w drugim mały barek i ozdoby, a w trzecim pokoju było całkowicie pusto. To nawet nie był pokój.. Tak to był balkon, który ukazywał miasteczko nocą.
Alice poczuła, że to właśnie miejsce w którym czuje się najlepiej. Podparła się o balustradę i utonęła w marzeniach.
Nie wiedziała ile czasu minęło od jej przybycia, nie wiedziała czy ktoś jej szuka... Szczerze, nawet ją to nie obchodziło. Chciała zostać sama, tylko tyle.
Cisza. Błoga cisza. Ale czy na pewno? Alice słyszała od czasu do czasu cichy oddech oraz syczenie. Tak jakby ktoś się zwijał z bólu. Dziewczyna zaniepokojona odgłosami postanowiła poszukać źrodła jej obaw. Przechadzała się wzdłuż i wszerz powierzchni balkonu i wszystko byłoby w porzadku, gdyby nie jej nagłe podknięcie.
- Auć!- wykrzyczała Alice
- Mogłabyś uważać jak chodzisz- powiedział spokojnym tonem sprawca kolizji.
- Ty durniu! Pokaż swoją twarz!
- Jest ciemno i tak mnie nie zobaczysz, ale sądziłem, że jesteś bardziej bystra i poznasz mnie po głosie- powiedział melodyjnie osobnik.
- Zaraz, zaraz...Błazen?!- powiedziała zaskoczona dziewczyna.
- Dopiero teraz?! Gratulacje, chcesz lizaka w nagrodę?- odpowiedział z przekąsem
- Zamknij się! Ty.. Ty krwawisz?!
- Brawo za spostrzegawczość, a teraz przepraszam. Chcę to zakończyć w spokoju.
- Co chcesz zakończyć?!- powiedziała zaniepokojona.
- Myślałem, że jesteś bardziej bystra.. Ech.. Życie, Alice, życie. Moje już dobiega końca.
- Nie możesz ! Nie żyjesz tylko dla siebie! Masz grono przyjaciół które się o ciebie troszczy... Zrób to dla Sharon!
Te słowa głęboko uderzyły we wnętrze Break'a. Ten pozbawiony uczuć łańcuch przemówił do jego męskiego ego. Jak to możliwe?! To niebywałe, ten byt o imieniu Alice to ktoś niezwykły. Ma jej udowodnić, że jest kimś twardym
i spróbować walczyć z nieuchronnie zbliżającą się śmiercią? Dla Sharon, dla której jest podobnie autorytetem i dla reszty.. Tak jest warto... Więc może zawalczy z zadanymi ranami? Da rade! Musi!
- Alice.. Dziękuję.. - powiedział cicho, łapiąc dziewczynę za rękę
- Ty durny błaźnie... Co my z tobą mamy.
Co ja z tobą mam.
Ten rozdział nie należy do tych długich. Jakoś nie miałam czasu, ale jeśli dostanę motywacje, to napiszę jakiegoś długaśnego ;d
Dzięki i do następnego rozdziału.

