sobota, 8 września 2012

TsuJira rozdział 2: On!

     Ohayo! Wstawiam Mój urodzinowy opek. Znaczy, urodzinki były wczoraj, ale dzisiaj mam imieninki, więc to jest opek imieninowy :) mam nadzieje że się spodoba<3
                          ***

     Na twarzy Jirayi pojawił się odcień grozy i strachu. Jak mu wiadomo, ten człowiek, którego miał przed sobą już dawno powinien leżeć nieżywy na 3 letnim polu bitwy.
- Ty…jesteś... – Zaczął mówić. – Nie wierze, ty nie żyjesz już od 3 lat!
- Może wejdziemy do środka? – Odezwał się z chytrym uśmiechem. – Ty też powinieneś być tam na górze, czyż nie mam racji.
- Wejdź. – Weszli. Tajemnicza postać rozsiadła się wygodnie na jednym z foteli. – Czego chcesz? – Stanowczo zapytał pustelnik.
- Jesteś moim przyjacielem…
- Dawnym przyjacielem.
- Jesteś moim dawnym przyjacielem. Obserwuje wioskę od jakiegoś czasu. Bardzo dużo się zmieniło po ostatniej wojnie. Gdyby Kabuto nie przywołał Itachi’ego, wioską, tak jak i całym światem rządziłby Tobi.
- A co to ma do rzeczy?
- To, że Kabuto miał w rękach najcenniejszą rzecz jaka jest mi teraz potrzebna.
- Jaki ma to związek ze mną?
- Bo ty możesz mi pomóc w odzyskaniu tej rzeczy, a raczej tego kogoś.
- Kogoś? Niby kogo?
- Anko Mitarashi.
- Co!? Po co ci ona?
- Do dalszych badań.
- Chyba żartujesz, i ja mam ci pomóc? Wżyciu.
- Jak nie to mam plan B.
- Co?
- Hehe.
- Jaki ,,plan B”?
- Zobaczysz, a odpowiedź chcę usłyszeć za  tydzień. – Po tych słowach  rozpłynął się.
,, Trzeba będzie powiedzieć Tsunade. A może lepiej nie. Jaki plan? Co on chce zrobić? Trzeba będzie uważać. Jaki cudem żyjemy obojga?”- Różnorakie myśli przechodziły mu po głowie.
                2 godziny wcześniej, w biurze Hokage.
                                ***
- Jasne. Do zobaczenia.
- Pa.
,,Jirayia, ty naprawdę żyjesz. Jak mi ciebie brakowało.” – Po wyjściu Ero-senina Tsunade prawie się nie rozpłakała. Była szczęśliwa, że jej przyjaciel jednak żyje. Nie mogła dłużej powstrzymywać radości. Mały stróżek popłynął po jej policzku. Następnie kolejny i po nim jeszcze jeden. Shizune miała wole, więc nie widziała płaczu.
- Puk, puk! -  Znowu ktoś pukał do drzwi.
- Proszę! – Zawołała Hokage ocierając oczy zalane łzami.
- Babciu Tsunade, mam dla ciebie…Co się stało? –  Spytał Chłopak.
- Nie nic. To tylko łzy szczęścia. Co chciałeś mi powiedzieć Naruto?
- No, że Ero-senin powrócił, cały i żywy! – Krzyknął uradowany. Naruto podobnie jak Gondaime nie potrafił się opanować. Widząc całą zalaną ze szczęścia Tsunade sam się rozpłakał.
- A ty co ryczysz? Pierwszy raz widzę jak płaczesz. – Tsunade przestała płakać.
- A no tak, teges tamteges. Też się cieszę z powrotu tego zboczucha.
- Ta. Naruto chcesz coś jeszcze? Jak nie to wara mi stąd. Mam trochę pracy, a zwalniam się na wieczór. – Tsunade stała się oschła i ostra jak zwykle.
- No chciałem tenteges…
- No mówże chłopie! nie mam całego dnia!
- Chciałem zwolnić się z tej misji 2 tygodniowej.
- Co!? Ty sobie żart stroisz! A niby kogo mam wysłać zamiast ciebie!? – Naruto spietrał się gdy Hokage zaczęła wrzeszczeć.
- No tenteges, może Kakashi’ego-sensei? – Zapytał z lekkim uśmieszkiem.
- Nie! Kakashi ma inną misje. Nie zwolnię cię.
- No proszę! – Blond-włosy upadł na kolana i zaczął błagać. – Proszę, proszę , proszęęęę.
- Nie i wynoś mi się stąd! Za tydzień wyjeżdżasz i zero gadania! Już cię nie widzę!- Blondyn wybiegł z hukiem.
- Natrętny dzieciak. – Westchnęła zmęczona. Zabrała się za papierkową robotę. Gdy skończyła była 19:00. Wyszła z biura i pokierowała się do mieszkania przyjaciela.
Szła tak ok. 20min.
- Puk, puk! – Zapukała. Gdy drzwi się otworzyły przed jej obliczem stanął Jirayia.
- Tsunade, wejdź. – Zaprosił przyjaciółkę do pokoju. – No to czego się napijesz? Do wyboru jest: kawa, herbata, sencha i sake.
- He, a ty już zdążyłeś sake kupić. – Zażartowała.
- A, no ba. Pustelnik bez sake to jak Gamabunta bez tego swojego miecza. – Oboje zaczęli się śmiać. – No to… - Chciał usłyszeć odpowiedz.
- A ty? –  Tsunade odpowiedziała pytaniem.
- Ja? Ba, że sake.
- Więc ja też.
- He to zaraz przyniosę. – Poszedł do kuchni. Tsunade rozejrzał się dokoła. Dawno nie była w mieszkaniu pustelnika.
- Jestem! – Pustelnik powrócił. – Łap. – Rzucił butelkę alkoholu do Hokage.
- Dzięki.
- No, to opowiadaj o tej wojnie. – Zaganiał do gadania.
- No więc zaczęło się tak…- Hokage zaczęła opowiadać. Rozmowa trwał strasznie długo. W końcu skończyła swą opowieść.
- No to Naruciak się nieźle spisał.
- Zgadza się.
- A ty!? No to ja bym się tego po tobie nie spodziewał.
- No dzięki. – Zdenerwowała się Hokage. Zaczęła lać po łbie Jirayię.
- Auł! Przestań, przecież żartowałem! – Biedak krzyczał z bólu. – Na sile to ty nie straciła.
- Jak się w wiosce miewa zakały takie jak Naruto… Może na wojnie nieźle mu poszło, ale tak to łajza niesamowita.
- A czym ci zawinił?
- Dzisiaj chciał bym mu odwołała misje 2 tygodniową.
- Chyba to nie pierwsza osoba która chcę odwołać misje.
- Tak, ale to nie byle jaka misja. Gaara potrzebuje wsparcia.
- No więc jak nie byle jaka, to czemu nie wyślesz Kakashi’ego?
- Bo on ma już inne zadanie. – Na twarzy Gondaime pojawił się cień zaniepokojenia.
- Jaką? – Widząc to, Jirayia postanowił dopytać się reszty.
- Sakura.
- Aha. Rodzice jej zmarli i Kakashi ma pilnować by sobie czegoś głupiego do łba nie wbiła.
- Tak, a ty skąd o tym wiesz?
- Widziałem się dzisiaj z Kakashi’m, wszystko mi wyjaśnił. Może bez szczegółów ale wyjaśnił.
- Haha…jak mi ciebie brakowało. – Tsunade zaczęła się zwierzać.
- Brakowało? A mi się wydawało, że wręcz przeciwnie. Każdy kogo dziś spotkałem nie cieszył się z mojego powrotu.
- Mówisz o Naruto?
- Tak i o tobie. Kakashi jak zwykle był obojętny z nutką zaskoczenia. Chciał też nową książkę.– Mówiąc to czuć było namiastkę wyrzutów.
- Hehe, no wiesz Naruto ma dziewczynę. Z pewnością był z nią.
- Tak z Hinatą.
- Właśnie. A ja jestem Hokage, nie na miejscu tak się rozklejać. Naruto przyszedł dziś do mnie i zaczął ryczeć jak małe dziecko.
- Ta? Naruto? Nie wierzę…
- A jednak.
- Nigdy nie widziałem żeby płakał.
- No cóż.
,,Muszę jej to powiedzieć. Poradzi mi co mam zrobić” - Jirayia zamyślił się na chwilę.
- Tsunade, muszę ci o czymś powiedzieć.
- No, co jest? – Hokage zaciekawiła się, ale i zmartwiła.
- Przed twoim przyjściem nie zgadniesz kto tu był.
- No nie wiem.
- Nasz stary przyjaciel – Orochimaru.
- Co!? On przecież…ale niby jak.
- Też tego nie wiem.
- Chciał bym mu pomógł w odzyskaniu Anko.
- Że jak!? Po co mu ona?
- Do badań.
- I co teraz?
- Nie mam zamiaru mu pomagać.
- I dobrze. Może to jakiś ich plan.
- Nie wiem. Trzeba będzie mieć na uwadze poczynania Anko i Sasuke.
- Zgadza się. Powinniśmy jej wierzyć, ale wszystkie opcje są możliwe.
- He...-Zaśmiała się Pustelnik.
- I z czego rżysz?
- Dopiero co wróciłem i od razu kłopoty.
- A tak. Tylko ja nie wiedzę w tym nic śmiesznego.
- A jednak. To jakie kłopoty ma Sabaku no Gaara?
- Jacyś ludzie zaczęli prześladować ich wioskę.
- Jacyś?
- Tak i Naruto ma dowiedzieć się jacy.
- Haha, Naruto dawać takie zadania, to trzeba być naprawdę porąbanym.
- Przecie mówię ci, że nie mam nikogo innego.
- Tak.
Przez chwile siedzieli w ciszy.
- Późno się zrobiło. Będę się zbierać.
- Dobra. To jutro się zobaczymy.
- Musimy uzgodnić sprawy twojego powrotu.
- Jasne. – Doszli do drzwi. – Na razie.
- Cześć.
,,Tsunade wyszła, a ja zostałem sam. Trzeba się będzie przyzwyczaić do własnego łóżka”- Myślał. Po jakimś czasie zasnął. W nocy śniły mu się przeróżne rzeczy. Przez całą noc, choć nawiedzały go koszmary nie obudził się.

środa, 5 września 2012

TsuJira. Rozdział 1: Powrót


                                     2  lata po IV wielkiej wojnie Shinobi
                                                                    ***
- Puk ,puk! - Rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść! – Mężczyzna stojący za drzwiami usłyszał rozkaz. Posłusznie wszedł.
- Witaj Księżniczko. Dawno się nie widzieliśmy. Ile to już mogło być? – Odezwał się pierwszy.
- Co!? - Krzyknęła przerażona. – Przecież ty nie żyjesz!
- Jakimś cudem.
- Ale, jak? - Uspokoiła nerwy. – Pan Fukusaku wszystko dokładnie nam opowiedział.
- He, sam tego dokładnie nie wiem. Pamiętam tyle, że po starciu z Pein’em utonąłem. Następnie obudziłem się w jakiejś jaskini.
- Jaskini?
- Tak. Byłem uwiązany do drewnianego pala.
- Hm…zastanówmy się…
- Wiem tyle, że Akatsuki brało w tym udział.
- A niby z kąt to wiesz?
- Bo odkąd się przebudziłem co jakiś czas przychodził taki jeden gościu w ich płaszczu.
- Aha.
- Nie wiem tylko tego, po co mnie najpierw zabili a następnie uratowali.
- To pozostaje zagadką. Zdążyłeś uciec, czy cię wypuścili?
- Uciekłem.
- Aha.
- A jak tam u ciebie? – Mężczyzna zmienił temat.
- No cóż, nie wiem czy wiesz, ale jakiejś 2 lata temu mieliśmy IV wielką wojnę.
- Co!?
- Tak.
- Opowiedz mi wszystko.
- Jasne, ale nie teraz. Dalej jestem 5 Hokage.
- Rozumiem. Więc może dzisiaj wieczorem u mnie? Jeśli mam jeszcze dom. – Oboje zaczęli się śmiać.
- Masz, masz. Nie zdążyłam go jeszcze sprzedać. Ale po swoje rzeczy to idziesz gdzie indziej ,bo musiałam je usunąć z mieszkania.
- Jasne. Do zobaczenia.
- Pa. – No i wyszedł.
 Poszedł po swoje rzeczy.
- !? - Gdy zabierał je słyszał szepty zdziwionych ludzi.
Po drodze napotykał oczy mieszkańców. Dawno nie  był taką sensacją. Obracał się w jedną i drugą, oglądając zmiany jakie zaszły w wiosce.
- O, Jirayia-sama. Czyli jednak żyjesz. 2 lata cię nie było. Nawet nie wiesz jak się cieszę że cię widzę. – Usłyszał znajomy głos.
- ? - Spojrzał w stronę  z której dobiegło jego imię. – Kakashi. Jak miło cię widzieć. A ty dalej czytasz moje książki?  
-  Tak. Nie mam nic lepszego do roboty. Uczniowie dorośli i za niedługo sami będą  sensei’ami. Tsunade-sam chce jak najszybciej sprawdzić Naruto.
- Sprawdzić?
-  Tak. Jak sobie da rady z podopiecznymi. O Sakure jej też chodzi.  Z resztą jest jej sensei’em.
- Powoli stajesz się starym piernikiem ,jak ja.
- Jak ty? Hahaha! – Zaśmiał się niespodziewanie Kakashi.
- Z czego rżysz? – Zapytał zdziwiony Pustelnik.
- Bo uważasz się za starego piernika. Przecież ty jeszcze tyle możesz. Jak wiem, z pewnością na Tsunade polować będziesz.
- Nie wiem. Przyzwyczaiłem się, że  to co między nami to jedynie dozgonna przyjaźni.
- No to może naprawdę stary piernik z ciebie. Nie moja sprawa.
- Ty też znajdź kogoś na kogo będziesz czatować.
- Ta, a niby kogo?
- Może Shizune. Mógłbym ci nawet pomóc.
- Ta, ty i pomoc. No dobra śpieszę się. Muszę sprawdzić jak Sakura się czuje. Po śmierci jej rodziców dalej nie może się otrząsnąć. I jeszcze Sasuke znowu jej dowalił.
- Powinna dać sobie z nim już spokój.
- No cóż. Może w końcu da. Lecę, nara. – Popędził w stronę domu Sakury.
- Na razie. -  Skierował się do własnego mieszkania. Wszedł i rozpakował rzeczy. Chciał się jeszcze spotkać z Naruto, więc ponownie wyszedł z domu. Najpierw popędził do jego mieszkania. Pukał, ale bez celowo. Nikogo nie było. Zaczął biec na pole treningowe. To co tam zobaczył, zszokowało mężczyznę. Pod drzewem siedział jego dawny podopieczny. Nie był jednak sam. Był z nie jaką Hinatą Hyuga. Całowali się. Szybko wyjął ołówek i zeszyt. Zaczął pisać.    
  Po kwadransie Hinata zorientowała się, że ktoś ich obserwuje. Nie zważając na fakt, że jest to nieżywy od ponad 2 lat – Jirayia, podeszła do niego. Jirayia nie zauważył jej ponieważ był zajęty pisaniem. Naruto jednak straszliwie się zdziwił widząc swojego byłego nauczyciela.
     Hianta podeszłą i trzasnęła Ero-senina w łeb.
- Auł!- Krzyknął z bólu. Nie był to mocny cios, ale jednak bolało.
- Ty zboczeńcu! Jak śmiesz nas podglądać! Ja… - Nie dokończyła. Pustelnik jej nie pozwolił.
- Chwila, coś mi tu nie gra. Ty, Hinata Hyuga, ta nieśmiała, delikatna dziewczynka walisz mnie piąchą po łbie, i na dodatek wrzeszczysz w niebo głosy? - Jirayia był naprawdę zaskoczony tą reakcją.
- Tak, a co ty tu robisz? Przecież jesteś truposzem. – Podszedł do nich Naruto.
- No cóż. Widzisz Naruto to trochę dziwne…
- Okłamałeś mnie! Jak mogłeś, jaki niby w tym sens? Co tym chciałeś osiągnąć? Idiota! Nie wiesz ile się przez ciebie wycierpiałem  – Naruto wybuchł złością.
- Naruto! Uspokój się chłopie! Zachowujesz się jak baba, bez urazu Hinata. – Uspokajał wstając.
-Niech będzie. – Wtrąciła Hyuga.
- Po prostu zostałem jakimś, powtarzam ,jakimś cudem uratowany.
- Dobra, nie chcę wnikać w szczegóły. No chyba, że to miało związek z Tsunade-sama albo Sasuke. – Gdy mówił o Hokage, w głosie dało się usłyszeć nauki Ero-senina, a gdy o Sasuke jego głos był oziębły i poważny.
- Iyu. Ani jedno, ani drugie. – Zapewniał go mistrz. Lecz mówiąc to sam nie wierzył, że Sasuke nie miał z tym nic wspólnego.
- No dobrze, przyjmijmy ,że ci wierzę. – Naburmuszony zgodził się blond-włosy.
- A więc od kiedy? – Zmienił temat.
- Ale co?
- No od kiedy wy… - Nie dokończył.
- Ja ci dam! – Wtrąciła biało-oka. Wiedziała o co chodzi Ero-senin’owi. – Popamiętasz mnie!
 Jirayia uciekał przed gradem ciosów zadawanych przez Hinate. Udało mu się uciec.
 - Łosz kurna. Naraz tylko Kakashi i Hinata nie pytali dlaczego żyje. No dobra idę kupić coś do jedzenia. Głodny jestem. A i sake się przyda na wieczór, hehe. – Powiedział do siebie i radośnie powędrował do Ichigo ramen. Zjadł dużą porcje ramenu. Po jego ciele było widać, że nie karmili go jak trzeba. Gdy najadł się do syta poszedł do sklepu. Kupił co trzeba i wrócił do mieszkania. Ogarnął trochę. Około 19:00 rozległo się pukanie go drzwi. Jirayia otworzył je i postać którą ujrzał nie była Tsunde…