***
Na twarzy Jirayi pojawił się odcień
grozy i strachu. Jak mu wiadomo, ten człowiek, którego miał przed sobą już
dawno powinien leżeć nieżywy na 3 letnim polu bitwy.
- Ty…jesteś... – Zaczął mówić. –
Nie wierze, ty nie żyjesz już od 3 lat!
- Może wejdziemy do środka? –
Odezwał się z chytrym uśmiechem. – Ty też powinieneś być tam na górze, czyż nie
mam racji.
- Wejdź. – Weszli. Tajemnicza
postać rozsiadła się wygodnie na jednym z foteli. – Czego chcesz? – Stanowczo
zapytał pustelnik.
- Jesteś moim przyjacielem…
- Dawnym przyjacielem.
- Jesteś moim dawnym przyjacielem.
Obserwuje wioskę od jakiegoś czasu. Bardzo dużo się zmieniło po ostatniej
wojnie. Gdyby Kabuto nie przywołał Itachi’ego, wioską, tak jak i całym światem
rządziłby Tobi.
- A co to ma do rzeczy?
- To, że Kabuto miał w rękach
najcenniejszą rzecz jaka jest mi teraz potrzebna.
- Jaki ma to związek ze mną?
- Bo ty możesz mi pomóc w
odzyskaniu tej rzeczy, a raczej tego kogoś.
- Kogoś? Niby kogo?
- Anko Mitarashi.
- Co!? Po co ci ona?
- Do dalszych badań.
- Chyba żartujesz, i ja mam ci
pomóc? Wżyciu.
- Jak nie to mam plan B.
- Co?
- Hehe.
- Jaki ,,plan B”?
- Zobaczysz, a odpowiedź chcę
usłyszeć za tydzień. – Po tych słowach rozpłynął się.
,, Trzeba będzie powiedzieć
Tsunade. A może lepiej nie. Jaki plan? Co on chce zrobić? Trzeba będzie uważać.
Jaki cudem żyjemy obojga?”- Różnorakie myśli przechodziły mu po głowie.
2 godziny wcześniej, w biurze
Hokage.
***
- Jasne. Do zobaczenia.
- Pa.
,,Jirayia, ty naprawdę żyjesz. Jak
mi ciebie brakowało.” – Po wyjściu Ero-senina Tsunade prawie się nie
rozpłakała. Była szczęśliwa, że jej przyjaciel jednak żyje. Nie mogła dłużej powstrzymywać
radości. Mały stróżek popłynął po jej policzku. Następnie kolejny i po nim
jeszcze jeden. Shizune miała wole, więc nie widziała płaczu.
- Puk, puk! - Znowu ktoś pukał do drzwi.
- Proszę! – Zawołała Hokage
ocierając oczy zalane łzami.
- Babciu Tsunade, mam dla ciebie…Co
się stało? – Spytał Chłopak.
- Nie nic. To tylko łzy szczęścia.
Co chciałeś mi powiedzieć Naruto?
- No, że Ero-senin powrócił, cały i
żywy! – Krzyknął uradowany. Naruto podobnie jak Gondaime nie potrafił się
opanować. Widząc całą zalaną ze szczęścia Tsunade sam się rozpłakał.
- A ty co ryczysz? Pierwszy raz
widzę jak płaczesz. – Tsunade przestała płakać.
- A no tak, teges tamteges. Też się
cieszę z powrotu tego zboczucha.
- Ta. Naruto chcesz coś jeszcze?
Jak nie to wara mi stąd. Mam trochę pracy, a zwalniam się na wieczór. – Tsunade
stała się oschła i ostra jak zwykle.
- No chciałem tenteges…
- No mówże chłopie! nie mam całego
dnia!
- Chciałem zwolnić się z tej misji
2 tygodniowej.
- Co!? Ty sobie żart stroisz! A
niby kogo mam wysłać zamiast ciebie!? – Naruto spietrał się gdy Hokage zaczęła
wrzeszczeć.
- No tenteges, może Kakashi’ego-sensei?
– Zapytał z lekkim uśmieszkiem.
- Nie! Kakashi ma inną misje. Nie
zwolnię cię.
- No proszę! – Blond-włosy upadł na
kolana i zaczął błagać. – Proszę, proszę , proszęęęę.
- Nie i wynoś mi się stąd! Za
tydzień wyjeżdżasz i zero gadania! Już cię nie widzę!- Blondyn wybiegł z
hukiem.
- Natrętny dzieciak. – Westchnęła
zmęczona. Zabrała się za papierkową robotę. Gdy skończyła była 19:00. Wyszła z
biura i pokierowała się do mieszkania przyjaciela.
Szła tak ok. 20min.
- Puk, puk! – Zapukała. Gdy drzwi
się otworzyły przed jej obliczem stanął Jirayia.
- Tsunade, wejdź. – Zaprosił
przyjaciółkę do pokoju. – No to czego się napijesz? Do wyboru jest: kawa, herbata,
sencha i sake.
- He, a ty już zdążyłeś sake kupić.
– Zażartowała.
- A, no ba. Pustelnik bez sake to
jak Gamabunta bez tego swojego miecza. – Oboje zaczęli się śmiać. – No to… -
Chciał usłyszeć odpowiedz.
- A ty? – Tsunade odpowiedziała pytaniem.
- Ja? Ba, że sake.
- Więc ja też.
- He to zaraz przyniosę. – Poszedł
do kuchni. Tsunade rozejrzał się dokoła. Dawno nie była w mieszkaniu
pustelnika.
- Jestem! – Pustelnik powrócił. –
Łap. – Rzucił butelkę alkoholu do Hokage.
- Dzięki.
- No, to opowiadaj o tej wojnie. –
Zaganiał do gadania.
- No więc zaczęło się tak…- Hokage
zaczęła opowiadać. Rozmowa trwał strasznie długo. W końcu skończyła swą
opowieść.
- No to Naruciak się nieźle spisał.
- Zgadza się.
- A ty!? No to ja bym się tego po
tobie nie spodziewał.
- No dzięki. – Zdenerwowała się
Hokage. Zaczęła lać po łbie Jirayię.
- Auł! Przestań, przecież
żartowałem! – Biedak krzyczał z bólu. – Na sile to ty nie straciła.
- Jak się w wiosce miewa zakały takie
jak Naruto… Może na wojnie nieźle mu poszło, ale tak to łajza niesamowita.
- A czym ci zawinił?
- Dzisiaj chciał bym mu odwołała
misje 2 tygodniową.
- Chyba to nie pierwsza osoba która
chcę odwołać misje.
- Tak, ale to nie byle jaka misja.
Gaara potrzebuje wsparcia.
- No więc jak nie byle jaka, to
czemu nie wyślesz Kakashi’ego?
- Bo on ma już inne zadanie. – Na
twarzy Gondaime pojawił się cień zaniepokojenia.
- Jaką? – Widząc to, Jirayia
postanowił dopytać się reszty.
- Sakura.
- Aha. Rodzice jej zmarli i Kakashi
ma pilnować by sobie czegoś głupiego do łba nie wbiła.
- Tak, a ty skąd o tym wiesz?
- Widziałem się dzisiaj z Kakashi’m,
wszystko mi wyjaśnił. Może bez szczegółów ale wyjaśnił.
- Haha…jak mi ciebie brakowało. –
Tsunade zaczęła się zwierzać.
- Brakowało? A mi się wydawało, że
wręcz przeciwnie. Każdy kogo dziś spotkałem nie cieszył się z mojego powrotu.
- Mówisz o Naruto?
- Tak i o tobie. Kakashi jak zwykle
był obojętny z nutką zaskoczenia. Chciał też nową książkę.– Mówiąc to czuć było
namiastkę wyrzutów.
- Hehe, no wiesz Naruto ma
dziewczynę. Z pewnością był z nią.
- Tak z Hinatą.
- Właśnie. A ja jestem Hokage, nie
na miejscu tak się rozklejać. Naruto przyszedł dziś do mnie i zaczął ryczeć jak
małe dziecko.
- Ta? Naruto? Nie wierzę…
- A jednak.
- Nigdy nie widziałem żeby płakał.
- No cóż.
,,Muszę jej to powiedzieć. Poradzi
mi co mam zrobić” - Jirayia zamyślił się na chwilę.
- Tsunade, muszę ci o czymś
powiedzieć.
- No, co jest? – Hokage zaciekawiła
się, ale i zmartwiła.
- Przed twoim przyjściem nie
zgadniesz kto tu był.
- No nie wiem.
- Nasz stary przyjaciel –
Orochimaru.
- Co!? On przecież…ale niby jak.
- Też tego nie wiem.
- Chciał bym mu pomógł w odzyskaniu
Anko.
- Że jak!? Po co mu ona?
- Do badań.
- I co teraz?
- Nie mam zamiaru mu pomagać.
- I dobrze. Może to jakiś ich plan.
- Nie wiem. Trzeba będzie mieć na
uwadze poczynania Anko i Sasuke.
- Zgadza się. Powinniśmy jej
wierzyć, ale wszystkie opcje są możliwe.
- He...-Zaśmiała się Pustelnik.
- I z czego rżysz?
- Dopiero co wróciłem i od razu
kłopoty.
- A tak. Tylko ja nie wiedzę w tym
nic śmiesznego.
- A jednak. To jakie kłopoty ma
Sabaku no Gaara?
- Jacyś ludzie zaczęli prześladować
ich wioskę.
- Jacyś?
- Tak i Naruto ma dowiedzieć się
jacy.
- Haha, Naruto dawać takie zadania,
to trzeba być naprawdę porąbanym.
- Przecie mówię ci, że nie mam nikogo
innego.
- Tak.
Przez chwile siedzieli w ciszy.
- Późno się zrobiło. Będę się
zbierać.
- Dobra. To jutro się zobaczymy.
- Musimy uzgodnić sprawy twojego
powrotu.
- Jasne. – Doszli do drzwi. – Na
razie.
- Cześć.
,,Tsunade wyszła, a ja zostałem sam. Trzeba się będzie przyzwyczaić do
własnego łóżka”- Myślał. Po jakimś czasie zasnął. W nocy śniły mu się przeróżne
rzeczy. Przez całą noc, choć nawiedzały go koszmary nie obudził się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz