Długie czarne włosy idealnie kontrastowały z blond kucykami, które gondaime tak bardzo lubiła. Razem ze swoim starym przyjacielem przemierzali starą część wioski w ciszy i spokoju. Oboje rozmyśli i wspominali o niedawnych wydarzeniach.O tym, jak szybko pognał czas, jak wydarzenia potoczyły się w rzeczywistości niechcianą dla nich drogą. Zawsze los komplikował im życie, a oni nie chcieli pokornie mu się poddać. Kurczowo trzymali się życia oraz radości, której tak naprawdę nie mieli za wiele. Wszystko się zmienia. Wioski są budowane, a następnie burzy się jakąś ich namiastkę po to, by na ich miejscu powstało coś nowego, czasem lepszego, czasem gorszego. Tak samo i z ich życiem. Urodzili się, żyli, niszczyli w sobie to, czego nie potrzebowali by zmienić nie zawsze na dobrze. Teraz, gdy znów los zabrał im coś bardzo cennego, a dał coś, co nie dotyczyło ich bezpośrednio nadal się uśmiechali bo wiedzieli, że już są wykreowani do końca, że już nic nie jest w stanie zakłócić tego, jacy są.
- Jak myśli, co by było, gdyby Jirayia znów tu z nami był? - blady jak kreda Orochimaru postanowił przerwać ta cisze.
- Sądzę, że znów bylibyśmy najlepszymi przyjaciółmi i tak jak kiedyś poszlibyśmy na saka - roześmiali się.
- A powiedź, nie gryzie Cię sumienie, że bitwa z Ariatto była jego ostatnią ze względu na Ciebie? Że to za Ciebie oddał życie? - kobieta spojrzała na niego poważnie zastanawiając się.
- Nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo gryzie. Jednak zrobił to, co dla wioski było najlepsze. Nie dość, że uratował mnie, to przy okazji i wioskę. Poza tym... Amaki i Meyjo są teraz z nim, z pewnością nie jest mu tam smutno - uśmiechnęła się, jednak oczy miała pełne łez. Gdyby nie było to Orochimaru zapewne przytuliłby ją, jednak wężowaty tego nie zrobił. Czekał tylko, aż kobieta się uspokoi.
- Masz racje. Szkoda, zapowiadaliście się świetną parą - zastanawiał się czemu ciągle drąży ten temat.
- Niestety, miłość nigdy nie chciała się mnie trzymać. Jirayi najwidoczniej też nie - znów się roześmiali, gdy z naprzeciwka biegła do nich shinobi o fioletowych włosach. Za nią powolnym krokiem kierował się grubszy mężczyzna w stroju klanu Akamichi. Kobieta rzuciła się na szyję Orochimaru, który obdarował ją soczystym pocałunkiem. Tsunade oglądała scenkę ze starczym uśmiechem, gdy podszedł do niej starszy facet.
- Witaj Shana, jak się czujesz? - spytała nie chcąc przeszkadzać parze.
- Dobrze, dziękuję kochana. Pieczęć Ariatto daje się we znaki, jednak przynajmniej jesteśmy pewni, że już nikomu nie przeszkodzi - odrzekł rzucając jedno spojrzenie dwójce zakochanych.
- Tak, przynajmniej oni będą mogli zaznać tego słodkiego szczęścia dłużej niż ja
THE END
**********************************************************************
No hej. Krótkie, ale takie prologi i epilogi moje (wiem, prologu nie było... och, to mnie boli) Tak to ten widzicie no... To koniec z JiraTsu. Również kończę z pisaniem jakichkolwiek opowiadań o NARUTO. Wiem, słabo z tym wyszło. No cóż, życie. Teraz skupiam się na innych sprawach. Gimnazjum się skończyło, mój zakres zainteresowań zmienił się, nowe projekty zresztą są już rozpoczęte, jednak nie ujrzą raczej światła dziennego. Nie piszę już FF, a własne, oryginalne opowiadania. Jeśli natomiast ktoś chciałby... Hm... Zastąpić moje miejsce pisarki na tym blogu proszę się odezwać. Wiem, że może to być dość... dziwny pomysł, ale z drugiej strony lepiej jest mieć na jednym blogu parę opowiadań niż szukać i szukać nie wiadomo ile i gdzie. To nie jest mój jedyny blog, więc jeśli chciałby ktoś się sprawdzić jako np. Recenzent mangi i anime to również zapraszam.
Dziękuję za wszystkie poświęcone chwile, za całe te długie lata... Dziękuję za wszystko :)
Pozdrawiam
Alex Xis