sobota, 8 marca 2014

Dzień kobiet!

Ohayo!
Kochane Otaku!
Wszystkim kobietą chciałabym złożyć najszczersze życzenia z okazji ósmego marca! Silne jak stal Kunoichi, niech was nigdy żaden mężczyzna nie zmyli! Pamiętajcie zawsze, że to wam piękno i siła są dane!
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
Alexxis

sobota, 25 stycznia 2014

Otaku!

Skopiowane z FB, ale jestem za! A wy?

Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
                                                                                        Alexxis

JiraTsu17: Stary przyjaciel.

     Przyjaciele pływali i bawili się jak za dawnych lat z jedną różnicą. Tsunade nie złościła się już gdy mężczyzna chwytał ją za biodra albo robił jakieś inne rzeczy tego typu. Bawili się tak przez pewien czas, aż w końcu postanowili wrócić do miasta. Żartowali i wspominali idąc do sklepu po butelkę sake. Przez jakiś czas trwała cisza. Pustelnik złapał kobietę w biodrach i wziął na ręce. Tsunade wydała z siebie pisk i zaczęła się śmiać. Ludzie w okół przyglądali się z uwagą i zaskoczeniem.
     Dwójka saninów spędziła razem upojną noc. Rano pierwsza obudziła się Tsunade. Popatrzyła na słodko śpiącego kochanego. Po chwili wstała i narzuciła na siebie koszulę mężczyzny. Była trochę za duża. Następnie wyszła z sypialni i przygotowała pyszne śniadanie. Zdarzenia te miały miejsce w domu mężczyzny.
     Tsunade po chwili usłyszała pukanie do drzwi. Przestała szykować i podeszła je otworzyć.
- Znowu? - przeraziła się. Na wycieraczce leżał zwój. Za adresowany był do Jirayi. Kobieta zamknęła drzwi i zaczęła się zastanawiać, czy nie przeczytać listu. Postanowiła go otworzyć. Wiadomość była od Orochimaru. Pisał:
Drogi przyjacielu.
Oj, przepraszam. Kazałeś mi tak nie mówić. Przeczytaj ten list do końca. Nie myśl proszę o mnie jak o skończonym draniu. Ale nie myśl też, że jestem po waszej stronie. Uratowanie Księżniczki było tylko zastawą. Wiesz, że chce Anko. Mam nadzieje, że zgodzisz się mi pomóc w zamian za pomoc w wojnie z Ariatto. Na odpowiedź czekam do północy dzisiaj. Czekam w dolinie Kasai.
                      Pozdrawiam, twój przyjaciel, Orochimaru.
     Tak brzmiała treść listu. Tsunade zaczęła się zastanawiać nad  wieloma rzeczami. Dlaczego Jirayia powiedział jej, że Meyjo ją uratował? Dlaczego Ochimaru pragnie Anko? Co zrobi Jirayia? Tsunade postanowiła wyjaśnić wszystko o północy. Zamknęła zwój i usłyszała tupanie. Spojrzała na schody i zauważyła ukochanego.
- Wcześnie wstałaś. - powiedział ziewając.
- Tak. Przygotowałam śniadanie. - odpowiedziała słodkim głosem. - Przyszedł do ciebie list.
- Od kogo?
- Nie wiem. Dopiero podniosłam. - podała mu zwój. Jirayia zaczął czytać i zbladł. Tsunade patrzyła ciekawa reakcji.
- Od kolegi z innej wioski. Żona mu umarła. - skłamał mężczyzna. Hokage nie była zachwycona tą odpowiedzią. Miała nadzieje, że jej ukochany to wyprostuje. - To co, jemy to śniadanie?
     Po południu Tsunade siedziała lekko podenerwowana. Starała się nie myśleć o kłamstwach Jirayi, ale nie było to dla niej łatwe. Kochała go i teraz on również o tym wiedział, ale psuje wszystko od samego początku. Była tak przejęta, że zapomniała opieprzyć Sakure za spóźnienie się o prawie godzinę. O osiemnastej, już dawno po skończeniu pracy Tsunade dalej siedziała w biurze popijając resztkę swoich zapasów sake. Ktoś zapukał do drzwi. Po usłyszeniu symbolicznego "wejść" do pomieszczenia wtargnął jakiś starzec. Tsunade z początku nie poznawała go.
- Witaj kochana. Nie poznajesz mnie? - staruszek miał krótką, czarną brodę. Był mały, ale pulchniutki. Ubrany w czarne kimono trzymał drewnianą laskę. Na piersi i z tyłu widniał kamon rodu Akamichi. Oczy miał przyjazne.
- Nie poznaję. Wolałabym, by zwracał się pan do mnie z szacunkiem. Mogę spytać o pańkie imię, panie Akamichi? - po wyszytym kamonie Tsunade uznała, że staruszek pochodzi z rodu pulchniutkich shinobi. Nie spodobała jej się postawa gościa.
- Nie jestem z rodu Akamichi. Przypomnij sobie księżniczko, kim mogę być? - Tsunade przypatrzyła się uważnie, lecz dalej nie rozpoznawała starca. W tem mężczyzna wyciągnął lewą rękę w której trzymał laskę i zaczął nią obracać tworząc niewidzialny wir. Nagle z tego wira wydostały się korzenie i oplótły Hokage. Kobieta wytrzeszczyła oczy w zdziwieniu.
- Shana... 
     Jirayia w tym samym czasie trenował ze swymi uczniami. Zastanawiał się, co ma zrogić z Orochimaru. Propozycja jest kusząca, lecz skąd Jirayia może mieć pewność, że Wężowy go nie oszuka. Poza tym mężczyzna nie chciał podejmować decyzji bez narady z Tsunade.
- Ero sensei. - usłyszał głos ulubionego ucznia.     
- Tak, Amaki. - odpowiedział udzielając mu głosu.
- Idziemy do gorących źródeł? - zaproponował słodkim głosem dzieciak. Jirayia przez chwile się zastanawiał. Chyba nie powinien. To byłoby nieuczciwe wobec Hokage. Jednak się zgodził.

- Shana... - powtarzała z niedowierzaniem kobieta o długich blond włosach. Nadal była spleciona korzeniami.
- Zdziwiona? - puścił kobietę. - Przez ten cały czas ukrywałem się w jednej z Wiosek Harmonii. Dokładniej w Wiosce Ziemi.
- Jak to możliwe, że jeszcze żyjesz? - pytała.
- Nie jestem o wiele starszy niż ty.
- Nie, wcale. Tylko o jakieś dwadzieścia parę lat. - wypowiedziała z ironią. - Po za tym byłeś poszukiwanym, zbiegłym przestępcą.
- Oh, przecież to było za czasów drugiego Hokage!
- Dlaczego nagle wróciłeś? Z tego co wiem, w Wioskach Harmonii jest o wiele lepszy klimat niż tu.
- Owszem, ale miłość do tego miejsca nie wygasła. Ty też z pewnością nie chciałabyś wyjechać z Konohy na dłuższy czas.
- Prawda. Dlaczego nosisz kimono klanu Akamichi?
- Dowiedziałem się, że mój klan jest tu nie mile widziany. Postanowiłem się przebrać.
- Rozumiem. Wróciłeś na dobre? Mam cię zapisać jako mieszkaniec?
- Od razu formalności. Nawet nie przywitasz się ze starym znajomych. - założył ręce na piersi.
- Nie mam już dziesięciu lat. Jestem dorosła. - powiedziała lekko uśmiechając się. - Ale miło cię widzieć. - podeszła do niego i objęła ramionami. On również ją przytulił.
- Eh... jak ty wyrosłaś - odlepili się od siebie.
- A ty zestarzałeś - zażartowała kobieta. - Powiedź mi proszę, co cię tu sprowadza?
- Mam informacje, które mogą ci się przydać.

     Wieczór już się zbliżał. Biało włosy odprowadzał swojego podopiecznego bezpiecznie do domu. Miło spędził dzisiaj dzień, chodź dobrze zastanawiał się czy nie powinien z tym skończyć. Bał się reakcji Tsunade, a nie chciał jej stracić. Był świadom jeszcze jednego: zawarł związek w nieodpowiednim czasie. Teraz, gdy Ariatto próbuje zabić wszystkich kage... co będzie, gdy dowie się, że Tsunade znów przeżyła?
- Jirayia sensei - z rozmyślań wyrwał go Amaki. Otrząsnął się i spojrzał na dzieciaka pytająco. - Właśnie jesteśmy przy moim domu - rzeczywiście, byli już na miejscu. Tak więc  pożegnali się. Sennin z wolna skierowała się w stronę swojego domu. Teraz myślami pognał gdzie indziej, a mianowicie Orochimaru. Pustelnik nie wiedział co ma robić, a tym bardziej co ma myśleć. Wprawdzie Wężowy pomógł im w ostatniej wojnie, lecz to nie znaczy, że znów to zrobi. W końcu ostatnio miał w tym swój interes. A teraz? Chce Anko, ale przecież posunie się do wszystkiego by ją mieć, a więc może zdradzić.

     Ciemność oplatała gałęzie drzew w dolinie Kasai dla starego ninja nie była trudnością. Opierał się o jedno drzewo i spoglądał w dół, na wodę płynącą wolnym strumieniem. Przypomniał sobie, dlaczego ta dolina nazywa się Kasai, czyli ogień. Strumień, chodź powolny krył w swoich odmętach tajemnicę, która dotąd nie została wyjaśniona. Gdy podczas bitwy człowiek wpadnie do niej zostaje po paru minutach wypluty, lecz jego ciało już go nie przypomina. Jest cały spalony. Jednak gdy normalny do tchnie się tej wody nic się nie dzieje. 
- Czyżby znów zastanawiała cię tajemnica tej rzeki? - Z rozmyślań wyrwał Jirayię niemiły głos nad głową. Spojrzał w górę i ujrzał swego przyjaciela w postaci wężowej. Po chwili wpatrywania się w siebie wężowaty postanowił zejść z drzewa i stanąć człowiekiem przed Jirayią.
- Gdzie jest haczyk? - Spytał z góry żabi Pustelnik.
- Nie ma - odpowiedź była w stylu Orochimaru.
- Nie jestem głupi. Gdzie jest haczyk?
- Nie ma. Przyjacielu, chce wam pomóc.
- A więc powiedź mi wszystko co wiesz o wojnie.
- Byś znów uciekł z informacjami? Nie, Jirayia. Jestem spokojnym człowiekiem, ale już zdążyłeś mnie zdenerwować. Jestem wobec ciebie uczciwy. Ostatnim razem chciałeś informacje i je dostałeś, ale ja nie dostałe nic w zamian. Mogłem zostawić na pastwę losu Tsunade i zabrać tego dzieciaka, bo nie powiem, ma charakter, ale nie, jestem po waszej stronie. Jednak ty mi nadal nie ufasz. Co jeszcze mam zrobić, byś mi pomógł? Byś uwierzył? - Mówiąc to miał wyrzuty w głosie. Jirayie zastanawiało, czy nie mówi prawdy.
- Myślisz, że to tak łatwo?! - Nerwy i jemu puściły. - Byłeś moim przyjacielem przez tyle lat, a potem nagle sobie uciekłeś z wioski. Wierzyłem w ciebie przez wiele lat, ale ty na dobre stałeś się wrogiem. Dałeś mi powody, bym przestał ci ufać. Jak mam ci pomagać? Skąd mam pewność, że nie zdradzisz mnie? Skąd mam pewność, że nie skrzywdzisz Anko i przy okazji nie pomożesz Ariatto w zniszczeniu wioski? No skąd?
- Wiem, to moja wina. Wiem, stałem się wrogiem wioski, popełniłem wiele błędów. Gdybym mógł, powiedziałbym ci już dawno, że jestem z Ariatto tylko dla tego, że muszę. Wiesz dlaczego chce Anko? - rozejrzał się. - Bo w tedy byście mieli szpiega. Gdybym ja nim był, a Ariatto by mnie przyłapał zabiłby mnie. Ale gdyby Anko wam dawała informacje to co innego. Jesteśmy partnerami, powiedziałbym mu, że odpowiednio wymierzę jej karę i będzie spokój, ale w rzeczywistości będzie dalej szpiegowała. Rozumiesz w końcu? - Jirayia nie mogąc ogarnąć wszystkiego podszedł do krawędzi i kucnął. Miał mętlik nie tylko w głowie, ale także i w sercu. Co miał robić? Mieszane uczucia nie pozwalały mu podjąć decyzji. Po chwili jednak zaczął wpatrując się w wodę:
- Wybacz mi, przyjacielu, ale nie potrafię ci już zaufać. Za dużo... zrozum, za dużo.
- Rozumiem... - Jirayia powoli wstawał i nagle poślizgnął się na krawędzi. Strach zagościł w jego oczach, gdy zauważył że spada do rzeki. Poczuł szarpnięcie i zauważył, że już nie spada lecz wisi w powietrzu. Spojrzał w górę. Orochimaru trzymał go ze wszystkich sił na bluzę. - Podaj mi rękę - Jirayia wahał się przez chwilę, ale złapał dłoń przyjaciela i mocno się podciągnął. Orochimaru również podciągał go z całych sił. Gdy chwila grozy minęła patrzyli na siebie przez chwilę, a następnie zaczęli się śmiać. Ten śmiech Orochimaru był inny niż przez ostatnie lata. Był przyjazny, szczery. Jirayia podniósł się i podszedł do leżącego jeszcze wężowatego. Podał mu rękę. Orochimaru widząc to zdziwił się lekko, ale po chwili uśmiechnął i chwycił dłoń. Podniósł się i objął ramionami Pustelnika. Ten nie czekając dłużej odwzajemnił uścisk.
- Odzyskałem przyjaciela...
*********************************************************
Wiem, wiem, beznadzieja. Jeszcze ten Oroś.... dołujące, wiem, ale pisze to opowiadanie dla was. Krótkie, beznadziejne, rozlewne i ogólnie 180 stopni nie w tą stronę co trzeba. Ale trudno. Mam nadzieję, że chociaż trochę... nie ważne.
Zapraszam na FP o Japonii -->Chcemy wyjechać do Japonii
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
                                                                                                Alexxis

sobota, 18 stycznia 2014

Pytanie~!

Ohayo kochani!
Mam pytanie dotyczące kolejnego rozdziału. Mianowicie brzmi ono tak:
- Czy chcecie, by pojawiły się tam sceny erotyczne?
Komentujcie po której stronie się opowiadacie. Jeśli nie będzie komów to trudno, zrobię po swojemu. Ale mimo wszystko postanowiłam się spytać.
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
                                                                                        Alexxis

  

środa, 8 stycznia 2014

JiraTsu16: Nadzieja i jej brak.

     Zareagowała jak najszybciej. Bez słowa wbiegła na linie ataku, w chwili przebicia. Z kącików jej cudnych ust zaczęła spływać krew. Jej ubranie było całe pokrwawione. Jirayia stał zbity z tropu. Chakra ataku przeciwnika znikła. Tsunade złapała się za miejsce bólu i upadła na kolana. Jirayia podbiegł do niej.  Ariatto uśmiechnął się i zaśmiał. Odwrócił się i podszedł do Orochimaru. Zaczął coś mówić. Orochimaru prawie nie zwracał na niego uwagi. Zdziwiony patrzył na przyjaciół. Jirayia uśmiechał się do swej wybranki i szeptał jej miłe słówka. „Niemożliwe. Jak on zdołał ich pokonać?!” – zastanawiał się zdrajca z wielkiej trójki.
- Jak chcesz, to zostań chwilę, ale masz jedynie pół godziny. – powiadomił go Ariatto.
Orochimaru kiwnął mu głową i znów zaczął przyglądać się parze przegranych. Ariatto zniknął w cieniu drzew. Wężowy nigdy nie myślał, że zobaczy taki widok, lecz był na niego przygotowany. Odwrócił głowę w stronę skały z twarzami Hokage. „Dlaczego to wraca?! Przecież trzydzieści lat temu pozbyłem się tego!” – myślał. Na miejsce zdarzenia przybiegli Amaki i Mayjo. Uklękli przy Hokage. Amaki zaczął szlochać bezradny, a Meyjo zastanawiał się co zrobić. Zrozpaczone dziecko zaczęło krzyczeć, błagać by kobieta nie odchodziła, lecz ona coraz bardziej była senna.
- Cicho, Amaki. – skarcił go pustelnik.
- Niech krzyczy. Widać, że mnie lubi. – odezwała się ledwo żywa Hokage. – Jirayia, wiem, nie chcesz tego, ale przejmij po mnie tą fuchę… Ty dasz sobie radę… tak jak powiedział kiedyś Naruto... gdybyś ty był Hokage, nigdy byś na to nie pozwolił.
- Dobrze. Zrobię co zechcesz. – zgodził się na ostatnią wolę Tsunade. Ona spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
- Nie!!! Ona nie zginie!!! – Amaki dalej krzyczał.
- Nie krzycz dzieciaku. To nic ci nie da. Atak, jakim posłużył się Ariatto był atakiem którego tylko sprawne umysły mogły uniknąć. – wtrącił Orochimaru dalej stojąc na swoim miejscu.
- A Tsunade - sama niby jaki ma?! – krzyczał dalej gotów do walki.
- Oczywiście, masz racje. Lecz… w tamtej chwili kierowała się jedynie uczuciem darzącym Jirayię. Dlatego zginęła. – niestety biało - skóry miał rację. W czasie jego wypowiedzi Tsunade wyszeptała ostatnie słowa Jirayii do ucha. Niestety nie dokończyła. Opadła na jego ramię. Jirayia przytulił jej ciało.
- Orochimaru, czy ty jesteś człowiekiem? – spytał Pustelnik, któremu zaczęły z oczu lecieć łzy.        
- Ciałem i duszą. Rozumiem, że chcesz wywołać we mnie litość i wyrzuty sumienia. Nie wysilaj się. Ja je mam, nawet jeśli nie widzisz. Serce przestało jej bić, lecz… - nie dokończył, ponieważ Meyjo przerwał swoim głosem, lecz już nie całkiem takim samym. Był on poważny i strasznie podobny do… Orochimaru. Takiego, jaki teraz ma zdrajca.
- Ile nam zostało? I co powinniśmy zrobić? – spytał młody chłopiec, nie okazujący żadnych uczuć.
- Czasu macie mało. Jedynie niecałe siedem minut. Ale dlaczego mam wam pomóc? Co za to będę mieć? – odpowiedział Orochimaru.
- Mnie. Zrobię co zechcesz i będę twoim następnym ciałem, lecz pomóż nam ją uzdrowić. – postawił sprawę jasno. Jirayia zaczął się zastanawiać, co myśleć o tym dzieciaku.
- Rozumiem. No i powiedź Jirayia, kto miał rację? – Mężczyzna trzymający umarłą kobietę spojrzał ze skruchą. – Dobrze, pomogę wam, lecz nie wykonam całej pracy. Jeśli ktoś potrafi leczyć… oj, zostało wam tylko trzy i pół minuty.  – zgodził się na pomoc.
- Mów, proszę!
- Technika Bokura Jakus no jutsu powinna zagoić ranę, a Sune Kodo no jutsu powinno przetransportować cześć potrzebnej chakry z mózgu do serce uruchamiając jego ruch. Pieczęć do pierwszego to: BARAN, KOŃ, TYGRYZ, a do drugiego: BARAN, MAŁPA, TYGRYZ. 
     Meyjo natychmiast położył Hokage na ziemi i wykonał pieczęć do pierwszej techniki. Na samym środku jego dłoni pojawił się mały, zielony płomyk. Pewny siebie chłopiec przyłożył ręce do rany kobiety. Nagle zaślepiający blask zakrył ich ciała. Wszyscy dookoła zasłonili oczy. Po chwili blask zniknął. Znów było widać ciała postaci. Rany na ciele nie było, została tylko krew. Ale czas mijał. Ta technika trwała aż dwie minuty. Meyjo przymierzył się do drugiej techniki. Wykonując ją usłyszał rozmowę dwóch osobników, lecz nie zwracał na nią uwagi, podobnie jak Amaki. Tsunade otaczała zielona obwódka, która najbardziej świeciła przy głowie, a następnie przy sercu. Chłopiec natychmiast sprawdził, czy serce kobiety z powrotem działa. Cudem udało się, a ciało dzieciaka opadło bezwładnie przy Hokage.
- Meyjo! – wystraszył się jego opiekun.
- Spokojnie, nic mu nie będzie. Jest tylko dzieckiem, przedobrzył używając tych technik naraz. Ale żyć będzie. – uspokoił Orochimaru. – Zanieście ich do szpitala. Zapomniałem dodać, że Sune Kodo na jutsu powoduje narkozę na parę dni.
- Dziękuję. – wyszeptał Jirayia.
- Nie dziękuj, lecz nic nie mów Ariatto. Chyba, że chcesz bym zginął. A chłopiec nie jest mi potrzebny. –  zniknął w pobliskim zaułku.
     Jirayia zabrał Tsunade, a Amaki Meyjo. Zanieśli ich do szpitala i co dzień przychodzili czekać. Pierwszy wy budził się Meyjo, pozbawiony już narkozy. Po tygodniu Jirayia dalej siedział przy Hokage. Ciepłego dnia przyszło mu na użalanie się nad sobą. Myślał, że to przez niego Tsunade tu leży. Głaskał ją po głowie, czasem całował w czoło. Pragnął, by wy budziła się i znów uderzyła go w głowę. Gdy patrzył przez okno, usłyszał otwierające się drzwi. Do pokoju weszło dwóch osobników. Byli to Kakashi i Asuma. Zabrali go do baru i opowiedzieli o misji. Niestety nie mieli za wiele nowych informacji. Pytali także co się stało z Tsunade, że tak została poturbowana. Jirayia opowiedział im wszystko ze szczegółami. Przerażenie oraz zdziwienie jakie ich ogarnęło było nie do opisania. Wieczorem pożegnali się i skierowali każdy w swoją stronę. Jirayia postanowił jeszcze raz odwiedzić Tsunade.  Miał nadzieje, że zobaczy ją siedzącą i żywą. Niestety pomylił się. Tsunade nadal spała. Siadł obok niej i jak małe dziecko rozpłakał się. Po chwili szlochania zasnął. Rankiem obudził go nacisk wywierany na jego puszystych włosach. Lekko podniósł głowę by sprawdzić kto, lub co go wywołuje. Okazało się, że to ręka czcigodnej. Niestety dalej leżała bezwładnie.
- Tsunade… - wyszeptał nie całkiem jeszcze przytomny.
- Niestety nie odpowie ci. Jeszcze śpi. – do sali weszła Shizune niosąc na rękach świnie.
- Więc skąd ta ręka na mojej głowie? – dopytywał się Pustelnik.
- Czcigodna obudziła się w środku nocy. Zadowolona, że ma w tobie oparcie uśmiechnęła się i pogłaskała cię parę razy. – odpowiedziała niepewnie kobieta.
- Oczywiście, że ma. Jest wiadome kiedy może się ponownie obudzić?
- Tak, trzy dni maks. Potem już nie powinna zapaść w narkozę. 
- Dobrze, dziękuje. – zaraz potem kobieta wyszła.
Jirayia z powrotem położył głowę na łóżku trzymając Hokage za rękę. Patrzył i myślał. Zastanawiał się, co będzie dalej. Dlaczego Orochimaru, zdrajca wioski przesiąknięty złem postanowił pomóc? I dlaczego nie chciał następnego ciała? Myśląc i znajdując wiele teorii na odpowiedzi spędził pół dnia. Nie dowie się jednak, jeśli nie spyta go o to. Opuścił budynek i poszedł coś zjeść. Wrócił z powrotem i jak poprzedniej nocy zasnął, ale nie płacząc już. Następny dzień zleciał mu podobnie. Po kolejnej nocy w szpitalu. Usłyszał rozmowę dwóch dam. Podsłuchał kawałek z niej.
- Nie żartuj. Ten nieczuły, zboczony śpioch? - odezwał się władczy głos.
- Tak. Ale nie ma co się dziwić. Przecież zawsze był najwierniejszym poddanym. - przemówił spokojniejszy.
- Jakim "poddany"? Zwarzaj na słowa. Ale racja, nie miałam lepszego przyjaciela i chyba nie będę miała.
     Jirayia słysząc te słowa podniósł głowę i prawie się popłakał. Tsunade siedziała na łóżku i gawędziła z Shizune. Gdy spojrzał z niedowierzaniem ona odpowiedziała ciepłym uśmiechem. Przytulił lekko Hokage po czym zaczął wypytywać o jej zdrowie. Tsunade czasem spoglądała przez okno widząc ciepłe słońce i tętniącą życiem wioske. Gdy spytała jakim sposobem żyje, Jirayia niechcąc robić jej nadzieji odpowiedział że Meyjo jest zdolnym dzieciakiem. Naszczęście w rzeczywistości tak właśnie było. Meyjo potrafił pokonać jak nikt życiowe przeszkody. Podejmował coraz to trudniejsze decyzje, wybierał się na coraz niebezpieczniejsze misje, a w czasie misji z grupą podtrzymywał ich życie. Chronił Chike, a Amakiego podtrzymywał na duchu. Rozwijał się w nadzwyczajnej prędkości. Jirayia był zadowolony z tego dzieciaka, od czasu zjednoczenia swojej drużyny.
     W tej chwili Jirayia czuł się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Niestety dobre chwile nie trwają długo. Po paru dniach Tsunade uparła się że jej zdrowie jest w jak najlepszym stanie i opuściła szpital. Nikt nie miał prawa jej zatrzymać. Jirayia bojąc się o swoją wybrankę śledził każdy jej ruch. Pewnego dnia Tsunade czuła się nadzwyczaj dobrze. Marudziła Jirayi że pragnie zostać sama, a gdy to nie zadziałało wykorzystała jedną z chwil i uciekła swojemu ochroniarzowi. Zachwycona wolnością pobiegła do gorących źródeł. Jirayia opętany strachem krzyczał i szukał Hokage. Przechodząc obok gorących źródeł zauważył piękną kobietę w młodym ciele, lecz z duchem pełnym cierpienia z dawnych lat. Staną i wpatrzył się w nią jak w zakazany owoc. Pomyślał że lepiej będzie dać jej trochą swobody jednocześnie samemu korzystając.
     Tsunade sama siedziała w ciepłej wodzie rozkoszując się przyjemnościami. Po jakimś czasie zauważyła obserwatora. Bardzo się speszyła i schowała głowę pod wodę. Jirayia widząc to ockną się z zamyślenia i odwrócił tyłem do Hokage.
- Przepraszam. Jesteś zbyt piękna. Wiem, to... - próbował naprawić sytuacje.
- Nic nie szkodzi. - zszokowała odpowiedzią Tsunade. Jirayia z powrotem spojrzał na nią. Tsunade uśmiechnęła się.
- A mogę do ciebie wskoczyć? - naraził się.
- Zboczeniec!
- No ale w tedy dokończylibyśmy to co zaczeliśmy przed atakiem Ariatto.
- Już mi przeszło. - w takim razie Jirayia postanowił poczekać przed źródłami. Gdy Hokage wyszła walnęła go w łeb. Biedak do końca dnia chodził za Hokage. W nocy rozmyślał. Nie wiedział co Ma robić. Był tak blisko Tsunade, aż tu nagle Ariatto się pokazał i wszystko legło w gruzach. Jednak z Tsunade nie było lepiej. Też miała obawy co do swojego zachowania. Najpierw chciała być bardzo blisko z Jirayią, a teraz tak okropnie go potraktowała. Może powinna przeprosić?
     Następnego ranka ktoś zapukał do drzwi Senina. Ten jednak po nieprzespanej nocy nie mógł dokładnie usłyszeć. Minęło parę minut zanim zrozumiał że ten dźwięk wydaje osoba chcąca dostać się do jego mieszkania. Wygramolił się z ciepłego łóżka i pobiegł otworzyć drzwi. Zanim dobiegł hałas ucichł. Ale pustelnik postanowił otworzyć. Osobą odchodzącą od drzwi była Tsunade. Zawołał ją i zaprosił do środka. Był jednak pół nagi.
- Poczekaj tu chwilę, pójdę się ubrać. - oświadczył gdy zrozumiał że nie ma ubrania.
- Czekaj. - Tsunade go zatrzymała. - Chciałam cię jedynie przeprosić.
- Ale za co?
- Nieźle cię wyrolowałam. Najpierw daję ci nadzieję że może do czegoś dojść, a potem traktuję jak byle kogo.
- Nie żartuj sobie. Przyzwyczaiłem się .
- Ale nie chciałam by tak wyszło.
- Taki twój urok. - zapadła cisza. Oboje chcieli jednego, ale żadne nie wiedziało co zrobić.
- Czy... czy ty na prawdę...
- Co? - Tsunade ociągała się z pytaniem więc Jirayia postanowił ponaglić.
- Czy ty na prawdę jesteś we mnie zakochany? - wydusiła to z siebie. Mężczyzna zdziwił się odrobinę.
- Tak... Od 45 lat. - Tsunade o mało nie zemdlała. - Po co ci to wiedzieć? Poza tym powinnaś sią domyśleć.
- Myślałam że już sobie odpuściłeś. Boże, tak długo? Przecież to prawie całe nasze życie.
- Pierwsza miłość nie umiera. Tylko mi nie mów, że cię to obchodzi.
- Dlaczego ma mnie to nie obchodzić? Jesteś moim przyjacielem.
- Wiesz, może zakończmy ten temat. Jeszcze powiesz coś czego byś nie chciała.
- Nie Jirayia, nie tym razem. Dałabym ci szanse, gdybyś nie był takim kobieciażem. Jak jakakolwiek dziewczyna ma ci zaufać, skoro na każdym kroku masz jakąś inną?
- Tsunade...
- Sam powiedz, czy tak nie jest? Od małego wywieszałeś język na widok kobiety.
- Masz racje. Na początku byłem tylko zauroczony. Nie wiedziałem co to miłość. Ale z czasem, gdy stawaliśmy się starsi, mądrzejsi, zacząłem zauważać jaka jesteś w środku. W końcu stwierdziłem że jesteś tą jedyną która zawsze będzie w moim sercu. Jestem kobieciażem. Dlaczego? Ponieważ wiem, że u ciebie nie mam szans. Zawsze mnie odrzucałaś i to moja wina. Rozumiem, więc odpuszczam.
- Dlaczego odpuszczasz?
- Bo nie jestem Danem. Znasz mnie. Wiesz, że gdybym chciał cię poderwać byłbym dla ciebie draniem. Teraz zastanów się czy chcesz kontynuować tą rozmowę.
- Jirayia czy ty na prawdę nic nie rozumiesz? - Pustelnik spojrzał pytająco. - Nie jesteś Danem i dobrze. Ja cię kocham takiego jakim jesteś. Ale nigdy nie powiedziałeś mi tego samego. Nigdy nie powiedziałeś że mnie kochasz. Jak więc miałam się dowiedzieć?
- Nie rozumiem.
- Postaraj się. - Tsunade wyszła zdenerwowana.
     Jirayia zastanawiał się o co chodziło. Czy Tsunade chciała z nim być? Nie, przecież to niemożliwe. Ale nie zaszkodzi spróbować ją poderwać.
     Pustelnik umył się i ubrał jak najszybciej. Zjadł śniadanie i wyszedł poszukać ukochanej. Rozmowa dzisiejszego ranka dała mu dużo do myślenia.  "Postaraj się" te słowa latały mu po głowie. Co Tsunade chciała przez to powiedzieć? By próbował z nią być? Jeśli tak, to niech będzie. Jirayia miał jedynie nadzieje, że jest świadoma konsekwencji.
     - Cholera! - Głos najsilniejszej kunoichi w wiosce ukrytej w liściach dawał naganę swojej podwładnej. - Shizune! Nie jest takie trudne wypełnić na czas formularze!
- Hokage - sama, wybacz mi. Ja...
- Masz wypełniać moje polecenia na czas! - odwróciła się cała zdenerwowana.
- Co się dzieje? - dziewczyna pomimo kłopotów postanowiła być wsparciem dla Tsunade. Nie zdążyła jednak. Rozległo się pukanie do drzwi i wrota otworzyły się nie czekając na zgodę. W nich stanął Jirayia. Wesolutki z chytrym uśmiechem.
- Co powiesz na zabawe?
- Ji... Jirayia? O co ci chodzi? - Tsunade przerażona spytała.
- Mam nadzieje, że znajdziesz chwilę dla mnie. Sprawię że będziesz zadowolona. - pocierał rękę o rękę.
- Debil! - krzyknęła i wyrzuciła przyjaciela z łomotem poza drzwi. Zamknęła je, ponieważ chciało jej się śmiać. Gdy mężczyzny nie było wybuchła cała w skowronkach.
- Tsunade-sama? - zdziwiła się Shizune.
- On pomyślał. Nie wierzę.
     Po południu Hokage, po skończeniu pracy  przechadzała się po mieście z wielkim bananem na ustach. W końcu poszła nad wodospad poza polami treningowymi. Stanęła i wpatrywała się w spadającą wodę. Myślała, co Jirayia ustalił myśląc o jej słowach. Aż nagle ktoś wepchnął ją do wody. Wodospad nie miał płytkiego brzegu. Usłyszała ukochany śmiech, albo raczej śmiech ukochanego. Jirayia patrzył się na nią śmiejąc się.
- Jak ci zaraz... - wysyczała Tsunade.
- O nie, teraz już nie ukryjesz zadowolenia. - wyszczerzył się. - A teraz przywitaj mnie z otwartymi rękoma! - w pośpiechu zdją bluzę i wskoczył do wody robiąc wielki plusk.
- Ahaha! - Hokage zaczęła się śmiać. Jirayia będąc dalej od niej postanowił się przybliżyć. Złapał kobietę w pasie i przybliżył do siebie.
- Przepraszam, że byłem zaślepiony. Nie zdawałem sobie sprawy z sytuacji. Teraz rozumiem. Wybaczysz mi? - wyjaśnił pustelnik, miejąc nadzieje na pozytywną odpowiedź.
- No chyba cie coś! Odwal się ode mnie zboczeńcu! - wykrzyczała wściekła Tsunade, odpychając mężczyzne.
- No ale przecież... - Jirayia puścił zdziwiony.
- Żartuje. - Tsunade znów się przybliżyła. - Mam nadzieje, że nie zmarnujesz tej szansy. - pocałowała ukochanego.
*************************************************
Licho, ale nareszcie, mój ulubiony rozdział.
Jaki ze mnie debil.... d-_-b
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
                                                                                                Alexxis

poniedziałek, 6 stycznia 2014

JiraTsu15: Co począć?

     Gdy wszyscy otworzyli oczy zaniemówili. Zamiast młodego Sarutobi, wąż i Kabuto leżeli nieprzytomni. Amaki jednak, był cały zakrwawiony. Nie tylko krew przeciwników, ale i jego spływała strugami.
- Hehe, nie myśleliście chyba, że taki beznadziejny wąż mnie pokona? Mnie, Sarutobi Amaki’ego? O nie! – zaśmiał się i zacisnął pięści.
- To nic wielkiego mały. Jak widzę, nie masz za grosz oleju w głowie. Wysadziłeś węża razem ze sobą. Co za głupota. – dla Ariatto nie był to żaden wyczyn.
- Mów co chcesz.
- Dzieciaku, nie chciałbyś może przestać być nikim? Dołącz do mnie, do zwycięzcy. Ze mną będziesz w stanie nauczyć się więcej. Ludzie przestaną mówić o tobie jak o fajtłapie. Będzie…
- Przestań pieprzyć! Ja nigdy nie zdradzę wioski. Jestem wnukiem trzeciego i będę bronił tej wioski za cenę własnego życia. – zaczął biec z kunai’em w ręce.
- Głupku, w ten sposób nigdy nie spełnisz swojego marzenia i nikt nie będzie ci ufał. – również Ariatto wyjął miecz. Czekał na atak chłopca. Amaki zastanowił się przez chwilę. „ A jeśli on ma racje? Jak spełnię swoje marzenie w grobie?”  
- Amaki, nie wygrasz z nim! – krzyknęła Amara. W ten chłopiec ocknął się. „Głupota myśleć w ten sposób.” – z powrotem zacisnął zęby i z jeszcze większą prędkością zbliżał się do przeciwnika. Zamachnął się kunai’em. Ariatto cisnął w sam środek. Amaki przewidział ruch i prześlizgnął się pod mieczem, jednocześnie pozbawiając równowagi Ariatto. Przejechał jeszcze kawałek i susem wstał.
- Są ludzie, którzy już mi ufają. Teraz Mi nie uciekniesz! – chłopak krzyknął i skoczył. Spadając wycelował kunai w pierś Ariatto. Niestety przeciwnik miał dłuższy miecz, więc wyciągając go wprost na Amaki’ego, chłopiec był skazany na śmierć.
- Amaki! – niespodziewanie Amara wypchnęła Amaki’ego z toru lotu, napijając się na ostrze Ariatto. Splunęła krwią.
- Dziewczyna jest naprawdę głupia. Cholera, ilu muszę jeszcze wybić, żeby was zabić? – zniecierpliwił się. Wstał i wyrzucił Amarę daleko za siebie.
- A…Amara. – Amaki prawie się rozbeczał.
- Znów będziesz ryczał? Amaki, naprawdę jesteś nieudacznikiem. Co zdziała taki bachor jak ty? Zastanów się chłopie! Powinieneś znów się podnieść i dać z siebie wszystko. Nie znudziło ci się beczenie? – usłyszał głos swojego przyjaciela. Meyjo miał na celu podniesienie na duchu młodego Sarutobi’ego. – Pokaż nam, że naprawdę jesteś wart spełnienia swojego marzenia, a ja pomogę Amarze.
     Meyjo zaczął biec w stronę leżącej dziewczyny. Ariatto chciał go powstrzymać, lecz Amaki nie pozwolił mu na to. Rzucił się na wroga. Zaczęła się walka wręcz. Trzeba przyznać, że Amaki znalazł w sobie siłę na walkę. Niestety, Ariatto i tak był silniejszy. Nie miał zamiaru użerać się z chłopcem. Chciał zabić Tsunade. Odepchnął Amaki’ego i odwrócił się do Orochimaru.
- Zajmij się gnojkiem, a ja zajmę się twoimi przyjaciółmi. – rozkazał. Orochimaru postąpił zgodnie z życzeniem partnera.
- Pierwszy raz widzę, jak Orochimaru naprawdę komuś podlega. Ale z tym nie teraz. Jestem wkurzony jak nigdy dotąd! – Jirayia ułożył ręce w parę pieczęci. – W ziemi ukrycie: bagno piekielne! – w ziemi, pod Ariatto pojawiło się bagno, które niemiłosiernie wciągało.
- Żałosne. Rozproszenie. – wypowiedział i zniknął jak hologram.
- Jirayia, co teraz? – spytała Tsunade.
- Zabierz bachory i schowajcie się. Ja zajmę Ariatto.
- Oszalałeś!? On cię zabije!
- Wątpisz we mnie? Tsunade, teraz to dzieci są najważniejsze. Zobaczysz, pozbędę się kolesia.
- Ale jakim kosztem? – ponownie pojawił się Ariatto.
- Własnego życia. – ruszył na przeciwnika.
     Ani jeden, ani drugi nie wykonywali technik. Tsunade nie wiedziała co zrobić. Nie chciała zostawiać przyjaciele, lecz wiedziała, że miał on racje. Postanowiła pomóc Amaki’emu. Zaatakowała nagle, więc Orochimaru nie miał szans zareagować. Uderzyła parę razy zaciśniętą pięścią i zabrała dzieci z pola walki. Meyjo niósł Amarę.
- Ariatto, Tsunade ucieka! – krzyknął Orochimaru. – Mam ją gonić?
- Nie, zostaw ją i tak wróci. – odpowiedział tamten bez chęci dalszej walki z Jirayią. Wyjął zwój. Wokół niego pojawił się biały dym. Gdy opad, zamiast Ariatto stała drewniana kukiełka. Była duża lecz chuda, okryta czarnym płaszczę przez którego przebijały się ćwieki na ramionach i nogach.
- Poznaj kolejną marionetkę, Mesta. Jedna z nowocześniejszych jak widzisz. – marionetkarz wyszedł zza swojej lalki. Od razu wycelował ją w Jirayię. Dla człowieka trudno było uderzać bez bólu w drewno. Po pewnym czasie, marionetkarzowi znudziła się całkiem walka. Postanowił to zakończyć. Złożył ręce w nieznaną Jirayi pieczęć, a mianowicie:
                             WĄŻ, WÓŁ, BARAN, MAŁPA, SZCZUR.
- Shirei - kan: Jigoku bereda. – wypowiedział po cichu. Nici utrzymujące marionetkę przeprowadziły charę. Niebieski krąg wirował wokół Mesty. Trzy strugi uniosły się ponad nią i zmieniły się w jedną kulę. Następnie wystrzeliły trzema kolejnymi strugami w stronę Jirayi. Wszystko to działo się przez jedną minutę.  
*****Tsunade*****
„Jirayia ma kłopoty, a ja tu z tymi bachorami biegnę się schować. Rany!!!” - Myślała biedna kobieta bojąca się o życie przyjaciela. Znalazła dobre schronienie. Wbiegła z dziećmi do małej jaskini która zwężała się z każdym krokiem. Było tam strasznie ciemno. W końcu tunel się skończył. Wszyscy opadli z sił. Tsunade kucnęła i wpatrywała się w wyjście. „Co teraz, co teraz!?” Oddychała ciężko i zaciskała zęby.  Popatrzyła na dzieci. Amaki klęczał przy Amarz’e, Meyjo przy Chicę, a Miszi i Rya, jako najmniej pokrzywdzeni rozmawiali. Tsunade zrobiło się smutno. Nie wiedziała co robić. Miała do wyboru zostać z dziećmi i dać zginąć przyjacielowi, albo pomóc przyjacielowi i zostawić na pastwę losu dzieci. Przesunęła się trochę dalej i siadła bezradna. Genin’i podeszli do siebie i zaczęli coś szeptać. Księżniczka zastanawiała się co knują. Przygotowywała się na najgorsze. Do jaskini dobiegały okrzyki walenia w twarde drewno.
- Tsunade-senpai. – ciszę przerwał głos Amaki’ego.
- Co? – odpowiedziała. 
- Idź. – lecz Tsunade nie rozumiała słów płynących z ust chłopaka.
- Idź ratować Jirayie-sensei. My nie jesteśmy do tego zdolni, ale ty tak. – wtrącił Meyjo.
- Głupole, przecież… - Tsunade próbowała zapobiec ich nierozważnemu gadaniu.
- To ty jesteś głupia! Albo ty pójdziesz, albo ja! – Meyjo był przekonany co robi.
- Stawiasz mi ultimatum, tak? Więc idź i później wróć ze świata zmarłych by nam opowiedzieć co się działo! Ale co ja mówię? Przecież zbyt się będziesz bał. – Meyjo jednak zaczął iść. Nawet lekko biec. Nagle i Amaki przyłączył się do niego.
- A wy, nie idziecie? – spytała ironicznie Tsunade Rye i Miszi’ego. Oni jednak ruszyli do przyjaciół. „Eh, oni są niepoważni.” Tsunade wstała i pewnym ruchem podbiegła do dzieciaków. Zaciągnęła ich z powrotem do jaskini.
- On zginie… Orochimaru i Ariatto go zabiją… Nie ma najmniejszych szans. – wydukała Amara.
- Cicho siedź. Zajmiecie się Amarą i wezwiecie pomoc. – rozkazała Hokage.
- A ty?
- Zrobię to o co prosiliście. – zacisnęła pięści i migiem pobiegła po przyjaciela. Biegła ile sił w nogach. Przy tym myślała o słowach Amary. Omijała domy i sklepy. Gdy dobiegła na miejsce wyczuła wielką falę chakry. Zauważyła Ariatto i Jirayię walczących. Ariatto zamierzał zrobić jakieś jutsu. Zareagowała jak najszybciej potrafiła.
*****************************************************************
Mega, mega krótkie... żal mi się samej. No i muszę dokończyć teraz 16 ;) Innymi słowy trzeba się wziąć do roboty.
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
                                                                                                                 Alexxis

sobota, 4 stycznia 2014

JIraTsu14: Tak blisko...

     - Tsunade-sensei, chcielibyśmy coś ci powiedzieć. – Powiedziała Amara następnego dnia na treningu.
- Słucham. – Tsunade wiedziała o co chodzi.
- My… trenujemy u Orochimaru.
- Wiem.
- Jak to?
- Jirayia miał z wami porozmawiać na ten temat. Po rozmowie przyszedł do mnie i powiedział wszystko jak leci.
- Wybacz nam. My naprawdę…
- Nie tłumacz. Przecież wiem wszystko.
- Nie jesteś zła? – Dzieciaki popatrzyły błagalnym wzrokiem.
- Eh, biorę przykład z Jirayi, więc nie.
- Dziękujemy. Jak to z Jirayi-sama?
- Jirayia umie wychować swoich podopiecznych jak należy. Jesteście jeszcze dzieciakami, więc nauczyć się musicie dużo. Nie ma sensu denerwować się na was, ale następnym razem mówcie prawdę. Zawsze wam pomogę.
- Wiemy, Jirayia-sama nam powiedział. – Uwiesiły jej się na szyi.

     W połowie treningu wybrali się na codzienny obiadek. Przyjaciele jak zwykle się spotkali.
- Cześć Księżniczko. – Odezwał się Jirayia.
- Siema, siadaj. – Zaprosiła Tsunade.
- I jak? – Usadowił się. – Dzieciaki się przyznały?
- Hai. Dziękuję ci. Masz świetne podejście do bachorów, nie to co ja. 
- Taki urok nie zawodzi. – Uśmiechną się szyderczo.
- Urok? – Spojrzała na niego z pod łba.
- A no ba. Niestety wieloletnie doświadczenie zdziałało więcej. – Roześmiali się.
- Dlaczego „niestety”?
- Bo wolałbym urok. – Znowu zaśmiali się.
- Aha. Powiedziałeś że zawsze im pomogę?
- Nie lubię kłamać. Mi zawsze pomagałaś, więc wątpię by im nie.
- Dzięki.
- Za co?
- Zawsze dajesz o mnie takie dobre opinie. Czemu?
- Ja mówię po prostu prawdę. Przezywamy się, dokuczamy sobie i ty mnie bijesz, ale jednak jesteśmy przyjaciółmi, czy nie?
- Jesteśmy. – Zarumieniła się.
- Zakochała się! – Krzyknął Amaki, który zauważył rumieniec.
- Że ja!? W kim niby? – Tsunade próbowała się wybronić, lecz bardziej było widać rumieniec.
- W Jirayi-sensei. Zarumieniłaś się. – Meyjo odpowiedział.
- Co? – Jirayia spojrzał na nią. –Faktycznie, masz rumieńce. – Uśmiechnął się niezauważalnie.
- Ale to nie z tego powodu. – Dalej próbowała się wybronić.
- To niby z jakiego? – Napierał Amaki.
- Nie ważne. Amaki daj spokój, nie nasza sprawa. – Tym razem Jirayia uwidocznił uśmiech.
- Ale…
- Amaki, mówiłem ci że to co między nami to jedynie dozgonna przyjaźń.
- Hai sensei.
- Więc... – Skierował się do Tsunade. – Z jakiego powodu zarumieniłaś się?
- Ja ci dam! – Walnęła go.
- Ej, mi możesz powiedzieć.
- Nie wkurwiaj człowieka.
- Zawsze to robię.
- Proszę. – Posmutniała.
- Co jest?
- Nic, a co ma być?
- Znowu mina ci zrzedła.
- Dobrze wież.
- Tsunade, to już przeszłość. On nie wróci.
- Ale już raz…
- I źle.
- Czemu?
- Bo z powrotem zamartwiasz się. Przeszłość nie powinna do nas wracać, czy ta zła czy ta dobra. Skup się na tym co jest teraz i tu, a nie na tym co było albo co będzie.
- Wiem że masz racje, ale…
- Nie ma żadnego „ale”. Przeszłoś jest nam potrzebna po to, by nie popełnić dwa razy tego samego błędu.
- Racja. Ja po prostu nie potrafię zapomnieć.
- Ale o czym? – Wtrącił Miszi.
- Amaki, Meyjo, Chika, wytłumaczcie mu. – Kazał Pustelnik.
- Chodzi o przeszłość? – Spytał Amaki.
- Hai.
- Się robi szefie. – Zaczął tłumaczyć.
- Mówiłeś im? – Zdziwiła się Hokage.
- Hai. Pytali więc odpowiedziałem. – Zgodził się.
- Sensei, o technice też? – Spytał jeden z dzieciaków.
- Absolutnie nie. Mówiłem byście nigdy nikomu nie mówili. To się tyczy także i takich sytuacji. – Nie pozwolił.
- Hai.
- Ale o czym? – Tsunade była zdekoncentrowana.
- Że żyję. – Odpowiedział połykając ramen.
- Jirayia przecież…
- Spokojnie, nic wielkiego im nie powiedziałem. Nawet nazwy nie znają.
- No mam nadzieje.
- Czekaj, ten rumieniec był z jakiego powodu, bo już całkiem się pogubiłem. Dan przecie nie żyje. Poza tym Ja jestem przeciwieństwem Dana.– Zadał kolejne pytanie. 
- Umiesz być dociekliwy. Masz w tym swój udział.
- Fajnie. Hehe.
- Nie myśl sobie że Dana nie biłam. Też często obrywał po głowie.
- Żartujesz?
- Nie, ale cokolwiek bym nie powiedziała, czy zrobiła zawsze był ze mną. Te słowa przypomniały mi jego, a słysząc je na żywo…
- Ej bo pomyśle że naprawdę zabujałaś się we mnie.
- A kto wie.
- Ty zaczynasz.
- Poprawia mi to humor.
- Jak tak, to dziś wieczorem u mnie?
- Zgoda.
- A teraz zbierajcie się! Idziemy dalej ćwiczyć. – Jirayia zabrał swoich podopiecznych. – Na razie.
- Cześć.

- Sensei, po co nam ta medytacja? – Spytała Chika.
- Dobrze. Pytanie do medytacji brzmi tak: Po co nam medytacja? – Odpowiedział Jirayia.
                                               
                                                      Po godzinie medytacji.
                                                                     ***
     - Kto ma odpowiedź? – Pustelnik przerwał medytacje. Rękę podniósł Meyjo. – Mów.
- Medytacja uczy nas cierpliwości i koncentracji. Dzięki niej potrafimy znaleźć odpowiedź na dręczące nas pytania. – Odpowiedział. 
- Zgadza się. Chika, teraz rozumiesz?
- Hai. – Zgodziła się.
- Dobrze. Koniec na dziś. Pomedytujcie sobie raz dziennie, to dobrze wam zrobi. – Odszedł przywołując ręką Amaki’ego. Młody Sarutobi podbiegł do niego.
- Tak sensei? – Powiedział Amaki.
- Twoi rodzice wracają za tydzień.  
- Tak! – Krzyknął mały.
- To co, idziemy do gorących źródeł? – Zaproponował Pustelnik z chytrym wyrazem twarzy.
- Pewnie! – Zgodził się.
     Po drodze spotkali Team 5 – drużynę Tsunade. Wydawało się że są źli na coś.
- Jirayia – sama, wydałeś nas! – krzyknął Miszi.
- Że co? – zdziwił się Pustelnik
- Powiedziałeś wszystko Tsunade – sensei!
- Mogliście się domyśleć. Przecież mówiłem w liczbie mnogiej, nie?
- Oni też wiedzą?
- Kto, drużyna? Nie, im jeszcze nie powiedziałem.
- I lepiej niech tak zostanie. Jeszcze gnojek by coś wypaplał. – zwrócił się do Amaki’ego.
- Ej, zważaj na słowa. – zdenerwował się Jirayia. – To że pomagam Tsunade nic nie znaczy. Nie cierpię taki bachorów, które traktują gorzej innych. To są jedynie śmieci. Amaki, idziemy. – „klon” Jirayii aż oniemiał z wrażenia. Posłusznie poszedł za swoim sensei’em. 
- Sensei. – mniejszy zagadał gdy siedzieli oglądając.
- Hm? – mruknął Jirayia.
- Czy dla Ciebie też jestem nikim?
- Przecież już Ci mówiłem.
- No tak, ale…
- Nie jesteś.
- A jestem gorszy?
- Jak możesz być gorszy jak jesteś podobny do mnie?
- Ale nie jestem Tobą.
- Amaki, zmieńmy temat. Nie będę gadać o głupotach. Jesteś świetnym dzieciakiem i nie możesz myśleć odwrotnie. 
- Jasne sensei! Teraz już wiem dlaczego jesteś seninem.
- Hm? – spojrzał ciekawie.
- Nigdy nie spotkałem nikogo mądrzejszego i sprawiedliwszego niż Ty.
- Dzięki. – uśmiechnął się. Nigdy tak o sobie nie myślał. – Ja po prostu jestem sobą.
- Jak myślisz, Tsunade – sama znów Nas tu znajdzie?
- Zapewne już tu jest.
- Co!?
- Gdzieś się zaczaiła i czeka na odpowiedni moment do ataku.
- Taka kocica.
- A no ba. Wiesz, ostatnio zachowuje się jak koci...
- Patrz! – Amaki pokazał na postać wchodzącą do źródeł. – To Tsunade – sama.
- Ta! – Jirayia nie mógł sobie darować tego widoku.
- Widziałeś kiedyś coś piękniejszego? – wydukał Amaki. Nie mógł się napatrzeć.
- Nie, ale widziałem Ją już parę razy nago. Choć zazwyczaj zauważała mnie i dawała w łeb.
- He. Co myślisz o Amarze?
- Tej Szikoshi?
- No.
- Myślę że masz u Niej szanse.   
- Co? Ja… Ja się w Niej nie kocham, ani nic z tych rzeczy!
- Jak Asuma. Mi możesz powiedzieć prawdę.
- No dobra. Podoba Mi się.
     Zaczęli siedzieć w ciszy i wpatrywać się w Hokage. Aż zaczęła im ślinka lecieć. Gdy Hokage wyszła, pozbierali się i pożegnali. Jirayia musiał jeszcze przygotować dom na przyjęcie bogini. Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Jirayia wpuścił gościa. Tsunade rozgościła się i dostała sake. Zaczęli rozmowę.
- Jak tam księżniczko? – spytał Jirayia.
- Tak jak poprzednio. – odpowiedziała oschle.
- Eh.
- Ale teraz dochodzi jeszcze podglądanie mnie w gorących źródłach! – walnęła Go w łeb.
- Auł! Skąd wiesz?
- Widziałam Ciebie i Amaki’ego.
- I tak po prostu dałaś się podglądać? Niewierze. To do Ciebie niepodobne.
- He, chciałam zobaczyć waszą reakcje jak Mnie zobaczycie. – uśmiechnęła się chytrze.
- I co, podobało się? – zdenerwował się.
- Musze przyznać że bardzo. Oboje się zapatrzyliście, śledziliście każdy Mój ruch i na dodatek pośliniliście się. Nigdy nie zapomnę tego widoku.
- No proszę. To dlatego miałaś rumieniec. Więc jak mówisz że nie zapomnisz widoku to znaczy że Ci się podobało?
- Zgadza się. Przecież mówiłam. Czasem miło jest jak ktoś podziwia twoje ciało. A już na pewno gdy ktoś podziwia takie stare ciało jak moje. – roześmiali się.
- Gadasz bzdury. Żadna inna nie ma takiego jak Ty. Moje jest stare!
- Kto wie?
- Ja i to wystarczy.
- Czy ja wiem…
- A co, chciałabyś zobaczyć? – Jirayia zaczął już na coś liczyć.
- Wiesz, za długo jestem w twoim towarzystwie. – spoważniała.
- Co to ma znaczyć? – Jirayia także.
- No bo bym chciała.
- Co?
- Oj no, chciałabym zobaczyć Cię nago. Ale to tylko tymczasowe zboczenie.
- Fajnie. – spodobało się Mu. – Może kiedyś zobaczysz. Wystarczy poprosić.
- Ta, jasne.
- No a nie? Proś.
- Proszę.
- No ale rozwiń wypowiedź.
- Ty chcesz żebym ci wyznanie miłosne powiedziała czy co? Proszę, chciałabym zobaczyć Cię nago. Wystarczy?
- Wystarczy. – zaczął się rozbierać. Najpierw odsłonił się jego tors. Był pełen siniaków po niewoli, lecz dalej umięśniony. Następnie rozpiął spodnie i… zabawę przerwało im pukanie do drzwi. – No co do cholery? – zdenerwował się i szybko ubrał bluzę. Podszedł do drzwi i otworzył je. Nikogo nie było, tylko zwój na wycieraczce. Wszedł z powrotem do salonu.
- Kto to był? – spytała Tsunade.
- Nikt. Tylko zwój zostawił. – odpowiedział Jirayia. Od razu odrzucił go za siebie.
- Nie przeczytasz?
- Nie. Wole na razie nie wiedzieć co w nim jest. Jeszcze by zabawę popsuło.
- No Ty to jesteś zboczony.
- Ej, ale to Ty chcesz mnie nago zobaczyć.
- No wiem. – znów się zarumieniła.
- Kontynuować? – spytał i uśmiechnął się.
- Kurde, dziwnie się czuje.
- Co jest? – zbliżył się.
- Wiesz, Ty jesteś w to wtajemniczony, ale ja nie często miałam do czynienia z gołymi facetami. 
- Spokojnie, wystarczy patrzeć. To Ja powinienem czuć się skrępowany, ale jeśli nie chcesz to nie.
- Chce! – Jirayia strasznie się zdziwił. Tsunade pierwszy raz mówi Mu takie rzeczy. Pomyślał że może jeszcze do czegoś dojdzie.
- Dobrze. – zaczął się ponownie rozbierać. Zdjął bluzkę, spodnie, lecz przed bokserkami popatrzył niepewnie. Tsunade jednak wpatrywała się jak dziecko w cukierka.
- Aż tak Ci się podoba? – spytał pustelnik.
- Co? Tak, tak, znaczy… No weź, znów dziwnie się czuje. – odpowiedziała ocknąwszy się.
- Hehe, to dobrze że Ci się podoba. – podszedł jeszcze bliżej i schylił się. – Oznacza to, że nie jestem aż tak zły. – zamierzał pocałować Hokage, lecz ponownie pukanie do drzwi przerwało im. – Cholera jasna! – krzyknął wściekły i znów się ubrał. Otworzył drzwi.
- Jirayia – sama, wioska jest atakowana, a Hokage - sama niema u siebie! – zdenerwowana wydukała Shizune.
- Shizune, uspokój się. Jak to wioska jest atakowana?
- Orochimaru, Kabuto i jakiś trzeci koleś niszczał wszystkich shinoobi. Teraz walczą z drużyną Tsunade i Twoją!
- Co!? – zostawił drzwi otwarte i powiadomił Tsunade. Pobiegli na pole walki. Zdumieni byli siłą Ich podopiecznych. Dawali sobie świetnie radę. Nagle Ariatto zobaczył Jirayię i Tsunade.
- Nie będę się z bachorami cackał. Przybyli prawdziwi wrogowie. – wyjął shurikeny i rzucił je w stronę dzieciaków z Team’u 5. Shurikeny się powiększyły. Ariatto nie trafił. Orochimaru uratował dzieci.
- Mogą jeszcze się przydać. – powiedział do partnera.
- Grr, dobra ale niech nie przeszkadzają. – Amara pierwsza przestała atakować. Za nią reszta drużyny.
- Jak miło znów was widzieć! – Ariatto krzyknął do Senini’ów.
- Nie potrzebnie teraz się tu w tarmosiłeś. Prawie miałbym co opowiadać Amaki’emu i miałbym satysfakcje! A teraz nic z tego. Dowalę Ci gnoju. – natarł na przeciwnika. W ostatniej chwili zatrzymał go widok Amaki’ego, duszonego przez węża.
- Chcesz by zginął? Jeśli nie, klęknij. – zagroził Ariatto.
- Grr…
- Klękaj ścierwo! – Ariatto uderzył Senina w brzuch.
- Jirayia, powinieneś był się przygotować. Przecież jakieś 15min temu wysłałem Ci wiadomość.
„Zwój! Cholera, co w nim pisało?” – myślała Tsunade.
- Och, taki dobry shinoobi, a poświęca się dla takiego bachora jak ten. Przecież prędzej czy później i tak zginie. Nic nie potrafi i na dodatek ma w sobie dwu ogoniastego. Śmierć natychmiastowa. No, ale cóż. Jak chcesz bachora chronić, to proszę. Ja w między czasie, gdy ty będziesz bronił dzieciaka zajmę się Tą starą babą.
- Nawet nie próbuj! – wysyczał wściekły i bezradny Pustelnik.
- Bo co Mi zrobisz? Jeśli się ruszysz, mały zginie, a jeśli nie, przestarzałe babsko wyląduje na drugim świecie. Wybór należy do Ciebie. – Ariatto zaczął iść w stronę Tsunade. Przyspieszył kroku i wyjął miecz. Z atakiem wyprzedziła Go Tsunade. Uderzyła parę razy. Ariatto leżał.
- Jirayia, tak się walczy. – odwróciła głowę w stronę przyjaciela.
- To nie te czasy panienko. Teraz trzeba potrafić więcej, a już na pewno na mnie. – zdumiona Tsunade, odwróciła głowę w stronę Ariatto. Cały w kawałkach, lewitował, prawdopodobnie na niciach chakry. Kawałki zostały przyciągane i przyczepiane do ciała. Było widać mechanizm w środku jego sztucznego ciała. Tsunade jeszcze nigdy nie spotkała się z takim perfekcyjnie opanowanym w technikach przeciwnikiem.
- Teraz rozumiesz, dlaczego nie działam sam. – wtrącił Orochimaru. 
- Hehe. I co teraz? Przecież jestem nieśmiertelny. – w miedzy czasie Jirayia zaciskał zęby z bezradności. Nie wiedział co począć. Podszedł do niego Orochimaru.
- No i widzisz? Gdybyś Mi pomógł Tsunade nie zbierałaby batów, ten mały nie musiałby cierpieć…
- Zamknij się! Przecież i tak Ariatto chce zabić Tsunade, czyż nie!? – wykrzyczał Jirayia. Z tyłu było słychać krzyki Hokage i śmiech Ariatto.
- Zgadza się. – Orochimaru kopnął Go.
- Jirayia… sensei. – usłyszał cichutkie wołanie. – Sensei… ratuj boską Tsunade – sama… Ja dam sobie radę.  – spojrzał na Amaki’ego. Chłopak miał już coś w zanadrzu. Postanowił uwierzyć Mu. Wstał, uderzył Orochimaru i pobiegł pomóc ledwo żywej Tsunade.
- No proszę, postanowiłeś wybrać Hokage. Dobrze więc. Kabuto, zabij bachora! – rozkazał Ariatto. Wąż ścisnął Amaki’ego. Nagle rozprysła się krew i było słychać huk. Gdy wszyscy otwarli oczy zaniemówili.
********************************************************
Nie bijcie za beznadzieję...
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
                                                                                                  Alexxis

piątek, 3 stycznia 2014

JiraTsu13: Dodatkowe treningi.

      Tsunade siedziała w biurze do późnej nocy. Nie mogła zebrać myśli. Powstała nowa, groźniejsza od poprzedniej organizacja, wielki i bogaty klan może okazać się zdrajcą, Akatsuki ożywa, kage giną i na dodatek Jirayia wyznał że podoba mu się. Gdy skończyła z szafki wyciągnęła butelkę sake. Stanęła przy oknie. Otworzyła butelka i zaczęła myśleć. „Podobam mu się tyle lat. To nie możliwe. Już nie raz pytał mnie o chodzenie, ale to było tak dawno. I co teraz?” – Myślała głównie o Jirayi. Gdy wypiła całą butelkę udała się do domu.

      Następnego dnia poszła na pole treningowe swojej drużyny. Na wejściu zauważyła jak dzieciaki same ćwiczą zadane ćwiczenie dzień wcześniej. Była zdumiona ich umiejętnościami. Nawet Amara potrafiła więcej niż wcześniej. Gdy zatrzymali się w atakach zaczęli rozmowę. Tsunade postanowiła podsłuchać.
- I co teraz? – Spytał Miszi. Chłopiec nie wyróżniał się od innych.
- Nie wiem. A ty Szika, co radzisz? – Odpowiedziała Rya, kierują c się do Amary. Nie odpowiedziała.   
- To na ciebie spadły wszystkie podejrzenia. On też z pewnością nie będzie ci ufał jak będziesz próbować się wywinąć. Rya, będzie trzeba zapewnić sensei, że…  – Przypomniał Miszi lecz nie dokończył.
- Wiem i nie mam zamiaru was w to wciągać. Sama zbiorę baty. – Wtrąciła Amara.
- Szika jesteśmy drużyną, jak jeden na żeś to my też. – Tym razem odezwała się Rya.
- Nie.
- A od kogo chcesz oberwać?
- Nie wiem. Na razie zamierzam to ukrywać.
- No dobrze. Jak chcesz. – Wtem Tsunade weszła na pole. Rya ukłoniła się. – Witaj sensei.
- Witajcie. Widzie że ćwiczycie. Pokażcie mi co potraficie. – Odezwała się Tsunade.
- Hai! – Wszyscy zaatakowali.
      Bachory potrafiły wiele, lecz Tsunade położyła Rya i Miszi. Z Amarą było trudniej. W walce z nią czuła dziwne, znajome ruchy. Zaczęła myśleć że Amara naprawdę trenuje u Orochimaru. Nie miała jednak dostatecznych dowodów.
                                            Tym czasem w drużynie Jirayi.
                                                               ***
- Słuchajcie, Amaki ma kłopoty z innymi…- Zaczął Jirayia.
- Jasne że pomożemy. – Szybko wypowiedział Meyjo.
- Właśnie. Nie zostawimy kumpla w potrzebie. – Dodała Chika.
- Chwila, myślałem że nie lubicie go. – Jirayia pragną jaśniejszej odpowiedzi.
- Bo tak było. – Odpowiedziała Chika.
- Nie jest jednak taki jak myśleliśmy. Jest jednym z nas, a nie tak jak inni sądzą. Przepraszam że źle cię traktowałem. – Dokończył Meyjo.
- Ja też. Wybacz. – Dodała Chika.
- Dzięki. Przeprosiny przyjęte. – Odezwał się Amaki. – Więc jaki masz plan, sensei? – Skierował się do Jirayi.
- To będzie wasza misja nr.2. No to tak. – Wyjaśnił ze szczegółami. – To do roboty.

- Uwaga, idą. – Poinformowała Chika po czym Meyjo wyszedł z kryjówki.
- Siema. – Powiedział.
- Cześć. Co chcesz? – Ozięble spytała.
- Pogodzić się. Nie będziesz się wiecznie fochać.        
- Jak będzie trzeba to będę. – Odwróciła się plecami.
- Daj spokój. – Chwycił ją mocno za ramiona.
- Zastaw mnie! – Zaczęła się szarpać. Meyjo nie puszczał. – Puszczaj!
- Ej, zostaw ją. – Do akcji wkroczył Amaki.
- Bo co mi zrobisz bekso? – Kpił sobie Meyjo.
- Dam sobie radę, z takim jak ty.
- A dokładniej, z kim?
- Z bezczelnym dupkiem.
- Ja ci dam dupka. – Puścił Chikę i skierował się w stronę Amaki’ego. – Dawaj, pokaż co potrafisz.
- Dobrze. – Zaatakował z piąchy. Gdy nadbiegał, Meyjo odsuną się. Wtem Amaki podciął mu nogi. Gdy Meyjo leciał na twarz, złapał go za koszulę.
- Możemy to załatwić pokojowo. Jesteśmy drużyną, nie należy bić się poza treningami. – Postawił go na nogach. – Chika to nasza przyjaciółka, jeśli chcesz ją poderwać to nie w taki sposób. Zastanów się.
- Może masz racje. Przepraszam Chika. – Meyjo przeprosił. – Ja po prostu nie chciałem byś się na mnie fochała.  Wybaczysz mi?
- Jasne. Jesteśmy drużyną. – Chika przyjęła przeprosiny. Tłum stojący dalej szedł w ich stronę.
- Myślisz że to coś da?  I tak nigdy cię nie polubimy. Ta scenka jest naciągana. Meyjo nigdy by tak nie traktował Chiki, a ty nigdy byś nie odważył się zaatakować Meyjo. – Odeszli.
- No trudno. Nie zawsze się wygrywa. – Amaki nie wydawał się zawiedziony.
- Właśnie. Szkoda że nie wyszło. – Chika jednak była zła.
- Spoko, ale jak ktoś cię będzie zaczepiał to kieruj się do mnie. Zawsze ci pomogę, rozumiesz? – Zaproponował Meyjo.
- Dzięki. – Amaki był pełen szczęścia.
„ I to się nazywa zgrana paczka” – Pomyślał Jirayia po czym wyszedł z kryjówki.
- Macie wolne na dziś. Daliście piękny popis zgranej drużyny. – Powiedział.
- Przyjaciół poznaje się w biedzie, co nie? – Uśmiechnął się Meyjo i objął ramieniem Amaki’ego.
- Ta. – Jirayia potarmosił go po łbie i odszedł. 

- Koniec na dziś! – Rozkazała Hokage. Jirayia stał właśnie za nią. Odwróciła się. – A, Jirayia! – Wpadła w przyjaciela. 
- Cześć. – Przywitał się.
- Witaj, Jirayia-sama. – Dzieciaki równo odpowiedziały i odeszły.
- Jak z Amaki’m? – Spytała Tsunade.
- No cóż, nie udało się przedstawienie, ale zdobył dwójkę przyjaciół. – Odpowiedział.
- Kogo?
- Meyjo i Chika.
- A jednak dajesz radę.
- Nich będzie. A co u ciebie?
- Coś mi się wydaje że miałeś racje co do Amary. – Zaczęła iść w stronę wieży Hokage.
- Jak to? – Zaczął iść za nią.
- Słyszałam rozmowę o kłamstwie i zdradzie oraz podczas walki czułam jego ruchy.
- Kto rozmawiał?
- Cała moja drużyna! – Zdenerwowała się.
- Przykro im.
- Przykro!? Jirayia Misi, Rya i Amara mają być zdrajcami! Ja, ja nie wierzę!
- Spokojnie, jakoś to będzie. Dzięki bogu tylko oni a nie cały klan Szikoshi.
- Twoja drużyna pnie się w górę, a moja w dół. Co ty masz w sobie, że umiesz wychować jak trzeba te bachory.
- Może porozmawiam z nimi.
- Możesz spróbować, ale co to da? – Tsunade była już strasznie przybita. O mało co nie rozpłakała się.
- Księżniczko, idź się przespać i zapomnij o tym. Załatwię wszystko jak trzeba. Obiecuję.
- Nie obiecuj jeśli nie umiesz spełnić.
- Wątpisz we mnie? Idź już. – Pogonił ją. – Dzieciaki, stójcie! – Krzyknął za nimi.

- Powiedzcie mi, o czym rozmawialiście przed treningiem. – Na ramenie, Jirayia zaczął przesłuchanie.
- O niczym, ćwiczyliśmy. – Odpowiedziała Amara.
- Kłamstwo. Szczerze proszę.
- No że chcemy zaimponować sensei.
- Kłamstwo. Dam wam podpowiedź. Nasza walka z Orochimaru. Teraz nasunie wam się na myśl poprawna odpowiedź.
- Co pan sugeruje?
- Ja? Nic. Po prostu wiem że Orochimaru polował na ciebie, i chcę wiedzieć dlaczego.
- Dobra, mamy małe zatargi z nim. – Miszi był zbyt niecierpliwy i wygadał się.
- Ach tak. Dokładniej proszę. – Wszyscy oniemieli reakcja Jirayi. Był obojętny.
- No…
- Trenuje nas. – Dokończyła Rya.
- Jaki chcecie tym cel osiągnąć? – Jirayia dalej był obojętny.
- Chcemy być silniejsi. – Dalej postanowiła mówić Amara.
- A czy pomagacie mu w zniszczeniu wioski?
- Pozornie tak.
- A w rzeczywistości.
- Nie. Ja trenuje by zostać Hokage, więc jakbym miała niszczyć wioskę?
- A tu mnie zaskoczyłaś. A wy?
- Nie. Ta wioska jest dla mnie wszystkim. Trenuje by podczas wojny móc ją obronić. – Wyjaśnił Miszi.
- Ja także nie. Moim celem jest pokonać Orochimaru. Jeśli będę znała techniki wroga będę miała większe szanse na wygranie. – Zapewniła Rya.
- Dobrze, wierzę wam, ale jeśli będziecie nas okłamywać nie będzie łatwo. Zróbmy tak, wy informujecie nas o poczynaniach wroga, a my dajemy wam samowole. Nie łatwiej współpracować? – Zaproponował Jirayia.
- No nie wiem. – Amara była zmieszana co do pomysłu.
- Orochimaru niczego się nie dowie, a nawet jeśli to i tak was obronimy.
- Czemu mówisz w liczbie mnogiej?
- Bo nie tylko ja wam pomagać będę. Moja drużyna i Tsunade także. Czemu tego nie powiedzieliście?
- Baliśmy się.
- Czego?
- Że nie będziemy mogli dalej trenować z Orochimaru.
- Jesteście dobrą wtyczką, nie ma po co was wykluczać z tego pomysłu.
- Dziękuję.
- Za co?
- Mogliśmy się wygadać.
- Spoko. Lecę, pa. – Poszedł.

- Puk, puk! – W domu Hokage rozległo się pukanie do drzwi. Tsunade otworzyła drzwi.
- Jirayia, wejdź. – Zaprosiła przyjaciela.
- Rozchmurz się. – Powiedział Pustelnik.
- Niby po co? Jeśli powierz mi że przypuszczenia się nie potwierdziły to jest git.
- Nie całkiem.
- Mianowicie.
- Trenują u Orochimaru, lecz Amara chce zostać Hokage więc ćwiczy siłę. Miszi trenuje by podczas wojny obronić wioskę. Rya natomiast ma w tym własny interes, pragnie pokonać Orochimaru i poznaje jego techniki i taktyki.
- Wierzysz im?
- Naturalnie. Trzeba więcej ufności. 
****************************************************************
13... no cóż.. jakoś sobie damy radę, no nie.
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
                                                                                                           Alexxis

czwartek, 2 stycznia 2014

JiraTsu12: Siła

    - Teraz poćwiczymy waszą siłę. – Oznajmił Jirayia.
- No to pójdzie łatwo. – Cieszył się Meyjo.
- Tylko tak ci się wydaje. – Jirayia wyciągnął nie wiadomo skąd, trzy deski. Ustawił je na znalezionych dwóch cegłach. – Spróbujcie rozbić te trzy deski na raz.
- Banał.
- Zaczynaj. – Meyjo podszedł do drewna. Uderzył jak najmocniej potrafił.
- Aaa! – Krzyknął z bólu.
- Takie proste? Chika, teraz ty. – Dziewczyna powtórzyła cios równie nieudanie.  – Haha! Dobra teraz twoja kolej Amaki. Pokaż co potrafisz. – Chłopiec podszedł do desek i spojrzał niepewnie. – Nie myśl, że ci się uda. – Pognębiał Jirayia. Miał w tym odwrotny cel niż by się zdawało.
Dla Amaki’ego to co jest trudniejsze tym lepsze. Chłopiec zamachnął się.
- Kiai! - Jedna deska skruszyła się. Druga zaczynała pękać ale jeszcze trwała.
- Bardzo dobrze. Ale to jednak za mało. Wiecie co znaczy słowo wypowiedziane przy uderzeniu?
- Nie. – Odpowiedzieli dwoje przegranych.
- A ty Amaki?
- Dosłownie „Skoncentrowany duch”. – Odpowiedział chłopiec.
- Dobrze.
- Po co nam to? – Spytała Chika.
- Teraz po nic. Tak spytałem. Macie tu parę desek. – Złożył pieczęć i Stos drewna pojawił się przed nimi. – Poćwiczcie.
- Hai! – Odpowiedzieli.
     Przez całe popołudnie podopieczni ćwiczyli rozbijanie desek. Szło im coraz lepiej. Nie umieli jednak zniszczyć wszystkich. Meyjo i Chika rozwalali zawsze jedną. Amaki doszedł do dwóch.
- Dobra, koniec na dziś. – Oznajmił Jirayia poczym skierował się w stronę swojego domu. – Na razie.
- Jirayia-sensei! – Po połowie drogi krzyczał Amaki.
- Hm? – Zatrzymał się.
- Kiedy rodzice wrócą? Ty na pewno coś wiesz. Powiedź mi, proszę.
- Z pewnością niedługo.
- A dokładniej.
- Za jakieś dwa tygodnie, nie dłużej. A coś się stało?
- Nie, znaczy no może.
- No dobra. Opowiesz mi wszystko przy ramenie. – Pustelnik zabrał go na małą przekąskę.
 
- Więc nie tylko Chika i Meyjo dokuczają ci? – Oznajmił Jirayia po opowieści małego Sarutobi.
- Hai. Nikt tak naprawdę mnie nie lubi. Nie mam bladego pojęcia dlaczego. Najbardziej wkurzające jest to że rodzice próbują mnie wspierać. – Odpowiedział Amaki.
- Czemu? Ja bym się cieszył że mam w kimś oparcie.
- Tak, ale po nocach rozmawiają o mnie. Mówią że nie dam rady zostać dobrym Shinobi jeśli tak dalej będzie, a co dopiero najlepszym. Zamartwiają się prze zemnie. Sprawiam im tylko kłopoty.
- Nie myśl tak. Kurenai i Asuma z pewnością są z ciebie dumni. Zamartwiają się jak każdy rodzic. Ale jeśli chodzi o innych to mogę ci pomóc.
- Jak?
- Jutro po treningu wszystko ci wytłumaczę. – Zjadłszy ramen odszedł zostawiając rachunek Amaki’emu. Mały z niechęcią zapłacił.

- Puk, puk! – Do drzwi rozległo się pukanie.
- Wejść! – Krzyknął damski głos.
- Cześć. Mam sprawę. – Na wejściu oznajmił Jirayia.
- Cześć. Jaką? – Odpowiedziała Tsunade.
- Chodzi o młodego Sarutobi.
- Nie dajesz sobie rady?
- Nie, no może trochę, ale nie po to tu przyszedłem. Amaki ma problemy z innymi dzieciakami z powodu ogoniastego.
- Z pewnością.
- Opowiedział mi wszystko ze sz…
- Przejdź do rzeczy, nie mam czasu. Też mam problem z podopieczną.
- Jasne. Chciałbym mu pomóc.
- Jak?
- No właśnie w tym problem.
- Jasna cholera. Jirayia co ty od mnie chcesz?
- Pomocy.
- Jak sam nie wiesz co chcesz zrobić?
- Tak. Mogłabyś mi pomóc wymyślić plan?
- Mówię ci że nie mam czasu.
- Ty pomożesz mi, ja pomogę tobie. Zgoda?
- Zgoda. Pomysł mam.
- Mów.
- Niech Amaki popisze się przed innymi w dobry sposób.
- Ta, jak on prawie nic nie potrafi.
- Chodzi mi o to by pokazał im że nic im nie zagraża w jego towarzystwie, ale byłoby dobrze gdybyś czegoś go nauczył.
- Postaram się. Z tą dobrocią pomyślę. No to mów o co chodzi z tą twoją podopieczną.
- Chodzi o Amarę Szikoshi.
- Kogo?
- Spodobała się Amaki’emu.
- A, pamiętam.
- No więc Orochimaru mówił „Ariato czeka na dobre wieści”. W tym samym czasie zaatakował Amarę. Nie wydaje ci się to dziwne?
- No cóż… jak się zastanowić masz rację. Pytaniem jest jaki związek ma Amara z Orochimaru i Ariato?
- Właśnie szukam odpowiedzi na to pytanie.
- Może poszukać w rodzinie Szikoshi.
- Nie teraz. Na razie szukam sensu w tym wszystkim.
- Dobra. Klan Szikoshi jest bogaty, ale wiele nie potrafi. Może…
- Nie, niemożliwe. Amara nigdy by tego nie zrobiła.
- Dlaczego nie? Chce być silna więc zadaje się z silnymi.
- Nie wierzę by nas zdradziła. By zdradziła rodzinę, klan.
- A może cały ich klan to zdrajcy.
- Gdyby tak było, to razem z nimi by nas atakowali podczas naszego pobytu na spotkaniu kage i Orochimaru nie atakował by jej.
- No tak, ale…
- Zastanowię się nad tym.
- Jeszcze jedno pytanie. Kiedy wracają Czerwone kastlety?
- Za tydzień wracają wszyscy oprócz Naruto i Hinaty. Oni przedłużyli sobie o jeszcze jeden tydzień. A dlaczego pytasz?
- Amaki tęskni.
- Ty naprawdę polubiłeś tego chłopaczka.
- I co się dziwisz księżniczko, ma takie samo zainteresowanie.
- Ja ci dam! Dręczy mnie jeszcze jedna rzecz.
- Mianowicie?
- I ty, i Orochimaru mówiliście że podobam ci się. To prawda?
- Em…- Jirayia zaczął się zastanawiać nad odpowiedzią. – Ok., przyznaje się.
- Jirayia, ile razy mam ci powtarzać. Każdemu…
- Tak, tak wiem. Każdemu dałabyś szansę, ale nie mnie. Lecz ja mówię że podobasz mi się, a nie że bujam się w tobie. Masz ciało jak nikt inny, a ja jestem „ Ero-seninem” jak to Naruto mówi. Nie dziw się. – Wymanewrował.
- Jasne. Możesz już iść. – Wyszedł. Za drzwiami odetchną z ulgą
***********************************************************
Ohayo. Mam nadzieję, że nie najgorszy. Aż się boję czytać. 
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
                                                                                           Alexxis

środa, 1 stycznia 2014

JiraTsu11: Ten team jest kropka w kropk z naszym, nie prawdasz?

     W połowie treningu, Jirayia ze swoimi podopiecznymi wybrał się na obiad. Zaprowadził ich do „Ichigo ramen”. Na miejscu spotkał samą Hokage ze swoją drużyną. Zajadała się ramenem tak, jakby go jadła pierwszy raz.
- Pierwszy raz widzę jak zjadasz ramen w tak szybkim tempie. – Powiedział Jirayia.
- Jirayia? co... ty…tu…robisz? – Spytała połykając kawałek po kawałku.
- Przyszedłem na obiad z resztą bandy. A ty?
- Jak widzisz też.
- Ale wy do siebie pasujecie. – Wtrącił Amaki przechodząc obok.
- Czy on w końcu przestanie? – Tsunade zaczynała się denerwować.
- Nie. Ja tylko… - Nie dokończył ponieważ Jirayia zasłonił mu usta.
- ? – Tsunade spojrzała pytająco.
- Nic, nic. Mały chce się zabawić. – Wymigiwał się Jirayia.
- Ta, właśnie. – Amaki usiadł koło dziewczyn z drużyny Tsunade. Zagadał do niej. Jirayia usiał przy Tsunade.
- No proszę, zakochał się. – Szepnął do Tsunade. Najwyraźniej źle usłyszała i uderzyła go. – Auł! Nie ja idiotko! Nie jestem pedofilem. Mówiłem o Amaki’m.
- Aha. Masz racje. Ta dziewczyna to Amara Szikoshi. Bogaty klan. Silny nie jest. Każdy narodzony dzieciak próbuje stać się najsilniejszym z rodu, ale poza pieniędzmi nie mają nic. Szkoda.
- Ta. Mam nadzieje że mały nie zawiedzie się na niej.
- Raczej ona na nim.
- Że ja taki jestem, nie znaczy że on także.
- Z zachowania jesteście jak dwie krople wody.
- Nie no dzięki. Mam nadzieje że nie spieprzy tego. No ale do rzeczy. – Tsunade właśnie zjadła drugą dokładkę ramenu.
- Poproszę…
- Dwie porcje Rameau! – Pierwszy poprosił Jirayia. – Na mój koszt. – Uśmiechnął się do przyjaciółki.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy. Wiesz coś?
- Co?
- No na temat zakonu.
- Na razie nic.
- Są jakieś nowe misje? Chce zabrać dzieciaki.
- Są. Przyjdź do mnie po treningu. Wybiorę ci jakąś.
- Jasne. – Nagle budynek za nimi runął.
- Może ja będę waszą pierwszą misją? – Znajomy głos wydobył się z kurzu.
- Orochimaru! – Krzyknęły dzieci z drużyny Jirayi.
- Jestem aż tak znany? Więc jak, przyjmujecie wyzwanie?
- Nie. – wtrącił Jirayia.
- Ależ to czemu? Będzie zabawa.
- Nie będzie żadnej zabawy. Tsunade zabierz dzieciaki. Nie wiadomo co im do głowy wpadnie.
- Aaa! – Amaki nie posłuchał swojego sensei’a i zaatakował Orochimaru. Senin jednak wykręcił mu rękę i chciał zabić. Meyjo uratował go wykopując niespodziewanie wroga.
- Nic ci nie jest? – Spytał kumpla.
- Ale czemu? – Spytał zdziwiony Amaki.
- Dureń z ciebie jest. Chika, osłoń nas! – Krzyknął do przyjaciółki. Chika zrobiła to co jej kazano. – Ok. Lecisz do Jirayi-sensei. Rozumiemy się?
- Pogięło cię? Będę walczył z wami! – Nie słuchając nikogo pobiegł na pomoc Chika. Dobrze zrobił, bo dziewczyna była w opałach. Jednak oboje byli za słabi. Złapali się w pułapkę. Orochimaru trzymał Amaki’ego w morderczym uścisku. Chika leżała nieprzytomna. Jirayia chcąc pomóc Amaki’emu skoczył nad wężowym i stanął za nim. Orochimaru jednym ściśnięciem pozbawił Amaki’ego przytomności. Rzucił go na ziemie po czym odwrócił się do Pustelnika.
- A to nie koniec kary. – Wypowiedział z wrednym chichotem.
- Kary? – Zdziwił się Pustelnik.
- Za odmowę, pamiętasz? Plan B.
- Grr. Mógłbyś chociaż bachorów nie wtrącać! – Krzyknął i zaczął nacierać.
     Jirayia uderzył Orocimaru po skosie w głowę. Wężowy upadł koło Amaki’ego.
- Będzie łatwiej. 
     Wyjął miecz. Zamierzał wbić go w młodego Sarutobi’ego. Amaki zaskoczył wszystkich. Wymknął się i powtórzył cios Jirayi.
- Ten bachor przypomina mi ciebie w młodości. Tak samo porywczy i głupi.
- Kto tu jest głupi? To ty dałeś się w pułapkę zapędzić! – Krzyknął Amaki.
- Chłopcze, jeśli to jest pułapka to ja jestem dobry. – Zaśmiał się wstając.
     W tej właśnie chwili Meyjo zbliżył się do niego od tyłu i okręcił się dokoła uderzając go w brzuch. Orochimaru splunął krwią.
- Przyznaje, nieźle. Brakuje w tej drużynie jedynie dziewczyny. Tak jak zwykle u nas. Tsunade zawsze bywała z tyłu, pokonana i do niczego. Ten team jest kropla w krople z naszym, nie prawdaż? – wstał ocierając krew z kącika ust.
- Nie! Nasz Team był i jest porażką, i to przez ciebie. Oni nigdy nie będą tacy jak my, i dobrze. Meyjo nie jest tobą i z pewnością nie odejdzie. A Chika… dziś się jej nie powiodło, ale to nie znaczy że jest gorsza od innych. I najważniejsze: Tsunade nigdy nie była, nie jest i nie będzie do niczego. Jak jeszcze raz tak powiesz to nie ręczę za siebie. – Jirayia zdenerwował się strasznie naciskając na groźbę.
- Haha, boję się. A co powiesz mi o Amaki’m? Jest taki jak ty.
- Z dumą się zgodzę. Więc lepiej bój się i nie mów źle o Tsunade. Wiesz mi, tu jest dowód że każdemu jej ciało się podoba. Nawet mi się postawił.
- Haha! Teraz to mnie rozbawiłeś. Księżniczka jedynie tobie się podoba. Ale mniejsza z tym. Tego dzieciaka nie ma się co bać. Widząc pokaz umiejętności przypomina ciebie, ale tobą nie jest. – Natarł z kataną w dłoni.
     Amaki stał przed Jirayią. Oboje odsunęli się przed klingą. Amaki podłożył Orochimaru nogę. Ten potknął się i zleciał na ziemię. Jirayia mocnym uderzeniem, wbił kolano w szczękę wężowego.
- Dać się tak łatwo. Eh, trzeba będzie pójść na łatwiznę. Ariatto czeka na dobre wieści. – Spojrzał na Amarę. Zmienił kierunek pościgu na małą Szikoshi. Wyciągnął klingę do wywiercenia jej dziury w brzuchu. Tsunade jednak kopnęła go prosto w łeb. Wleciał w mur domu stojącego obok.
- Masz racje. Kiedyś byłam do niczego. Teraz to się zmieniło. Jestem Hokage, nie mogę ulegać słabością! – Wypowiedziała dobijając go.
- Ty szmato! – Wydostał się szarpiąc ją za włosy i wyrzucając.
     W tym momencie Jirayia i Amaki zdenerwowali się. Natarli na przeciwnika. Pierwszy biegł Sarutobi by zając Orochimaru. Jirayia przygotowywał rasenghana. Gdy mały został pokonany Pustelnik zaskoczył Orochimaru i wywiercił wielką dziurę w jego ciele. Pozbawiony tchu, Orochimaru dyszał przemęczony.
- Durnie, nie wiecie co was czeka. To była jedynie mała rozgrzewka. Żegnam i życzę by życie zatoczyło koło. Heh – Zniknął z wężem.


- By życie zatoczyło koło? – Spytał Meyjo w drodze powrotnej na trening.
- Wy przypominacie mu nas. Nasza drużyna skończyła marnie. – Niezbyt jaśnie wytłumaczył Jirayia.
- Opowiedz nam o waszej drużynie. – Poprosiła przytomna Chika.
- No dobrze. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, ale dokuczaliśmy sobie. Orochimaru był moim przeciwnikiem, a Tsunade dokuczałem w celu poderwania jej.
- Uuu! – Dzieciakom spodobało się to co usłyszeli.
- Była najpiękniejsza ze wszystkich, to tyle. Byliśmy zgraną drużyną, ale Orochimaru zniszczył wszystko. Próbowałem go zatrzymać ale na darmo. On zaczął robić eksperymenty na ludziach. Straciłem jedynego przeciwnika którego pragnąłem przewyższyć. Tsunade jednak wycierpiała najbardziej.
- Hokage, czemu? – Spytał Amaki.
- Miała brata, ale straciła go podczas wojny. Człowiek którego kochała także zginął.
- Nie możliwe. Przecież żyjesz.
- Bardzo śmieszne. Mówię o Danie, o człowieku który tak samo jak ona stracił młodsze rodzeństwo i tak samo jak jej brat pragnął zostać Hokage. Potem jeszcze zdrada Orochimaru i śmierć trzeciego, naszego sensei’a. W końcu i ja umarłem.
- Że jak? Przecież jesteś tu cały i zdrowy! – Zdziwili się.
- Orochimaru ożywił mnie. Miał w tym swój interes.
- Ale jak? – Spytał Meyjo.
- Tak jak ożywił siebie, Deidarę, Sasoriego. Opracował jakąś technikę, ale więcej nie pytajcie i nikomu ani słowa. To ściśle tajne.
- Hai, sensei! – Krzyknęli chórkiem.
- Dobra to ćwiczymy dalej!
********************************************************
Rany, kochani, jestem straszny leń! Wiem, obiecałam, że będą ładniej pisane rozdziały i od nowa, ale te które miałam na starym kompie wstawiam ponieważ nie wiem co było, a nie chce mi się znów czytać i dla tego wstawiam jeszcze stare. W napisanych skończyłam na 6 więc od tego będą nowsze. Wybaczcie.
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
                                                                                             Alexxis