Tsunade siedziała w biurze do późnej nocy. Nie mogła zebrać myśli. Powstała nowa, groźniejsza od poprzedniej organizacja, wielki i bogaty klan może okazać się zdrajcą, Akatsuki ożywa, kage giną i na dodatek Jirayia wyznał że podoba mu się. Gdy skończyła z szafki wyciągnęła butelkę sake. Stanęła przy oknie. Otworzyła butelka i zaczęła myśleć. „Podobam mu się tyle lat. To nie możliwe. Już nie raz pytał mnie o chodzenie, ale to było tak dawno. I co teraz?” – Myślała głównie o Jirayi. Gdy wypiła całą butelkę udała się do domu.
Następnego dnia poszła na pole treningowe swojej drużyny. Na wejściu zauważyła jak dzieciaki same ćwiczą zadane ćwiczenie dzień wcześniej. Była zdumiona ich umiejętnościami. Nawet Amara potrafiła więcej niż wcześniej. Gdy zatrzymali się w atakach zaczęli rozmowę. Tsunade postanowiła podsłuchać.
- I co teraz? – Spytał Miszi. Chłopiec nie wyróżniał się od innych.
- Nie wiem. A ty Szika, co radzisz? – Odpowiedziała Rya, kierują c się do Amary. Nie odpowiedziała.
- To na ciebie spadły wszystkie podejrzenia. On też z pewnością nie będzie ci ufał jak będziesz próbować się wywinąć. Rya, będzie trzeba zapewnić sensei, że… – Przypomniał Miszi lecz nie dokończył.
- Wiem i nie mam zamiaru was w to wciągać. Sama zbiorę baty. – Wtrąciła Amara.
- Szika jesteśmy drużyną, jak jeden na żeś to my też. – Tym razem odezwała się Rya.
- Nie.
- A od kogo chcesz oberwać?
- Nie wiem. Na razie zamierzam to ukrywać.
- No dobrze. Jak chcesz. – Wtem Tsunade weszła na pole. Rya ukłoniła się. – Witaj sensei.
- Witajcie. Widzie że ćwiczycie. Pokażcie mi co potraficie. – Odezwała się Tsunade.
- Hai! – Wszyscy zaatakowali.
Bachory potrafiły wiele, lecz Tsunade położyła Rya i Miszi. Z Amarą było trudniej. W walce z nią czuła dziwne, znajome ruchy. Zaczęła myśleć że Amara naprawdę trenuje u Orochimaru. Nie miała jednak dostatecznych dowodów.
Tym czasem w drużynie Jirayi.
***
- Słuchajcie, Amaki ma kłopoty z innymi…- Zaczął Jirayia.
- Jasne że pomożemy. – Szybko wypowiedział Meyjo.
- Właśnie. Nie zostawimy kumpla w potrzebie. – Dodała Chika.
- Chwila, myślałem że nie lubicie go. – Jirayia pragną jaśniejszej odpowiedzi.
- Bo tak było. – Odpowiedziała Chika.
- Nie jest jednak taki jak myśleliśmy. Jest jednym z nas, a nie tak jak inni sądzą. Przepraszam że źle cię traktowałem. – Dokończył Meyjo.
- Ja też. Wybacz. – Dodała Chika.
- Dzięki. Przeprosiny przyjęte. – Odezwał się Amaki. – Więc jaki masz plan, sensei? – Skierował się do Jirayi.
- To będzie wasza misja nr.2. No to tak. – Wyjaśnił ze szczegółami. – To do roboty.
- Uwaga, idą. – Poinformowała Chika po czym Meyjo wyszedł z kryjówki.
- Siema. – Powiedział.
- Cześć. Co chcesz? – Ozięble spytała.
- Pogodzić się. Nie będziesz się wiecznie fochać.
- Jak będzie trzeba to będę. – Odwróciła się plecami.
- Daj spokój. – Chwycił ją mocno za ramiona.
- Zastaw mnie! – Zaczęła się szarpać. Meyjo nie puszczał. – Puszczaj!
- Ej, zostaw ją. – Do akcji wkroczył Amaki.
- Bo co mi zrobisz bekso? – Kpił sobie Meyjo.
- Dam sobie radę, z takim jak ty.
- A dokładniej, z kim?
- Z bezczelnym dupkiem.
- Ja ci dam dupka. – Puścił Chikę i skierował się w stronę Amaki’ego. – Dawaj, pokaż co potrafisz.
- Dobrze. – Zaatakował z piąchy. Gdy nadbiegał, Meyjo odsuną się. Wtem Amaki podciął mu nogi. Gdy Meyjo leciał na twarz, złapał go za koszulę.
- Możemy to załatwić pokojowo. Jesteśmy drużyną, nie należy bić się poza treningami. – Postawił go na nogach. – Chika to nasza przyjaciółka, jeśli chcesz ją poderwać to nie w taki sposób. Zastanów się.
- Może masz racje. Przepraszam Chika. – Meyjo przeprosił. – Ja po prostu nie chciałem byś się na mnie fochała. Wybaczysz mi?
- Jasne. Jesteśmy drużyną. – Chika przyjęła przeprosiny. Tłum stojący dalej szedł w ich stronę.
- Myślisz że to coś da? I tak nigdy cię nie polubimy. Ta scenka jest naciągana. Meyjo nigdy by tak nie traktował Chiki, a ty nigdy byś nie odważył się zaatakować Meyjo. – Odeszli.
- No trudno. Nie zawsze się wygrywa. – Amaki nie wydawał się zawiedziony.
- Właśnie. Szkoda że nie wyszło. – Chika jednak była zła.
- Spoko, ale jak ktoś cię będzie zaczepiał to kieruj się do mnie. Zawsze ci pomogę, rozumiesz? – Zaproponował Meyjo.
- Dzięki. – Amaki był pełen szczęścia.
„ I to się nazywa zgrana paczka” – Pomyślał Jirayia po czym wyszedł z kryjówki.
- Macie wolne na dziś. Daliście piękny popis zgranej drużyny. – Powiedział.
- Przyjaciół poznaje się w biedzie, co nie? – Uśmiechnął się Meyjo i objął ramieniem Amaki’ego.
- Ta. – Jirayia potarmosił go po łbie i odszedł.
- Koniec na dziś! – Rozkazała Hokage. Jirayia stał właśnie za nią. Odwróciła się. – A, Jirayia! – Wpadła w przyjaciela.
- Cześć. – Przywitał się.
- Witaj, Jirayia-sama. – Dzieciaki równo odpowiedziały i odeszły.
- Jak z Amaki’m? – Spytała Tsunade.
- No cóż, nie udało się przedstawienie, ale zdobył dwójkę przyjaciół. – Odpowiedział.
- Kogo?
- Meyjo i Chika.
- A jednak dajesz radę.
- Nich będzie. A co u ciebie?
- Coś mi się wydaje że miałeś racje co do Amary. – Zaczęła iść w stronę wieży Hokage.
- Jak to? – Zaczął iść za nią.
- Słyszałam rozmowę o kłamstwie i zdradzie oraz podczas walki czułam jego ruchy.
- Kto rozmawiał?
- Cała moja drużyna! – Zdenerwowała się.
- Przykro im.
- Przykro!? Jirayia Misi, Rya i Amara mają być zdrajcami! Ja, ja nie wierzę!
- Spokojnie, jakoś to będzie. Dzięki bogu tylko oni a nie cały klan Szikoshi.
- Twoja drużyna pnie się w górę, a moja w dół. Co ty masz w sobie, że umiesz wychować jak trzeba te bachory.
- Może porozmawiam z nimi.
- Możesz spróbować, ale co to da? – Tsunade była już strasznie przybita. O mało co nie rozpłakała się.
- Księżniczko, idź się przespać i zapomnij o tym. Załatwię wszystko jak trzeba. Obiecuję.
- Nie obiecuj jeśli nie umiesz spełnić.
- Wątpisz we mnie? Idź już. – Pogonił ją. – Dzieciaki, stójcie! – Krzyknął za nimi.
- Powiedzcie mi, o czym rozmawialiście przed treningiem. – Na ramenie, Jirayia zaczął przesłuchanie.
- O niczym, ćwiczyliśmy. – Odpowiedziała Amara.
- Kłamstwo. Szczerze proszę.
- No że chcemy zaimponować sensei.
- Kłamstwo. Dam wam podpowiedź. Nasza walka z Orochimaru. Teraz nasunie wam się na myśl poprawna odpowiedź.
- Co pan sugeruje?
- Ja? Nic. Po prostu wiem że Orochimaru polował na ciebie, i chcę wiedzieć dlaczego.
- Dobra, mamy małe zatargi z nim. – Miszi był zbyt niecierpliwy i wygadał się.
- Ach tak. Dokładniej proszę. – Wszyscy oniemieli reakcja Jirayi. Był obojętny.
- No…
- Trenuje nas. – Dokończyła Rya.
- Jaki chcecie tym cel osiągnąć? – Jirayia dalej był obojętny.
- Chcemy być silniejsi. – Dalej postanowiła mówić Amara.
- A czy pomagacie mu w zniszczeniu wioski?
- Pozornie tak.
- A w rzeczywistości.
- Nie. Ja trenuje by zostać Hokage, więc jakbym miała niszczyć wioskę?
- A tu mnie zaskoczyłaś. A wy?
- Nie. Ta wioska jest dla mnie wszystkim. Trenuje by podczas wojny móc ją obronić. – Wyjaśnił Miszi.
- Ja także nie. Moim celem jest pokonać Orochimaru. Jeśli będę znała techniki wroga będę miała większe szanse na wygranie. – Zapewniła Rya.
- Dobrze, wierzę wam, ale jeśli będziecie nas okłamywać nie będzie łatwo. Zróbmy tak, wy informujecie nas o poczynaniach wroga, a my dajemy wam samowole. Nie łatwiej współpracować? – Zaproponował Jirayia.
- No nie wiem. – Amara była zmieszana co do pomysłu.
- Orochimaru niczego się nie dowie, a nawet jeśli to i tak was obronimy.
- Czemu mówisz w liczbie mnogiej?
- Bo nie tylko ja wam pomagać będę. Moja drużyna i Tsunade także. Czemu tego nie powiedzieliście?
- Baliśmy się.
- Czego?
- Że nie będziemy mogli dalej trenować z Orochimaru.
- Jesteście dobrą wtyczką, nie ma po co was wykluczać z tego pomysłu.
- Dziękuję.
- Za co?
- Mogliśmy się wygadać.
- Spoko. Lecę, pa. – Poszedł.
- Puk, puk! – W domu Hokage rozległo się pukanie do drzwi. Tsunade otworzyła drzwi.
- Jirayia, wejdź. – Zaprosiła przyjaciela.
- Rozchmurz się. – Powiedział Pustelnik.
- Niby po co? Jeśli powierz mi że przypuszczenia się nie potwierdziły to jest git.
- Nie całkiem.
- Mianowicie.
- Trenują u Orochimaru, lecz Amara chce zostać Hokage więc ćwiczy siłę. Miszi trenuje by podczas wojny obronić wioskę. Rya natomiast ma w tym własny interes, pragnie pokonać Orochimaru i poznaje jego techniki i taktyki.
- Wierzysz im?
- Naturalnie. Trzeba więcej ufności.
****************************************************************
13... no cóż.. jakoś sobie damy radę, no nie.
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
Alexxis
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz