środa, 1 stycznia 2014

JiraTsu11: Ten team jest kropka w kropk z naszym, nie prawdasz?

     W połowie treningu, Jirayia ze swoimi podopiecznymi wybrał się na obiad. Zaprowadził ich do „Ichigo ramen”. Na miejscu spotkał samą Hokage ze swoją drużyną. Zajadała się ramenem tak, jakby go jadła pierwszy raz.
- Pierwszy raz widzę jak zjadasz ramen w tak szybkim tempie. – Powiedział Jirayia.
- Jirayia? co... ty…tu…robisz? – Spytała połykając kawałek po kawałku.
- Przyszedłem na obiad z resztą bandy. A ty?
- Jak widzisz też.
- Ale wy do siebie pasujecie. – Wtrącił Amaki przechodząc obok.
- Czy on w końcu przestanie? – Tsunade zaczynała się denerwować.
- Nie. Ja tylko… - Nie dokończył ponieważ Jirayia zasłonił mu usta.
- ? – Tsunade spojrzała pytająco.
- Nic, nic. Mały chce się zabawić. – Wymigiwał się Jirayia.
- Ta, właśnie. – Amaki usiadł koło dziewczyn z drużyny Tsunade. Zagadał do niej. Jirayia usiał przy Tsunade.
- No proszę, zakochał się. – Szepnął do Tsunade. Najwyraźniej źle usłyszała i uderzyła go. – Auł! Nie ja idiotko! Nie jestem pedofilem. Mówiłem o Amaki’m.
- Aha. Masz racje. Ta dziewczyna to Amara Szikoshi. Bogaty klan. Silny nie jest. Każdy narodzony dzieciak próbuje stać się najsilniejszym z rodu, ale poza pieniędzmi nie mają nic. Szkoda.
- Ta. Mam nadzieje że mały nie zawiedzie się na niej.
- Raczej ona na nim.
- Że ja taki jestem, nie znaczy że on także.
- Z zachowania jesteście jak dwie krople wody.
- Nie no dzięki. Mam nadzieje że nie spieprzy tego. No ale do rzeczy. – Tsunade właśnie zjadła drugą dokładkę ramenu.
- Poproszę…
- Dwie porcje Rameau! – Pierwszy poprosił Jirayia. – Na mój koszt. – Uśmiechnął się do przyjaciółki.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy. Wiesz coś?
- Co?
- No na temat zakonu.
- Na razie nic.
- Są jakieś nowe misje? Chce zabrać dzieciaki.
- Są. Przyjdź do mnie po treningu. Wybiorę ci jakąś.
- Jasne. – Nagle budynek za nimi runął.
- Może ja będę waszą pierwszą misją? – Znajomy głos wydobył się z kurzu.
- Orochimaru! – Krzyknęły dzieci z drużyny Jirayi.
- Jestem aż tak znany? Więc jak, przyjmujecie wyzwanie?
- Nie. – wtrącił Jirayia.
- Ależ to czemu? Będzie zabawa.
- Nie będzie żadnej zabawy. Tsunade zabierz dzieciaki. Nie wiadomo co im do głowy wpadnie.
- Aaa! – Amaki nie posłuchał swojego sensei’a i zaatakował Orochimaru. Senin jednak wykręcił mu rękę i chciał zabić. Meyjo uratował go wykopując niespodziewanie wroga.
- Nic ci nie jest? – Spytał kumpla.
- Ale czemu? – Spytał zdziwiony Amaki.
- Dureń z ciebie jest. Chika, osłoń nas! – Krzyknął do przyjaciółki. Chika zrobiła to co jej kazano. – Ok. Lecisz do Jirayi-sensei. Rozumiemy się?
- Pogięło cię? Będę walczył z wami! – Nie słuchając nikogo pobiegł na pomoc Chika. Dobrze zrobił, bo dziewczyna była w opałach. Jednak oboje byli za słabi. Złapali się w pułapkę. Orochimaru trzymał Amaki’ego w morderczym uścisku. Chika leżała nieprzytomna. Jirayia chcąc pomóc Amaki’emu skoczył nad wężowym i stanął za nim. Orochimaru jednym ściśnięciem pozbawił Amaki’ego przytomności. Rzucił go na ziemie po czym odwrócił się do Pustelnika.
- A to nie koniec kary. – Wypowiedział z wrednym chichotem.
- Kary? – Zdziwił się Pustelnik.
- Za odmowę, pamiętasz? Plan B.
- Grr. Mógłbyś chociaż bachorów nie wtrącać! – Krzyknął i zaczął nacierać.
     Jirayia uderzył Orocimaru po skosie w głowę. Wężowy upadł koło Amaki’ego.
- Będzie łatwiej. 
     Wyjął miecz. Zamierzał wbić go w młodego Sarutobi’ego. Amaki zaskoczył wszystkich. Wymknął się i powtórzył cios Jirayi.
- Ten bachor przypomina mi ciebie w młodości. Tak samo porywczy i głupi.
- Kto tu jest głupi? To ty dałeś się w pułapkę zapędzić! – Krzyknął Amaki.
- Chłopcze, jeśli to jest pułapka to ja jestem dobry. – Zaśmiał się wstając.
     W tej właśnie chwili Meyjo zbliżył się do niego od tyłu i okręcił się dokoła uderzając go w brzuch. Orochimaru splunął krwią.
- Przyznaje, nieźle. Brakuje w tej drużynie jedynie dziewczyny. Tak jak zwykle u nas. Tsunade zawsze bywała z tyłu, pokonana i do niczego. Ten team jest kropla w krople z naszym, nie prawdaż? – wstał ocierając krew z kącika ust.
- Nie! Nasz Team był i jest porażką, i to przez ciebie. Oni nigdy nie będą tacy jak my, i dobrze. Meyjo nie jest tobą i z pewnością nie odejdzie. A Chika… dziś się jej nie powiodło, ale to nie znaczy że jest gorsza od innych. I najważniejsze: Tsunade nigdy nie była, nie jest i nie będzie do niczego. Jak jeszcze raz tak powiesz to nie ręczę za siebie. – Jirayia zdenerwował się strasznie naciskając na groźbę.
- Haha, boję się. A co powiesz mi o Amaki’m? Jest taki jak ty.
- Z dumą się zgodzę. Więc lepiej bój się i nie mów źle o Tsunade. Wiesz mi, tu jest dowód że każdemu jej ciało się podoba. Nawet mi się postawił.
- Haha! Teraz to mnie rozbawiłeś. Księżniczka jedynie tobie się podoba. Ale mniejsza z tym. Tego dzieciaka nie ma się co bać. Widząc pokaz umiejętności przypomina ciebie, ale tobą nie jest. – Natarł z kataną w dłoni.
     Amaki stał przed Jirayią. Oboje odsunęli się przed klingą. Amaki podłożył Orochimaru nogę. Ten potknął się i zleciał na ziemię. Jirayia mocnym uderzeniem, wbił kolano w szczękę wężowego.
- Dać się tak łatwo. Eh, trzeba będzie pójść na łatwiznę. Ariatto czeka na dobre wieści. – Spojrzał na Amarę. Zmienił kierunek pościgu na małą Szikoshi. Wyciągnął klingę do wywiercenia jej dziury w brzuchu. Tsunade jednak kopnęła go prosto w łeb. Wleciał w mur domu stojącego obok.
- Masz racje. Kiedyś byłam do niczego. Teraz to się zmieniło. Jestem Hokage, nie mogę ulegać słabością! – Wypowiedziała dobijając go.
- Ty szmato! – Wydostał się szarpiąc ją za włosy i wyrzucając.
     W tym momencie Jirayia i Amaki zdenerwowali się. Natarli na przeciwnika. Pierwszy biegł Sarutobi by zając Orochimaru. Jirayia przygotowywał rasenghana. Gdy mały został pokonany Pustelnik zaskoczył Orochimaru i wywiercił wielką dziurę w jego ciele. Pozbawiony tchu, Orochimaru dyszał przemęczony.
- Durnie, nie wiecie co was czeka. To była jedynie mała rozgrzewka. Żegnam i życzę by życie zatoczyło koło. Heh – Zniknął z wężem.


- By życie zatoczyło koło? – Spytał Meyjo w drodze powrotnej na trening.
- Wy przypominacie mu nas. Nasza drużyna skończyła marnie. – Niezbyt jaśnie wytłumaczył Jirayia.
- Opowiedz nam o waszej drużynie. – Poprosiła przytomna Chika.
- No dobrze. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, ale dokuczaliśmy sobie. Orochimaru był moim przeciwnikiem, a Tsunade dokuczałem w celu poderwania jej.
- Uuu! – Dzieciakom spodobało się to co usłyszeli.
- Była najpiękniejsza ze wszystkich, to tyle. Byliśmy zgraną drużyną, ale Orochimaru zniszczył wszystko. Próbowałem go zatrzymać ale na darmo. On zaczął robić eksperymenty na ludziach. Straciłem jedynego przeciwnika którego pragnąłem przewyższyć. Tsunade jednak wycierpiała najbardziej.
- Hokage, czemu? – Spytał Amaki.
- Miała brata, ale straciła go podczas wojny. Człowiek którego kochała także zginął.
- Nie możliwe. Przecież żyjesz.
- Bardzo śmieszne. Mówię o Danie, o człowieku który tak samo jak ona stracił młodsze rodzeństwo i tak samo jak jej brat pragnął zostać Hokage. Potem jeszcze zdrada Orochimaru i śmierć trzeciego, naszego sensei’a. W końcu i ja umarłem.
- Że jak? Przecież jesteś tu cały i zdrowy! – Zdziwili się.
- Orochimaru ożywił mnie. Miał w tym swój interes.
- Ale jak? – Spytał Meyjo.
- Tak jak ożywił siebie, Deidarę, Sasoriego. Opracował jakąś technikę, ale więcej nie pytajcie i nikomu ani słowa. To ściśle tajne.
- Hai, sensei! – Krzyknęli chórkiem.
- Dobra to ćwiczymy dalej!
********************************************************
Rany, kochani, jestem straszny leń! Wiem, obiecałam, że będą ładniej pisane rozdziały i od nowa, ale te które miałam na starym kompie wstawiam ponieważ nie wiem co było, a nie chce mi się znów czytać i dla tego wstawiam jeszcze stare. W napisanych skończyłam na 6 więc od tego będą nowsze. Wybaczcie.
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
                                                                                             Alexxis
         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz