środa, 8 stycznia 2014

JiraTsu16: Nadzieja i jej brak.

     Zareagowała jak najszybciej. Bez słowa wbiegła na linie ataku, w chwili przebicia. Z kącików jej cudnych ust zaczęła spływać krew. Jej ubranie było całe pokrwawione. Jirayia stał zbity z tropu. Chakra ataku przeciwnika znikła. Tsunade złapała się za miejsce bólu i upadła na kolana. Jirayia podbiegł do niej.  Ariatto uśmiechnął się i zaśmiał. Odwrócił się i podszedł do Orochimaru. Zaczął coś mówić. Orochimaru prawie nie zwracał na niego uwagi. Zdziwiony patrzył na przyjaciół. Jirayia uśmiechał się do swej wybranki i szeptał jej miłe słówka. „Niemożliwe. Jak on zdołał ich pokonać?!” – zastanawiał się zdrajca z wielkiej trójki.
- Jak chcesz, to zostań chwilę, ale masz jedynie pół godziny. – powiadomił go Ariatto.
Orochimaru kiwnął mu głową i znów zaczął przyglądać się parze przegranych. Ariatto zniknął w cieniu drzew. Wężowy nigdy nie myślał, że zobaczy taki widok, lecz był na niego przygotowany. Odwrócił głowę w stronę skały z twarzami Hokage. „Dlaczego to wraca?! Przecież trzydzieści lat temu pozbyłem się tego!” – myślał. Na miejsce zdarzenia przybiegli Amaki i Mayjo. Uklękli przy Hokage. Amaki zaczął szlochać bezradny, a Meyjo zastanawiał się co zrobić. Zrozpaczone dziecko zaczęło krzyczeć, błagać by kobieta nie odchodziła, lecz ona coraz bardziej była senna.
- Cicho, Amaki. – skarcił go pustelnik.
- Niech krzyczy. Widać, że mnie lubi. – odezwała się ledwo żywa Hokage. – Jirayia, wiem, nie chcesz tego, ale przejmij po mnie tą fuchę… Ty dasz sobie radę… tak jak powiedział kiedyś Naruto... gdybyś ty był Hokage, nigdy byś na to nie pozwolił.
- Dobrze. Zrobię co zechcesz. – zgodził się na ostatnią wolę Tsunade. Ona spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
- Nie!!! Ona nie zginie!!! – Amaki dalej krzyczał.
- Nie krzycz dzieciaku. To nic ci nie da. Atak, jakim posłużył się Ariatto był atakiem którego tylko sprawne umysły mogły uniknąć. – wtrącił Orochimaru dalej stojąc na swoim miejscu.
- A Tsunade - sama niby jaki ma?! – krzyczał dalej gotów do walki.
- Oczywiście, masz racje. Lecz… w tamtej chwili kierowała się jedynie uczuciem darzącym Jirayię. Dlatego zginęła. – niestety biało - skóry miał rację. W czasie jego wypowiedzi Tsunade wyszeptała ostatnie słowa Jirayii do ucha. Niestety nie dokończyła. Opadła na jego ramię. Jirayia przytulił jej ciało.
- Orochimaru, czy ty jesteś człowiekiem? – spytał Pustelnik, któremu zaczęły z oczu lecieć łzy.        
- Ciałem i duszą. Rozumiem, że chcesz wywołać we mnie litość i wyrzuty sumienia. Nie wysilaj się. Ja je mam, nawet jeśli nie widzisz. Serce przestało jej bić, lecz… - nie dokończył, ponieważ Meyjo przerwał swoim głosem, lecz już nie całkiem takim samym. Był on poważny i strasznie podobny do… Orochimaru. Takiego, jaki teraz ma zdrajca.
- Ile nam zostało? I co powinniśmy zrobić? – spytał młody chłopiec, nie okazujący żadnych uczuć.
- Czasu macie mało. Jedynie niecałe siedem minut. Ale dlaczego mam wam pomóc? Co za to będę mieć? – odpowiedział Orochimaru.
- Mnie. Zrobię co zechcesz i będę twoim następnym ciałem, lecz pomóż nam ją uzdrowić. – postawił sprawę jasno. Jirayia zaczął się zastanawiać, co myśleć o tym dzieciaku.
- Rozumiem. No i powiedź Jirayia, kto miał rację? – Mężczyzna trzymający umarłą kobietę spojrzał ze skruchą. – Dobrze, pomogę wam, lecz nie wykonam całej pracy. Jeśli ktoś potrafi leczyć… oj, zostało wam tylko trzy i pół minuty.  – zgodził się na pomoc.
- Mów, proszę!
- Technika Bokura Jakus no jutsu powinna zagoić ranę, a Sune Kodo no jutsu powinno przetransportować cześć potrzebnej chakry z mózgu do serce uruchamiając jego ruch. Pieczęć do pierwszego to: BARAN, KOŃ, TYGRYZ, a do drugiego: BARAN, MAŁPA, TYGRYZ. 
     Meyjo natychmiast położył Hokage na ziemi i wykonał pieczęć do pierwszej techniki. Na samym środku jego dłoni pojawił się mały, zielony płomyk. Pewny siebie chłopiec przyłożył ręce do rany kobiety. Nagle zaślepiający blask zakrył ich ciała. Wszyscy dookoła zasłonili oczy. Po chwili blask zniknął. Znów było widać ciała postaci. Rany na ciele nie było, została tylko krew. Ale czas mijał. Ta technika trwała aż dwie minuty. Meyjo przymierzył się do drugiej techniki. Wykonując ją usłyszał rozmowę dwóch osobników, lecz nie zwracał na nią uwagi, podobnie jak Amaki. Tsunade otaczała zielona obwódka, która najbardziej świeciła przy głowie, a następnie przy sercu. Chłopiec natychmiast sprawdził, czy serce kobiety z powrotem działa. Cudem udało się, a ciało dzieciaka opadło bezwładnie przy Hokage.
- Meyjo! – wystraszył się jego opiekun.
- Spokojnie, nic mu nie będzie. Jest tylko dzieckiem, przedobrzył używając tych technik naraz. Ale żyć będzie. – uspokoił Orochimaru. – Zanieście ich do szpitala. Zapomniałem dodać, że Sune Kodo na jutsu powoduje narkozę na parę dni.
- Dziękuję. – wyszeptał Jirayia.
- Nie dziękuj, lecz nic nie mów Ariatto. Chyba, że chcesz bym zginął. A chłopiec nie jest mi potrzebny. –  zniknął w pobliskim zaułku.
     Jirayia zabrał Tsunade, a Amaki Meyjo. Zanieśli ich do szpitala i co dzień przychodzili czekać. Pierwszy wy budził się Meyjo, pozbawiony już narkozy. Po tygodniu Jirayia dalej siedział przy Hokage. Ciepłego dnia przyszło mu na użalanie się nad sobą. Myślał, że to przez niego Tsunade tu leży. Głaskał ją po głowie, czasem całował w czoło. Pragnął, by wy budziła się i znów uderzyła go w głowę. Gdy patrzył przez okno, usłyszał otwierające się drzwi. Do pokoju weszło dwóch osobników. Byli to Kakashi i Asuma. Zabrali go do baru i opowiedzieli o misji. Niestety nie mieli za wiele nowych informacji. Pytali także co się stało z Tsunade, że tak została poturbowana. Jirayia opowiedział im wszystko ze szczegółami. Przerażenie oraz zdziwienie jakie ich ogarnęło było nie do opisania. Wieczorem pożegnali się i skierowali każdy w swoją stronę. Jirayia postanowił jeszcze raz odwiedzić Tsunade.  Miał nadzieje, że zobaczy ją siedzącą i żywą. Niestety pomylił się. Tsunade nadal spała. Siadł obok niej i jak małe dziecko rozpłakał się. Po chwili szlochania zasnął. Rankiem obudził go nacisk wywierany na jego puszystych włosach. Lekko podniósł głowę by sprawdzić kto, lub co go wywołuje. Okazało się, że to ręka czcigodnej. Niestety dalej leżała bezwładnie.
- Tsunade… - wyszeptał nie całkiem jeszcze przytomny.
- Niestety nie odpowie ci. Jeszcze śpi. – do sali weszła Shizune niosąc na rękach świnie.
- Więc skąd ta ręka na mojej głowie? – dopytywał się Pustelnik.
- Czcigodna obudziła się w środku nocy. Zadowolona, że ma w tobie oparcie uśmiechnęła się i pogłaskała cię parę razy. – odpowiedziała niepewnie kobieta.
- Oczywiście, że ma. Jest wiadome kiedy może się ponownie obudzić?
- Tak, trzy dni maks. Potem już nie powinna zapaść w narkozę. 
- Dobrze, dziękuje. – zaraz potem kobieta wyszła.
Jirayia z powrotem położył głowę na łóżku trzymając Hokage za rękę. Patrzył i myślał. Zastanawiał się, co będzie dalej. Dlaczego Orochimaru, zdrajca wioski przesiąknięty złem postanowił pomóc? I dlaczego nie chciał następnego ciała? Myśląc i znajdując wiele teorii na odpowiedzi spędził pół dnia. Nie dowie się jednak, jeśli nie spyta go o to. Opuścił budynek i poszedł coś zjeść. Wrócił z powrotem i jak poprzedniej nocy zasnął, ale nie płacząc już. Następny dzień zleciał mu podobnie. Po kolejnej nocy w szpitalu. Usłyszał rozmowę dwóch dam. Podsłuchał kawałek z niej.
- Nie żartuj. Ten nieczuły, zboczony śpioch? - odezwał się władczy głos.
- Tak. Ale nie ma co się dziwić. Przecież zawsze był najwierniejszym poddanym. - przemówił spokojniejszy.
- Jakim "poddany"? Zwarzaj na słowa. Ale racja, nie miałam lepszego przyjaciela i chyba nie będę miała.
     Jirayia słysząc te słowa podniósł głowę i prawie się popłakał. Tsunade siedziała na łóżku i gawędziła z Shizune. Gdy spojrzał z niedowierzaniem ona odpowiedziała ciepłym uśmiechem. Przytulił lekko Hokage po czym zaczął wypytywać o jej zdrowie. Tsunade czasem spoglądała przez okno widząc ciepłe słońce i tętniącą życiem wioske. Gdy spytała jakim sposobem żyje, Jirayia niechcąc robić jej nadzieji odpowiedział że Meyjo jest zdolnym dzieciakiem. Naszczęście w rzeczywistości tak właśnie było. Meyjo potrafił pokonać jak nikt życiowe przeszkody. Podejmował coraz to trudniejsze decyzje, wybierał się na coraz niebezpieczniejsze misje, a w czasie misji z grupą podtrzymywał ich życie. Chronił Chike, a Amakiego podtrzymywał na duchu. Rozwijał się w nadzwyczajnej prędkości. Jirayia był zadowolony z tego dzieciaka, od czasu zjednoczenia swojej drużyny.
     W tej chwili Jirayia czuł się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Niestety dobre chwile nie trwają długo. Po paru dniach Tsunade uparła się że jej zdrowie jest w jak najlepszym stanie i opuściła szpital. Nikt nie miał prawa jej zatrzymać. Jirayia bojąc się o swoją wybrankę śledził każdy jej ruch. Pewnego dnia Tsunade czuła się nadzwyczaj dobrze. Marudziła Jirayi że pragnie zostać sama, a gdy to nie zadziałało wykorzystała jedną z chwil i uciekła swojemu ochroniarzowi. Zachwycona wolnością pobiegła do gorących źródeł. Jirayia opętany strachem krzyczał i szukał Hokage. Przechodząc obok gorących źródeł zauważył piękną kobietę w młodym ciele, lecz z duchem pełnym cierpienia z dawnych lat. Staną i wpatrzył się w nią jak w zakazany owoc. Pomyślał że lepiej będzie dać jej trochą swobody jednocześnie samemu korzystając.
     Tsunade sama siedziała w ciepłej wodzie rozkoszując się przyjemnościami. Po jakimś czasie zauważyła obserwatora. Bardzo się speszyła i schowała głowę pod wodę. Jirayia widząc to ockną się z zamyślenia i odwrócił tyłem do Hokage.
- Przepraszam. Jesteś zbyt piękna. Wiem, to... - próbował naprawić sytuacje.
- Nic nie szkodzi. - zszokowała odpowiedzią Tsunade. Jirayia z powrotem spojrzał na nią. Tsunade uśmiechnęła się.
- A mogę do ciebie wskoczyć? - naraził się.
- Zboczeniec!
- No ale w tedy dokończylibyśmy to co zaczeliśmy przed atakiem Ariatto.
- Już mi przeszło. - w takim razie Jirayia postanowił poczekać przed źródłami. Gdy Hokage wyszła walnęła go w łeb. Biedak do końca dnia chodził za Hokage. W nocy rozmyślał. Nie wiedział co Ma robić. Był tak blisko Tsunade, aż tu nagle Ariatto się pokazał i wszystko legło w gruzach. Jednak z Tsunade nie było lepiej. Też miała obawy co do swojego zachowania. Najpierw chciała być bardzo blisko z Jirayią, a teraz tak okropnie go potraktowała. Może powinna przeprosić?
     Następnego ranka ktoś zapukał do drzwi Senina. Ten jednak po nieprzespanej nocy nie mógł dokładnie usłyszeć. Minęło parę minut zanim zrozumiał że ten dźwięk wydaje osoba chcąca dostać się do jego mieszkania. Wygramolił się z ciepłego łóżka i pobiegł otworzyć drzwi. Zanim dobiegł hałas ucichł. Ale pustelnik postanowił otworzyć. Osobą odchodzącą od drzwi była Tsunade. Zawołał ją i zaprosił do środka. Był jednak pół nagi.
- Poczekaj tu chwilę, pójdę się ubrać. - oświadczył gdy zrozumiał że nie ma ubrania.
- Czekaj. - Tsunade go zatrzymała. - Chciałam cię jedynie przeprosić.
- Ale za co?
- Nieźle cię wyrolowałam. Najpierw daję ci nadzieję że może do czegoś dojść, a potem traktuję jak byle kogo.
- Nie żartuj sobie. Przyzwyczaiłem się .
- Ale nie chciałam by tak wyszło.
- Taki twój urok. - zapadła cisza. Oboje chcieli jednego, ale żadne nie wiedziało co zrobić.
- Czy... czy ty na prawdę...
- Co? - Tsunade ociągała się z pytaniem więc Jirayia postanowił ponaglić.
- Czy ty na prawdę jesteś we mnie zakochany? - wydusiła to z siebie. Mężczyzna zdziwił się odrobinę.
- Tak... Od 45 lat. - Tsunade o mało nie zemdlała. - Po co ci to wiedzieć? Poza tym powinnaś sią domyśleć.
- Myślałam że już sobie odpuściłeś. Boże, tak długo? Przecież to prawie całe nasze życie.
- Pierwsza miłość nie umiera. Tylko mi nie mów, że cię to obchodzi.
- Dlaczego ma mnie to nie obchodzić? Jesteś moim przyjacielem.
- Wiesz, może zakończmy ten temat. Jeszcze powiesz coś czego byś nie chciała.
- Nie Jirayia, nie tym razem. Dałabym ci szanse, gdybyś nie był takim kobieciażem. Jak jakakolwiek dziewczyna ma ci zaufać, skoro na każdym kroku masz jakąś inną?
- Tsunade...
- Sam powiedz, czy tak nie jest? Od małego wywieszałeś język na widok kobiety.
- Masz racje. Na początku byłem tylko zauroczony. Nie wiedziałem co to miłość. Ale z czasem, gdy stawaliśmy się starsi, mądrzejsi, zacząłem zauważać jaka jesteś w środku. W końcu stwierdziłem że jesteś tą jedyną która zawsze będzie w moim sercu. Jestem kobieciażem. Dlaczego? Ponieważ wiem, że u ciebie nie mam szans. Zawsze mnie odrzucałaś i to moja wina. Rozumiem, więc odpuszczam.
- Dlaczego odpuszczasz?
- Bo nie jestem Danem. Znasz mnie. Wiesz, że gdybym chciał cię poderwać byłbym dla ciebie draniem. Teraz zastanów się czy chcesz kontynuować tą rozmowę.
- Jirayia czy ty na prawdę nic nie rozumiesz? - Pustelnik spojrzał pytająco. - Nie jesteś Danem i dobrze. Ja cię kocham takiego jakim jesteś. Ale nigdy nie powiedziałeś mi tego samego. Nigdy nie powiedziałeś że mnie kochasz. Jak więc miałam się dowiedzieć?
- Nie rozumiem.
- Postaraj się. - Tsunade wyszła zdenerwowana.
     Jirayia zastanawiał się o co chodziło. Czy Tsunade chciała z nim być? Nie, przecież to niemożliwe. Ale nie zaszkodzi spróbować ją poderwać.
     Pustelnik umył się i ubrał jak najszybciej. Zjadł śniadanie i wyszedł poszukać ukochanej. Rozmowa dzisiejszego ranka dała mu dużo do myślenia.  "Postaraj się" te słowa latały mu po głowie. Co Tsunade chciała przez to powiedzieć? By próbował z nią być? Jeśli tak, to niech będzie. Jirayia miał jedynie nadzieje, że jest świadoma konsekwencji.
     - Cholera! - Głos najsilniejszej kunoichi w wiosce ukrytej w liściach dawał naganę swojej podwładnej. - Shizune! Nie jest takie trudne wypełnić na czas formularze!
- Hokage - sama, wybacz mi. Ja...
- Masz wypełniać moje polecenia na czas! - odwróciła się cała zdenerwowana.
- Co się dzieje? - dziewczyna pomimo kłopotów postanowiła być wsparciem dla Tsunade. Nie zdążyła jednak. Rozległo się pukanie do drzwi i wrota otworzyły się nie czekając na zgodę. W nich stanął Jirayia. Wesolutki z chytrym uśmiechem.
- Co powiesz na zabawe?
- Ji... Jirayia? O co ci chodzi? - Tsunade przerażona spytała.
- Mam nadzieje, że znajdziesz chwilę dla mnie. Sprawię że będziesz zadowolona. - pocierał rękę o rękę.
- Debil! - krzyknęła i wyrzuciła przyjaciela z łomotem poza drzwi. Zamknęła je, ponieważ chciało jej się śmiać. Gdy mężczyzny nie było wybuchła cała w skowronkach.
- Tsunade-sama? - zdziwiła się Shizune.
- On pomyślał. Nie wierzę.
     Po południu Hokage, po skończeniu pracy  przechadzała się po mieście z wielkim bananem na ustach. W końcu poszła nad wodospad poza polami treningowymi. Stanęła i wpatrywała się w spadającą wodę. Myślała, co Jirayia ustalił myśląc o jej słowach. Aż nagle ktoś wepchnął ją do wody. Wodospad nie miał płytkiego brzegu. Usłyszała ukochany śmiech, albo raczej śmiech ukochanego. Jirayia patrzył się na nią śmiejąc się.
- Jak ci zaraz... - wysyczała Tsunade.
- O nie, teraz już nie ukryjesz zadowolenia. - wyszczerzył się. - A teraz przywitaj mnie z otwartymi rękoma! - w pośpiechu zdją bluzę i wskoczył do wody robiąc wielki plusk.
- Ahaha! - Hokage zaczęła się śmiać. Jirayia będąc dalej od niej postanowił się przybliżyć. Złapał kobietę w pasie i przybliżył do siebie.
- Przepraszam, że byłem zaślepiony. Nie zdawałem sobie sprawy z sytuacji. Teraz rozumiem. Wybaczysz mi? - wyjaśnił pustelnik, miejąc nadzieje na pozytywną odpowiedź.
- No chyba cie coś! Odwal się ode mnie zboczeńcu! - wykrzyczała wściekła Tsunade, odpychając mężczyzne.
- No ale przecież... - Jirayia puścił zdziwiony.
- Żartuje. - Tsunade znów się przybliżyła. - Mam nadzieje, że nie zmarnujesz tej szansy. - pocałowała ukochanego.
*************************************************
Licho, ale nareszcie, mój ulubiony rozdział.
Jaki ze mnie debil.... d-_-b
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
                                                                                                Alexxis

3 komentarze:

  1. Kiedy nastepna nocia ??? xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nwm. Jak na razie mam nawał wszystkiego. Ale postaram się jak najszybciej.
      Pozdrawiam Alexxis

      Usuń
    2. aha no dobra xD

      Usuń