czwartek, 2 stycznia 2014

JiraTsu12: Siła

    - Teraz poćwiczymy waszą siłę. – Oznajmił Jirayia.
- No to pójdzie łatwo. – Cieszył się Meyjo.
- Tylko tak ci się wydaje. – Jirayia wyciągnął nie wiadomo skąd, trzy deski. Ustawił je na znalezionych dwóch cegłach. – Spróbujcie rozbić te trzy deski na raz.
- Banał.
- Zaczynaj. – Meyjo podszedł do drewna. Uderzył jak najmocniej potrafił.
- Aaa! – Krzyknął z bólu.
- Takie proste? Chika, teraz ty. – Dziewczyna powtórzyła cios równie nieudanie.  – Haha! Dobra teraz twoja kolej Amaki. Pokaż co potrafisz. – Chłopiec podszedł do desek i spojrzał niepewnie. – Nie myśl, że ci się uda. – Pognębiał Jirayia. Miał w tym odwrotny cel niż by się zdawało.
Dla Amaki’ego to co jest trudniejsze tym lepsze. Chłopiec zamachnął się.
- Kiai! - Jedna deska skruszyła się. Druga zaczynała pękać ale jeszcze trwała.
- Bardzo dobrze. Ale to jednak za mało. Wiecie co znaczy słowo wypowiedziane przy uderzeniu?
- Nie. – Odpowiedzieli dwoje przegranych.
- A ty Amaki?
- Dosłownie „Skoncentrowany duch”. – Odpowiedział chłopiec.
- Dobrze.
- Po co nam to? – Spytała Chika.
- Teraz po nic. Tak spytałem. Macie tu parę desek. – Złożył pieczęć i Stos drewna pojawił się przed nimi. – Poćwiczcie.
- Hai! – Odpowiedzieli.
     Przez całe popołudnie podopieczni ćwiczyli rozbijanie desek. Szło im coraz lepiej. Nie umieli jednak zniszczyć wszystkich. Meyjo i Chika rozwalali zawsze jedną. Amaki doszedł do dwóch.
- Dobra, koniec na dziś. – Oznajmił Jirayia poczym skierował się w stronę swojego domu. – Na razie.
- Jirayia-sensei! – Po połowie drogi krzyczał Amaki.
- Hm? – Zatrzymał się.
- Kiedy rodzice wrócą? Ty na pewno coś wiesz. Powiedź mi, proszę.
- Z pewnością niedługo.
- A dokładniej.
- Za jakieś dwa tygodnie, nie dłużej. A coś się stało?
- Nie, znaczy no może.
- No dobra. Opowiesz mi wszystko przy ramenie. – Pustelnik zabrał go na małą przekąskę.
 
- Więc nie tylko Chika i Meyjo dokuczają ci? – Oznajmił Jirayia po opowieści małego Sarutobi.
- Hai. Nikt tak naprawdę mnie nie lubi. Nie mam bladego pojęcia dlaczego. Najbardziej wkurzające jest to że rodzice próbują mnie wspierać. – Odpowiedział Amaki.
- Czemu? Ja bym się cieszył że mam w kimś oparcie.
- Tak, ale po nocach rozmawiają o mnie. Mówią że nie dam rady zostać dobrym Shinobi jeśli tak dalej będzie, a co dopiero najlepszym. Zamartwiają się prze zemnie. Sprawiam im tylko kłopoty.
- Nie myśl tak. Kurenai i Asuma z pewnością są z ciebie dumni. Zamartwiają się jak każdy rodzic. Ale jeśli chodzi o innych to mogę ci pomóc.
- Jak?
- Jutro po treningu wszystko ci wytłumaczę. – Zjadłszy ramen odszedł zostawiając rachunek Amaki’emu. Mały z niechęcią zapłacił.

- Puk, puk! – Do drzwi rozległo się pukanie.
- Wejść! – Krzyknął damski głos.
- Cześć. Mam sprawę. – Na wejściu oznajmił Jirayia.
- Cześć. Jaką? – Odpowiedziała Tsunade.
- Chodzi o młodego Sarutobi.
- Nie dajesz sobie rady?
- Nie, no może trochę, ale nie po to tu przyszedłem. Amaki ma problemy z innymi dzieciakami z powodu ogoniastego.
- Z pewnością.
- Opowiedział mi wszystko ze sz…
- Przejdź do rzeczy, nie mam czasu. Też mam problem z podopieczną.
- Jasne. Chciałbym mu pomóc.
- Jak?
- No właśnie w tym problem.
- Jasna cholera. Jirayia co ty od mnie chcesz?
- Pomocy.
- Jak sam nie wiesz co chcesz zrobić?
- Tak. Mogłabyś mi pomóc wymyślić plan?
- Mówię ci że nie mam czasu.
- Ty pomożesz mi, ja pomogę tobie. Zgoda?
- Zgoda. Pomysł mam.
- Mów.
- Niech Amaki popisze się przed innymi w dobry sposób.
- Ta, jak on prawie nic nie potrafi.
- Chodzi mi o to by pokazał im że nic im nie zagraża w jego towarzystwie, ale byłoby dobrze gdybyś czegoś go nauczył.
- Postaram się. Z tą dobrocią pomyślę. No to mów o co chodzi z tą twoją podopieczną.
- Chodzi o Amarę Szikoshi.
- Kogo?
- Spodobała się Amaki’emu.
- A, pamiętam.
- No więc Orochimaru mówił „Ariato czeka na dobre wieści”. W tym samym czasie zaatakował Amarę. Nie wydaje ci się to dziwne?
- No cóż… jak się zastanowić masz rację. Pytaniem jest jaki związek ma Amara z Orochimaru i Ariato?
- Właśnie szukam odpowiedzi na to pytanie.
- Może poszukać w rodzinie Szikoshi.
- Nie teraz. Na razie szukam sensu w tym wszystkim.
- Dobra. Klan Szikoshi jest bogaty, ale wiele nie potrafi. Może…
- Nie, niemożliwe. Amara nigdy by tego nie zrobiła.
- Dlaczego nie? Chce być silna więc zadaje się z silnymi.
- Nie wierzę by nas zdradziła. By zdradziła rodzinę, klan.
- A może cały ich klan to zdrajcy.
- Gdyby tak było, to razem z nimi by nas atakowali podczas naszego pobytu na spotkaniu kage i Orochimaru nie atakował by jej.
- No tak, ale…
- Zastanowię się nad tym.
- Jeszcze jedno pytanie. Kiedy wracają Czerwone kastlety?
- Za tydzień wracają wszyscy oprócz Naruto i Hinaty. Oni przedłużyli sobie o jeszcze jeden tydzień. A dlaczego pytasz?
- Amaki tęskni.
- Ty naprawdę polubiłeś tego chłopaczka.
- I co się dziwisz księżniczko, ma takie samo zainteresowanie.
- Ja ci dam! Dręczy mnie jeszcze jedna rzecz.
- Mianowicie?
- I ty, i Orochimaru mówiliście że podobam ci się. To prawda?
- Em…- Jirayia zaczął się zastanawiać nad odpowiedzią. – Ok., przyznaje się.
- Jirayia, ile razy mam ci powtarzać. Każdemu…
- Tak, tak wiem. Każdemu dałabyś szansę, ale nie mnie. Lecz ja mówię że podobasz mi się, a nie że bujam się w tobie. Masz ciało jak nikt inny, a ja jestem „ Ero-seninem” jak to Naruto mówi. Nie dziw się. – Wymanewrował.
- Jasne. Możesz już iść. – Wyszedł. Za drzwiami odetchną z ulgą
***********************************************************
Ohayo. Mam nadzieję, że nie najgorszy. Aż się boję czytać. 
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
                                                                                           Alexxis

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz