poniedziałek, 6 stycznia 2014

JiraTsu15: Co począć?

     Gdy wszyscy otworzyli oczy zaniemówili. Zamiast młodego Sarutobi, wąż i Kabuto leżeli nieprzytomni. Amaki jednak, był cały zakrwawiony. Nie tylko krew przeciwników, ale i jego spływała strugami.
- Hehe, nie myśleliście chyba, że taki beznadziejny wąż mnie pokona? Mnie, Sarutobi Amaki’ego? O nie! – zaśmiał się i zacisnął pięści.
- To nic wielkiego mały. Jak widzę, nie masz za grosz oleju w głowie. Wysadziłeś węża razem ze sobą. Co za głupota. – dla Ariatto nie był to żaden wyczyn.
- Mów co chcesz.
- Dzieciaku, nie chciałbyś może przestać być nikim? Dołącz do mnie, do zwycięzcy. Ze mną będziesz w stanie nauczyć się więcej. Ludzie przestaną mówić o tobie jak o fajtłapie. Będzie…
- Przestań pieprzyć! Ja nigdy nie zdradzę wioski. Jestem wnukiem trzeciego i będę bronił tej wioski za cenę własnego życia. – zaczął biec z kunai’em w ręce.
- Głupku, w ten sposób nigdy nie spełnisz swojego marzenia i nikt nie będzie ci ufał. – również Ariatto wyjął miecz. Czekał na atak chłopca. Amaki zastanowił się przez chwilę. „ A jeśli on ma racje? Jak spełnię swoje marzenie w grobie?”  
- Amaki, nie wygrasz z nim! – krzyknęła Amara. W ten chłopiec ocknął się. „Głupota myśleć w ten sposób.” – z powrotem zacisnął zęby i z jeszcze większą prędkością zbliżał się do przeciwnika. Zamachnął się kunai’em. Ariatto cisnął w sam środek. Amaki przewidział ruch i prześlizgnął się pod mieczem, jednocześnie pozbawiając równowagi Ariatto. Przejechał jeszcze kawałek i susem wstał.
- Są ludzie, którzy już mi ufają. Teraz Mi nie uciekniesz! – chłopak krzyknął i skoczył. Spadając wycelował kunai w pierś Ariatto. Niestety przeciwnik miał dłuższy miecz, więc wyciągając go wprost na Amaki’ego, chłopiec był skazany na śmierć.
- Amaki! – niespodziewanie Amara wypchnęła Amaki’ego z toru lotu, napijając się na ostrze Ariatto. Splunęła krwią.
- Dziewczyna jest naprawdę głupia. Cholera, ilu muszę jeszcze wybić, żeby was zabić? – zniecierpliwił się. Wstał i wyrzucił Amarę daleko za siebie.
- A…Amara. – Amaki prawie się rozbeczał.
- Znów będziesz ryczał? Amaki, naprawdę jesteś nieudacznikiem. Co zdziała taki bachor jak ty? Zastanów się chłopie! Powinieneś znów się podnieść i dać z siebie wszystko. Nie znudziło ci się beczenie? – usłyszał głos swojego przyjaciela. Meyjo miał na celu podniesienie na duchu młodego Sarutobi’ego. – Pokaż nam, że naprawdę jesteś wart spełnienia swojego marzenia, a ja pomogę Amarze.
     Meyjo zaczął biec w stronę leżącej dziewczyny. Ariatto chciał go powstrzymać, lecz Amaki nie pozwolił mu na to. Rzucił się na wroga. Zaczęła się walka wręcz. Trzeba przyznać, że Amaki znalazł w sobie siłę na walkę. Niestety, Ariatto i tak był silniejszy. Nie miał zamiaru użerać się z chłopcem. Chciał zabić Tsunade. Odepchnął Amaki’ego i odwrócił się do Orochimaru.
- Zajmij się gnojkiem, a ja zajmę się twoimi przyjaciółmi. – rozkazał. Orochimaru postąpił zgodnie z życzeniem partnera.
- Pierwszy raz widzę, jak Orochimaru naprawdę komuś podlega. Ale z tym nie teraz. Jestem wkurzony jak nigdy dotąd! – Jirayia ułożył ręce w parę pieczęci. – W ziemi ukrycie: bagno piekielne! – w ziemi, pod Ariatto pojawiło się bagno, które niemiłosiernie wciągało.
- Żałosne. Rozproszenie. – wypowiedział i zniknął jak hologram.
- Jirayia, co teraz? – spytała Tsunade.
- Zabierz bachory i schowajcie się. Ja zajmę Ariatto.
- Oszalałeś!? On cię zabije!
- Wątpisz we mnie? Tsunade, teraz to dzieci są najważniejsze. Zobaczysz, pozbędę się kolesia.
- Ale jakim kosztem? – ponownie pojawił się Ariatto.
- Własnego życia. – ruszył na przeciwnika.
     Ani jeden, ani drugi nie wykonywali technik. Tsunade nie wiedziała co zrobić. Nie chciała zostawiać przyjaciele, lecz wiedziała, że miał on racje. Postanowiła pomóc Amaki’emu. Zaatakowała nagle, więc Orochimaru nie miał szans zareagować. Uderzyła parę razy zaciśniętą pięścią i zabrała dzieci z pola walki. Meyjo niósł Amarę.
- Ariatto, Tsunade ucieka! – krzyknął Orochimaru. – Mam ją gonić?
- Nie, zostaw ją i tak wróci. – odpowiedział tamten bez chęci dalszej walki z Jirayią. Wyjął zwój. Wokół niego pojawił się biały dym. Gdy opad, zamiast Ariatto stała drewniana kukiełka. Była duża lecz chuda, okryta czarnym płaszczę przez którego przebijały się ćwieki na ramionach i nogach.
- Poznaj kolejną marionetkę, Mesta. Jedna z nowocześniejszych jak widzisz. – marionetkarz wyszedł zza swojej lalki. Od razu wycelował ją w Jirayię. Dla człowieka trudno było uderzać bez bólu w drewno. Po pewnym czasie, marionetkarzowi znudziła się całkiem walka. Postanowił to zakończyć. Złożył ręce w nieznaną Jirayi pieczęć, a mianowicie:
                             WĄŻ, WÓŁ, BARAN, MAŁPA, SZCZUR.
- Shirei - kan: Jigoku bereda. – wypowiedział po cichu. Nici utrzymujące marionetkę przeprowadziły charę. Niebieski krąg wirował wokół Mesty. Trzy strugi uniosły się ponad nią i zmieniły się w jedną kulę. Następnie wystrzeliły trzema kolejnymi strugami w stronę Jirayi. Wszystko to działo się przez jedną minutę.  
*****Tsunade*****
„Jirayia ma kłopoty, a ja tu z tymi bachorami biegnę się schować. Rany!!!” - Myślała biedna kobieta bojąca się o życie przyjaciela. Znalazła dobre schronienie. Wbiegła z dziećmi do małej jaskini która zwężała się z każdym krokiem. Było tam strasznie ciemno. W końcu tunel się skończył. Wszyscy opadli z sił. Tsunade kucnęła i wpatrywała się w wyjście. „Co teraz, co teraz!?” Oddychała ciężko i zaciskała zęby.  Popatrzyła na dzieci. Amaki klęczał przy Amarz’e, Meyjo przy Chicę, a Miszi i Rya, jako najmniej pokrzywdzeni rozmawiali. Tsunade zrobiło się smutno. Nie wiedziała co robić. Miała do wyboru zostać z dziećmi i dać zginąć przyjacielowi, albo pomóc przyjacielowi i zostawić na pastwę losu dzieci. Przesunęła się trochę dalej i siadła bezradna. Genin’i podeszli do siebie i zaczęli coś szeptać. Księżniczka zastanawiała się co knują. Przygotowywała się na najgorsze. Do jaskini dobiegały okrzyki walenia w twarde drewno.
- Tsunade-senpai. – ciszę przerwał głos Amaki’ego.
- Co? – odpowiedziała. 
- Idź. – lecz Tsunade nie rozumiała słów płynących z ust chłopaka.
- Idź ratować Jirayie-sensei. My nie jesteśmy do tego zdolni, ale ty tak. – wtrącił Meyjo.
- Głupole, przecież… - Tsunade próbowała zapobiec ich nierozważnemu gadaniu.
- To ty jesteś głupia! Albo ty pójdziesz, albo ja! – Meyjo był przekonany co robi.
- Stawiasz mi ultimatum, tak? Więc idź i później wróć ze świata zmarłych by nam opowiedzieć co się działo! Ale co ja mówię? Przecież zbyt się będziesz bał. – Meyjo jednak zaczął iść. Nawet lekko biec. Nagle i Amaki przyłączył się do niego.
- A wy, nie idziecie? – spytała ironicznie Tsunade Rye i Miszi’ego. Oni jednak ruszyli do przyjaciół. „Eh, oni są niepoważni.” Tsunade wstała i pewnym ruchem podbiegła do dzieciaków. Zaciągnęła ich z powrotem do jaskini.
- On zginie… Orochimaru i Ariatto go zabiją… Nie ma najmniejszych szans. – wydukała Amara.
- Cicho siedź. Zajmiecie się Amarą i wezwiecie pomoc. – rozkazała Hokage.
- A ty?
- Zrobię to o co prosiliście. – zacisnęła pięści i migiem pobiegła po przyjaciela. Biegła ile sił w nogach. Przy tym myślała o słowach Amary. Omijała domy i sklepy. Gdy dobiegła na miejsce wyczuła wielką falę chakry. Zauważyła Ariatto i Jirayię walczących. Ariatto zamierzał zrobić jakieś jutsu. Zareagowała jak najszybciej potrafiła.
*****************************************************************
Mega, mega krótkie... żal mi się samej. No i muszę dokończyć teraz 16 ;) Innymi słowy trzeba się wziąć do roboty.
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
                                                                                                                 Alexxis

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz