środa, 11 listopada 2015

Zaprzecz nierealniej miłości [6] Break x Alice

Zgodnie z umową wstawiam szósty rozdział. Jest późno, ale jest ^^ więc dotrzymałam obietnicy (jest jest jest, notice me sempai, plz *^*).
Tego rozdziału nie kończę tak na odwal się. Przyznam, miał zakończyć się inaczej ale podczas pisania wiele się pozmieniało... No nic, zapraszam do czytania szóstego rozdziału ;3

-------------------------------------

Emmm... To nie moja wina- oznajmiła zaskoczona Alice- zobacz, już się zciemnia, muszę iść.
- No tak, uważaj na siebie- powiedział białowłosy oblizując wargi.
Wyglądał na zawiedzionego, tylko dlaczego? Alice wiedziała, że zapewne dlatego, iż nie oddała mu się całkowicie. Tylko czy to aż taki problem? To była chwila, moment.. Zaskoczenie, tej sytuacji nie mogła przewidzieć. Oczywiście mogła złączyć się z Breakiem w pocałunku, tylko co by było później? Niekomfortowa cisza, brak wspólnych rozmów? Koniec tych rozmyśleń, teraz pójdzie do domu i postara się zapomnieć o tych wszystkich sytuacjach. 
     Alice weszła dyskretnie do mieszkania, a następnie udała się prosto do kuchni. Na stole stała szklana  ze schłodzonym brandy. Dziewczyna bez zastanowienia wypiła płyn jednym haustem. W tym samym czasie do pomieszczenia wszedł Oz. Najwidoczniej był zdziwiony, ze dziewczyna opróżniła jego szklankę, gdyż podszedł do szafki i wyjął z niej butelkę alkoholu. Nalał do pełna i powiedział do lokatorki:
- Pij,najwidoczniej  tego potrzebujesz.
- Upijasz mnie sługusie.
- Oj przesadzasz!- powiedział z uśmiechem na twarzy blondyn- jednak jeśli będziesz chciała ze mną pogadać, wyżalić się rób to bez wahania.
- Dziękuję Oz! 
- Tylko nie przesadź z brandy, proszę cię. Masz słabą głowę- powiedział rozradowany chłopak sącząc alkohol.
- Oz...- wykrzyczała uniesiona- muszę ci to wreszcie powiedzieć...
- Jasne o co chodzi? 
- Gilbert... Widziałam go w parku z inną..
- oj daj spokój! Pewnie jakaś koleżanka, nie musisz się martwić.
- Ale nie z każdą koleżanką się całuje i namiętnie przytula!
- Alice... Jesteś pewna, że ci się to nie przewidziało?- zapytał zaniepokojony chłopak.
- Wiem co widziałam, czemu mi nie wierzysz?!
- Wierzę ci, jednakże jest to dla mnie coś kompletnie nierealnego. 
   W tym samym czasie, kiedy rozmowa o Gilbercie toczyła się w najlepsze, to właśnie on wszedł do mieszkania i zastał lokatorów całkowicie pijanych.
Może i nie byli trzeźwi ale wiedzieli, że muszą pomówić na poważnie z Ravenem.
- Gil.. Możesz usiąść z nami, chcemy z tobą poważnie porozmawiać- powiedział ze stoickim spokojem na twarzy blondyn.
- Oz, jestem zmęczony, chcę się położyć spać. Pogadamy jutro rano.
- A energię na flirtowanie z jakąś panienką to niby masz?!- wykrzyczała poirytowana Alice.
Gilbert postanowił mieć już to za sobą. Koniec kłamstw, nie będzie już oszukiwał przyjaciół. 
Usiadł przy stole opierając głowę o ścianę.
- Królik ma racje. Tak, dziś w południe spotkałem się w parku z pewną dziewczyną i tak, wiążę z nią moją przyszłość.
- Co z Adą?- zapytał zdenerwowany Oz
- Ona... Ona nie wie o moich uczuciach do Octavi. 
- Octavia?! To tak ma na imię?! W czym jest ono gorsze od tego siostry Oz'a?!- zapytała poirytowana Alice wstając od stołu.
- Spokojnie- powiedział odwracając się w stronę dziewczyny- byłoby dobrze gdybyś powiedział Adzie, że spotykasz się z inną. Nie oszukuj mojej siostry, tyle mam ci do powiedzenia. Dobranoc.
- Dobranoc- odpowiedział zmieszany Raven- ty Alice nie idziesz spać?
- Faceci! Czy wszyscy tacy są?! Mam nadzieję, że Break nie okaże się być taką świnią jak ty!- wykrzyczała Ravenowi prosto w twarz a następnie po przemyśleniu swoich słów i po tym jak posiedziała swój sekret, wybiegła z domu trzaskając drzwiami.
Czemu powiedziała to na głos?! Dlaczego akurat wymsknęło jej się to przy tym draniu?! Jeszcze wygada to komuś, ostatecznie Breakowi i będzie po wszystkim. 
Dokąd ma iść? Uciekła z domu, do parku o tak późnej godzinie nie pójdzie.  W kieszeni ma trochę pieniędzy, moze starczy na transport do rezydencji Rainsford. 
Po pewnym czasie stała już przed drzwiami domostwa Panienki Sharon.
Zapukała delikatnie i juz po chwili otworzył jej lokaj. Zaprowadził dziewczynę do pokoju w którym aktualnie przebywała przyjaciółka krolika. 
- Alice? Co cię sprowadza do mnie o tak pózniej porze? Coś się stało?!
Dziewczyna opowiedziała Sharon całą historię z tego niefortunnego dnia.
- Nie możesz już teraz się tym zamartwiać. Naszykuję ci posłanie, wyśpisz się, a jutro rano zaczniesz żyć jak nowo narodzona!- oznajmiła z uśmiechem na twarzy Sharon. 
- Masz rację.
Dziewczyny poszły do pokoju gościnnego. Sharon przykryła przyjaciółkę kołdrą i przez chwilę poczuła sie jak starsza siostra. Wychodząc zgasiła światło i udała się do swojej sypialni. Alice zasnęła.
       Środek nocy, wszyscy spali jednak dziwny hałas zbudził gościa rezydencji.
Królik otworzył oczy zaniepokojony. Coś kręciło się koło pokoju w którym spała. Może to tylko jakaś osoba ze służby kończy prace? Może tylko strażnik dzielnie pilnuje posiadłości? Alice już by usnęła w spokoju, gdyby nieprzyłożony nóż do jej szyi. 

----------------------------
Taaaa... Wiem dziwne zakończenie T^T
Ale ciii, to się ładnie, zgranie zacznie sklejać w następnych rozdziałach. Jakieś przypuszczenia kto mógł zrobic taką rzecz Alice? Piszcie, ja z chęcią przeczytam wasze przemyślenia.
~ Lottie







poniedziałek, 9 listopada 2015

Przeprosiny... ~ Lottie

Witam was serdecznie. Niestety ( a może i dla kogoś stety ;w;) nie jest to kolejny rozdział. Miały się one ukazywać co dwa tygodnie w niedziele, więc i dzisiaj... Jednakże nie dałam sobie z nim rady (za co przepraszam z całego serca). 
Planuję go opublikować 11.11, więc na święto dostaniecie nowiuśki rozdział ^.^
Mam nadzieję, że nie zawiodłam jakiegoś młodocianego serduszka :^(
No następnego Break x Alice, kochani.
~ Lottie 

*daje kawaii bskłażana na zgodę*

niedziela, 25 października 2015

Zaprzecz nierealniej miłości [5] Break x Alice

Witam serdecznie w kolejnym rozdziale ^^
Zrobiłam aktualizacje telefonu i mam teraz emoji (ile można było zwlekać?). Przez co bardzo się jaram i używam emotek dosłownie wszędzie 🐗🐰👽😬.
W tym rozdziale będzie dużo rozmyśleń Alice, mam nadzieję, że lubicie tę formę pisania, jeśli nie to wystarczy napisać, a ograniczę to do minimum. 
Te poplątane uczucia powoli wychoadzą na jaw, lecz to chyba nie jest takie proste.
No więc zapraszam 🍆🍆🍆🍆.



----------------------------------


Zawitała wiosna, a wraz z nią na ulice wyszły tłumy zakochanych. Chodzili po uliczkach parkowych trzymając się za ręce i od czasu do czasu szepcąc coś sobie na ucho. Nie do zignorowania były te ciągle chichoty kończące się najczęściej namiętnymi pocałunkami.
Alice coraz cześciej nie mogła ich ominąć. Rozmnożyli się jak jakieś bakterie i pragną zarażać tym swoim wylewanym szczęściem innych. 
Po co ona miała się uśmiechać? Te ostatnie słowa Breaka mocno nią wstrząsnęły i od tego czasu dziewczyna omijała białowłosego jak tylko mogła. Mężczyzna wrócił do posiadłości Rainsford po miesięcznym pobycie w szpitalu. Od tego czasu Alice   nie odwiedzała Sharon, coraz częściej przechadzała się po uliczkach parku. Siadała na ławce i zaczynała rozmyślać. Po pewnym czasie myśli przelewała na papier pisząc dziennik, a częściej rysując. 
Tego dnia Alice siedziała naprzeciw marmurowej fontanny obrastającej białymi różami. Postanowiła narysować ten widok, tym bardziej, że na posążku opodal usiadł piękny, biały gołąb. Dziewczyna chwytała już za ołówek, gdy zza drzewa wyłoniła się dwójka młodych ludzi, idących w stronę fontanny. Królikowi twarz chłopaka wydała się znajoma... Zaraz, zaraz, to kapelusz tego durnego wodorościanego łba, więc to zapewne Gilbert! Ale z kim on się przechadza? Co to za panienka? Raven jest po uszy zakochany w Adzie, to oczywiste. Są nawet razem... O co chodzi?!
Alice schowała się za krzewem patrząc ze zdziwieniem na tą dziwną sytuacje. On tylko z nią chodzi pod rękę, nic więcej. To głaskanie po policzku to też zapewne oznaka przyjaźni, no ale czemu ten dureń ją namiętnie całuje?! 
Towarzyszka Gilberta oparła się o krawędź fontanny a jej kasztanowe loki muskał delikatnie wiatr. 
Dlaczego?! Dlaczego, Gil? Masz przecież siostrę Oz'a. Ją całuj i uszczęśliwiaj. Czemu jej to robisz?
Alice nie mogła już znieść tych dręczących pytań na których nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Bez zastanowienia wyszła z kryjówki i dynamicznym ruchem rozerwała zakochanych. Gilbert przez ułamek sekundy poczuł silne trzaśnięcie na jego twarzy. Alice uderzyła go w twarz, a następnie popatrzyła się na niego z wyrzutami.
- Alice, to nie tak...- powiedział nieogarnięty po uderzeniu Gilbert.
- Dlaczego?..- zapytała ze smutkiem w głosie, lecz nie czekała na odpowiedź, bo szybko pobiegła przed siebie. 
Nie rozumiała tego wcale, co się przed chwilą stało?! 
Biegnąc wzdłuż wąskiej uliczki dobiegła do żywopłotu ciętego na zwór karcianych symboli. Dziewczyna usiała przy roślinie, zasłaniając twarz dłońmi. Płakała, głośno i intensywnie, ale czemu? To nie jest jej sprawa, więc czemu się tym przejmuje? Nawet nie utrzymuje dobrych relacji z tą dwójką, więc DLACZEGO?! 
Czy Oz będzie przygnębiony? To tez nie jego sprawa, ale jednak... A Sharon? Nie, to definitywnie nie jest jej sprawa. 
Jak by zareagował Break? Czy by wyśmiał tą sprawę? Może całkowicie zignorował? Jak to z nim jest? Wydawało jej się, że go zna. Bynajmniej na tyle by przewidzieć jego zachowania. 
Dziwne, z rozmyśleń o tej dziwnej sytuacji przeszła do tego durnia. Zawsze tak jest. Co on takiego w sobie ma? 
Koniec, dosyć tych przemyśleń, wstanie  i pójdzie do domu, wypije herbatę i położy się spać. Czemu wracać? Przecież może tu usnąć tutaj, jest tu tak ładnie. 
- Grzeje ten żywopłot, że tak się do niego przystawiasz?- zapytał szeptem głos, który spowodował u Alice nagłe przebudzenie. 
- Co to ma być?- zapytała niemrawo dziewczyna.
- Dzień doberek! Jak mija słoneczne popołudnie na obrzeżach tego, jakże uroczego parku?- zapytał z uśmiechem.
- Jak widać dobrze, ale nie na tyle byś mógł mi przerywać odpoczynek Break!
- Nie bądźmy drobiazgowi. Proponuję niewinny spacerek we dwoje, za dużo wymagam?
- Głupku, jesteś na wózku. To raczej spacer we trójkę.- żachnęła się dziewczyna.
- Chodzi ci o Margaret? Jest stara i głucha. Nic nie zrozumie, więc się nie martw, możesz mi wyszeptać swoje najskrytsze sekrety- powiedział jej prosto do ucha, a ciepło z jego ust spowodowało silny rumieniec u Alice. 
- Pfff... Jeszcze czego, ale skorzystam z propozycji, chodźmy.. Emm przemieśćmy się. 
Szli uliczkami wzdłuż alejki różanej i rozmawiali jak starzy przyjaciele. A jednak moze nie? Atmosfera była mimo wszystko gęsta. Usta Alice... Jej wargi.. Zbyt suche. Trzeba je nawilżyć. Nie ma pomadki, a sama nie chce. Spojrzała na radosnego z rozmowy białowłosego. Czy on mógłby to zrobić? Pocałować Królika? Niedorzeczne, jak mogła o tym pomysleć! Taki byt jak Alice nie ma szansy zaznać pocałunku z pożądania. 
Lepiej będzie jak o tym zapomni, o tak.
- Alice?- spytał czerwonooki patrząc dziewczynie głęboko w oczy.
- Emmm.. Tak?
- Mam suche usta.


---------------------------------
Do następnego 🌙🍱




niedziela, 11 października 2015

Zaprzecz nierealnej miłości [4] Beak x Alice

Alice siedziała jeszcze długo wtulona w dłoń Breaka. Po chwili, zas przypomniała sobie, że mężczyzna może za chwile umrzeć, więc zbiegła po marmurowych schodach i zdyszanym glosem wykrzyczała:
- Beak! Break, leży na balkonie, krwawi..!
Rozbawieni goście Sharon szybko zpoważnieli i popędzili na góre, ku krwawiącemu białowłosemu. Głowa rodu Rainsford przepychała się w stronę Xerxesa. Mężczyzna leżał  nieprzytomny na ziemi.
- Reim! Wezwałeś lekarza?!
- Jest już w drodze. Przenieśemy go na dół.
Gilbert i Reim chwycili Breaka i położyli go na stole, który wcześniej przyoozdabiały róznorodne smakołyki oraz bukiety kwiatów.
- Przyjechał lekarz, zróbcie miejsce!- Oznajmił Oz, a wszycy posłusznie wykonali polecenie.
Medyk dynamicznie przemywał rany czerwonookiego, a następnie je bandażował.
Pielęgniarki biegały do pojazdu i przynosiły coraz nowsze opatrunki. Woda, we wiadrach nabierała kolor czystej czerwieni.
Sharon w pewnym momencie nie wytrzymała. Jej nogi nagle się ugięły a sama upadła na podłogę. Alice wraz z pomocą Echo zaniosły dziewczynę do ubikacji by przemyć jej twarz.
Młoda Rainsford natychmiastowo odzyskała przytomność, nie wiedząc chwilowo co się stało.
- Gdzie Break! Co z nim!- wykrzyczała przerażona.
- Lekarz robi co w jego mocy, lecz nie jest dobrej...- powiedziała Echo, lecz jej wypowiedź została przerwana przez Alice, która zakryła jej buzię.
- Starają się, będzie o-k-e-j!- Wykrzyczała Alice, zakrywając smutek przymusowym uśmiechem, którego nauczyła się zapewne od Oza.
- ... myśli- dokończyła Echo.
- Chodźmy się przespacerować, dobrze ci to zrobi- powiedział królik do Sharon.
- Dziękuję, Alice. Panienko Echo?
- Podziękuję. Już i tak miałam się zbierać.Cieszę się, ze mogłam spędzić z wami tak   wspaniały wieczór, dobranoc.- oznajmiła dziewczyna i wybiegła z pomieszczenia.
- A więc, chodźmy Alice- Powiedziała uśmiechnięta Sharon.
Wyszły z budynku tylnymi drzwiami, więc nie musiały oglądać sytuacji, która spowodowała u głowy rodu Raisword omdlenie.
Udały się do pobliskiego parku, by rozpocząć przechadzkę po parkanowych uliczkach.
Rozmawiały, głośno się śmiejąc. Za wszelką cenę starały sobie nie przypominać krwawiącego Xerxesa. Niestety sytuacja wzięła górę, a Sharon złapała Alice za ręce i spytała:
- Moja droga...Nie mogę już tego znieść. Widzę co się dzieje i nie mogę tego znieść. Czemu nie mówisz mi prawdy? Czy nie jestem osobą, której możesz zaufać?
- Emmm.. a o co konkretnie chodzi?
- Alice- Sharon wzięła głęboki wdech i na spokojnie oznajmiła- wiem, że darzysz dużym uczuciem Xerxesa Breaka.
W tym momencie Królikowi napłynęły łzy do oczu i zrobiła się czerwona.
- Dlaczego?- zapytała Alice
- To widać, oraz kobieca intuicja.
- Sharon, ja... ja nie wiem co się dzieje.. Czemu on?! To zapewne coś mylnego. Break to najbardziej idiotyczna kreatura jaką znam. Jest to ktoś komu nie można zaufać, ale jednocześnie chce się to zrobić. Co ja mam robić, czuje się zagubiona- Powiedziała dziewczyna, nie mogąc opanować łez.
- Moja droga. Co ja ci mogę doradzić? To co właśnie czujesz pospolicie zwie się miłością- oznajmiła ze stoickim spokojem na twarzy kobieta, gładząc Królika po policzku.
- Teraz jak on umrze.. Och Sharon, ja starałam się w to nie wierzyć, ale prawda zapewne jest inna. Jego przeznaczeniem jest teraz zginąć.
- Chcesz tego?
- Co to za pytanie! Oczywiście, że nie. Chcę by ten błazen żył jak najdłużej. By irytował mnie i nawet gnębił. Byle by był.
- Więc nie martw się. Break to typ człowieka, który irytuje chyba każdego. Jednakże, nikomu bym nie zaufała, tak jak jemu. Zawsze mi doradzi i pocieszy. W jego sercu od wyjścia z otchłani była tylko moja matka. Czas to zmienić Alice.
- Chodźmy sprawdzić co z tym durniem- powiedział melodyjnie Królik, chwytając przyjaciółkę za rękę.
Kiedy dotarły do kawiarni, poszkodowanego wraz z pomocą medyczną już nie było.
- Gdzie Beak?- Zapytała donośnie Sharon.
- Zabrali go do szpitala. Nie jest w dobrym stanie, ale prawdopodobnie uda im się wygrzeć go ze śmierci- oznajmił Raven.
- Gil... Chodźmy już. Uroczystość dobiegła końca- szepnęła Ada.
- Ehmm... To my też już będziemy się zbierać, Alice chodźmy- Oz chwycił dziewczynę za rękaw.- Odwiedzimy Breaka za tydzień, lekarz pozwolił na odwiedziny po takim właśnie czasie.
- Dobranoc. Dziękuję, że przyszliście.- Powiedziała Sharon, kłaniając się elegancko.
           Minął dokładnie tydzień, od niefortunnego wypadku. Grupa przyjaciół właśnie wchodziła do szpitala, kiedy spotkali na korytarzu uradowaną Sharon.
- No witam, witam. Czy odwiedzimy nie miały być od dzisiaj?- zapytał zaczepnie Oz.
- Braciszek Xerx potrzebował mojej opieki, bo co on biedny by zrobił bez moich wypieków oraz mnie- odpowiedziała równie zaczepnie Sharon.- Zaprowadzę was do niego, chyba jesteście ciekawi co u niego.
Break leżał na niewygodnym szpitalnym łóżku a na szafce obok porozrzucane były duże kosze z kwiatami i słodyczami.
- Hohoho, kogo ja tu widzę!- Powiedział z uśmiechem na twarzy białowłosy.
- Oz, Gilbert i Alice do twojej dyspozycji- oznajmiła młoda Rainsford i zamknęła drzwi.
Goście usiedli na ławce przy łóżku i zajęli się namiętną rozmową z powracającym do zdrowia.
Kiedy zakończyli odwiedziny i wychodzili już z budynku, Alice nagle zarzuciła:
- Zapomniałam torebki, nie czekajcie. Wrócę spacerkiem.
- Ale ona nie ma torebki!- powiedział zdziwiony Gilbert.
- Chodź już- pospieszył mężczyzne Oz.
Królik wbiegł dyskretnie na piętro trzecie. Przed drzwiami 132 zatrzymała się trzymając rozgrzaną klamkę. Czemu wróciła? Przecie powiedziała już wszystko co miała. Nie, zaraz. Ona milczała i tylko słuchała. Teraz musi się wygadać. Ale czemu temu błaznowi?!
Nie, koniec tego rozmyślania. Wchodzi tam. TERAZ!
- Proszę Alice nie stój tam już tyle. Jak masz zamiar mnie odwiedzić to teraz.
- Łaski bez. Nie muszę wchodzić.
- Tyle czekasz , to może już skorzystasz z okazji i zawitasz u mnie.
- Jak tak bardzo nalegasz...- wykrzyczała, otwierając kopniakiem drzwi.
- Nie tak drastycznie...
- Pffff...
Stała tak nad nim nie wiedząc co ma powiedzieć. Miała przecież wcześniej całą przemowę w głowie, a teraz to wszystko zniknęło? No dalej, powiesz coś!
- Emm.. Jak zdrowie..?
- Tak samo jak dziesięć minut temu.. po co przyszłaś tak naprawdę?
- Sama nie wiem..- odwróciła wzrok.
Brak wstał z łóżka. Podszedł w stronę dziewczyny i złapał ją za ramię. Zaskoczona Alice podskoczyła z zaskoczenia.
- Zostało mi bardzo mało czasu, lekarze to potwierdzili.
Dziewczyna zawiesiła wzrok w jego szkarłatnym oku, które nie tryskało radością jak zwykle. Było ztłumione, pełne żalu.
- Nie chcę ci tego robić- powiedział przybliżając twarz do dziewczyny, której oczy przepełniały się szklistym blaskiem.
- Może i jestem głupią istotą o imieniu Alice, ale nie zapominaj tego, że mam uczucia!- Wykrzyczała prosto w zatroskaną twarz Breaka.
- Nigdy o tym nie zapomniałem.
Królik spojrzał się niepewnie na białowłosego i nie wiedział co odpowiedzieć.
- Co mam robić?- Zapytała po pewnym czasie, cicho dziewczyna.
- Zapomnieć. Tak będzie dla ciebie lepiej.

niedziela, 27 września 2015

Zaprzecz nierealnej miłości [3] Brak x Alice

Witam, Witam. Mam nadzieje, że ktoś czyta te moje wypociny ;3 
Dziękuję szczególnie pewnej uroczej Karolci i to jej dedykuje ten rozdział.
Więc zapraszam.
-------------------------------------

     Kiedy wyszli na ulice, pod domem stał skromny pojazd, zaprzężony w czarne konie. Weszli do pojazdu w ciszy. W tym samym klimacie minęła im podróż. Alice i Gilbert siedzieli odwróceni twarzami do szyby. Oz za wszelką cenę starał się obudzić towarzystwo i od czasu do czasu zagadywał doń. Niestety bezskutecznie. Do momentu przyjazdu pod kolorowy budynek, panowała grobowa cisza. 
Drzwi od pojazdu otworzyły się, a Gilbert wyszedł nimi jak najprędzej. Blondyn popatrzył na Alice, która nadal wyglądała przez okno jak zahipnotyzowania. 
- Emmm.. Idziemy?- zapytał się niepewnie chłopak.
- Jak masz ochotę to idź, ja nie.- odburknęła
- Alice, o co chodzi?
- Oz!- rzuciła się blondynowi na szyje- wracajmy, nic dobrego nas tu nie spotka!
- Spotka.- odparł stanowczo chłopak
- Co niby?!
- Nasi przyjaciele, którzy z niecierpliwoscią nas wyczekują- powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy.
Alice chwyciła dłoń blondyna i po chwili weszli do małego, skromnego ale za razem uroczego budynku.
W środku panował radosny klimat. Grała muzyka, na stołach leżały rożne smakołyki, oraz było mnóstwo ozdób.
- Jesteście!- usłyszeli za sobą przyjazny głosik
- Sharon, witaj!- przywitał ją serdecznie chłopak i mocno uściskał.
- Witaj Oz, witaj Alice. Mam nadzieje, że humory wam dopisują. Rozgoście się i co najważniejsze, spróbujcie moich wypieków.
- Dzięki, na pewno  skosztujemy.
- Przepraszam was na momencik.- zarzuciła włosami i odeszła w stronę niskiej, rudowłosej kelnerki.
Alice i Oz podeszli do swoich znajomych i prowadzili z nimi długą rozmowę. Przyjemność tą przewał komunikat od Sharon.
- Witam was wszystkich bardzo serdecznie, na otwarciu mojej kawiarni "Cukrowy Kącik". Nie chcę wam przeszkadzać w waszych rozmowach, więc nie zajmę za dużo czasu.
Na początek pragnę serdecznie wam podziękować za pomoc i wsparcie. Bez was nie osiągnęlabym tego wszystkiego. W szczególności chcę podziękować jednej osobie- Break, gdyby nie ty, już dawno bym się poddała. Jesteś dla mnie autorytetem i wielkim wsparciem. Cukrowy kącik w większości jest twoją zasługą i mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę, bo jesteś kimś wielkim Break.
- Oj Panienko, Panienko. Nie rozczulamy się nad takimi drobnostkami- powiedział czerwonooki bujając się na masywnym żyrandolu. 
- Złaź z tamtąd natychmiast! Jeszcze się urwie i co wtedy?!- wykrzyczała poirytowana Sharon
- Wtedy spadnę, a masyw żyrandola dodatkowo mnie przygniecie- powiedział ze spokojem Break.
- Nie chciałam tego robić, ale chyba nie mam wyjścia. Nie dostaniesz deseru!
- Pa-panienko! Jest panienka okrutna. Deseru?! No proszę!
- Zejdź to ponegocjujemy!
Białowłosy zszedł posłusznie, a następnie usiadł przy schodach jak dziecko, któremu zabrano cukierka.
Po zjedzeniu słynnego ciasta "Głowa Rainswort", wszyscy udali się na parkiet  i zaczęli wirować do spokojnej piosenki. Gilbert zaprosił do tańca Adę, która od czasu do czasu niewinnie się uśmiechała. Oz zaprosił do tańca Echo, a Reim niezgrabnie pytał się o jeden taniec Sharon. 
Alice przyglądała się wszystkim z niedowierzaniem. Każdy swietnie się dogadywał z każdym. Więc to są właśnie Przyjaciele? Czemu nikt jej nie zaprosił do tańca? Nikt jej nie lubi, czy zaprosili ją tylko z litości? 
Zadręczała się masą pytań na które nie mogła znaleźć odpowiedzi. Kiedy zbliżyła dłoń w stronę jej oka, poczuła łze. Wiedząc, że przemyślenia doprowadziły do płaczu, postanowiła nie pokazywać się "przyjaciołom". Wstała od stołu, wzięła do ust ostatni kawałek ciasta czekoladowego i poszła do oddalonego rogu sali. 
Schody... Schody! Wszyscy są na dole,  więc nikt nie będzie musiał patrzeć na jej zapłakaną twarz. Wbiegła pospiesznie po schodach ocierając łzy. 
Na piętrze były trzy pomieszczenia. W pierwszym leżały niedbale krzesła i stoły, w drugim mały barek i ozdoby, a w trzecim pokoju było całkowicie pusto. To nawet nie był pokój.. Tak to był balkon, który ukazywał miasteczko nocą. 
Alice poczuła, że to właśnie miejsce w którym czuje się najlepiej. Podparła się o balustradę i utonęła w marzeniach.
Nie wiedziała ile czasu minęło od jej przybycia, nie wiedziała czy ktoś jej szuka... Szczerze, nawet ją to nie obchodziło. Chciała zostać sama, tylko tyle.
Cisza. Błoga cisza. Ale czy na pewno? Alice słyszała od czasu do czasu cichy oddech oraz syczenie. Tak jakby ktoś się zwijał z bólu. Dziewczyna zaniepokojona odgłosami postanowiła poszukać źrodła jej obaw. Przechadzała się wzdłuż i wszerz powierzchni balkonu i wszystko byłoby w porzadku, gdyby nie jej nagłe podknięcie.
- Auć!- wykrzyczała Alice
- Mogłabyś uważać jak chodzisz- powiedział spokojnym tonem sprawca kolizji.
- Ty durniu! Pokaż swoją twarz!
- Jest ciemno i tak mnie nie zobaczysz, ale sądziłem, że jesteś bardziej bystra i poznasz mnie po głosie- powiedział melodyjnie osobnik.
- Zaraz, zaraz...Błazen?!- powiedziała zaskoczona dziewczyna.
- Dopiero teraz?! Gratulacje, chcesz lizaka w nagrodę?- odpowiedział z przekąsem 
- Zamknij się! Ty.. Ty krwawisz?! 
- Brawo za spostrzegawczość, a teraz przepraszam. Chcę to zakończyć w spokoju.
- Co chcesz zakończyć?!- powiedziała zaniepokojona.
- Myślałem, że jesteś bardziej bystra.. Ech.. Życie, Alice, życie. Moje już dobiega końca.
- Nie możesz ! Nie żyjesz tylko dla siebie! Masz grono przyjaciół które się o ciebie troszczy...  Zrób to dla Sharon!
  Te słowa głęboko uderzyły we wnętrze  Break'a. Ten pozbawiony uczuć łańcuch przemówił do jego męskiego ego. Jak to możliwe?! To niebywałe, ten byt o imieniu Alice to ktoś niezwykły. Ma jej udowodnić, że jest kimś twardym 
i spróbować walczyć z nieuchronnie zbliżającą się śmiercią? Dla Sharon, dla której jest podobnie autorytetem i dla reszty.. Tak jest warto... Więc może zawalczy z zadanymi ranami? Da rade! Musi! 
- Alice.. Dziękuję.. - powiedział cicho, łapiąc dziewczynę za rękę
- Ty durny błaźnie... Co my z tobą mamy.     
   Co ja z tobą mam.


Ten rozdział nie należy do tych długich. Jakoś nie miałam czasu, ale jeśli dostanę motywacje, to napiszę jakiegoś długaśnego ;d 
Dzięki i do następnego rozdziału.



niedziela, 20 września 2015

Zaprzecz nierealnej miłości [2] Break x Alice


- Break?!... Break.. Ty idioto! Gdzie ty się podziewasz!- krzyczała Sharon, biegając po posiadłości Rainsword.
- aa..kuku...
- Na żarty ci się zbiera?! Chyba cię co coś prosiłam...- powiedziała zdruzgotana Sharon
- Panienko.. Nikt z Pandory nie będzie mieć czasu ani ochoty na schadzki po cukierni- uśmiechnął się szeroko białowłosy
- Hmmm... Znając życie pewnie masz racje.. A tak się napracowałam. 
- Więcej dla mnie- wyszeptał dziewczynie na ucho
- Po moim trupie! Bez problemu, zrobimy kameralne przyjęcie.Tylko my i nasi przyjaciele- powiedziała odwrócona i nadąsana.
- I teraz zapewne panienka wręczy mi stos zaproszeń i mam zabawić się w doręczyciela...
- Brawo Break, gratuluje ci spostrzegawczosci- odwróciła się i podała mężczyźnie sześć zaproszeń- tylko z tym stosem się nie zgodzę. No trzymaj je i wręcz jak najszybciej!
- Hai Hai Panienko... - Break uśmiechnął się szeroko i po chwili zniknął za zakrętem. 
---------------------------------------------
20 min. poźniej. Mieszkanie Gilberta.

Poranek jak każdy inny. Monotonny, i taki nijaki. Gilbert tak jak zwykle robił kawę, Oz poszedł na zakupy, a Alice... spała.. zapewne miała zamiar do późna.
Właściciel mieszkania usiadł na      kuchennym blacie, popijając małą czarną. Wszystko było takie zwyczajne.. Czy tak powinno być? Żadnych misji od Panory, nieporozumień... Czy tak wygląda żywot normalnego mieszkańca? 
Rozmyślenia Gilberta przewał powrót Oza. Chłopak przywitał złotookiego szczerym uśmiechem i położył zakupy na stole.
- Ty robisz, a! Dzięki za kawę- porwał w biegu filiżankę i wybiegł do innego pomieszczenia.
- Ech.. Co ja z tobą mam- powiedział sam do siebie, zamyślony Gilbert.
Po zrobieniu śniadania sobie i swojemu panowi, udał się to toalety, gdy nagle zabrzmiał dzwonek do drzwi.
- JA OTWORZĘ! - wykrzyknął blondyn.
Jak zadeklarował, tak też uczynił. Za drzwiami nikogo nie było, na wycieraczce leżały jedynie trzy różowe koperty o silnej, różanej woni. 
Zdziwiony chłopak, chwycił "tajemnicze listy" w dłoń i zamknął drzwi.
- Gil, ktoś zostawił pocz...- wszedł do kuchni, gdy nagle zauważył nieproszonego gościa.
- tę.. Break, nie prościej wejść przez drzwi?- powiedział z przekąsem
- Jakiś ty uroczy Oz! Wydoroślałeś od ostatniego spotkania.
- Haha, doprawdy?
- Ach, tak, tak! A powiesz mi gdzie pozostali lokatorzy?
- Alice jeszcze śpi, a Gil zaraz przyjdzie.
- Nie byłbym tego taki pewny..- uśmiechnął się chytrze białowłosy.
- Co ty...
W tej samej chwili z łazienki dobiegał głośny łomot i towarzyszący krzyk
- OZ! NIE MOGĘ WSTAĆ Z DESKI!
- Że co ?!- Blondyn popatrzył się przenikliwym spojrzeniem na gościa, a on patrzył na niego błagalnym spojrzeniem typu: "no weź, nie bawi cię to?"- spokojnie Gil, zaraz coś wymyślę, a ty spróbuj się podnieść.
- JAK NIBY?! Tkwie na dobre! Niech ja no dorwę tego głupiego królika! 
- Tak delikatnie mówiąc, to nie Alice jest winowajcą...
- Że co?! To niby ja przyszedłem lunatykując w nocy i posmarowałem sedes klejem, by następnego dnia się przykleić?!? Oz.. Chyba to nie ty... Oz?
Hałasy obudziły Alice, która trząc oczy weszła na "miejsce zbrodni". Popatrzyła się błagająco na towarzystwo i wiedząc co jest powodem jej przebudzenia, kopnęła z całej siły drzwi, otwieracąc je zarazem.
Dziewczyna nie patrząc na zażenowanego Gilberta, chwyciała go za podbrzusze i mocnym, zdecydowanym ruchem szarpnęła w swoją stronę. Złotooki odlepił się od deski i już po chwili stał przed Alice.. ale bez spodni... Dziewczyna dopiero po pewnym czasie zorientowała się czemu mężczyźnie puścił rumieniec.
- Ni..n..nie ubierzesz się?- zapytała odwrócona do niego plecami
-ta...- Odpowiedział Gilbert jakby przed chwilą wyszedł z transu. 
Szybko podciągnął spodnie i dynamicznym krokiem wyszedł z łazienki. Alice nadal stała tyłem i dopiero potwierdzenie Oza, że Gli wyszedł doprowadziło do otrząsnenia dziewczyny z tej sytuacji. 
- Co jak co, ale wyszedł ci ten dowcip błaźnie- powiedziała z wymalowanym uśmiechem na twarzy Alice.
- Ach dziękuję!- zarzucił szybko- ale teraz już muszę lecieć, wiecie- O-BO-WIĄ-ZKI.
- Stój Break, chyba nie myślisz, że pozwolimy ci wyjść bez wyjaśnienia o co chodzi z tą pocztą- wtrącił się młody Vesallius.
- Ja tylko pełnię rolę doręczyciela. Cała alegoria ukrywa się tam, prawda?- zapytał, pokazując na różowe koperty.
- No tak.. wybacz. 
- Nic się nie stało- pomachał dynamicznie ręką- no nic, na mnie już czas. Szczere pozdrowienia dla Wodorostka- powiedział podchodząc w stonę Alice
- Nie martw się. Napewno je otrzyma- wyjrzyknął rozbawiony Oz.
  Break nagle złapał dziewczynę za ramiona i wyszeptał jej coś do ucha. Po tym czynie bez słowa wyszeł, zostawiając Alice czerwoną jak ognisko magmy. 
- Hmmm.. Co ci powiedział Break?- zapytał zdziwiony blondyn.
- Nic ważnego, napewno nie na tyle bym musiała cię informować- powiedziała uśmiechnięta Alice- lepiej otwórz te koperty!
Vessalius dynamicznym ruchem podał dziewczynie tą zaadresowaną do niej, zostawiając na stole tą Gilberta. 
- To od Sharon!- powiedział Oz- mogłem domyśleć się po zapachu
- Ale ona bazgroli! Tyle zawijasków i serduszkek stawia.Przeczytaj to sługusie- wykrzyczała wprost do ucha chłopaka
- Drogi Ozie Vessalius. Ja Sharon Rainword zapraszam Ciebie na uroczystość z okazji otwarcia mojej kawiarni. Zabawa będzie w tematyce balowej, więc zadbaj o swój wygląd i uczesanie (hihi). Na karteczce dołączam adres. Uroczystość jest dzisiaj, przepraszam za tak późne daje zaproszenia, ale mimo tego mam nadzieję, że się pojawisz. 
Twoja Sharon.
- Ale mnie to już nie zaprosiła!- powiedziała oburzona Alice
- ech... To moje zaproszenie, więc Sharon pisała do mnie. Na twoim jest do ciebie.
- To całkowicie zmienia postać rzeczy! Jak więc będzie? Idziemy no nie?
- Jeszcze się pytasz? No jasne, że tak!- powiedział uradowany chłopak.
- Oz... Ja nie mam sukienki... 
- To nie problem.- uśmiechnął się do Alice, chwytający ją za dłoń- idziemy na zakupy.
------------------------------------------
Oz i Alice robili zakupy na bal pare godzin. W końcowym efekcie chłopak nie dowiedział się co zakupiła Alice, gdyż dziewczyna wolała by wybór podjęty przez nią był kwestią osobistą.
Po powrocie do mieszkania, wyczuli zapach męskich perfum. Postanowili, że po cichu wejdą i rozejrzą sie. W salonie grała po cichu romantyczna ballada, do której rytmu kołysał się Glibert! Pogdlądacze nie mogli wytrzymać ze śmiechu. 
- Ale ten Wodorościany łeb się wystoił! Jaki smoking, włosy jakoś dziwnie ulizane- parsknęła Alice
- prawda!- wykrzyczał Oz, co spowodowało natychmiastowe odwrócenie się Gilberta i przyłapane szpiegów na gorącym uczynku.
- Co wy do jasnej cholery wyczyniacie?!- wykrzyczał zawstydzony mężczyzna
- Możemy zapytać się o to samo- powiedział uśmiechnięty Oz
- Trenuje przed balem..
- Ooo.. Sharon zaprosiła Adę?- zapytał blondyn, skręcając się ze śmiechu
-OZ!!!- burknął Gilbert cały się czerwieniąc.. - Macie dwadzieścia minut do wyjścia, wyrobicie się?- zapytał złośliwie.
Alice i Oz popatrzyli się porozumiewawczo na siebie i biegiem popędzili szykować się na przyjęcie.
------------------------------------------
- Alice! Wychodzimy za pięć minut!
- Chodź tu głupi sługusie mi pomóż zapiąć klamerki na tych idiotycznych butach!
- Tak jest!- powiedział szczęśliwym tonem chłopak, wchodząc do jej pokoju.
- A... - zaniemówił
- Klękaj i zapinaj
- Jak ty cudownie wyglądasz! Wystroiłaś się, haha, dla kogo?- zażartował chłopak
- Oz ... Czemu ty zawsze musisz mieć racje?



I to na tyle jeśli chodzi o ten rozdział. A w nadstępnym czeka nas bal... Hmmm ciekawe co tam się wydarzy.










wtorek, 1 września 2015

Zaprzecz nierealnej miłość[1] Break x Alice

    Wszystko było takie jak zwykle - świeże.
     Dla Alice rozpoczął się kolejny, pełen ekscytacji dzień. Nikt jej nie budził, nie hałasował, nie urządzał niepotrzebnych demonstracji. Była błoga cisza, zbytnia... Coś było nie tak... 
     Szybkim, dynamicznym ruchem otworzyła drzwi do holu. Rozejrzała się po całym mieszkaniu. Właściciela- tego wodorościanego łba nie było! A co najgorsze wraz z nim zniknął jej sługus. Phi! Gdzie on się bez niej rusza, przecież nie da sobie rady. Bezczelny... Już sobie z nim pogada, gdy wróci.
     Założyła ubrania pożyczone od "siostrzyczki" Sharon. Sukienka była zbytnio wyszukana jak na jej gust.
     Wyjrzała przez okno by rozejrzeć się za "uciekinierami", na drodze stało tylko kilka straganów z jedzeniem.. Z jedzeniem... Wyczuła... MIĘSKO!!
     Szybkim ruchem otworzyła lodówkę i zajrzała doń. Świeciła pustkami. 
     - No to uliczne mięsko! - wykrzyczała uradowana.
     Dynamicznie zamknęła drzwi (nie miała kluczy więc domknęła) i wybiegła w stronę straganów. 
Zapominając o wszelkich problemach, beztrosko zawijała różne mięsne kąski w papierowe torebki. Kiedy skończyła, popatrzyła zaborczo w oczy sprzedawcy i dziarskim krokiem ruszyła w stronę domu, lecz bezskutecznie. Mężczyzna, zdenerwowany i lekko zdezorientowany całą sytuacją, złapał Alice za ramie i obrócił w swoją stronę.
     - A gdzie zapłata za zakupy? - wykrzyczał jej prosto w twarz.
     - Nie ma dla takich buraków! - odwzajemniła tembr głosu.
     -  O ty mała, bezczelna smarkulo! Zaraz zobaczysz co czeka takie jak ty! - wykrzyczał mężczyzna, opluwając przy tym Alice w twarz. 
     Już miał wycelować swoją ciężką, owłosioną dłoń w twarz dziewczyny, lecz nagle poczuł jak straszny ból przeszywa jego ciało. 
     - Ohoho, odważne poczynania - powiedział tajemniczy głos, zza sprzedawcą.
     - Błazen?! - powiedziała zdziwiona Alice, wyrywając się z uścisku mężczyzny. Przed nią stał Xerxes Break. Inny niż zwykle, bardziej tajemniczy. Alice zaczęło mocniej bić serce. 
     - Alice! No proszę! Pomyliłem cię z małą dziewczynką, która oddaliła się od mamusi - uśmiechnął się szeroko jednooki.
     - Daruj sobie tą dziecinadę, narka! - wykrzyczała Alice i pobiegła przed siebie.
     Sprzedawca zwijał się z bólu. Po chwili cierpienie jednak odeszło, tak jak Break. Tłum ludzi pomagało mężczyźnie wstać i przeczyścić rany. Dwóch z nich ruszyło w pogoń za białowłosym, ten jednak wszedł do kontenera na śmieci. Po otworzeniu wieka okazało się, że Breaka nie było. Zdziwieni a za razem zdezorientowani sprawiedliwi odpuścili dochodzenie i udali się do tłumu. 
     Alice krążyła po mieście, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Straciła nawet apetyt na mięsko. Na MIĘSKO! Nigdy jej się to nie przytrafiło. Nie miała ochoty wrócić do mieszkania, nawet jeśli miałaby spotkać się ze swoim sługusem. Chciała pobyć sama, porozmyślać... Nic więcej.
________________________________

     Alice wróciła do mieszkania późnym wieczorem. Przecierała swoje zmęczone oczy i na ślepca otworzyła drzwi.
     - Alice! - krzyknął zaniepokojony młody Vessalius i rzucił się dziewczynie na szyje.
     - Oz... Możesz mnie puścić? Chcę iść spać - powiedziała cicho.
     Chłopak wykonał polecenie, a łańcuch udał się do sypialni. 
     Oz usiadł na ławie kuchennej i przyjrzał się rozmarzonym wzrokiem na pudełko po ciasteczkach. W tej chwili do pomieszczenia wszedł Gilbert. Zdziwiony zachowaniem swojego pana podszedł do niego.
     - Oz, co spowodowało twoją głęboką zadumę? - zapytał, a jego ciało przeszedł ciepły dreszcz.
     - Jestem bardzo szczęśliwy!
     - Hmmm... A z jakiego to powodu?
     - Dlatego, że miałem okazje poznać Alice! - uśmiechnął się szczerze, a z jego zaciśniętych oczu popłynęły stróżki łez.
     - Ten głupi królik się znalazł?! Już sobie z nią pomówię!
     - Nie, dzisiaj nie. Położyła się spać. Wyglądała inaczej niż zwykle. Jej wzrok był taki pełen radości i beztroski. Najwidoczniej potrzebowała dłuższego spaceru, by przemyśleć pewne sprawy.
     - To niebywałe... No nic, weźmy się za uzupełnianie tych papierów od Pandory.
     - Tak, masz rację. Pan Reim urwie nam głowy, jeśli tego nie zrobimy!...
________________________________

     - Oz!!!! Ty durniu!! Chodź tu!!! - krzyknął łańcuch.
     Chłopakowi powrócił uśmiech na twarzy i w podskokach pobiegł do sypialni dziewczyny.
     - Tak Alice? O co chodzi?
     - Nie uśmiechaj się jak idiota, tylko usiądź tu na łóżku - wykrzyczała chłopakowi w twarz.
     - Dobrze, dobrze... A więc, co jest powodem naszego nocnego spotkania? - zapytał nadal uradowany Vessalius.
     - Czy jestem za niska?
     - Jesteś w sam raz.
     - Czy wyglądam jak dziecko?
     - Nie.
     - Ale takie, które zgubiło mamę?
     - Do rzeczy.
     Alice wzięła głęboki wdech, a następnie cichym tonem, spokojnie zapytała:
     - Oz? Jak to jest być zakochanym? - Zapeszyła się.
     - A co? Czujesz, że możesz być? - spytał, patrząc jej prosto w oczy.
     - Durniu. Dlatego cię pytam, bo nie wiem jak to jest... A jeśli tak, jak sądzę, to czuję, że możemy mieć problem...













poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Prolog musi być ~ Beak x Alice

Wszystko ma swoje źródła. Głębsze, bądź płytsze. Nasza historia również takie posiada...
Niech na chwile obecną zostaną zatajone.
Alice.. tylko Alice? Zwykły łańcuch niezdolny do uczuć?
Xerxes Break, u którego w sercu na zawsze pozostała Shelly?
To tajemniczy i niekończący się labirynt uczuć, gdzie na końcu czeka...
-------------------------------------------------------------------------------
Historia ta rozgrywać się będzie w świecie równoległym do oryginalnej Pandory.. lecz nie do końca.
Nie może być taka sama z wiadomych powodów. Jeśli nawet nie wiesz za dużo na temat Pandory Hearts, to nie martw się, historia nie będzie za bardzo wplatać się w końcowe rozdziały dzieła Mochizuki.
Zapraszam serdecznie ^^

Lottie

Witam, witam ^^ Jestem Lottie.. I to chyba tyle jeśli chodzi o przedstawienie się.
Nie lubię zbytnio się rozpisywać na mój temat, więc mam nadzieję, że jakoś się dogadamy :3
Od czego by tu zacząć... Hmmmm.. Mam wiele pomysłów, lecz ich nie zdradzę.
Męczarnie z moją osobą rozpocznie pewien ship z Pandory Hearts.

Panie i Panowie, jednorożce i ślimaki - Break x Alice. 

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

BAKŁAŻAN

Ohayo! 
Po co znów tu piszę? 
Co w ogóle ma znaczyć ta zmiana szablonu? 
JUŻ TŁUMACZĘ! 
Razem z Ioni (rysowniczką) byłyśmy na koloniach M&A. 
Znalazłam na nich pisarkę, której zaproponowałam współpracę. 
Zgodziła się z wielkim entuzjazmem. 
Jako, że i tak nie zamierzam więcej pisać Naruto, a ona - Lottie - ma dużo pomysłów na FF'y z różnych anime, to blog został przerobiony. 
W zakładce "Archiwum X" znaleźć można rozdziały z danego FF. 
Tak de facto pracę na blogu rozpocznie się na nowo we wrześniu. 
Mam nadzieję, że Lottie przypadnie wam do gustu oraz, że będziecie ją wiernie wspierać aktywnością. 
Dziękuję za uwagę i do zobaczenia następnym razem! :) 
Alex Xis 

niedziela, 19 lipca 2015

EPILOG

     Długie czarne włosy idealnie kontrastowały z blond kucykami, które gondaime tak bardzo lubiła. Razem ze swoim starym przyjacielem przemierzali starą część wioski w ciszy i spokoju. Oboje rozmyśli i wspominali o niedawnych wydarzeniach.O tym, jak szybko pognał czas, jak wydarzenia potoczyły się w rzeczywistości niechcianą dla nich drogą. Zawsze los komplikował im życie, a oni nie chcieli pokornie mu się poddać. Kurczowo trzymali się życia oraz radości, której tak naprawdę nie mieli za wiele. Wszystko się zmienia. Wioski są budowane, a następnie burzy się jakąś ich namiastkę po to, by na ich miejscu powstało coś nowego, czasem lepszego, czasem gorszego. Tak samo i z ich życiem. Urodzili się, żyli, niszczyli w sobie to, czego nie potrzebowali by zmienić nie zawsze na dobrze. Teraz, gdy znów los zabrał im coś bardzo cennego, a dał coś, co nie dotyczyło ich bezpośrednio nadal się uśmiechali bo wiedzieli, że już są wykreowani do końca, że już nic nie jest w stanie zakłócić tego, jacy są.
     - Jak myśli, co by było, gdyby Jirayia znów tu z nami był? - blady jak kreda Orochimaru postanowił przerwać ta cisze.
     - Sądzę, że znów bylibyśmy najlepszymi przyjaciółmi i tak jak kiedyś poszlibyśmy na saka - roześmiali się.
     - A powiedź, nie gryzie Cię sumienie, że bitwa z Ariatto była jego ostatnią ze względu na Ciebie? Że to za Ciebie oddał życie? - kobieta spojrzała na niego poważnie zastanawiając się.
     - Nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo gryzie. Jednak zrobił to, co dla wioski było najlepsze. Nie dość, że uratował mnie, to przy okazji i wioskę. Poza tym... Amaki i Meyjo są teraz z nim, z pewnością nie jest mu tam smutno - uśmiechnęła się, jednak oczy miała pełne łez. Gdyby nie było to Orochimaru zapewne przytuliłby ją, jednak wężowaty tego nie zrobił. Czekał tylko, aż kobieta się uspokoi.
     - Masz racje. Szkoda, zapowiadaliście się świetną parą - zastanawiał się czemu ciągle drąży ten temat.
     - Niestety, miłość nigdy nie chciała się mnie trzymać. Jirayi najwidoczniej też nie - znów się roześmiali, gdy z naprzeciwka biegła do nich shinobi o fioletowych włosach. Za nią powolnym krokiem kierował się grubszy mężczyzna w stroju klanu Akamichi. Kobieta rzuciła się na szyję Orochimaru, który obdarował ją soczystym pocałunkiem. Tsunade oglądała scenkę ze starczym uśmiechem, gdy podszedł do niej starszy facet.
     - Witaj Shana, jak się czujesz? - spytała nie chcąc przeszkadzać parze.
     - Dobrze, dziękuję kochana. Pieczęć Ariatto daje się we znaki, jednak przynajmniej jesteśmy pewni, że już nikomu nie przeszkodzi - odrzekł rzucając jedno spojrzenie dwójce zakochanych.
     - Tak, przynajmniej oni będą mogli zaznać tego słodkiego szczęścia dłużej niż ja
                                                                     THE END
**********************************************************************
No hej. Krótkie, ale takie prologi i epilogi moje (wiem, prologu nie było... och, to mnie boli) Tak to ten widzicie no... To koniec z JiraTsu. Również kończę z pisaniem jakichkolwiek opowiadań o NARUTO. Wiem, słabo z tym wyszło. No cóż, życie. Teraz skupiam się na innych sprawach. Gimnazjum się skończyło, mój zakres zainteresowań zmienił się, nowe projekty zresztą są już rozpoczęte, jednak nie ujrzą raczej światła dziennego. Nie piszę już FF, a własne, oryginalne opowiadania. Jeśli natomiast ktoś chciałby... Hm... Zastąpić moje miejsce pisarki na tym blogu proszę się odezwać. Wiem, że może to być dość... dziwny pomysł, ale z drugiej strony lepiej jest mieć na jednym blogu parę opowiadań niż szukać i szukać nie wiadomo ile i gdzie. To nie jest mój jedyny blog, więc jeśli chciałby ktoś się sprawdzić jako np. Recenzent mangi i anime to również zapraszam.
Dziękuję za wszystkie poświęcone chwile, za całe te długie lata... Dziękuję za wszystko :)
Pozdrawiam
Alex Xis