Wszystko było takie jak zwykle - świeże.
Dla Alice rozpoczął się kolejny, pełen ekscytacji dzień. Nikt jej nie budził, nie hałasował, nie urządzał niepotrzebnych demonstracji. Była błoga cisza, zbytnia... Coś było nie tak...
Szybkim, dynamicznym ruchem otworzyła drzwi do holu. Rozejrzała się po całym mieszkaniu. Właściciela- tego wodorościanego łba nie było! A co najgorsze wraz z nim zniknął jej sługus. Phi! Gdzie on się bez niej rusza, przecież nie da sobie rady. Bezczelny... Już sobie z nim pogada, gdy wróci.
Założyła ubrania pożyczone od "siostrzyczki" Sharon. Sukienka była zbytnio wyszukana jak na jej gust.
Wyjrzała przez okno by rozejrzeć się za "uciekinierami", na drodze stało tylko kilka straganów z jedzeniem.. Z jedzeniem... Wyczuła... MIĘSKO!!
Szybkim ruchem otworzyła lodówkę i zajrzała doń. Świeciła pustkami.
- No to uliczne mięsko! - wykrzyczała uradowana.
Dynamicznie zamknęła drzwi (nie miała kluczy więc domknęła) i wybiegła w stronę straganów.
Zapominając o wszelkich problemach, beztrosko zawijała różne mięsne kąski w papierowe torebki. Kiedy skończyła, popatrzyła zaborczo w oczy sprzedawcy i dziarskim krokiem ruszyła w stronę domu, lecz bezskutecznie. Mężczyzna, zdenerwowany i lekko zdezorientowany całą sytuacją, złapał Alice za ramie i obrócił w swoją stronę.
- A gdzie zapłata za zakupy? - wykrzyczał jej prosto w twarz.
- Nie ma dla takich buraków! - odwzajemniła tembr głosu.
- Nie ma dla takich buraków! - odwzajemniła tembr głosu.
- O ty mała, bezczelna smarkulo! Zaraz zobaczysz co czeka takie jak ty! - wykrzyczał mężczyzna, opluwając przy tym Alice w twarz.
Już miał wycelować swoją ciężką, owłosioną dłoń w twarz dziewczyny, lecz nagle poczuł jak straszny ból przeszywa jego ciało.
- Ohoho, odważne poczynania - powiedział tajemniczy głos, zza sprzedawcą.
- Błazen?! - powiedziała zdziwiona Alice, wyrywając się z uścisku mężczyzny. Przed nią stał Xerxes Break. Inny niż zwykle, bardziej tajemniczy. Alice zaczęło mocniej bić serce.
- Alice! No proszę! Pomyliłem cię z małą dziewczynką, która oddaliła się od mamusi - uśmiechnął się szeroko jednooki.
- Daruj sobie tą dziecinadę, narka! - wykrzyczała Alice i pobiegła przed siebie.
Sprzedawca zwijał się z bólu. Po chwili cierpienie jednak odeszło, tak jak Break. Tłum ludzi pomagało mężczyźnie wstać i przeczyścić rany. Dwóch z nich ruszyło w pogoń za białowłosym, ten jednak wszedł do kontenera na śmieci. Po otworzeniu wieka okazało się, że Breaka nie było. Zdziwieni a za razem zdezorientowani sprawiedliwi odpuścili dochodzenie i udali się do tłumu.
Alice krążyła po mieście, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Straciła nawet apetyt na mięsko. Na MIĘSKO! Nigdy jej się to nie przytrafiło. Nie miała ochoty wrócić do mieszkania, nawet jeśli miałaby spotkać się ze swoim sługusem. Chciała pobyć sama, porozmyślać... Nic więcej.
________________________________
Alice wróciła do mieszkania późnym wieczorem. Przecierała swoje zmęczone oczy i na ślepca otworzyła drzwi.
- Alice! - krzyknął zaniepokojony młody Vessalius i rzucił się dziewczynie na szyje.
- Oz... Możesz mnie puścić? Chcę iść spać - powiedziała cicho.
Chłopak wykonał polecenie, a łańcuch udał się do sypialni.
Oz usiadł na ławie kuchennej i przyjrzał się rozmarzonym wzrokiem na pudełko po ciasteczkach. W tej chwili do pomieszczenia wszedł Gilbert. Zdziwiony zachowaniem swojego pana podszedł do niego.
- Oz, co spowodowało twoją głęboką zadumę? - zapytał, a jego ciało przeszedł ciepły dreszcz.
- Jestem bardzo szczęśliwy!
- Hmmm... A z jakiego to powodu?
- Dlatego, że miałem okazje poznać Alice! - uśmiechnął się szczerze, a z jego zaciśniętych oczu popłynęły stróżki łez.
- Ten głupi królik się znalazł?! Już sobie z nią pomówię!
- Nie, dzisiaj nie. Położyła się spać. Wyglądała inaczej niż zwykle. Jej wzrok był taki pełen radości i beztroski. Najwidoczniej potrzebowała dłuższego spaceru, by przemyśleć pewne sprawy.
- To niebywałe... No nic, weźmy się za uzupełnianie tych papierów od Pandory.
- Tak, masz rację. Pan Reim urwie nam głowy, jeśli tego nie zrobimy!...
________________________________
- Oz!!!! Ty durniu!! Chodź tu!!! - krzyknął łańcuch.
Chłopakowi powrócił uśmiech na twarzy i w podskokach pobiegł do sypialni dziewczyny.
- Tak Alice? O co chodzi?
- Nie uśmiechaj się jak idiota, tylko usiądź tu na łóżku - wykrzyczała chłopakowi w twarz.
- Dobrze, dobrze... A więc, co jest powodem naszego nocnego spotkania? - zapytał nadal uradowany Vessalius.
- Dobrze, dobrze... A więc, co jest powodem naszego nocnego spotkania? - zapytał nadal uradowany Vessalius.
- Czy jestem za niska?
- Jesteś w sam raz.
- Czy wyglądam jak dziecko?
- Nie.
- Ale takie, które zgubiło mamę?
- Do rzeczy.
Alice wzięła głęboki wdech, a następnie cichym tonem, spokojnie zapytała:
- Oz? Jak to jest być zakochanym? - Zapeszyła się.
- A co? Czujesz, że możesz być? - spytał, patrząc jej prosto w oczy.
- Durniu. Dlatego cię pytam, bo nie wiem jak to jest... A jeśli tak, jak sądzę, to czuję, że możemy mieć problem...
No Karolinko...;) Swietnie się zaczyna. :3 Ale, ale...Czy ty nie wolisz shipu BreakxSharon?!
OdpowiedzUsuń