- Break?!... Break.. Ty idioto! Gdzie ty się podziewasz!- krzyczała Sharon, biegając po posiadłości Rainsword.
- aa..kuku...
- Na żarty ci się zbiera?! Chyba cię co coś prosiłam...- powiedziała zdruzgotana Sharon
- Panienko.. Nikt z Pandory nie będzie mieć czasu ani ochoty na schadzki po cukierni- uśmiechnął się szeroko białowłosy
- Hmmm... Znając życie pewnie masz racje.. A tak się napracowałam.
- Więcej dla mnie- wyszeptał dziewczynie na ucho
- Po moim trupie! Bez problemu, zrobimy kameralne przyjęcie.Tylko my i nasi przyjaciele- powiedziała odwrócona i nadąsana.
- I teraz zapewne panienka wręczy mi stos zaproszeń i mam zabawić się w doręczyciela...
- Brawo Break, gratuluje ci spostrzegawczosci- odwróciła się i podała mężczyźnie sześć zaproszeń- tylko z tym stosem się nie zgodzę. No trzymaj je i wręcz jak najszybciej!
- Hai Hai Panienko... - Break uśmiechnął się szeroko i po chwili zniknął za zakrętem.
---------------------------------------------
20 min. poźniej. Mieszkanie Gilberta.
Poranek jak każdy inny. Monotonny, i taki nijaki. Gilbert tak jak zwykle robił kawę, Oz poszedł na zakupy, a Alice... spała.. zapewne miała zamiar do późna.
Właściciel mieszkania usiadł na kuchennym blacie, popijając małą czarną. Wszystko było takie zwyczajne.. Czy tak powinno być? Żadnych misji od Panory, nieporozumień... Czy tak wygląda żywot normalnego mieszkańca?
Rozmyślenia Gilberta przewał powrót Oza. Chłopak przywitał złotookiego szczerym uśmiechem i położył zakupy na stole.
- Ty robisz, a! Dzięki za kawę- porwał w biegu filiżankę i wybiegł do innego pomieszczenia.
- Ech.. Co ja z tobą mam- powiedział sam do siebie, zamyślony Gilbert.
Po zrobieniu śniadania sobie i swojemu panowi, udał się to toalety, gdy nagle zabrzmiał dzwonek do drzwi.
- JA OTWORZĘ! - wykrzyknął blondyn.
Jak zadeklarował, tak też uczynił. Za drzwiami nikogo nie było, na wycieraczce leżały jedynie trzy różowe koperty o silnej, różanej woni.
Zdziwiony chłopak, chwycił "tajemnicze listy" w dłoń i zamknął drzwi.
- Gil, ktoś zostawił pocz...- wszedł do kuchni, gdy nagle zauważył nieproszonego gościa.
- tę.. Break, nie prościej wejść przez drzwi?- powiedział z przekąsem
- Jakiś ty uroczy Oz! Wydoroślałeś od ostatniego spotkania.
- Haha, doprawdy?
- Ach, tak, tak! A powiesz mi gdzie pozostali lokatorzy?
- Alice jeszcze śpi, a Gil zaraz przyjdzie.
- Nie byłbym tego taki pewny..- uśmiechnął się chytrze białowłosy.
- Co ty...
W tej samej chwili z łazienki dobiegał głośny łomot i towarzyszący krzyk
- OZ! NIE MOGĘ WSTAĆ Z DESKI!
- Że co ?!- Blondyn popatrzył się przenikliwym spojrzeniem na gościa, a on patrzył na niego błagalnym spojrzeniem typu: "no weź, nie bawi cię to?"- spokojnie Gil, zaraz coś wymyślę, a ty spróbuj się podnieść.
- JAK NIBY?! Tkwie na dobre! Niech ja no dorwę tego głupiego królika!
- Tak delikatnie mówiąc, to nie Alice jest winowajcą...
- Że co?! To niby ja przyszedłem lunatykując w nocy i posmarowałem sedes klejem, by następnego dnia się przykleić?!? Oz.. Chyba to nie ty... Oz?
Hałasy obudziły Alice, która trząc oczy weszła na "miejsce zbrodni". Popatrzyła się błagająco na towarzystwo i wiedząc co jest powodem jej przebudzenia, kopnęła z całej siły drzwi, otwieracąc je zarazem.
Dziewczyna nie patrząc na zażenowanego Gilberta, chwyciała go za podbrzusze i mocnym, zdecydowanym ruchem szarpnęła w swoją stronę. Złotooki odlepił się od deski i już po chwili stał przed Alice.. ale bez spodni... Dziewczyna dopiero po pewnym czasie zorientowała się czemu mężczyźnie puścił rumieniec.
- Ni..n..nie ubierzesz się?- zapytała odwrócona do niego plecami
-ta...- Odpowiedział Gilbert jakby przed chwilą wyszedł z transu.
Szybko podciągnął spodnie i dynamicznym krokiem wyszedł z łazienki. Alice nadal stała tyłem i dopiero potwierdzenie Oza, że Gli wyszedł doprowadziło do otrząsnenia dziewczyny z tej sytuacji.
- Co jak co, ale wyszedł ci ten dowcip błaźnie- powiedziała z wymalowanym uśmiechem na twarzy Alice.
- Ach dziękuję!- zarzucił szybko- ale teraz już muszę lecieć, wiecie- O-BO-WIĄ-ZKI.
- Stój Break, chyba nie myślisz, że pozwolimy ci wyjść bez wyjaśnienia o co chodzi z tą pocztą- wtrącił się młody Vesallius.
- Ja tylko pełnię rolę doręczyciela. Cała alegoria ukrywa się tam, prawda?- zapytał, pokazując na różowe koperty.
- No tak.. wybacz.
- Nic się nie stało- pomachał dynamicznie ręką- no nic, na mnie już czas. Szczere pozdrowienia dla Wodorostka- powiedział podchodząc w stonę Alice
- Nie martw się. Napewno je otrzyma- wyjrzyknął rozbawiony Oz.
Break nagle złapał dziewczynę za ramiona i wyszeptał jej coś do ucha. Po tym czynie bez słowa wyszeł, zostawiając Alice czerwoną jak ognisko magmy.
- Hmmm.. Co ci powiedział Break?- zapytał zdziwiony blondyn.
- Nic ważnego, napewno nie na tyle bym musiała cię informować- powiedziała uśmiechnięta Alice- lepiej otwórz te koperty!
Vessalius dynamicznym ruchem podał dziewczynie tą zaadresowaną do niej, zostawiając na stole tą Gilberta.
- To od Sharon!- powiedział Oz- mogłem domyśleć się po zapachu
- Ale ona bazgroli! Tyle zawijasków i serduszkek stawia.Przeczytaj to sługusie- wykrzyczała wprost do ucha chłopaka
- Drogi Ozie Vessalius. Ja Sharon Rainword zapraszam Ciebie na uroczystość z okazji otwarcia mojej kawiarni. Zabawa będzie w tematyce balowej, więc zadbaj o swój wygląd i uczesanie (hihi). Na karteczce dołączam adres. Uroczystość jest dzisiaj, przepraszam za tak późne daje zaproszenia, ale mimo tego mam nadzieję, że się pojawisz.
Twoja Sharon.
- Ale mnie to już nie zaprosiła!- powiedziała oburzona Alice
- ech... To moje zaproszenie, więc Sharon pisała do mnie. Na twoim jest do ciebie.
- To całkowicie zmienia postać rzeczy! Jak więc będzie? Idziemy no nie?
- Jeszcze się pytasz? No jasne, że tak!- powiedział uradowany chłopak.
- Oz... Ja nie mam sukienki...
- To nie problem.- uśmiechnął się do Alice, chwytający ją za dłoń- idziemy na zakupy.
------------------------------------------
Oz i Alice robili zakupy na bal pare godzin. W końcowym efekcie chłopak nie dowiedział się co zakupiła Alice, gdyż dziewczyna wolała by wybór podjęty przez nią był kwestią osobistą.
Po powrocie do mieszkania, wyczuli zapach męskich perfum. Postanowili, że po cichu wejdą i rozejrzą sie. W salonie grała po cichu romantyczna ballada, do której rytmu kołysał się Glibert! Pogdlądacze nie mogli wytrzymać ze śmiechu.
- Ale ten Wodorościany łeb się wystoił! Jaki smoking, włosy jakoś dziwnie ulizane- parsknęła Alice
- prawda!- wykrzyczał Oz, co spowodowało natychmiastowe odwrócenie się Gilberta i przyłapane szpiegów na gorącym uczynku.
- Co wy do jasnej cholery wyczyniacie?!- wykrzyczał zawstydzony mężczyzna
- Możemy zapytać się o to samo- powiedział uśmiechnięty Oz
- Trenuje przed balem..
- Ooo.. Sharon zaprosiła Adę?- zapytał blondyn, skręcając się ze śmiechu
-OZ!!!- burknął Gilbert cały się czerwieniąc.. - Macie dwadzieścia minut do wyjścia, wyrobicie się?- zapytał złośliwie.
Alice i Oz popatrzyli się porozumiewawczo na siebie i biegiem popędzili szykować się na przyjęcie.
------------------------------------------
- Alice! Wychodzimy za pięć minut!
- Chodź tu głupi sługusie mi pomóż zapiąć klamerki na tych idiotycznych butach!
- Tak jest!- powiedział szczęśliwym tonem chłopak, wchodząc do jej pokoju.
- A... - zaniemówił
- Klękaj i zapinaj
- Jak ty cudownie wyglądasz! Wystroiłaś się, haha, dla kogo?- zażartował chłopak
- Oz ... Czemu ty zawsze musisz mieć racje?
I to na tyle jeśli chodzi o ten rozdział. A w nadstępnym czeka nas bal... Hmmm ciekawe co tam się wydarzy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz