sobota, 4 stycznia 2014

JIraTsu14: Tak blisko...

     - Tsunade-sensei, chcielibyśmy coś ci powiedzieć. – Powiedziała Amara następnego dnia na treningu.
- Słucham. – Tsunade wiedziała o co chodzi.
- My… trenujemy u Orochimaru.
- Wiem.
- Jak to?
- Jirayia miał z wami porozmawiać na ten temat. Po rozmowie przyszedł do mnie i powiedział wszystko jak leci.
- Wybacz nam. My naprawdę…
- Nie tłumacz. Przecież wiem wszystko.
- Nie jesteś zła? – Dzieciaki popatrzyły błagalnym wzrokiem.
- Eh, biorę przykład z Jirayi, więc nie.
- Dziękujemy. Jak to z Jirayi-sama?
- Jirayia umie wychować swoich podopiecznych jak należy. Jesteście jeszcze dzieciakami, więc nauczyć się musicie dużo. Nie ma sensu denerwować się na was, ale następnym razem mówcie prawdę. Zawsze wam pomogę.
- Wiemy, Jirayia-sama nam powiedział. – Uwiesiły jej się na szyi.

     W połowie treningu wybrali się na codzienny obiadek. Przyjaciele jak zwykle się spotkali.
- Cześć Księżniczko. – Odezwał się Jirayia.
- Siema, siadaj. – Zaprosiła Tsunade.
- I jak? – Usadowił się. – Dzieciaki się przyznały?
- Hai. Dziękuję ci. Masz świetne podejście do bachorów, nie to co ja. 
- Taki urok nie zawodzi. – Uśmiechną się szyderczo.
- Urok? – Spojrzała na niego z pod łba.
- A no ba. Niestety wieloletnie doświadczenie zdziałało więcej. – Roześmiali się.
- Dlaczego „niestety”?
- Bo wolałbym urok. – Znowu zaśmiali się.
- Aha. Powiedziałeś że zawsze im pomogę?
- Nie lubię kłamać. Mi zawsze pomagałaś, więc wątpię by im nie.
- Dzięki.
- Za co?
- Zawsze dajesz o mnie takie dobre opinie. Czemu?
- Ja mówię po prostu prawdę. Przezywamy się, dokuczamy sobie i ty mnie bijesz, ale jednak jesteśmy przyjaciółmi, czy nie?
- Jesteśmy. – Zarumieniła się.
- Zakochała się! – Krzyknął Amaki, który zauważył rumieniec.
- Że ja!? W kim niby? – Tsunade próbowała się wybronić, lecz bardziej było widać rumieniec.
- W Jirayi-sensei. Zarumieniłaś się. – Meyjo odpowiedział.
- Co? – Jirayia spojrzał na nią. –Faktycznie, masz rumieńce. – Uśmiechnął się niezauważalnie.
- Ale to nie z tego powodu. – Dalej próbowała się wybronić.
- To niby z jakiego? – Napierał Amaki.
- Nie ważne. Amaki daj spokój, nie nasza sprawa. – Tym razem Jirayia uwidocznił uśmiech.
- Ale…
- Amaki, mówiłem ci że to co między nami to jedynie dozgonna przyjaźń.
- Hai sensei.
- Więc... – Skierował się do Tsunade. – Z jakiego powodu zarumieniłaś się?
- Ja ci dam! – Walnęła go.
- Ej, mi możesz powiedzieć.
- Nie wkurwiaj człowieka.
- Zawsze to robię.
- Proszę. – Posmutniała.
- Co jest?
- Nic, a co ma być?
- Znowu mina ci zrzedła.
- Dobrze wież.
- Tsunade, to już przeszłość. On nie wróci.
- Ale już raz…
- I źle.
- Czemu?
- Bo z powrotem zamartwiasz się. Przeszłość nie powinna do nas wracać, czy ta zła czy ta dobra. Skup się na tym co jest teraz i tu, a nie na tym co było albo co będzie.
- Wiem że masz racje, ale…
- Nie ma żadnego „ale”. Przeszłoś jest nam potrzebna po to, by nie popełnić dwa razy tego samego błędu.
- Racja. Ja po prostu nie potrafię zapomnieć.
- Ale o czym? – Wtrącił Miszi.
- Amaki, Meyjo, Chika, wytłumaczcie mu. – Kazał Pustelnik.
- Chodzi o przeszłość? – Spytał Amaki.
- Hai.
- Się robi szefie. – Zaczął tłumaczyć.
- Mówiłeś im? – Zdziwiła się Hokage.
- Hai. Pytali więc odpowiedziałem. – Zgodził się.
- Sensei, o technice też? – Spytał jeden z dzieciaków.
- Absolutnie nie. Mówiłem byście nigdy nikomu nie mówili. To się tyczy także i takich sytuacji. – Nie pozwolił.
- Hai.
- Ale o czym? – Tsunade była zdekoncentrowana.
- Że żyję. – Odpowiedział połykając ramen.
- Jirayia przecież…
- Spokojnie, nic wielkiego im nie powiedziałem. Nawet nazwy nie znają.
- No mam nadzieje.
- Czekaj, ten rumieniec był z jakiego powodu, bo już całkiem się pogubiłem. Dan przecie nie żyje. Poza tym Ja jestem przeciwieństwem Dana.– Zadał kolejne pytanie. 
- Umiesz być dociekliwy. Masz w tym swój udział.
- Fajnie. Hehe.
- Nie myśl sobie że Dana nie biłam. Też często obrywał po głowie.
- Żartujesz?
- Nie, ale cokolwiek bym nie powiedziała, czy zrobiła zawsze był ze mną. Te słowa przypomniały mi jego, a słysząc je na żywo…
- Ej bo pomyśle że naprawdę zabujałaś się we mnie.
- A kto wie.
- Ty zaczynasz.
- Poprawia mi to humor.
- Jak tak, to dziś wieczorem u mnie?
- Zgoda.
- A teraz zbierajcie się! Idziemy dalej ćwiczyć. – Jirayia zabrał swoich podopiecznych. – Na razie.
- Cześć.

- Sensei, po co nam ta medytacja? – Spytała Chika.
- Dobrze. Pytanie do medytacji brzmi tak: Po co nam medytacja? – Odpowiedział Jirayia.
                                               
                                                      Po godzinie medytacji.
                                                                     ***
     - Kto ma odpowiedź? – Pustelnik przerwał medytacje. Rękę podniósł Meyjo. – Mów.
- Medytacja uczy nas cierpliwości i koncentracji. Dzięki niej potrafimy znaleźć odpowiedź na dręczące nas pytania. – Odpowiedział. 
- Zgadza się. Chika, teraz rozumiesz?
- Hai. – Zgodziła się.
- Dobrze. Koniec na dziś. Pomedytujcie sobie raz dziennie, to dobrze wam zrobi. – Odszedł przywołując ręką Amaki’ego. Młody Sarutobi podbiegł do niego.
- Tak sensei? – Powiedział Amaki.
- Twoi rodzice wracają za tydzień.  
- Tak! – Krzyknął mały.
- To co, idziemy do gorących źródeł? – Zaproponował Pustelnik z chytrym wyrazem twarzy.
- Pewnie! – Zgodził się.
     Po drodze spotkali Team 5 – drużynę Tsunade. Wydawało się że są źli na coś.
- Jirayia – sama, wydałeś nas! – krzyknął Miszi.
- Że co? – zdziwił się Pustelnik
- Powiedziałeś wszystko Tsunade – sensei!
- Mogliście się domyśleć. Przecież mówiłem w liczbie mnogiej, nie?
- Oni też wiedzą?
- Kto, drużyna? Nie, im jeszcze nie powiedziałem.
- I lepiej niech tak zostanie. Jeszcze gnojek by coś wypaplał. – zwrócił się do Amaki’ego.
- Ej, zważaj na słowa. – zdenerwował się Jirayia. – To że pomagam Tsunade nic nie znaczy. Nie cierpię taki bachorów, które traktują gorzej innych. To są jedynie śmieci. Amaki, idziemy. – „klon” Jirayii aż oniemiał z wrażenia. Posłusznie poszedł za swoim sensei’em. 
- Sensei. – mniejszy zagadał gdy siedzieli oglądając.
- Hm? – mruknął Jirayia.
- Czy dla Ciebie też jestem nikim?
- Przecież już Ci mówiłem.
- No tak, ale…
- Nie jesteś.
- A jestem gorszy?
- Jak możesz być gorszy jak jesteś podobny do mnie?
- Ale nie jestem Tobą.
- Amaki, zmieńmy temat. Nie będę gadać o głupotach. Jesteś świetnym dzieciakiem i nie możesz myśleć odwrotnie. 
- Jasne sensei! Teraz już wiem dlaczego jesteś seninem.
- Hm? – spojrzał ciekawie.
- Nigdy nie spotkałem nikogo mądrzejszego i sprawiedliwszego niż Ty.
- Dzięki. – uśmiechnął się. Nigdy tak o sobie nie myślał. – Ja po prostu jestem sobą.
- Jak myślisz, Tsunade – sama znów Nas tu znajdzie?
- Zapewne już tu jest.
- Co!?
- Gdzieś się zaczaiła i czeka na odpowiedni moment do ataku.
- Taka kocica.
- A no ba. Wiesz, ostatnio zachowuje się jak koci...
- Patrz! – Amaki pokazał na postać wchodzącą do źródeł. – To Tsunade – sama.
- Ta! – Jirayia nie mógł sobie darować tego widoku.
- Widziałeś kiedyś coś piękniejszego? – wydukał Amaki. Nie mógł się napatrzeć.
- Nie, ale widziałem Ją już parę razy nago. Choć zazwyczaj zauważała mnie i dawała w łeb.
- He. Co myślisz o Amarze?
- Tej Szikoshi?
- No.
- Myślę że masz u Niej szanse.   
- Co? Ja… Ja się w Niej nie kocham, ani nic z tych rzeczy!
- Jak Asuma. Mi możesz powiedzieć prawdę.
- No dobra. Podoba Mi się.
     Zaczęli siedzieć w ciszy i wpatrywać się w Hokage. Aż zaczęła im ślinka lecieć. Gdy Hokage wyszła, pozbierali się i pożegnali. Jirayia musiał jeszcze przygotować dom na przyjęcie bogini. Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Jirayia wpuścił gościa. Tsunade rozgościła się i dostała sake. Zaczęli rozmowę.
- Jak tam księżniczko? – spytał Jirayia.
- Tak jak poprzednio. – odpowiedziała oschle.
- Eh.
- Ale teraz dochodzi jeszcze podglądanie mnie w gorących źródłach! – walnęła Go w łeb.
- Auł! Skąd wiesz?
- Widziałam Ciebie i Amaki’ego.
- I tak po prostu dałaś się podglądać? Niewierze. To do Ciebie niepodobne.
- He, chciałam zobaczyć waszą reakcje jak Mnie zobaczycie. – uśmiechnęła się chytrze.
- I co, podobało się? – zdenerwował się.
- Musze przyznać że bardzo. Oboje się zapatrzyliście, śledziliście każdy Mój ruch i na dodatek pośliniliście się. Nigdy nie zapomnę tego widoku.
- No proszę. To dlatego miałaś rumieniec. Więc jak mówisz że nie zapomnisz widoku to znaczy że Ci się podobało?
- Zgadza się. Przecież mówiłam. Czasem miło jest jak ktoś podziwia twoje ciało. A już na pewno gdy ktoś podziwia takie stare ciało jak moje. – roześmiali się.
- Gadasz bzdury. Żadna inna nie ma takiego jak Ty. Moje jest stare!
- Kto wie?
- Ja i to wystarczy.
- Czy ja wiem…
- A co, chciałabyś zobaczyć? – Jirayia zaczął już na coś liczyć.
- Wiesz, za długo jestem w twoim towarzystwie. – spoważniała.
- Co to ma znaczyć? – Jirayia także.
- No bo bym chciała.
- Co?
- Oj no, chciałabym zobaczyć Cię nago. Ale to tylko tymczasowe zboczenie.
- Fajnie. – spodobało się Mu. – Może kiedyś zobaczysz. Wystarczy poprosić.
- Ta, jasne.
- No a nie? Proś.
- Proszę.
- No ale rozwiń wypowiedź.
- Ty chcesz żebym ci wyznanie miłosne powiedziała czy co? Proszę, chciałabym zobaczyć Cię nago. Wystarczy?
- Wystarczy. – zaczął się rozbierać. Najpierw odsłonił się jego tors. Był pełen siniaków po niewoli, lecz dalej umięśniony. Następnie rozpiął spodnie i… zabawę przerwało im pukanie do drzwi. – No co do cholery? – zdenerwował się i szybko ubrał bluzę. Podszedł do drzwi i otworzył je. Nikogo nie było, tylko zwój na wycieraczce. Wszedł z powrotem do salonu.
- Kto to był? – spytała Tsunade.
- Nikt. Tylko zwój zostawił. – odpowiedział Jirayia. Od razu odrzucił go za siebie.
- Nie przeczytasz?
- Nie. Wole na razie nie wiedzieć co w nim jest. Jeszcze by zabawę popsuło.
- No Ty to jesteś zboczony.
- Ej, ale to Ty chcesz mnie nago zobaczyć.
- No wiem. – znów się zarumieniła.
- Kontynuować? – spytał i uśmiechnął się.
- Kurde, dziwnie się czuje.
- Co jest? – zbliżył się.
- Wiesz, Ty jesteś w to wtajemniczony, ale ja nie często miałam do czynienia z gołymi facetami. 
- Spokojnie, wystarczy patrzeć. To Ja powinienem czuć się skrępowany, ale jeśli nie chcesz to nie.
- Chce! – Jirayia strasznie się zdziwił. Tsunade pierwszy raz mówi Mu takie rzeczy. Pomyślał że może jeszcze do czegoś dojdzie.
- Dobrze. – zaczął się ponownie rozbierać. Zdjął bluzkę, spodnie, lecz przed bokserkami popatrzył niepewnie. Tsunade jednak wpatrywała się jak dziecko w cukierka.
- Aż tak Ci się podoba? – spytał pustelnik.
- Co? Tak, tak, znaczy… No weź, znów dziwnie się czuje. – odpowiedziała ocknąwszy się.
- Hehe, to dobrze że Ci się podoba. – podszedł jeszcze bliżej i schylił się. – Oznacza to, że nie jestem aż tak zły. – zamierzał pocałować Hokage, lecz ponownie pukanie do drzwi przerwało im. – Cholera jasna! – krzyknął wściekły i znów się ubrał. Otworzył drzwi.
- Jirayia – sama, wioska jest atakowana, a Hokage - sama niema u siebie! – zdenerwowana wydukała Shizune.
- Shizune, uspokój się. Jak to wioska jest atakowana?
- Orochimaru, Kabuto i jakiś trzeci koleś niszczał wszystkich shinoobi. Teraz walczą z drużyną Tsunade i Twoją!
- Co!? – zostawił drzwi otwarte i powiadomił Tsunade. Pobiegli na pole walki. Zdumieni byli siłą Ich podopiecznych. Dawali sobie świetnie radę. Nagle Ariatto zobaczył Jirayię i Tsunade.
- Nie będę się z bachorami cackał. Przybyli prawdziwi wrogowie. – wyjął shurikeny i rzucił je w stronę dzieciaków z Team’u 5. Shurikeny się powiększyły. Ariatto nie trafił. Orochimaru uratował dzieci.
- Mogą jeszcze się przydać. – powiedział do partnera.
- Grr, dobra ale niech nie przeszkadzają. – Amara pierwsza przestała atakować. Za nią reszta drużyny.
- Jak miło znów was widzieć! – Ariatto krzyknął do Senini’ów.
- Nie potrzebnie teraz się tu w tarmosiłeś. Prawie miałbym co opowiadać Amaki’emu i miałbym satysfakcje! A teraz nic z tego. Dowalę Ci gnoju. – natarł na przeciwnika. W ostatniej chwili zatrzymał go widok Amaki’ego, duszonego przez węża.
- Chcesz by zginął? Jeśli nie, klęknij. – zagroził Ariatto.
- Grr…
- Klękaj ścierwo! – Ariatto uderzył Senina w brzuch.
- Jirayia, powinieneś był się przygotować. Przecież jakieś 15min temu wysłałem Ci wiadomość.
„Zwój! Cholera, co w nim pisało?” – myślała Tsunade.
- Och, taki dobry shinoobi, a poświęca się dla takiego bachora jak ten. Przecież prędzej czy później i tak zginie. Nic nie potrafi i na dodatek ma w sobie dwu ogoniastego. Śmierć natychmiastowa. No, ale cóż. Jak chcesz bachora chronić, to proszę. Ja w między czasie, gdy ty będziesz bronił dzieciaka zajmę się Tą starą babą.
- Nawet nie próbuj! – wysyczał wściekły i bezradny Pustelnik.
- Bo co Mi zrobisz? Jeśli się ruszysz, mały zginie, a jeśli nie, przestarzałe babsko wyląduje na drugim świecie. Wybór należy do Ciebie. – Ariatto zaczął iść w stronę Tsunade. Przyspieszył kroku i wyjął miecz. Z atakiem wyprzedziła Go Tsunade. Uderzyła parę razy. Ariatto leżał.
- Jirayia, tak się walczy. – odwróciła głowę w stronę przyjaciela.
- To nie te czasy panienko. Teraz trzeba potrafić więcej, a już na pewno na mnie. – zdumiona Tsunade, odwróciła głowę w stronę Ariatto. Cały w kawałkach, lewitował, prawdopodobnie na niciach chakry. Kawałki zostały przyciągane i przyczepiane do ciała. Było widać mechanizm w środku jego sztucznego ciała. Tsunade jeszcze nigdy nie spotkała się z takim perfekcyjnie opanowanym w technikach przeciwnikiem.
- Teraz rozumiesz, dlaczego nie działam sam. – wtrącił Orochimaru. 
- Hehe. I co teraz? Przecież jestem nieśmiertelny. – w miedzy czasie Jirayia zaciskał zęby z bezradności. Nie wiedział co począć. Podszedł do niego Orochimaru.
- No i widzisz? Gdybyś Mi pomógł Tsunade nie zbierałaby batów, ten mały nie musiałby cierpieć…
- Zamknij się! Przecież i tak Ariatto chce zabić Tsunade, czyż nie!? – wykrzyczał Jirayia. Z tyłu było słychać krzyki Hokage i śmiech Ariatto.
- Zgadza się. – Orochimaru kopnął Go.
- Jirayia… sensei. – usłyszał cichutkie wołanie. – Sensei… ratuj boską Tsunade – sama… Ja dam sobie radę.  – spojrzał na Amaki’ego. Chłopak miał już coś w zanadrzu. Postanowił uwierzyć Mu. Wstał, uderzył Orochimaru i pobiegł pomóc ledwo żywej Tsunade.
- No proszę, postanowiłeś wybrać Hokage. Dobrze więc. Kabuto, zabij bachora! – rozkazał Ariatto. Wąż ścisnął Amaki’ego. Nagle rozprysła się krew i było słychać huk. Gdy wszyscy otwarli oczy zaniemówili.
********************************************************
Nie bijcie za beznadzieję...
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
                                                                                                  Alexxis

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz