Ohayo! Po dłuższej przerwie następny rozdzialik^^
***
Jirayia obudził się wczesnym rankiem. Poszedł się umyć, a następnie
zjadł śniadanie. Ubrał się i wyszedł. W tym czasie ludzi nie było na ulicach
więc nie słychać było jego imienia na ich ustach. Kierując się w stronę wieży
Hokage zauważył ile się zmieniło w wiosce. Najciekawszą rzeczą było to, że
chociaż wszystko dookoła jest inne to ulubiona budka Naruto-Ichigo Ramen, dalej
stoi w tym samym miejscu i jest taka sama jak parę lat temu. Doszedł do
budynku.
- Puk, puk! – Rozległo się pukanie
do drzwi.
- Wejść!- Wrzasnęła Gondaime.
- Hej Tsunade, hej Shizune. –
Odparł Pustelnik.
- Dzień… - Tsunade nie dała
dokończyć Shizune.
- O to ty. Co jest? – Spytała się.
- Mam pomysł. – Odpowiedział
radośnie. Było widać, że jest zadowolony z pomysłu.
- Niby jaki i na jaki temat? –
Zaczęła oschle.
- Na temat wyjazdu Naruto.
- O nie! Nie chce już o tym
słyszeć! Naruto pojedzie tam i koniec! Nie zwolnię go, rozumiesz!?
- Ależ spokojnie. Nie mówię byś go
zwalniała.
- ? – Zdziwiła się nieco. – To niby
jaki ten pomysł?
- Może, jak Naruto nie chce
zostawiać Hinaty, to niech ona pojedzie z nim.
- Nie no ty to masz pomysły. Aaa,
Naruto z pewnością cię nasłał byś mnie przekonał.
- A tu nie trafiłaś. Przecież ja
nie chce byś go zwalniała tylko wysłała młodą Hyuga razem z nim. A Naruto o niczym nie wie.
- No nie wiem.
- Zastanów się. Należy mu się jakaś
rekompensata.
- A niby za co?
- Za wszystko co dla wioski
uczynił.
- No dobra, niech będzie, ale
zobaczymy najpierw czy Hinata się zgodzi. I jeszcze jedna uwaga. Jeśli coś
poknocą to ty za to odpowiadasz!
- Co!? Ty sobie żarty stroisz!?
- Nie. Tak chciałeś, to masz.
- No dobra. I tak ty ich wysyłasz
jak coś, to i tak tobie się oberwie.
- Tak, ale potem to ja dowalę
tobie. I co teraz?
- No dobra. Nich ci będzie.
- o_0 – Była trochę zdenerwowana.
Oczekiwała innej odpowiedzi.
- No co? Należy mu się.
- Dobra. Idź już. Poinformuj Hinatę,
że za tydzień wyrusza.
- Jasne, na razie.
- Cześć. – No i wyszedł.
- Puk, puk! – Ciszę w domu Hyuga
przerwało pukanie. Ojciec Hinaty otworzył drzwi.
- Jirayia-sama! – Zdziwił się
strasznie. – Przecież to nie możliwe! Niby jak!?
- O to znowu pan. Naruto tu nie ma.
I nie ma czego oglądać. – Wtrąciła Hinata. Ostro naciskała na ostatnie zdanie.
- Witaj Hinata. Ja nie do Naruto.
Em… Przepraszam za wczoraj. Mam ci…
- Hinata. Widziałaś się wczoraj z
Jirayią-sama!? – Rozmowę przerwał im Hiashi.
- Tak.
- I nic nie mówiłaś!?
- Nie. A niby po co?
- Eh… idź już do siebie.
- Nie, stój. Mam do ciebie sprawę.
– Jirayia był trochę zły obojętnością dziewczyny.
- Do mnie? A niby co?
- Za tydzień wyruszasz na 2
tygodniową misje razem z Naruto. Szczegóły sam ci wyjaśni.
- Co? Przecież Naruto nie udało się
w żaden sposób przekonać…
- Spokojnie, załatwiłem to.
- Dziękuję, dziękuję! – Rzuciła mu
się na szyje.
- Hej, spokojnie.
- Dzięki. Tato lecę zobaczyć się z
Naruto. Będę wieczorem! – Krzyknęła przez ramię.
- Te dzieciaki. Wejdź. –Hiashi
zaprosił pustelnika do środka.
- Dziękuję, ale nie skorzystam.
Miałem to przekazać i lecę. – Zaczął się wycofywać. Nie chciał odpowiadać na pytania
związane z powrotem.
Ok.
15mni. wcześniej.
***
- Cześć. – No i wyszedł.
- Tsunade-sama nie cieszysz się z
jego powrotu? – Spytała stojąca obok dziewczyna.
- Shizune, nie męcz mnie.
- Ale…
- Tak, cieszę się i to bardzo. Ale
zrozum, że jako Gondaime mam też obowiązki.
- Wiem. Ale zapomniała Pani o
jednym.
- Niby o czym?
- O rozmowie na temat pobytu
Jirayi-sama.
- Osz ty. No masz. Eh, później to
załatwię. Shizune, leć po Asumę. Mam dla niego misje.
- Hai, Tsunade-sama. – Shizune wybiegła
jak strzała, razem z TonTon na rękach.
- Nareszcie chwila spo…
- Hokage-sama, Hokage-sama! – Ktoś
na korytarzu zaczął wrzeszczeć.
- Jasny gwint. Jak wołasz mnie o
byle co, to zaraz ci tak wrąbe, że rodzona matka cię nie pozna! – Była już na
skraju wytrzymałości.
- Hokage-sama, szybko, Sakura!-
Zdenerwowany i przestraszony zaczął mówić Shikamaru.
- Co z nią!? – Od razu zauważyła
powagę sytuacji.
- Podcięła sobie żyły i to kilka
razy!
- Dobra, lecę!
Szpital
***
- I jak z nią!? – Zawołała
przestraszona sensei widząc swoją podopieczną na stole operacyjnym. Sakura była
cała zalana krwią. Leżała nieprzytomna.
- Tsunade-sama! Krwawi. Nie da się
zatamować! – Odpowiedziała jedna z pielęgniarek.
- Kakashi, miałeś nie dopuścić do
tego! – Krzyknęła na biednego Hatake stojącego przy oknie. – Jak nie przeżyje…
- Nawet tak nie mów. –
Niespodziewanie wtrącił – Ona nie może użęć.
- A myślisz, że tego chce!
- Więc rób więcej, a nie gadaj
tyle! – Krzyknął zalany łzami.
- Kakashi… - Hokage pierwszy raz
widziała go w tak złym stanie. – Masz racje. – Pozbierała myśli i wzięła się do
roboty.
Po dwóch godzinach, udało się zatamować
krwawienie. Stan różowo - włosej nie był najlepszy. Straciła mnóstwo krwi. Była
nieprzytomna. Tsunade wyszło z sali gdzie leżała samobójczyni.
- I jak? – Zapytał zdenerwowany Hatake.
– Co z nią? No mów!
- Kakashi, uspokój się! Co cię
ugryzło? – Odparła Gondaime.
- Nic. Po prostu martwię się o nią.
- Jej stan jest ciężki, ale wyjdzie
z tego.
- Dzięki Bogu – Uspokoił się
trochę.
- Jak to się stało? – Dopytywała
bezlitośnie ,,Legendarna hazardzistka”.
- Byliśmy w kuchni. Poszedłem na
chwilę do toalety, a gdy wróciłem…
- Nie kończ. Wiem co było potem. Za
jakieś 2 dni się ocknie.
- To dobrze.
- Nie dopuść drugi raz do takiej
sytuacji. – Nakazała.
- Ani mi się śni. – Bladość znikała
powoli z twarzy Kakashi’ego.
- Słuchaj, a co ty tak się o nią
martwisz? – Hokage nie mgła darować sobie dopytywania o uczucia mężczyzny.
- A ty?
- ?
- Pytasz mnie dlaczego się o nią martwię,
a ja się pytam dlaczego ty?
- No bo ja...
- Nie umiesz mi odpowiedzieć? Jak
nie umiesz, to mnie także nie pytaj.
- No proszę, masz ci los. Ja się o
nią martwię ponieważ to moją uczennica. Jest drugą kobietą o tak wielkiej sile,
a poza tym…
- Przypomina mi ciebie. Tak samo
złośliwa i denerwująca kobietka jak ty. – Przerwał jej wypowiedz.
- No właśnie to miałam powiedzieć.
– Powiedziała z lekkim chichotem – Ale ja nie jestem złośliwa i denerwująca! –
Dodała bijąc go po głowie.
- Jasne, jasne.
- Grr… dobra ja idę. Przyjdę tu za
jakieś 2 godziny.
- Hai. Na razie.
- Cześć – Pożegnali się. Tsunade
poszła w kierunku wyjścia, a Kakashi wszedł do uczennicy.
***
No to mam nadzieje że się podobało ^^
Mitya:**
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz