piątek, 2 listopada 2012

JiraTsu. Rozdział 4: Powrót do żywych.


                                             Dwa dni po próbie samobójstwa.
                                                                   ***
     Kakashi przez całe dwa dni siedział przy Sakurze. Ona jednak nie dawała znaku życia. W trzeci dzień ocknęła się.
- Sensei… - Odezwała się. Kakashi stał przy oknie. Nie słyszał dziewczyny. – Sensei, czemu mnie uratowałeś? – Usłyszał.
- Sakura, obudziłaś się. Nareszcie. – Odparł zadowolony. – Jak się czujesz? – Spytał opiekuńczo.
- Źle. – Odpowiedziała niezadowolona.
- Coś cię boli? Zaraz zawołam lekarzy.
- Nie! – Krzyknęła przestraszona. Nie miała zamiaru wysłuchiwać marudzenia Tsunade. – Wszystko gra tylko nie potrzebnie się trudziliście.
- Co ty mówisz?
- Po co niby mnie ratowaliście? Po co w ogóle żyje?
- Dla przyjaciół. Dla Tsunade, twojej sensei. Dla tych dla których jesteś ważna. – Zaczął ją pouczać. Jego ton nie był tak przyjemny jak poprzednio.
- Poza Tsunade-sensei nikogo nie mam.  Przyjaciele? I tak zaraz wyjadą na misje, a i może na niej zginą.
- Ale warto żyć.
- Gdybym miała naprawdę dla kogo. Jednak nie mam już osoby którą tak bym kochała jak rodziców czy… - Nie chciała kończyć.
- Sakura, posłuchaj mnie uważnie. Rodzice na pewno by nie chcieli byś umarła w ślad za nimi. Sasuke… nim się nie przejmuj. Nie jest tego wart. Masz dla kogo żyć. Zastanów się dobrze. Naruto, Shikamaru, Ino, Hinata. Dużo by tu wymieniać nie mówiąc już o Tsunade.
- Tak, ale Naruto i Hinata wyruszają za tydzień jeśli się nie mylę na misje. Shikamaru też  wyjeżdża do Suny. Nie wiadomo na jak długo. A Ino, ona i tak co chwile ma misje. Z Tsunade-sensei nie da się normalnie spotka bo ma papierzyska albo jest w szpitalu.
- Więc zrób to dla mnie. – Powiedział stanowczo Kakashi.
- Dla…Ciebie?
- Tak no bo wiesz ja… - Chciał jej coś powiedzieć ale powstrzymał się. Wymyślił wymówkę. – Ja mam cię pilnować. Jak Tsunade by się dowiedziała, że źle cię upilnowałem to łeb by mi urwała. – Zaczęli się śmiać.
- Ale to nie takie łatwe mieć u boku tylko straż. – Chciała znaleźć pretekst lecz Kakashi i tak miał haka w rękawie.
- Uważasz mnie tylko za swoją straż? No wiesz. – Jego głos zaczął być taki jak na początku.
- No a nie?
- Nie! Zawsze będę twoim przyjacielem. Możesz mi wszystko powiedzieć. Nie krępuj się. Przecież nie jesteś już dzieckiem. Za dwa dni skończysz 18 lat. To nie byle co być profesjonalną Kunoichi. A jak mi wiadomo Tsunade chce z ciebie zrobić najlepszą Kunoichi.
- Pamiętasz kiedy mam urodziny? – Zdziwiła się dziewczyna.
- A jakże inaczej.
- Sakura-sama, już się obudziłaś. – Do sali weszła pielęgniarka.
- Hai. – Odpowiedziała niepewnie. Czuła, że do sali wleci zaraz Tsunade i w tedy jej się oberwie.
- Jak się Pani czu… - Pielęgniarka nie dokończyła.
- Sakura! – Wrzask słychać było z początku szpitala. Tsunade wiedziała, że Sakura będzie spała zaledwie dwa dni. Ona i Kakashi znają Sakurę najlepiej.
- I się zaczyna. – Powiedziała różowo – włosa.
- Czekaj. Załatwię to jeśli obiecasz mi, że już nigdy tego nie zrobisz. – Kakashi chciał pomóc przyjaciółce.
- Hai, obiecuje.
- Więc się szykuje gadka. No ale nic, jak mus to mus. – I wyszedł zamykając za sobą drzwi
- Co on zamierza zrobić? – Spytała sama siebie pielęgniarka.
- Rotuje mi tyłek biorąc całą odpowiedzialność na siebie. – Odpowiedziała jej Sakura.
- Ogłupiał czy co? Tsunade-sama go rozwali na drobny mak. Mi już nie raz się zebrało, a jak koleżanka chciała mi pomóc to Tsunade-sama prawie ją zabiła.
- Ta, gdyby nie on to ja bym zginęła na miejscu.
- To jest przyjaciel. Nie dość że siedzi tu prawie trzy dnie, to jeszcze obrywa za ciebie. Też bym takiego chciała.
- Naprawdę siedział tu trzy dni? – Spytała niepewnie młoda Kunoichi.
- Tak, nie odstępował cię na krok.
- Łał.
- Ty idioto… zaraz ci flaki wypruje! – Było słychać urywki zdań. Tsunade Krzyczała jak szalona. Kakashi wrócił cały posiniaczony do sali gdzie leżała Sakura.
 - Wszystko załatwione. – Powiedział do dziewczyn.
- Sensei, dziękuję… za wszystko. – Sakura zaczęła dziękować.
- E tam. Daj spokój. – Siadł z powrotem obok niej.
     Pielęgniarka zbadała Sakurę i przy okazji Kakashi’ego. Następnie wyszła. Zamaskowany mężczyzna siedział jeszcze długo w szpitalu. Następnie wyszedł. Skierował się do własnego mieszkania. Po drodze spotkał Jirayie i Asume.
- Siema stary. Patrz kogo do nas z zaświatów przywiało. – Odezwał się Asuma.
- Ta, już wczoraj się z Jirayią-sama widziałem. – Odpowiedział smętnie. Nie był skory do rozmowy. Wszystko go bolało.
- Cześć Kakashi. I jak masz kogoś? – Spytał bez ogródek Pustelnik.
- Cześć. Nie, nie mam i przestań się mnie o to dopytywać! – Wrzasnął.
- Oj tam, oj tam. Ja po prostu chce byś był szczęśliwy. – Trochę dziwacznie zabrzmiało to w ustach Ero-senian. Asume i Kakashi popatrzyli się na niego. – No co?
- Nic. Kakashi idziesz z nami? – Spytał Asuma.
- A niby gdzie tym razem? – Z niechcenia dopytywał się szaro włosy.
- Do baru. Na sake. Kurenai, Tsunade i Shizune też tam będą. – Wtrącił Jirayia.
- No dobra, niech będzie. – Zgodził się.
- He, dzięki Shizune, co nie? – Zaczął mu docinać Pustelnik.
- Ona mnie nie kręci. Zrozumiano!? – Krzyknął.
- Jasne, jasne. – Asuma i Jirayia powiedzieli w jednakowym czasie.
- Chodzimy. – Pogonił, zdenerwowany na przyjaciół Kakashi.
     Poszli. Gdy doszli otworzyli drzwi. Skierowali się na górę, gdzie byli umówieni z dziewczynami. Weszli i ich zaskoczenie było nieziemskie. Przy stoliku siedziały trzy kobiety i jeden mężczyzna podrywający jedną z nich. Kurenai, Tsunade i Shizune były całkiem pijane. Jedynie jeszcze jako tako trzymał się Gai. Gai na oczach wszystkich podrywał asystentkę Tsunade. Kakashi’emu gałki oczne prawie nie wyleciały z zaskoczenia. Wiedział że Gai’owi podoba się Shizune, ale nie myślał że uda mu się ją poderwać i to jeszcze przy Tsunade. Podeszli do stolika.
- Co tu się dzieje? – Spytał nerwowo Asuma.
- Jak to co? Zabawa. – Odpowiedział mu pełen zadowolenia Jirayia. Teraz miał szanse. Tsunade była pijana jak nigdy dotąd. Mógł ją łatwo wykorzystać.
- A ty tylko o jednym.
- Nie no co ty. – Zaprzeczył ironicznie. – Hej dziewczyny, wpuście mnie do środka! – Zawołał do nich. One go wpuściły.
- Nie, no ja tak się bawić nie będę. – Kakashi powiedział i odwrócił się z zamiarem wyjścia.
- Czekaj. – zawołał go Asuma. – Idę z tobą. Nie mam zamiar siedzieć z tymi pijakami.
- I dobrze robisz.
     Wyszli na zewnątrz. Asuma odpalił papierosa.
- Co z Shikamaru? Słyszałem, że wyjeżdża do Suny. – Kakashi zagadał pierwszy.
- A no racja. Do tej swojej dziewczyny ale pod pretekstem misji. – Asuma odpowiedział mu nie zadowolony.
- He…Temari?
- Hai.
- Szkoda. Jest z niego świetny Shinobi. Najlepszy z naszej dziewiątki.
- Ta, on, Naruto i Sakura są chyba najlepsi ze wszystkich.
- Ciekawa rozmowa. – Wtrącił znajomy głos. – Mówcie, mówcie, z chęciom dowiem się co nieco o przeciwnikach. – Nagle naskoczył na nich Deidara.
- Że jak!? – Krzykną przerażony Kakashi – Przecież Sasuke cię zabił! Edo Tensei zostało powstrzymane.
- To nie jest Edo Tensei. – Wtrącił Asuma. – Nie ma rys po przywołaniu jak wcześniej.
- No proszę, ktoś się nareszcie kapną. Jestem żywy. I zamierzam się zemścić za rękę. – Skierował się do Kakashi’ego.
- Więc jak nie Edo Tensi, to co? – Spytał szaro włosy.
- Ta technika został opracowana przez Orochimaru, Już dawno temu. Nazywa się…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz