-Ta technika została opracowana przez Orochimaru. Już dawno temu. Nazywa
się Kruk Wskrzesiciel. – Odpowiedział mu z chichotem.
-
Kruk Wskrzesiciel? – Zdziwił się Kakashi.
- Hehe. Cudowna technika. A teraz
do rzeczy. – Po tych słowach wziął do ręki glinę. Usta na dłoniach pożarły ją
po czym wyleciały z nich białe gołębie. – Haha! – Śmiał się z kłopotów w
których znaleźli się Asuma i Kakashi.
- Kuso, co to? – Pytał Asuma,
słaniając się jednocześnie przed ptakami.
- Te ptaki zaraz wybuchną. –
Odpowiedział mu Kakashi. – Sharingan! – Zdjął opaskę odkrywając Sharingana. Był
na tyle szybki by wyjąć przyjaciela z opresji.
- Kats! – Na widok uciekających
przeciwników Deidara postanowił wywołać wybuch. Udało mu się jedynie zatrzymać
uciekinierów. Nie zabił ich.
- Asuma, nic ci nie jest? – Spytał
Kakashi.
- Nie. Co teraz? – Odpowiedział
dodając pytanie.
- Już raz go pokonałem. Musisz mi
dać trochę czasu. – Postanowił Copy Ninja.
- Dobra. – Zaatakował przeciwnika.
Używał przy tym castletów. Deidara
unikał ciosów lecz Asuma był za szybki. Parę razy dostał.
-
Kakashi, ile jeszcze!? – Spytał kolegi Asuma.
- Jeszcze chwilę. – Odpowiedział mu
stojąc obok.
- Nie uda ci się! – Krzyknął
Deidara biegnąc w stronę Copy Ninja. Asuma mu przeszkodził.
- Nie popełniaj dwa razy tego
samego błędu. – Oznajmił Kakashi. – Asuma odsuń się. Amaterasu! – Na Deidarę
poleciał czarny ogień.
- Nie no znowu. – Zawiedziony
Deidara zaczął uciekać ile sił w nogach.
Nagle, gdy płomień zaczął go
doganiać pojawiła się kukiełka i wzięła na siebie ogień.
- !? – Zdziwili się Asuma i
Kakashi.
- Dzięki. – Podziękował Deidara.
- Ty idioto. Czy zawsze trzeba
ratować ci tyłek? – Odezwał się głos zza niego.
- Ja ci dam idiotę! – Deidara
zaczął krzyczeć na kompana.
- Kim ty jesteś? – Spytał nie
pewnie Asuma.
- Aka no Sasori. Kakashi, twoja
podopieczna łącznie z moją babcią zabiły mnie. Pamiętasz? –Rzekł do
Kakashi’ego.
- To ty! – Kakashi rozszerzył oczy z
przerażenia.
- Kakashi znasz tego gostka? – Odezwał się do
niego Asuma.
- Tak. Ja i Naruto walczyliśmy z
Deidarą, a Sakura i pani Chijo z Sasorim. Ledwo wygrały. – Odpowiedzią mu
Kakashi. – Sakura by umarła gdyby nie pani Chijo. Ocaliła ją oddając swoje
życie.
- No to mamy problem.
- A żebyś wiedział.
- Dziś jeszcze nie wasza kolej. –
Sasori przerwał im tą rozmowę. Po tych słowach on i Deidara uciekli.
- Lecimy do Ho… - Chciał
zaproponować Asuma.
- Chyba żartujesz. Jest pijana. –
Zaprzeczył Kakashi.
- Tak czy siak trzeba jej
powiedział. – Wrócili do baru. Weszli na górę. Podeszli do stolika z pijakami.
- Dołączcie się chłopaki. –
Zaproponowała Gondaime.
- Akatsuki ożywa. – Bez ogródek
wyjaśnił Asuma.
- Co? – Od razu otrzeźwiała.
- Przed chwilą walczyliśmy z żywym
Deidarą i Sasorim. – Oznajmił Kakashi.
- Idziemy do mojego gabinetu. –
Rozkazała Tsunade.
- Hai. – Odpowiedzieli. – Jirayia
poszedł z nimi. Weszli do biura.
- Jak to Akatsuki ożywa? – Spytała
piąta.
- Orochimaru opracował technikę dzięki której ożywia ludzi. Nie znam
jej szczegółów.-Opowiedział Asuma.
- Jaka to technika?
- Nazywa się „Kruk Wskrzesiciel”.
Dobrze mówię Kakashi?
- Hai. Deidara z pewnością był
żywy. – Odpowiedział Kakashi.
- Skąd ta pewność?- Dopytywała
dalej.
- Bo zraniłem go parę razy. Krew
leciała. – Wtrącił Asuma.
- Aha. Rozumiem. Jirayia, potrzebni
mi są Shizune, Gai, Kurenai, Naruto i Sakura. – Skierowała się do przyjaciela.
- Hai. – Odpowiedział i wyszedł.
- Rozdzielę im zadania. Wy też
dostaniecie. – Powiedziała i zaczęła grzebać w papierach.
- Podzielicie się na dwójki. Każda
para będzie miała misję. O, przyszli. – Jirayia z resztą ekip wszedł do środka.
- Po co nas budziłaś? – Spytał
ospale Naruto.
- Bo mam dla was misje. –
Odpowiedział ostro.
- Przecież już jedną mam.
- Ale teraz jest gorsza! –
Krzyknęła ze złości. – Naruto, Deidara i Sasori zostali przywołani do życia.
Zrozum powagę sytuacji.
- Że jak!? Ten gościu z ustami na
rękach żyje. – Krzyknął.
- I ten z truciznami też!? – Zaraz
po nim Sakura.
- Tak. Możliwe że reszta
organizacji też. – Odpowiedział im Gondaime.
- A, sprawa jest tym poważniejsza,
że to Orochimaru ich przyzwał. – Wtrącił Jirayia.
- Orochimaru żyje? – Asuma nie mógł
się nadziwić umiejętnościami wroga.
- Hai. Przecież sami mówiliście, że
ta technika jest jego. Niedawno widziałem się z nim.
- I nic nam nie mówiłeś?
- Nie mogłem. Tsunade, trzeba
powiadomić Anko.
- Nie, lepiej niech nie wie. Znowu
będzie wszystko brała na siebie. – Odpowiedziała zaprzeczająco Hokage.
- Chwileczka. Dlaczego Anko-san
jest w to wszystko zamieszana i jakim cudem Orochimaru żyje, tenteges!? –
Wykrzyczał Naruto.
- Nie wiem. Teraz wiem jak i ty
żyjesz. – Pokazała na Jirayię. – Tylko po co miał by cię ożywiać?
- A co, nie cieszysz się? – Spytał
Ero-senin z przekąsem.
- Jirayia, cieszę się, ale to
poważna sprawa. Trzeba wiedzieć co i jak.
- Wiem.
- To chyba trzeba powiadomić zespół
ANBU. – Powiedział Shizune.
- Nie. – Odpowiedziała Tsunade.
- Czemu? Przecież sprawa jest
poważna.
- Tak, ale nie możemy działać
otwarcie. Pomyśl trochę. Po dzielę was na dwójki. Każdy będzie miał misje w
innym kraju Shinobi.
- Ale jest nas ośmiorga nie licząc
ciebie. Krajów jest pięć. Mamy być dwójkami. Prawda?
- Shizune, byłaś przywódcą w
oddziale medycznym na wojnie. Powinnaś trochę pomyśleć.
- Przejdźmy do rzeczy. Jakie pary i
do jakich krajów zostaną wysłane? – Wtrąciła Kurenai.
- Pierwsza dwójka to Naruto i
Hinata. Nie jest nam teraz potrzebna. Naruto, przekażesz jej o dodatkowym
zadaniu. Rozglądacie się i pytacie o jakiś znak życia zmarłych. Lądujecie u
Gaary. Misja przedłuża się na miesiąc. A i nie mów Hiacie szczegółów. Rozumiemy
się? – Poinformowała Tsunade.
- Hai! Tylko kiedy wyruszamy?–
Uzumaki odpowiedział..
- Tak jak miałeś, za niespełna
tydzień. Wszyscy w jednakowym czasie.
- Hai!
- Teraz Shizune i Gai. Wy lądujecie
u Tsuchikage Tezuny. Także miesiąc. Tak samo pytacie się i rozglądacie.- Gadała
dalej rozdzielając misje.
- Hai! – Odpowiedzieli równo Gai i
Shizune.
- Dobrze. Następni w kolejce są
Asuma i Kuenai. Tak samo jak tamci. W do Mei Temuri.
- Hai! – Zgodnie odpowiedzieli.
- Przed ostatnią drużyną jest
Kakashi i Sakura. W tej drużynie przyda się medyk i syn białego kła. Wiecie co
i jak. Wy do A.
- Hai! – Odparli.
- A, to Raikage-sama? – Spytała
niepewna Sakura.
- Hai. Ja i Jirayia zostajemy w
wiosce. Rozumiemy się?
- Hai! – Odpowiedzieli chórkiem.
- Tylko nie wiem czy dam radę z tym
okiem w tydzień. – Wtrącił Kakashi.
- A co ci się stało? – Spytała
oschle Gondaime.
- Nadużyłem go.
- No dla tego masz Sakurę pod ręką
w misji.
- A no ba. Druga najlepsza po
tobie. Tylko do misji nie wiem co będzie. Jeśli znowu nas zaatakują…
- Jak nie dasz rady, to na cztery
lata do Raikage pojedziesz. Gwarantuje ci, zbierzesz tam manto jak nie wiem. –
Zagroziła.
- Dobra, dobra. Już od ciebie obrywam.
- Rozejść się! – Wrzasnęła i
wszyscy wyszli. – Ty Jirayia nie. – Dodała.
- Jirayia, nie to, że się nie
cieszę że żyjesz tylko… - Zaczęła się tłumaczyć. W jej głosie było słychać
zawstydzenie.
- Księżniczko, rozumiem. Tak dla
rozluźnienia emocji zażartowałem. Mam tylko nadzieje, że nie będzie kolejnej
wojny. – Przerwał jej wypowiedź. – Jesteśmy jednak trochę za starzy. Kolejna
taka bitwa może być naszą ostatnią.
- Tak wiem. Mów za siebie. Ale jak
moi poprzednicy, będę chronić tej wioski do samego końca. Spełnię marzenia tych
których kochałam. Nawaki, Dan i teraz jeszcze Naruto.
- Cieszę się. Pamiętasz jak nie
chciałaś zostać Hokage? – Spytał Pustelnik.
- Hai.
- Czemu?
- Chciałam pójść na ten układ z
Orochimaru. W tedy on zniszczył by wioskę. A poza tym co to za Hokage która boi
się krwi i jest hazardzistką?
- Dla mnie jesteś najlepszą Kage z
teraźniejszych. Pokonałaś Orochimaru. Podczas egzaminów zginęli dwaj Kage i to
z ręki jednego człowieka, Orochimaru.
- Trzeci i Kazekage?
- Hai. Będę się zbierał. Dobranoc
księżniczko.
- Dobranoc.
*********************************************************************
Przepraszam za długą nieobecność. Nie jestem wstanie się wytłumaczyć. Ale już dodaję. Mam wielką prośbę: zastawiajcie komentarze!! Proszę, bardzo proszę. Komki to dla mnie najważniejsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz