niedziela, 27 stycznia 2013

JiraTsu. Rozdział 6: Wyruszamy!


       Przed wyjazdem Gai wybrał się do Tsunade. Miał pilne pytanie. Zapukał do drzwi.
- Wejść! – Gruby, kobiecy głos wydobył się z pomieszczenia. Gai wszedł. – O co chodzi?
- Chciałbym cię o coś prosić. – Odpowiedział.
- Zależy kogo. – Wyprzedziła pytanie.
- Hm?
- Chcesz kogoś wziąć. Zależy kogo.
- A! Tak. Chodziło mi o Lee.
- Lee… no nie wiem. Jemu będzie trzeba powiedzieć cały plan.
- Wiem, ale..
- Ale zgadzam się.
- Naprawdę?
- Hai. Niby czemu nie. Jesteście tacy sami. Nie martwię się o nic.
- Dziękuję! – Gai rzucił się na szyje Hokage.
- Gai! – Krzyknęła lejąc go po łbie. Uciekł z hukiem.
     Skierował się na pole treningowe. Napotkał tam nie Lee’ego, lecz  Neij’ego i Ten Ten. Zaczął się im przyglądać. Rozmawiali i bawili się. Bardzo spodobało mu się to. Rzadko można było zobaczyć coś podobnego w jego drużynie. Otrząsną się i skierował do mieszkania Lee’ego. Miał szczęście i napotkał swojego „klona” po drodze.
- Witaj Lee. – Przywitał się.
- Witaj sensei. – Odpowiedział.
- Lee mamy zadanie.
- Zadanie, jakie? – Podekscytował się.
- Ja, ty i Shizune jedziemy na miesiąc do Oto-gakure.
- Shizune-san też? – Lee był trochę zawiedziony.
- A co do niej masz!? – Gai zdenerwował się.
- Nic, nic! – Próbował się ratować.
- No mam nadzieje.
- Po co tam jedziemy?
- Wszystkiego dowiesz się w niedziele.
- No dobra.
- Lecę, na razie.
- Na razie.
                                                                     Niedziela   
                                                                          ***
     W dzień wyjazdu wszyscy spotkali się przy bramie. Pierwsza była Tsunade, a zaraz po niej Jirayia. Tsunade miała do przekazania im jeszcze jedną sprawę. Gdy nadeszli zaczęła mówić:
- Każda drużyna dostanie dodatkowe hasło.
- Hasło? – Zdziwił się Kakashi. – Po co nam jakieś hasło?
- Będziecie mnie informować o zmianach, tak bym wiedziała o co chodzi i od której drużyny, ale by nie zdradzić szczegółów.
- Rozumiem.
- A ja nie. – Wtrąciła Sakura.
- Wyjaśnię ci po drodze. – Zaświadczył zamaskowany.
- Dobrze. Kakashi i Sakura mają „Różowa maska”, Asuma i Kurenai to „Czerwone kastlety”, Gai, Shizune i Lee to„ Czarne klony”, Naruto i Hinata „Fioletowa pieczęć”. Rozumiemy się? – Hokage rozdzieliła przydomki.
- Hai! – Odpowiedzieli  chórkiem.
- A wy? – Spytał Lee.
- My to… - Tsunade nie mogła wymyślić.
- My to Ero-piękność. – Dokończył Jirayia.
- Właśnie. – Przyznała Hokage. – Jeszcze jakieś pytania?
- Hai. Czemu Lee tu jest? – Spytał Naruto.
- Też jedzie. Coś ci nie pasuje?
- Nie wszystko w porządeczku tenteges. – Przeraził się.
- Więc do zobaczenia za miesiąc. – Pożegnała ich.
- Na razie. – Wyruszyli.
- Ero-piękność? – Tsunade skierował się do Jirayi.
- Tak. Ja jestem, jak to mówi Naruto „Erotoman”, a ty jesteś boginią piękna. – Odpowiedział Jirayia.
- Kto tak mówi?
- Ja. – Odwrócił się i zaczął iść do swojego domu. Tsunade była strasznie zaskoczona opinią jaką wyraził o niej Jirayia.
     Przez parę dni cała jedenastka zajmowała się spawami wskrzeszenia. Po jakimś czasie jednak znudziło ich to. Nic nie znaleźli i niczego się nie dowiedzieli. W końcu jednak nadszedł list. Tsunade pędziła co sił w nogach do Pustelnika. Pukała do drzwi. Nikt jej nie otworzył. Postanowiła rozwalić je. Zamachnęła się i wybiła drzwi z zawiasów. Poleciały aż na schody. Jirayia szedł właśnie by otworzyć je. Dostał drzwiami.
- Jirayia, ty obiboku! Ja mam tu ważną wiadomość, a ty na schodach śpisz! – Krzyczała na biednego Pustelnika.
- Idiotko, ty mnie drzwiami przytrzęsłaś! – Wygarnął jej wyślizgując się z pod drzwi.
- Ta? Nieważne. Przyszedł list.
- Od kogo?
- Od Fioletowej pieczęci.
- Kogo?
- Naruto i Hinaty ułomie.
- A! Tak, tak co napisali? – Zaczął patrzeć na wyrwany z zawiasów, kawałek drewna.
- Że mają  jakiś ś…
- Zniszczyłaś mi drzwi! Jak ja się teraz zamknę!? – Zaczął krzyczeć.
- Grr! – Tsunade trzasnęła go w łeb. – Teraz odechce ci się zamykania.
- Dobra, dobra już cię słucham. Jaki ten ślad?
- Ludzie napadający wioskę noszą czarno-czerwone stroje ze skorpionem wyrysowanym na opasce i wężem na tylniej części bluzy. Są zamaskowani.
- Czego się napijesz? – Zmienił temat.
- Her… chwila. Jirayia czy ty mnie w ogóle słuchasz!?
- Nie.
- Ty…
- Żartowałem. To co dalej z tym robimy?
- Nie wiem. Trzeba dowiedzieć się czegoś więcej.
- Może Anko?
- Anko? Nie, raczej nie. Przecież Orochimaru ją chce. – Jirayi przypomniało się nagle umówione spotkanie z byłym przyjacielem.
- T-tak masz racje. Tsunade możemy pomyśleć o tym później? Śpieszę się.                      
- Tak.
- Dobrze, przyjdę do ciebie o 19:00. – Zaczął zawieszać drzwi. Cudem udało mu się.
- Jasne.                                               
- Lecę, na razie. – Zamkną drzwi przed nosem Hokage i zaczął biec na spotkanie. Dotarł do byłej kryjówki Orochimaru. Nie zamierzał wchodzić do środka. Zaczął krzyczeć:
- Orochimaru! – Krzyczał tak aż postać pojawiła się przed nim.
- Słucham. – Odezwał się.
- Oczekuje że odpowiesz mi na jedno pytanie.
- Zależy jakie.
- Jak nazywa się twoja nowa armia?
- Armia? Ja nie mam armii.
- Więc organizacji.
- Ach, więc się dowiedzieliście. Musiałem pójść na kompromis więc organizacja nazywa się „Zakon Czerwonego Skorpiona”.
- Na kompromis? Z kim?
- Z nowym  partnerem. Od razu daję ci podpowiedź. Nazwa jest na cześć Sasori’ego, a partner pochodzi z Suny. Ostrzegam: Tak jak ja chce się zemścić na Konaha oraz na Sunie. Już po was. Jeśli to wszystko, odpowiedź na moje pytanie. Pomożesz mi?
- Powiedziałeś mi więcej niż chciałem wiedzieć. A jeśli chodzi o pomoc. Nigdy! – Jirayia zaczął uciekać.
- Hehe. Nie wież z kim zadzierasz. – Powiedział do siebie Orochimaru. Wszedł do swojej jaskini.
- Czas na plan B. – Powiedział do swojego partnera.
- Nie. – Odpowiedział mu tamten.
- Czemu mi odmawiasz?
- Bo nie mamy dostatecznych sił.
- Sił? My dwoje wystarczymy.
- Obiecuje ci: zemścisz się na nich, ale teraz jeszcze nie. Nie próbuj mi się sprzeciwiać. Wierz czym to grozi.
- Grr.
                                                                       Konoha
                                                                          ***
     Dochodziła 19:00. Jirayia szedł do biura Hokage. Zapukał.
- Wchodź Jirayia! – Krzyknęła Hokage.
- Mam nowe wiadomość. – Odpowiedział.
- Jakie?
- Najpierw muszę ci się do czegoś przyznać.
- Hm?
- Miałem dzisiaj odpowiedzieć Orochimaru. Spotkałem się z nim.
- Mam nadzieje że nie zgodziłeś się.                         
- Nie. Dowiedziałem się za to co nieco na temat organizacji.
- Czyli on też w niej działa.
- Ale nie jest już taką szychą jak wcześniej.
- Mów.
- Organizacja to „Zakon Czerwonego Skorpiona”. Nazwa została utworzona na cześć Sasori’ego.
- Przecież jego nigdy nie obchodził ten marionetkarz.
- Hai, ale ma partnera. Pochodzi z Suny. Oboje chcą się zemścić na Konoha i Sunie.
- Dobrze więc. Kim jest ten partner?
- Nie wiem. Tego mi nie wyjawił.
- Więc pośle list do Fioletowej pieczęci. Niech się dowiedzą jak najwięcej. Jirayia mógłbyś polecieć po jednego z ANBU?
- Hai. – wyszedł z pokoju. Tsunade zaczęła pisać. Gdy skończyła do biura wszedł Jirayia z ANBU.
- Szybko. Weź ten list i dostarcz do Suny.
- Hai. – Człowiek w masce skłonił się i zniknął w chmurze dymu.
- Jak myślisz, kim on jest? – Spytał Jirayia.
- Zapatrzonym w lalkarza idiotą.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Bo nie lubię jak mam mieć silnego wroga.
- No też racja. Powinnaś już na emeryturkę przejść.
- Ja ci dam emeryturkę. – W jej oczach widniał strach.
- Ej, damy rade. – Zaczął ją pocieszać.
- Może masz racje. Powinnam wybrać nowego Hokage. – Do oczu napłynęły jej łzy.
- Nawet tak nie mów.
- Sam mi to proponowałeś. Tamtą wojnę wygraliśmy cudem. Teraz będzie ciężej. Ja już nie mam tyle siły. Lepiej by było gdybym zginęła na polu walki jak najprędzej. – Zaczęła płakać.
- Ciebie już do końca pogięło. – Jirayia przytulił ją. – Wygramy chodź by i wojnę stuleci. Pamiętaj księżniczko że nie jesteś sama.
- Dzięki. – Spojrzała na jego uśmiechniętą twarz. – Jesteś moim prawdziwym przyjacielem. –  z powrotem wtuliła się do niego.
- Puk , puk! – Rozległo się pikanie do drzwi.
- Wejść! – Krzyknęła Hokage. W drzwiach pojawił się ANBU wioski Kirigakure.
- Hokage-sama mam złe wieści. – Odezwał się stojąc w drzwiach. – Mizukege nie żyje.
- Co!? – Z łez do gniewu przeszła Tsunade. – Jak to nie żyje!? Kto ją zabił!?
- Hokage-sama, proszę nie krzyczeć. Nie mamy pojęcia kto to zrobił.
- Kto zostanie nowym Mizukage? – Uspokoiła się.
- Prawdopodobnie  Ao-sama.
- Ao. To ten z Byakuganem?
- Hai.
- Dobrze więc. Możesz już odejść.
- Dziękuję. – ANBU wyszedł.
- I widzisz. Wszystko runie. – Dołowała Tsunade.
- A ja się cieszę. – Strzelił Jirayia.
- Czemu?
- Jak dobrze wiem, Mei na wojnie trzęsła się jak niemowlę gdy ma gorączkę. Ao zaś jest odpowiedzialny i mądry. Da sobie radę lepiej niż Mei. Zobaczysz.
- Jesteś pewien?
- Hai.
- No dobrze. Pożyjemy zobaczymy.
- Puk, puk! – Znowu ktoś zapukał do drzwi.
- Wejść! – Krzyknęła. Przed nią staną nieznany człowiek w kapturze.
- Witam Tsunade. Chyba czas na emeryturkę!
*************************************
Pogniewam się!!! Ostatnio prosiłam o komentarze, ale się ich nie doczekałam. Chce wiedzieć dlaczego? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz