2 lata po IV wielkiej wojnie Shinobi
***
- Puk ,puk! - Rozległo się pukanie
do drzwi.
- Wejść! – Mężczyzna stojący za
drzwiami usłyszał rozkaz. Posłusznie wszedł.
- Witaj Księżniczko. Dawno się nie
widzieliśmy. Ile to już mogło być? – Odezwał się pierwszy.
- Co!? - Krzyknęła przerażona. –
Przecież ty nie żyjesz!
- Jakimś cudem.
- Ale, jak? - Uspokoiła nerwy. –
Pan Fukusaku wszystko dokładnie nam opowiedział.
- He, sam tego dokładnie nie wiem.
Pamiętam tyle, że po starciu z Pein’em utonąłem. Następnie
obudziłem się w jakiejś jaskini.
- Jaskini?
- Tak. Byłem uwiązany do
drewnianego pala.
- Hm…zastanówmy się…
- Wiem tyle, że Akatsuki brało w
tym udział.
- A niby z kąt to wiesz?
- Bo odkąd się przebudziłem co
jakiś czas przychodził taki jeden gościu w ich płaszczu.
- Aha.
- Nie wiem tylko tego, po co mnie
najpierw zabili a następnie uratowali.
- To pozostaje zagadką. Zdążyłeś
uciec, czy cię wypuścili?
- Uciekłem.
- Aha.
- A jak tam u ciebie? – Mężczyzna
zmienił temat.
- No cóż, nie wiem czy wiesz, ale
jakiejś 2 lata temu mieliśmy IV wielką wojnę.
- Co!?
- Tak.
- Opowiedz mi wszystko.
- Jasne, ale nie teraz. Dalej
jestem 5 Hokage.
- Rozumiem. Więc może dzisiaj
wieczorem u mnie? Jeśli mam jeszcze dom. – Oboje zaczęli się śmiać.
- Masz, masz. Nie zdążyłam go
jeszcze sprzedać. Ale po swoje rzeczy to idziesz gdzie indziej ,bo musiałam je
usunąć z mieszkania.
- Jasne. Do zobaczenia.
- Pa. – No i wyszedł.
Poszedł po swoje rzeczy.
- !? - Gdy zabierał je słyszał
szepty zdziwionych ludzi.
Po drodze napotykał oczy
mieszkańców. Dawno nie był taką sensacją.
Obracał się w jedną i drugą, oglądając zmiany jakie zaszły w wiosce.
- O, Jirayia-sama. Czyli jednak
żyjesz. 2 lata cię nie było. Nawet nie wiesz jak się cieszę że cię widzę. –
Usłyszał znajomy głos.
- ? - Spojrzał w stronę z której dobiegło jego imię. – Kakashi. Jak
miło cię widzieć. A ty dalej czytasz moje książki?
-
Tak. Nie mam nic lepszego do roboty. Uczniowie dorośli i za niedługo
sami będą sensei’ami. Tsunade-sam chce
jak najszybciej sprawdzić Naruto.
- Sprawdzić?
-
Tak. Jak sobie da rady z podopiecznymi. O Sakure jej też chodzi. Z resztą jest jej sensei’em.
- Powoli stajesz się starym
piernikiem ,jak ja.
- Jak ty? Hahaha! – Zaśmiał się
niespodziewanie Kakashi.
- Z czego rżysz? – Zapytał
zdziwiony Pustelnik.
- Bo uważasz się za starego
piernika. Przecież ty jeszcze tyle możesz. Jak wiem, z pewnością na Tsunade
polować będziesz.
- Nie wiem. Przyzwyczaiłem się, że to co między nami to jedynie dozgonna
przyjaźni.
- No to może naprawdę stary piernik
z ciebie. Nie moja sprawa.
- Ty też znajdź kogoś na kogo
będziesz czatować.
- Ta, a niby kogo?
- Może Shizune. Mógłbym ci nawet
pomóc.
- Ta, ty i pomoc. No dobra śpieszę
się. Muszę sprawdzić jak Sakura się czuje. Po śmierci jej rodziców dalej nie
może się otrząsnąć. I jeszcze Sasuke znowu jej dowalił.
- Powinna dać sobie z nim już
spokój.
- No cóż. Może w końcu da. Lecę, nara.
– Popędził w stronę domu Sakury.
- Na razie. - Skierował się do własnego mieszkania. Wszedł i
rozpakował rzeczy. Chciał się jeszcze spotkać z Naruto, więc ponownie wyszedł z
domu. Najpierw popędził do jego mieszkania. Pukał, ale bez celowo. Nikogo nie
było. Zaczął biec na pole treningowe. To co tam zobaczył, zszokowało mężczyznę.
Pod drzewem siedział jego dawny podopieczny. Nie był jednak sam. Był z nie jaką
Hinatą Hyuga. Całowali się. Szybko wyjął ołówek i zeszyt. Zaczął pisać.
Po kwadransie Hinata zorientowała się, że ktoś ich obserwuje. Nie
zważając na fakt, że jest to nieżywy od ponad 2 lat – Jirayia, podeszła do
niego. Jirayia nie zauważył jej ponieważ był zajęty pisaniem. Naruto jednak
straszliwie się zdziwił widząc swojego byłego nauczyciela.
Hianta podeszłą i trzasnęła Ero-senina w łeb.
- Auł!- Krzyknął z bólu. Nie był to
mocny cios, ale jednak bolało.
- Ty zboczeńcu! Jak śmiesz nas
podglądać! Ja… - Nie dokończyła. Pustelnik jej nie pozwolił.
- Chwila, coś mi tu nie gra. Ty,
Hinata Hyuga, ta nieśmiała, delikatna dziewczynka walisz mnie piąchą po łbie, i
na dodatek wrzeszczysz w niebo głosy? - Jirayia był naprawdę zaskoczony tą
reakcją.
- Tak, a co ty tu robisz? Przecież
jesteś truposzem. – Podszedł do nich Naruto.
- No cóż. Widzisz Naruto to trochę
dziwne…
- Okłamałeś mnie! Jak mogłeś, jaki
niby w tym sens? Co tym chciałeś osiągnąć? Idiota! Nie wiesz ile się przez
ciebie wycierpiałem – Naruto wybuchł
złością.
- Naruto! Uspokój się chłopie!
Zachowujesz się jak baba, bez urazu Hinata. – Uspokajał wstając.
-Niech będzie. – Wtrąciła Hyuga.
- Po prostu zostałem jakimś,
powtarzam ,jakimś cudem uratowany.
- Dobra, nie chcę wnikać w
szczegóły. No chyba, że to miało związek z Tsunade-sama albo Sasuke. – Gdy
mówił o Hokage, w głosie dało się usłyszeć nauki Ero-senina, a gdy o Sasuke
jego głos był oziębły i poważny.
- Iyu. Ani jedno, ani drugie. –
Zapewniał go mistrz. Lecz mówiąc to sam nie wierzył, że Sasuke nie miał z tym
nic wspólnego.
- No dobrze, przyjmijmy ,że ci
wierzę. – Naburmuszony zgodził się blond-włosy.
- A więc od kiedy? – Zmienił temat.
- Ale co?
- No od kiedy wy… - Nie dokończył.
- Ja ci dam! – Wtrąciła biało-oka.
Wiedziała o co chodzi Ero-senin’owi. – Popamiętasz mnie!
Jirayia uciekał przed gradem ciosów zadawanych
przez Hinate. Udało mu się uciec.
- Łosz kurna. Naraz tylko Kakashi i Hinata nie
pytali dlaczego żyje. No dobra idę kupić coś do jedzenia. Głodny jestem. A i
sake się przyda na wieczór, hehe. – Powiedział do siebie i radośnie powędrował
do Ichigo ramen. Zjadł dużą porcje ramenu. Po jego ciele było widać, że nie
karmili go jak trzeba. Gdy najadł się do syta poszedł do sklepu. Kupił co
trzeba i wrócił do mieszkania. Ogarnął trochę. Około 19:00 rozległo się pukanie
go drzwi. Jirayia otworzył je i postać którą ujrzał nie była Tsunde…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz