środa, 5 września 2012

TsuJira. Rozdział 1: Powrót


                                     2  lata po IV wielkiej wojnie Shinobi
                                                                    ***
- Puk ,puk! - Rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść! – Mężczyzna stojący za drzwiami usłyszał rozkaz. Posłusznie wszedł.
- Witaj Księżniczko. Dawno się nie widzieliśmy. Ile to już mogło być? – Odezwał się pierwszy.
- Co!? - Krzyknęła przerażona. – Przecież ty nie żyjesz!
- Jakimś cudem.
- Ale, jak? - Uspokoiła nerwy. – Pan Fukusaku wszystko dokładnie nam opowiedział.
- He, sam tego dokładnie nie wiem. Pamiętam tyle, że po starciu z Pein’em utonąłem. Następnie obudziłem się w jakiejś jaskini.
- Jaskini?
- Tak. Byłem uwiązany do drewnianego pala.
- Hm…zastanówmy się…
- Wiem tyle, że Akatsuki brało w tym udział.
- A niby z kąt to wiesz?
- Bo odkąd się przebudziłem co jakiś czas przychodził taki jeden gościu w ich płaszczu.
- Aha.
- Nie wiem tylko tego, po co mnie najpierw zabili a następnie uratowali.
- To pozostaje zagadką. Zdążyłeś uciec, czy cię wypuścili?
- Uciekłem.
- Aha.
- A jak tam u ciebie? – Mężczyzna zmienił temat.
- No cóż, nie wiem czy wiesz, ale jakiejś 2 lata temu mieliśmy IV wielką wojnę.
- Co!?
- Tak.
- Opowiedz mi wszystko.
- Jasne, ale nie teraz. Dalej jestem 5 Hokage.
- Rozumiem. Więc może dzisiaj wieczorem u mnie? Jeśli mam jeszcze dom. – Oboje zaczęli się śmiać.
- Masz, masz. Nie zdążyłam go jeszcze sprzedać. Ale po swoje rzeczy to idziesz gdzie indziej ,bo musiałam je usunąć z mieszkania.
- Jasne. Do zobaczenia.
- Pa. – No i wyszedł.
 Poszedł po swoje rzeczy.
- !? - Gdy zabierał je słyszał szepty zdziwionych ludzi.
Po drodze napotykał oczy mieszkańców. Dawno nie  był taką sensacją. Obracał się w jedną i drugą, oglądając zmiany jakie zaszły w wiosce.
- O, Jirayia-sama. Czyli jednak żyjesz. 2 lata cię nie było. Nawet nie wiesz jak się cieszę że cię widzę. – Usłyszał znajomy głos.
- ? - Spojrzał w stronę  z której dobiegło jego imię. – Kakashi. Jak miło cię widzieć. A ty dalej czytasz moje książki?  
-  Tak. Nie mam nic lepszego do roboty. Uczniowie dorośli i za niedługo sami będą  sensei’ami. Tsunade-sam chce jak najszybciej sprawdzić Naruto.
- Sprawdzić?
-  Tak. Jak sobie da rady z podopiecznymi. O Sakure jej też chodzi.  Z resztą jest jej sensei’em.
- Powoli stajesz się starym piernikiem ,jak ja.
- Jak ty? Hahaha! – Zaśmiał się niespodziewanie Kakashi.
- Z czego rżysz? – Zapytał zdziwiony Pustelnik.
- Bo uważasz się za starego piernika. Przecież ty jeszcze tyle możesz. Jak wiem, z pewnością na Tsunade polować będziesz.
- Nie wiem. Przyzwyczaiłem się, że  to co między nami to jedynie dozgonna przyjaźni.
- No to może naprawdę stary piernik z ciebie. Nie moja sprawa.
- Ty też znajdź kogoś na kogo będziesz czatować.
- Ta, a niby kogo?
- Może Shizune. Mógłbym ci nawet pomóc.
- Ta, ty i pomoc. No dobra śpieszę się. Muszę sprawdzić jak Sakura się czuje. Po śmierci jej rodziców dalej nie może się otrząsnąć. I jeszcze Sasuke znowu jej dowalił.
- Powinna dać sobie z nim już spokój.
- No cóż. Może w końcu da. Lecę, nara. – Popędził w stronę domu Sakury.
- Na razie. -  Skierował się do własnego mieszkania. Wszedł i rozpakował rzeczy. Chciał się jeszcze spotkać z Naruto, więc ponownie wyszedł z domu. Najpierw popędził do jego mieszkania. Pukał, ale bez celowo. Nikogo nie było. Zaczął biec na pole treningowe. To co tam zobaczył, zszokowało mężczyznę. Pod drzewem siedział jego dawny podopieczny. Nie był jednak sam. Był z nie jaką Hinatą Hyuga. Całowali się. Szybko wyjął ołówek i zeszyt. Zaczął pisać.    
  Po kwadransie Hinata zorientowała się, że ktoś ich obserwuje. Nie zważając na fakt, że jest to nieżywy od ponad 2 lat – Jirayia, podeszła do niego. Jirayia nie zauważył jej ponieważ był zajęty pisaniem. Naruto jednak straszliwie się zdziwił widząc swojego byłego nauczyciela.
     Hianta podeszłą i trzasnęła Ero-senina w łeb.
- Auł!- Krzyknął z bólu. Nie był to mocny cios, ale jednak bolało.
- Ty zboczeńcu! Jak śmiesz nas podglądać! Ja… - Nie dokończyła. Pustelnik jej nie pozwolił.
- Chwila, coś mi tu nie gra. Ty, Hinata Hyuga, ta nieśmiała, delikatna dziewczynka walisz mnie piąchą po łbie, i na dodatek wrzeszczysz w niebo głosy? - Jirayia był naprawdę zaskoczony tą reakcją.
- Tak, a co ty tu robisz? Przecież jesteś truposzem. – Podszedł do nich Naruto.
- No cóż. Widzisz Naruto to trochę dziwne…
- Okłamałeś mnie! Jak mogłeś, jaki niby w tym sens? Co tym chciałeś osiągnąć? Idiota! Nie wiesz ile się przez ciebie wycierpiałem  – Naruto wybuchł złością.
- Naruto! Uspokój się chłopie! Zachowujesz się jak baba, bez urazu Hinata. – Uspokajał wstając.
-Niech będzie. – Wtrąciła Hyuga.
- Po prostu zostałem jakimś, powtarzam ,jakimś cudem uratowany.
- Dobra, nie chcę wnikać w szczegóły. No chyba, że to miało związek z Tsunade-sama albo Sasuke. – Gdy mówił o Hokage, w głosie dało się usłyszeć nauki Ero-senina, a gdy o Sasuke jego głos był oziębły i poważny.
- Iyu. Ani jedno, ani drugie. – Zapewniał go mistrz. Lecz mówiąc to sam nie wierzył, że Sasuke nie miał z tym nic wspólnego.
- No dobrze, przyjmijmy ,że ci wierzę. – Naburmuszony zgodził się blond-włosy.
- A więc od kiedy? – Zmienił temat.
- Ale co?
- No od kiedy wy… - Nie dokończył.
- Ja ci dam! – Wtrąciła biało-oka. Wiedziała o co chodzi Ero-senin’owi. – Popamiętasz mnie!
 Jirayia uciekał przed gradem ciosów zadawanych przez Hinate. Udało mu się uciec.
 - Łosz kurna. Naraz tylko Kakashi i Hinata nie pytali dlaczego żyje. No dobra idę kupić coś do jedzenia. Głodny jestem. A i sake się przyda na wieczór, hehe. – Powiedział do siebie i radośnie powędrował do Ichigo ramen. Zjadł dużą porcje ramenu. Po jego ciele było widać, że nie karmili go jak trzeba. Gdy najadł się do syta poszedł do sklepu. Kupił co trzeba i wrócił do mieszkania. Ogarnął trochę. Około 19:00 rozległo się pukanie go drzwi. Jirayia otworzył je i postać którą ujrzał nie była Tsunde…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz