Wszyscy Kage wyszli z sali obrad. Stanęli przed bramą wejściową do Kumo-gakure.
- No cóż, jak to się mówi: nadzieja jest matką głupich. – Zaczął rozmowę Tezuna. Wszyscy roześmiali się.
- Ta. Nie damy się zaskoczyć jak dwa lata temu. – Odpowiedział Gaara. – Żegnam. – Odszedł.
- Ja też już pędzę. Do zobaczenia. – Ao także odszedł.
- Dowidzenia. – Pożegnał się Tezuna. Pozostała już tylko Tsunade i Raikage.
- Jak się trzymasz Księżniczko? – Spytał Raikage.
- Dobrze, dziękuję. Jeszcze parę lat postoję na stanowisku Hokage. – Odpowiedziała mu.
- To dobrze. A po Da…
- Może być. – Odpowiedziała szybko.
- Nie dręczy cię to? Miałaś go w garści i tak łato go wypuściłaś.
- I co cię to? – Tsunade za nic nie chciała o tym rozmawiać.
- Chwila. Może tak wtajemniczycie mnie. – Wtrącił Jirayia.
- Nie mówiłaś mu? – Spytał Raikage.
- Nie było okazji. –Odpowiedziała Hokage.
- W czasie wojny, Dan został przywołany. Uratował ją w krytycznej sytuacji. – Wytłumaczył A.
- Opowiadała mi o wojnie, ale o Danie nie pisnęła ani słówkiem. – Zdziwił się Jirayia.
- Jirayia, chodźmy już. – Tsunade ruszyła w stronę wioski.
- Dużo przeżyła w tedy. Dowiedziała się że jest spełnieniem marzeń Dana.
– Powiedział Raikage. – Mam nadzieje że poprawisz jej humor.
- Spróbuje. – Odpowiedział Pustelnik i pobiegł do Hokage.
Droga przebiegła w ciszy. Jirayia próbował na różne sposoby
rozweselić przyjaciółkę, lecz nie wychodziło mu to. Czasem nawet
przezywał ją i robił przeróżne sztuczki za które Tsunade zabiłaby go.
Ona jednak tylko upominała przyjaciela. Po powrocie kazała Jirayi
odpocząć. Sam poszła do biura. Po jakimś czasie siedzenia w domu Jirayia
postanowił za wszelką cenę pomóc Tsunade. Wyszedł z mieszkania i
poszedł do biura. Nie pukając wszedł po cichu. Tsunade stała przy oknie z
butelką sake, przy tym płacząc. Spojrzał na nią litościwie. Podszedł do
niej. Tsunade nie zwracała na niego najmniejszej uwagi. Staną za nią.
Złapał lekko za ramiona. Ona wystraszyła się i odwróciła gwałtownie.
- Idioto, nie wiesz że się puka. – Cichutkim głosem wyrzuciła z siebie lekko uderzając mężczyznę pięścią w tors.
- Przepraszam. Nie chcę patrzeć jak płaczesz. Proszę przestań. – Odpowiedział.
- Myślisz że to takie łatwe?
- Wiem, ale nie możesz znowu żyć w żałobie. Nie chcę cię znowu stracić.
- Przecież nie odejdę, ale ty byś mógł zostawić mnie w spokoju. – Odwróciła się ponownie plecami do Pustelnika.
- Nie. Zrobię wszystko by poprawić ci humor, byś przestała o nim myśleć.
- Czemu jesteś taki natrętny? To nie twoja sprawa. Nie interesuj się,
jaki mam humor tylko idź na te swoje panienki czy gdzie tam chcesz.
- To także moja sprawa bo jesteś moją przyjaciółką od dziecka. A na
panienki nie mam chęci od jakiegoś czasu. Może byłem w niebie, ale to
nie znaczy że byłem tam dobrze traktowany. Ten dureń, Bóg dał mi nieźle
popalić za moje erotyczne zachowania. Uwierz, nie było mi tam miło. No
dobra. Miałem co chciałem, ale to się nie liczy. – Tsunade roześmiała
się z kawału Ero-sanina.
- Dlaczego się nie liczy? – Spytała rozbawiona.
- Bo nie było tam ciebie. – Oniemiała z zaskoczenia. Jirayia poczuł że
zaczyna wyznawać jej swoje uczucia. – Znaczy się, nie było tam ciebie,
Naruto i innych.
- He. Udało ci się. – Z powrotem zwróciła się do niego przodem.
- Ale co? Poderwać cię? – Znowu się zaśmiali.
- Nie. Znaczy no może trochę. Ale poprawiłeś mi humor. Dziękuję. – Przytuliła się do niego. Jirayia odwdzięczył uścisk.
- To dobrze. Cieszę się strasznie z obu rzeczy. – Znowu wybuchli śmiechem.
- Flirtujesz ze mną?
- Nie wolno?
- Tego jeszcze nie wiem. – Tsunade wciągnęła się w podryw. Pomogło jej to zapomnieć o Danie.
Rozmawiali tak przez długi czas. Jirayia odprowadził przyjaciółkę
pod drzwi jej domu i pożegnali się. Wrócił do mieszkania. Następnego
dnia odebrał wiadomość z rozkazem pojawienia się u Tsunade o godzinie
14:00. Miał dużo czasu, ale że niemiał nic innego do roboty wybrał się
od razu.
Zapukał.
- Wejść! – Dało się usłyszeć smutek w głosie Hokage.
- Witam szanowną Hokage. – Na widok Jirayi, na twarzy Tsunade pojawił się uśmiech.
- Co ty tu robisz? Spotkanie dopiero za godzinę. – Próbowała ukryć zadowolenie.
- Nic innego nie miałem do roboty. Poza tym, Shizune nie ma więc ja mogę ci potowarzyszyć.
- Ty? Jeśli ma być tak jak wczoraj wieczorem to dziękuję.
- Nie podobało ci się? Może jeszcze mi powiesz, że ten twój śmiech był sztuczny?
- Podobało, ale przy pracy tylko byś mnie rozpraszał.
- Rozumiem i obiecuje, że tak nie będzie. Więc jak, mogę ci potowarzyszyć?
- Możesz. Jeszcze raz, wielkie dzięki za wczoraj.
- Nie ma sprawy. Sam się dobrze bawiłem. Za drzwiami słyszałem smutny
głos. Coś się stało, czy znów myślisz o nim? – Nie usłyszał odpowiedzi. –
Czyli myślisz o nim.
- Te myśli wracają jak bumerang.
- Dobra, zajmij się papierkami a ja pomyślę jak cię uwolnić od myśli.
- Myśleć to ja chce, ale nie o nim. – Roześmiali się.
Jirayia myślał długo dopóki nie wymyślił. Miał jednak pecha. Nadeszła godzina zebrania.
- Wy…
- Idziemy na zebranie. – Oznajmiła Hokage. Wyszli i skierowali się do
sali, gdzie co roku są rozdawane drużyny. W tym roku dość wcześnie to
się rozpoczęło. Na sali czekał już spory tłum. Tsunade zaczęła przemowę.
- W tym roku, trochę przyspieszę rozdzielanie drużyn. Mamy stan
krytyczny. Właśnie po to was tu zwołałam. – Zaczęła rozdzielać. Ostatni
był Jirayia. – Jirayia. Ty dostaniesz pod opiekę: Amaki’ego Sarutobi.
- Ale… - Przerwał Shikamaru.
- Shikamaru, wiem że to ty miałeś go uczyć, ale zdecydowałam że Jirayia
cię zastąpi. Wrócimy do dzieciaków. Następni to: Chika Hikari oraz Meyjo
Jiroti.
- Hai. – Odpowiedział Jirayia.
- To tyle na dziś. Rozejść się. – Shinobi wyszli z sali. Został tylko Jirayia oraz Tsunade i nikt inny. – Co jest?
- Nic. Po prostu dziwie się że dałaś mi małego Sarutobi’ego. Amaki tak? Ile on ma lat? – Spytał Jirayia.
- Osiem. – Odpowiedziała mu Tsunade.
- Nie za młodo?
- A czy Kakashi też zaczynał za młodo? On zaczął od pięciu lat.
- No, ale Kakashi to inna liga.
- Da sobie radę.
- On tak, ja nie. Już dawno nie uczyłem.
- Przestań. Sama będę miała podopiecznych. Ja w ogóle nie uczyłam.
- No tak, ale ty to baba z jajami. Nie dość że inteligentna to jeszcze silna.
- A ty to chłop bez jaj, tak? Jirayia, dasz radę, nie przesadzaj. Miałeś
siedmiu podopiecznych. W tym jeden to Minato Namikaze, a drugi Naruto
Uzumaki. Gdyby nie ty nie byliby tacy silni.
- Ta, ale Nagato, Konan i Yahiko nie wyszli całkiem na prostą.
- Ale byli strasznie silni. Przecież pomogę ci jak coś, ale myślę że nie będzie takiej potrzeby.
- Dzięki.
- Spoko. – Wahała się przez chwilę. – Mam teraz wolne, więc może skoczymy po saka?
- Mi pasuje tylko jest środek dnia. Nie masz jakieś pracy?
- Nie. Skończyłam przy tobie. Poza tym mówiłeś że nie masz nic do roboty. Ja teraz także.
- Dobra. Późnej do mnie, do ciebie czy do baru?
- No raczej jak kupujemy to do baru nie.
- Więc do mnie.
- Jasne, ale ja stawiam.
- Jasne.
Gdy wyszli z budynku zauważyli postać skradającą się do domu Hyuga. Nie wyglądała przyjaźnie. Postanowili to sprawdzić.
*********************************************************************
Kolejna dalsza część. Chce jak najszybciej dodać ten "scenariusz' jak to określam. Mam nadzieję, że nie jest tak źle.
Pozdrawiam
Alexxis
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz