niedziela, 22 września 2013

Rozdział7: Kage znowu razem.

     Mężczyzna w kapturze zaczął nacierać na Hokage. Wystawił rękę. Tsunade zamachnęła się do chwycenia jej. W ostatnim momencie obok ręki pojawił się miecz. Przeciwnik złapał go i chciał wbić go w Tsunade. Gorąca krew prysła na przeciwnika. Był przekonany że Tsunade nie żyje. Tsunade przerażona otworzyła oczy. Nie miała wbitego miecza. Jirayia osłonił ją.
- Eh, i po co ci to chłopie? Jak mniemam Jirayia? – Spytał wróg.
- Atakujesz a nie wiesz kogo? – Odpowiedział pytaniem Pustelnik. – Żałosne.
- Nie spodziewałem się ciebie. Chciałem pokazać tej damie z kim pogrywa. Ale będzie o jednego mniej. – Wciskał miecz coraz głębiej. – Piękna zaba… - Tsunade walnęła go w łeb.
- Więc pokaż na co cię stać, a nie gadaj bez sensu. – Wtrąciła Tsunade i wyjęła miecz z przyjaciela.
- Z wielką chęcią. – Przeciwnik wstał.
- Kim jesteś?
- Och, gdzie moje maniery? Zapomniałem się przedstawić. Nazywam się Ariato. Z pewnością znacie mojego partnera: Orochimaru.
- Orochimaru tak? Więc ty jesteś fanem Sasori’ego.
- Hai. Sasori-sama wiele mnie nauczył. Na przykład tego! – Wyjął dwa zwoje. W zwojach umieszczone były marionetki. Zaczął nimi atakować. Tsunade oberwała strasznie mocno.
-Haha! Myślałem że będziesz mocniejszą przeciwniczka, ale jak mówił Orochimaru: Ty nie potrafisz nic poza leczeniem. Haha! – Śmiał się jak zawzięty. Tsunade miła czas na zaatakowanie. Rozwaliła marionetkę przed Ariato, a następnie uderzyła go na tyle mocno by przeleciał przez mór. Nie dało ta za wiele. W trakcie całej akcji, Ariato zdążył złapać Tsunade. Jego marionetka złapała ją. Ariato otrząsną się z gruzów.
- I jak? Podoba ci się? – Powiedział. – A to nie wszystko co potrafię. Mogę was zniszczyć za jednym ruchem. Moja siła przerosła nawet Madare Uchiha i Harashime Senju. Muszę przyznać że masz sporo siły, ale z rąk Moriko się nie wyrwiesz.
- Moriko? – Spytała Hokage.
- Moriko to moja pierwsza marionetka. Świetnie wykonana. Mocno trzyma prawda?
- I tak się wyrwę, a gdy już to zrobię to powyrywam ci wszystkie kończyny! – Groziła wyrywając się z uścisku. Powoli zaczynała się uwalniać.
- Nie radze. – Ariato podszedł do leżącego Jirayi i nastawił miecz przy jego gardle. – Jeden bezsensowny ruch a on zginie.
      Tsunade jednak nie mogła znieść widoku leżącego przyjaciele któremu grozi śmierć. Uwolniła się i zaatakowała Ariato. Ten miał już wbić katanę gdy Tsunade uderzyła go prosto w podbródek. Wypadł przez okno. Popatrzyła na niego.
- To jeszcze nie koniec! – Krzyknął po czym złożył ręce w parę pieczęci i zniknął. Razem z nim zniknęła marionetka.
      Tsunade podeszła do Jirayi i zaczęła tamować ranę. Ludzie pracujący w wieży podeszli do wywalonej dziury i przyglądali się Tsunade. Ona nie zwracała na nich uwagi. Gdy zatamowała krwawienie zabrała go do szpitala. Tam miała dostatecznie dużo specyfików. Odkryła, że miecz Ariato był zatruty. Niestety nie znała odtrutki. Mogła jedynie podtrzymywać go przy życiu na czas ok. dwóch miesięcy. Cały czas szukała odtrutki. Po nocach nie spała. Często przychodziły wiadomości o atakach na inne wioski. Od zdarzenia w biurze, w wiosce było spokojnie. Po jakimś miesiącu do Tsunade przyszedł członek oddziału informatyków.
- O co chodzi? – Spytała Hokage.
- Zostaliśmy poinformowani, że zostało zorganizowanie spotkanie pięciu, oraz że wysłani zwiadowcy przedłużą pobyt. – Odpowiedział informatyk.
- Dobrze. Kiedy i gdzie?
- Za tydzień w Kumo-gakure. Raikage-sama zdecydował, że odbędzie się ono w jego dawnej siedzibie.
- Dawnej siedzibie?
- Hai. Każe czekać przy bramie wioski.
- Rozumiem. Możesz już iść.
- Raikage-sama każde wziąć jedną osobę.
- Dobrze.
- Żegnam. – Informatyk wyszedł.
Szpital
***
- Co on kombinuje? – Hokage mówiła do siebie siedząc przy Jirayi. - Nie jest to istotne. -Zamyśliła się na chwilę. – Wiem! – Coś zaświtało jej w głowie. Zaczęła robić nowe specyfiki. Mieszała i wyrzucała nieudane. Denerwowała się strasznie. Przez całą noc kombinowała nad odtrutką. Rano znalazła odpowiedni składnik. Wstrzyknęła odtrutkę. Spojrzała na wskaźnik i stan Pustelnika poprawił się. Nie budził się. Ucieszyła się jednak. Jirayia miał teraz większe szanse na przeżycie. Po dwóch dniach wstrzykiwania odtrutki Jirayia obudził się. Hokage słysząc o tym od razu pobiegła przywitać się z nim. Wleciała do sali z wielkim hukiem. Pustelnik miał zamknięte oczy. Pomyślała że ktoś zrobił jej psikusa.
- Czy ty zawsze musisz tak trzaskać idiotko? Zwróciłabyś uwagę na to, że tu leży ciężko ranny Shinobi.– Jirayia odezwał się.
- Jirayia! – Uwiesiła mu się na szyi. – Ja ci dam idiotkę! – Po chwili lekko uderzyła go z liścia.
- Co ci się stało? – Spytał przestraszony.
- Nic.
- Zawsze mocniej bijesz, a to było jakby mnie kociak pieścił.
- Nie chce byś znowu zemdlał. – Siadła na łóżku.
- Ach tak. Ile spałem?
- Dość długo by przegapić wiele ważnych szczegółów.
- Jakich szczegółów?
- No na przykład spotkanie pięciu.
- Spotkanie? Jaja sobie robisz?
- Nie.
- A niech mnie szlak trafi.
- Dobra. – Uderzyła go w ramię.
- Ej, za co to?
- Sam chciałeś.
- Ja ci zaraz pokarze! – Zaczął ją łaskotać. Oboje roześmiali się.
- Dawno już tak nie było.
- Ta. Kto z tobą jedzie?
- Jeszcze nie wiem.
- Mogę ja?
- Chyba ogłupiałeś? W takim stanie nawet do domu cię nie puszczę przez miesiąc.
- Że jak!? Rozumiem że nie chcesz mnie brać, ale chociaż do domu mnie puść.
- Niech ci będzie, ale za tydzień.
- Dobra.
      Rozmawiali jeszcze przez chwilę. W końcu Tsunade wyszła. W dzień wyjazdu Jirayia wyszedł ze szpitala bez zgody Hokage. Poszedł do bramy wyjściowej. Tam stało masę ludu. Przed nimi była Tsunade i Shikaku.
- Bierzesz jego zamiast mnie? Taka to z ciebie przyjaciółka? – Odezwał się gdy przebrnął przez tłum.
- Jirayia, co ty tu robisz? Miałeś być jeszcze w szpitalu. – Zdenerwowała się Tsunade.
- Dobra, dobra. I tak tam nie wrócę. Shikaku możesz iść do rodzinki. Ja idę z nią.
- Nie ma mowy! Idioto nie…
- A ty siedź cicho. Po ostatnim ataku nie mogę cię puścić samej. Przecież pod okiem tego nieudacznika możesz zginąć.
- Ekhm, ja tu jestem. – Wtrącił Shikaku.
- Udawaj. – Jirayia szepnął mu do ucha.
- Chyba cię porąbało! Mam udawać głupiego!? – Wykrzyczał Shikaku.
- Ciszej. No rozumiesz. – Mówił tak by nikt nie usłyszał.
- Grr, dobra idź z nią. Ale nie nazywaj mnie więcej nieudacznikiem. – Poszedł sobie.
- No to nie masz wyboru. – Jirayia był zadowolony.
- Dobra. Ale to raczej ja będę chronić ciebie durniu. – Tsunade odwróciła się i uśmiechnęła w duchu.            Strasznie chciała by przyjaciel szedł z nią.
      Po długiej wędrówce dotarli wreszcie do bramy Kumo-gakure. Tam na nich czekał Kakashi i Sakura.
- Witam Ero-piękność! – Krzyknął Kakashi.
- Cześć. – Odpowiedzieli.
- Jak podróż? – Odezwała się Sakura.
- A jak myślisz? – Odpowiedział Jirayia wskazując na swoje sińce.
- Nieźle go zmasakrowałaś sensei.
- Bywa. Gdybyś była z Naruto, to byłoby to samo. Tylko Naruto by obrywał.
- Jirayia my nie jesteśmy parą! – Wtrąciła Hokage i kilka razy walnęła go w łeb.
- Dobra chodźmy już. – Wymknął się. – Gdzie to jest?
- Chodźcie za mną. – Kakashi pokierował ich do lasu. Jirayia i on szli na początku a dziewczyny z tyłu.
- A w szpitalu była jak kotka. – Mrukną Jirayia do Kakashi’ego.
- Chemia była?
- Mi się wydaje, że tak, ale to nie realne.
- E tam. Jeszcze ci się uda.
- A jak u ciebie? Nie tęsknisz za Shizune?
- Tak tęsknie. – Odpowiedział dla świętego spokoju. Obrócił się jeszcze i spojrzał na Sakurę.
- Co jest? Coś nie tak z nią?
- Nie, wszystko gra.
- Kakashi dam ci już spokój z Shizune gdy powiesz mi kto ci się naprawdę podoba.
- Nie mogę.
- A jednak masz kogoś na oku. Mi możesz ufać.
- Może i mogę.
- Więc mów.
- Nie.
- Ja to z ciebie wyduszę.
- Po co ci to?
- Bo chcę ci pomóc i też mam w ty interes.
- Nawet wiem jaki. Książka?
- W samo sedno trafiłeś. Więc kto to?
- Nie chcę twojej pomocy bo to moja dziewczyna.
- No proszę. Więc kto to?
- Daj mi spokój.
      Jirayia nie zamierzał odpuścić. Pytał się go przez całą drogę. Kakashi nie puścił pary z ust. Na miejscu skrzywili się lekko. Tak zwaną „siedzibą” była stara rudera w głębi lasu. Weszli do środka.
- Witaj Tsunade. Jirayia, myślałem, że nie żyjesz. – Odezwał się Raikage.
- Nie dostałeś wiadomości? – Spytał Jirayia.
- Dostałem też inną. Było w niej napisane że jesteś otruty, a odtrutki nie ma.
- Tak było, ale znalazła antidotum. – Wtrąciła Hokage.
- To dobrze. Siadaj. – Tsunade usiadła.
- Wszyscy są? Kazekage? – Spytał Mifune.
- Obecny. – Odpowiedział Gaara.
- Mizukage?
- Jest. – Odpowiedział Ao.
- Tsuchikage?
- Witam. – Przywitał się jednocześnie Tezuna..
- Hokage?
- Trzeba więc jestem. – Odpowiedziała Tsunade.
- I Raikage?
- Jest i witam wszystkich. – Odpowiedział Raikage.
- Dobrze. Jak wiecie sprawa jest poważna. Z pewnością to nie koniec napadów. Co proponujecie?
- Nie chciałbym pochopnie oskarżać, ale Konoha nie jest atakowana. Suna także odnosi mniejsze obrażenia. – Zaczął Tezuna.
- Sugerujesz że to my atakujemy!? – Tsunade ściągnęła na siebie podejrzenia.
- On może mieć racje. – Stwierdził Raikage.
- Tezuna, A. Nigdy bym nikogo nie atakowała bez pretekstu.
- Nie, oni by nas nie atakowali. – Wtrącił Mizukage.
- A skąd ty to możesz wiedzieć? – Odezwał się Tezuna.
- Hokage-sama zaczęła na własną rękę szukać złoczyńców. Nieźle jej to wychodzi. Zawsze informuje mnie o zdobytych informacjach. Gaara.. nie w to wątpię. Od początku nie radzi sobie z napadami i prosi o pomoc innych.
- Poprawka. Asuma i Kurenai dostarczaj ci informacji. A jeśli o to chodzi. Znam już więcej na ten temat. – Wtrąciła Tsunade.
- Mów. – Kazał Mifune.
- Atakujący to „Zakon Czerwonego Skorpiona”. Przewodzi nim Orochimaru i Ariato. Ich celem jest Suna i Konoha.
- Więc czemu was atakują najmniej? – Wtrącił Tezuna.
- Może ja wytłumaczę. – Nagle w wejściu pojawiła się postać w kapturze. Ochroniarze Kage naskoczyli na niego. Jedynie Jirayia pozostał na miejscu.
- Zostawcie go bo inaczej zginiecie! – Zagroziła Hokage. Wszyscy cofnęli się do swoich stałych miejsc.
- Dziękuję Tsunade. Jak widzę udało ci się znaleźć antidotum. Ile to ci zajęło? – Odezwał się.
- Nawet nie wiesz jak chcę ci się odpłacić. Przez ciebie on leżał jedną nogą w grobie prze miesiąc!
- I tak szybko znalazłaś odtrutkę. Jestem pod wrażeniem. Wy także znajdujecie się jedną nogą w grobie. Już wam wyjaśniam. Zgadza się, naszym pierwszym celem jest Konoha i Suna. Następnie podbijemy cały świat Shinobi. Zastanówcie się dlaczego ich nie atakujemy. – Ariato wyjął Moriko. Jirayia przygotował się do walki. – Spokojnie. Chcę wam coś pokazać. – Wyświetlił hologram. Na nich Suna i Konoha były atakowane. – Teraz rozumieci?. Wasza czujność została zachwiana. – Tsunade zaśmiała się. – Co cię tak śmieszy? Twoja wioska spłonie.
- Patrz dokładnie. – Ariato spojrzał na hologram. Konoha zaczęła zwyciężać. Suna podobnie. Na twarzy Gaary pojawił się uśmiech. – Myślisz, że jesteśmy bezsilni? Strasznie się pomyliłeś. Specjalnie z Gaarą szykowaliśmy się na to. Nie lubię silnych przeciwników, ale uwielbiam naiwniaków. – Spojrzała na Gaarę i kiwnęła głową. – Teraz! – Ariato zawisł na piasku. Kakashi atakował z tyłu chidori. – Jirayia, rasenghan! – Pustelnik skumulował moc i natarł na przeciwnika.
- Nie tak prędko. – Pokierował Moriko tak by podcięła nogi Kakashi’emu i Jirayi. Kakashi padł lecz Jirayia uniknął marionetki i uderzył w Ariato. Wypalił mu wielką dziurę w brzuchu.
- Cholerny Pustelnik! To nie koniec. – Ariato znikną, a marionetka razem z nim.
- A ty chciałaś mnie tam zostawić, chodź wiedziałaś że będą atakować. – Obraził się Jirayia.
- Później ci to wytłumaczę. I co teraz robimy? – Spytała Hokage.
- Musimy zwiększyć siły. Dzieciaki z akademii powinny wcześnie zacząć treningi jutsu. – Zaproponował Tezuna.
- Może taki głupi to ty nie jesteś. Trzeba też będzie stworzyć więcej drużyn. – Zadeklarowała Hokage.
- Racja. Można też zwiększyć rozwój broni. – Tym razem zaproponował Raikage.
- Tak. Nowe techniki i trucizny z antidotum też się przydadzą. – Dodał Ao.
- Dobre propozycje. Tylko problem polega na pieniądzach. – Plany legły w gruzach przez Mifune.
- Więc przyjmujmy więcej zleceń. Niech każda wioska podniesie ceny. W tedy skorzystamy wszyscy. – Na pomysł wpadł Gaara.
- Jestem za.
- Ja też.
- I ja.
- Dobry pomysł. Zgadzam się. – Wszystkim plan się spodobał.
- No dobrze. A co robimy z ogoniastymi? – Mifune zadał kolejne pytanie.
- Niech nauczą się kontrolować potwory. Killer-bee może im pomóc. – Tsunade nie trafiła za dobrze.
- Myślisz że to takie łatwe? Osoba musi mieć czyste serce. Nie wiadomo jacy są nowi sakryfikańci. – Zaprzeczył Raikage.
- Przetestujemy ich. Musimy spróbować.
- Jestem za.
- Ja też.
- Niech będzie. – Zgodził się nawet Raikage.
- Gaara. Masz w sobie Shukaku, zgadzasz się? – Tsunade nie była pewna odpowiedzi.
- Patrząc na to ze złej strony, to konsekwencje są ogromne. Jednak trzeba spróbować. Jestem za. – Gaara zgodził się bez warunkowo.
- Więc ustalone. Są jeszcze jakieś pytania? – Mifune wtrącił. Nikt mu nie odpowiedział. – Spotkanie uważam za skończone

************************************************************************
Więc ta: do rozdziału 11 zamierzam zamieszczać notki napisane już wcześniej. Mogą one być właśnie takie. Jednak od jedenastego rozdziały będzie już lepiej (mam nadzieję). Wybaczcie mi za nieobecność.
Dziękuję za wszystko i pozdrawiam.
Zapraszam tu --> Morza Psy
                                                                                                                                Alexxis

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz