wtorek, 31 lipca 2012

Namecea cz.2


Trzy lata później

***

-Jeszcze raz!
-KAUTON: JUTSU OGISTYCH KWIATÓW! – krzyknęła Namecea. Rozłożyła dłonie i w kierunku jej ojca poszybował wir płatków róż, zapalając się w locie. Mężczyzna odskoczył i ominął większość, ale i tak kilka ognistych płatków trafiło go, zapalając jego kamizelkę. Stłumił ogień i uśmiechnął się.
-Córeczko, nie chciałabyś potrenować z kimś w swoim wieku? To by ci dobrze zrobiło, tak raz na jakiś czas.
-Ale z kim? Ishiro-kun jest w Konoha, a Temari-chan ma zajęcia w Akademii.
-Przecież są też inne dzieci.
-Nie lubią mnie, tatusiu.
-Wszystkie? Na pewno nie. – dziewczynka westchnęła i popatrzyła się na niego ze smutnym wyrazem twarzy. – Dobrze, Namecea-hime. Na dzisiaj już koniec. Możesz zostać na polu treningowym jeśli chcesz. Tylko wróć przed dziewiętnastą. – powiedział (ojciec), złożył dłonie w pieczęć i zniknął w wirze ognia.
-Szkoda, że nie mam rodzeństwa… - powiedziała do siebie brunetka i wzorem ojca złożyła dłonie w pieczęć, znikając jednak w chmurze dymu. Pojawiła się na placu zabaw. Było pusto, jak nigdy. Namecea skierowała się w stronę huśtawek. Ku jej zdumieniu, na jej ulubionej siedział chłopak z krwistoczerwonymi włosami.
         Podeszła jeszcze bliżej. Obcy nie zwrócił nawet na nią uwagi, tylko apatycznie wpatrywał się w piasek.
-Cześć. Jestem Namecea. A jak ty masz na imię? – starała się, by jej głos zabrzmiał radośnie, ale wyszło, jakby ledwo powstrzymywała płacz. Czerwonowłosy podniósł głowę i spojrzał się na nią, jakby była chora psychicznie. – Jesteś niemy?
-Nie. – znowu rzucił jej spojrzenie. Tym razem to było niedowierzanie pomieszane ze złością. Namecea zauważyła, że obcy miał jasnozielone oczy bez źrenic, ponadto jego powieki były czarne, a na czole miał wytatuowane kanji oznaczające miłość.
-Tyle potrafisz powiedzieć?
-Zastanawiam się tylko, dlaczego tu jeszcze jesteś.
-A miało mnie tu nie być?
-Nie wiesz kim jestem? – w głosie chłopaka pobrzmiewała irytacja.
-Szczerze mówiąc, widzę cię pierwszy raz. Zapamiętałabym kogoś z takim kolorem włosów.  – pokręciła głową. – To jak masz na imię?
-Mam na imię Gaara.- wyszeptał i wyszczerzył zęby w psychopatycznym uśmiechu.
-Aha. Super. Chcesz ze mną potrenować?
-Czy ty wiesz z kim rozmawiasz?! Ja mam w sobie DEMONA!
-I co z tego? Ale to nie oznacza, że ty nim jesteś. To co, potrenujemy?
-Hn. – mruknął i zeskoczył z huśtawki.
-To widzimy się na polu treningowym numer cztery – zawołała brunetka i zniknęła w chmurze ognia.
To jakaś nowość.”
„Zgadza się. To chyba pierwsze dziecko, które rozmawia z tobą z własnej woli. Ale nie nadaje się na partnerkę.”
„Wydaje mi się, że jeszcze nie czas na coś takiego.”
„A co zrobisz, jeśli twoją partnerkę naznaczył już ktoś inny?”
„Zabiję go.” – powiedział w myślach, a demon odpowiedział mu mrocznym chichotem.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz