Trzy lata później
***
-Jeszcze raz!
-KAUTON: JUTSU OGISTYCH KWIATÓW! – krzyknęła Namecea. Rozłożyła
dłonie i w kierunku jej ojca poszybował wir płatków róż, zapalając się w locie.
Mężczyzna odskoczył i ominął większość, ale i tak kilka ognistych płatków
trafiło go, zapalając jego kamizelkę. Stłumił ogień i uśmiechnął się.
-Córeczko, nie chciałabyś
potrenować z kimś w swoim wieku? To by ci dobrze zrobiło, tak raz na jakiś
czas.
-Ale z kim? Ishiro-kun jest w
Konoha, a Temari-chan ma zajęcia w Akademii.
-Przecież są też inne dzieci.
-Nie lubią mnie, tatusiu.
-Wszystkie? Na pewno nie. –
dziewczynka westchnęła i popatrzyła się na niego ze smutnym wyrazem twarzy. –
Dobrze, Namecea-hime. Na dzisiaj już koniec. Możesz zostać na polu treningowym
jeśli chcesz. Tylko wróć przed dziewiętnastą. – powiedział (ojciec), złożył
dłonie w pieczęć i zniknął w wirze ognia.
-Szkoda, że nie mam
rodzeństwa… - powiedziała do siebie brunetka i wzorem ojca złożyła dłonie w
pieczęć, znikając jednak w chmurze dymu. Pojawiła się na placu zabaw. Było
pusto, jak nigdy. Namecea skierowała się w stronę huśtawek. Ku jej zdumieniu,
na jej ulubionej siedział chłopak z krwistoczerwonymi włosami.
Podeszła jeszcze bliżej. Obcy nie zwrócił nawet na nią
uwagi, tylko apatycznie wpatrywał się w piasek.
-Cześć. Jestem Namecea. A jak
ty masz na imię? – starała się, by jej głos zabrzmiał radośnie, ale wyszło,
jakby ledwo powstrzymywała płacz. Czerwonowłosy podniósł głowę i spojrzał się
na nią, jakby była chora psychicznie. – Jesteś niemy?
-Nie. – znowu rzucił jej
spojrzenie. Tym razem to było niedowierzanie pomieszane ze złością. Namecea
zauważyła, że obcy miał jasnozielone oczy bez źrenic, ponadto jego powieki były
czarne, a na czole miał wytatuowane kanji oznaczające miłość.
-Tyle potrafisz powiedzieć?
-Zastanawiam się tylko,
dlaczego tu jeszcze jesteś.
-A miało mnie tu nie być?
-Nie wiesz kim jestem? – w
głosie chłopaka pobrzmiewała irytacja.
-Szczerze mówiąc, widzę cię
pierwszy raz. Zapamiętałabym kogoś z takim kolorem włosów. – pokręciła głową. – To jak masz na imię?
-Mam na imię Gaara.-
wyszeptał i wyszczerzył zęby w psychopatycznym uśmiechu.
-Aha. Super. Chcesz ze mną
potrenować?
-Czy ty wiesz z kim
rozmawiasz?! Ja mam w sobie DEMONA!
-I co z tego? Ale to nie
oznacza, że ty nim jesteś. To co, potrenujemy?
-Hn. – mruknął i zeskoczył z
huśtawki.
-To widzimy się na polu
treningowym numer cztery – zawołała brunetka i zniknęła w chmurze ognia.
„To jakaś nowość.”
„Zgadza się. To chyba pierwsze dziecko,
które rozmawia z tobą z własnej woli. Ale nie nadaje się na partnerkę.”
„Wydaje mi się, że jeszcze nie czas na coś takiego.”
„A co zrobisz, jeśli twoją partnerkę
naznaczył już ktoś inny?”
„Zabiję go.” – powiedział
w myślach, a demon odpowiedział mu mrocznym chichotem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz