Przyjaciele pływali i bawili się jak za dawnych lat z jedną różnicą. Tsunade nie złościła się już gdy mężczyzna chwytał ją za biodra albo robił jakieś inne rzeczy tego typu. Bawili się tak przez pewien czas, aż w końcu postanowili wrócić do miasta. Żartowali i wspominali idąc do sklepu po butelkę sake. Przez jakiś czas trwała cisza. Pustelnik złapał kobietę w biodrach i wziął na ręce. Tsunade wydała z siebie pisk i zaczęła się śmiać. Ludzie w okół przyglądali się z uwagą i zaskoczeniem.
Dwójka saninów spędziła razem upojną noc. Rano pierwsza obudziła się Tsunade. Popatrzyła na słodko śpiącego kochanego. Po chwili wstała i narzuciła na siebie koszulę mężczyzny. Była trochę za duża. Następnie wyszła z sypialni i przygotowała pyszne śniadanie. Zdarzenia te miały miejsce w domu mężczyzny.
Tsunade po chwili usłyszała pukanie do drzwi. Przestała szykować i podeszła je otworzyć.
- Znowu? - przeraziła się. Na wycieraczce leżał zwój. Za adresowany był do Jirayi. Kobieta zamknęła drzwi i zaczęła się zastanawiać, czy nie przeczytać listu. Postanowiła go otworzyć. Wiadomość była od Orochimaru. Pisał:
Drogi przyjacielu.
Oj, przepraszam. Kazałeś mi tak nie mówić. Przeczytaj ten list do końca. Nie myśl proszę o mnie jak o skończonym draniu. Ale nie myśl też, że jestem po waszej stronie. Uratowanie Księżniczki było tylko zastawą. Wiesz, że chce Anko. Mam nadzieje, że zgodzisz się mi pomóc w zamian za pomoc w wojnie z Ariatto. Na odpowiedź czekam do północy dzisiaj. Czekam w dolinie Kasai.
Pozdrawiam, twój przyjaciel, Orochimaru.
Tak brzmiała treść listu. Tsunade zaczęła się zastanawiać nad wieloma rzeczami. Dlaczego Jirayia powiedział jej, że Meyjo ją uratował? Dlaczego Ochimaru pragnie Anko? Co zrobi Jirayia? Tsunade postanowiła wyjaśnić wszystko o północy. Zamknęła zwój i usłyszała tupanie. Spojrzała na schody i zauważyła ukochanego.
- Wcześnie wstałaś. - powiedział ziewając.
- Tak. Przygotowałam śniadanie. - odpowiedziała słodkim głosem. - Przyszedł do ciebie list.
- Od kogo?
- Nie wiem. Dopiero podniosłam. - podała mu zwój. Jirayia zaczął czytać i zbladł. Tsunade patrzyła ciekawa reakcji.
- Od kolegi z innej wioski. Żona mu umarła. - skłamał mężczyzna. Hokage nie była zachwycona tą odpowiedzią. Miała nadzieje, że jej ukochany to wyprostuje. - To co, jemy to śniadanie?
Po południu Tsunade siedziała lekko podenerwowana. Starała się nie myśleć o kłamstwach Jirayi, ale nie było to dla niej łatwe. Kochała go i teraz on również o tym wiedział, ale psuje wszystko od samego początku. Była tak przejęta, że zapomniała opieprzyć Sakure za spóźnienie się o prawie godzinę. O osiemnastej, już dawno po skończeniu pracy Tsunade dalej siedziała w biurze popijając resztkę swoich zapasów sake. Ktoś zapukał do drzwi. Po usłyszeniu symbolicznego "wejść" do pomieszczenia wtargnął jakiś starzec. Tsunade z początku nie poznawała go.
- Witaj kochana. Nie poznajesz mnie? - staruszek miał krótką, czarną brodę. Był mały, ale pulchniutki. Ubrany w czarne kimono trzymał drewnianą laskę. Na piersi i z tyłu widniał kamon rodu Akamichi. Oczy miał przyjazne.
- Nie poznaję. Wolałabym, by zwracał się pan do mnie z szacunkiem. Mogę spytać o pańkie imię, panie Akamichi? - po wyszytym kamonie Tsunade uznała, że staruszek pochodzi z rodu pulchniutkich shinobi. Nie spodobała jej się postawa gościa.
- Nie jestem z rodu Akamichi. Przypomnij sobie księżniczko, kim mogę być? - Tsunade przypatrzyła się uważnie, lecz dalej nie rozpoznawała starca. W tem mężczyzna wyciągnął lewą rękę w której trzymał laskę i zaczął nią obracać tworząc niewidzialny wir. Nagle z tego wira wydostały się korzenie i oplótły Hokage. Kobieta wytrzeszczyła oczy w zdziwieniu.
- Shana...
Jirayia w tym samym czasie trenował ze swymi uczniami. Zastanawiał się, co ma zrogić z Orochimaru. Propozycja jest kusząca, lecz skąd Jirayia może mieć pewność, że Wężowy go nie oszuka. Poza tym mężczyzna nie chciał podejmować decyzji bez narady z Tsunade.
- Ero sensei. - usłyszał głos ulubionego ucznia.
- Tak, Amaki. - odpowiedział udzielając mu głosu.
- Idziemy do gorących źródeł? - zaproponował słodkim głosem dzieciak. Jirayia przez chwile się zastanawiał. Chyba nie powinien. To byłoby nieuczciwe wobec Hokage. Jednak się zgodził.
- Shana... - powtarzała z niedowierzaniem kobieta o długich blond włosach. Nadal była spleciona korzeniami.
- Zdziwiona? - puścił kobietę. - Przez ten cały czas ukrywałem się w jednej z Wiosek Harmonii. Dokładniej w Wiosce Ziemi.
- Jak to możliwe, że jeszcze żyjesz? - pytała.
- Nie jestem o wiele starszy niż ty.
- Nie, wcale. Tylko o jakieś dwadzieścia parę lat. - wypowiedziała z ironią. - Po za tym byłeś poszukiwanym, zbiegłym przestępcą.
- Oh, przecież to było za czasów drugiego Hokage!
- Dlaczego nagle wróciłeś? Z tego co wiem, w Wioskach Harmonii jest o wiele lepszy klimat niż tu.
- Owszem, ale miłość do tego miejsca nie wygasła. Ty też z pewnością nie chciałabyś wyjechać z Konohy na dłuższy czas.
- Prawda. Dlaczego nosisz kimono klanu Akamichi?
- Dowiedziałem się, że mój klan jest tu nie mile widziany. Postanowiłem się przebrać.
- Rozumiem. Wróciłeś na dobre? Mam cię zapisać jako mieszkaniec?
- Od razu formalności. Nawet nie przywitasz się ze starym znajomych. - założył ręce na piersi.
- Nie mam już dziesięciu lat. Jestem dorosła. - powiedziała lekko uśmiechając się. - Ale miło cię widzieć. - podeszła do niego i objęła ramionami. On również ją przytulił.
- Eh... jak ty wyrosłaś - odlepili się od siebie.
- A ty zestarzałeś - zażartowała kobieta. - Powiedź mi proszę, co cię tu sprowadza?
- Mam informacje, które mogą ci się przydać.
Wieczór już się zbliżał. Biało włosy odprowadzał swojego podopiecznego bezpiecznie do domu. Miło spędził dzisiaj dzień, chodź dobrze zastanawiał się czy nie powinien z tym skończyć. Bał się reakcji Tsunade, a nie chciał jej stracić. Był świadom jeszcze jednego: zawarł związek w nieodpowiednim czasie. Teraz, gdy Ariatto próbuje zabić wszystkich kage... co będzie, gdy dowie się, że Tsunade znów przeżyła?
- Jirayia sensei - z rozmyślań wyrwał go Amaki. Otrząsnął się i spojrzał na dzieciaka pytająco. - Właśnie jesteśmy przy moim domu - rzeczywiście, byli już na miejscu. Tak więc pożegnali się. Sennin z wolna skierowała się w stronę swojego domu. Teraz myślami pognał gdzie indziej, a mianowicie Orochimaru. Pustelnik nie wiedział co ma robić, a tym bardziej co ma myśleć. Wprawdzie Wężowy pomógł im w ostatniej wojnie, lecz to nie znaczy, że znów to zrobi. W końcu ostatnio miał w tym swój interes. A teraz? Chce Anko, ale przecież posunie się do wszystkiego by ją mieć, a więc może zdradzić.
Ciemność oplatała gałęzie drzew w dolinie Kasai dla starego ninja nie była trudnością. Opierał się o jedno drzewo i spoglądał w dół, na wodę płynącą wolnym strumieniem. Przypomniał sobie, dlaczego ta dolina nazywa się Kasai, czyli ogień. Strumień, chodź powolny krył w swoich odmętach tajemnicę, która dotąd nie została wyjaśniona. Gdy podczas bitwy człowiek wpadnie do niej zostaje po paru minutach wypluty, lecz jego ciało już go nie przypomina. Jest cały spalony. Jednak gdy normalny do tchnie się tej wody nic się nie dzieje.
- Czyżby znów zastanawiała cię tajemnica tej rzeki? - Z rozmyślań wyrwał Jirayię niemiły głos nad głową. Spojrzał w górę i ujrzał swego przyjaciela w postaci wężowej. Po chwili wpatrywania się w siebie wężowaty postanowił zejść z drzewa i stanąć człowiekiem przed Jirayią.
- Gdzie jest haczyk? - Spytał z góry żabi Pustelnik.
- Nie ma - odpowiedź była w stylu Orochimaru.
- Nie jestem głupi. Gdzie jest haczyk?
- Nie ma. Przyjacielu, chce wam pomóc.
- A więc powiedź mi wszystko co wiesz o wojnie.
- Byś znów uciekł z informacjami? Nie, Jirayia. Jestem spokojnym człowiekiem, ale już zdążyłeś mnie zdenerwować. Jestem wobec ciebie uczciwy. Ostatnim razem chciałeś informacje i je dostałeś, ale ja nie dostałe nic w zamian. Mogłem zostawić na pastwę losu Tsunade i zabrać tego dzieciaka, bo nie powiem, ma charakter, ale nie, jestem po waszej stronie. Jednak ty mi nadal nie ufasz. Co jeszcze mam zrobić, byś mi pomógł? Byś uwierzył? - Mówiąc to miał wyrzuty w głosie. Jirayie zastanawiało, czy nie mówi prawdy.
- Myślisz, że to tak łatwo?! - Nerwy i jemu puściły. - Byłeś moim przyjacielem przez tyle lat, a potem nagle sobie uciekłeś z wioski. Wierzyłem w ciebie przez wiele lat, ale ty na dobre stałeś się wrogiem. Dałeś mi powody, bym przestał ci ufać. Jak mam ci pomagać? Skąd mam pewność, że nie zdradzisz mnie? Skąd mam pewność, że nie skrzywdzisz Anko i przy okazji nie pomożesz Ariatto w zniszczeniu wioski? No skąd?
- Wiem, to moja wina. Wiem, stałem się wrogiem wioski, popełniłem wiele błędów. Gdybym mógł, powiedziałbym ci już dawno, że jestem z Ariatto tylko dla tego, że muszę. Wiesz dlaczego chce Anko? - rozejrzał się. - Bo w tedy byście mieli szpiega. Gdybym ja nim był, a Ariatto by mnie przyłapał zabiłby mnie. Ale gdyby Anko wam dawała informacje to co innego. Jesteśmy partnerami, powiedziałbym mu, że odpowiednio wymierzę jej karę i będzie spokój, ale w rzeczywistości będzie dalej szpiegowała. Rozumiesz w końcu? - Jirayia nie mogąc ogarnąć wszystkiego podszedł do krawędzi i kucnął. Miał mętlik nie tylko w głowie, ale także i w sercu. Co miał robić? Mieszane uczucia nie pozwalały mu podjąć decyzji. Po chwili jednak zaczął wpatrując się w wodę:
- Wybacz mi, przyjacielu, ale nie potrafię ci już zaufać. Za dużo... zrozum, za dużo.
- Rozumiem... - Jirayia powoli wstawał i nagle poślizgnął się na krawędzi. Strach zagościł w jego oczach, gdy zauważył że spada do rzeki. Poczuł szarpnięcie i zauważył, że już nie spada lecz wisi w powietrzu. Spojrzał w górę. Orochimaru trzymał go ze wszystkich sił na bluzę. - Podaj mi rękę - Jirayia wahał się przez chwilę, ale złapał dłoń przyjaciela i mocno się podciągnął. Orochimaru również podciągał go z całych sił. Gdy chwila grozy minęła patrzyli na siebie przez chwilę, a następnie zaczęli się śmiać. Ten śmiech Orochimaru był inny niż przez ostatnie lata. Był przyjazny, szczery. Jirayia podniósł się i podszedł do leżącego jeszcze wężowatego. Podał mu rękę. Orochimaru widząc to zdziwił się lekko, ale po chwili uśmiechnął i chwycił dłoń. Podniósł się i objął ramionami Pustelnika. Ten nie czekając dłużej odwzajemnił uścisk.
- Odzyskałem przyjaciela...
*********************************************************
Wiem, wiem, beznadzieja. Jeszcze ten Oroś.... dołujące, wiem, ale pisze to opowiadanie dla was. Krótkie, beznadziejne, rozlewne i ogólnie 180 stopni nie w tą stronę co trzeba. Ale trudno. Mam nadzieję, że chociaż trochę... nie ważne.
Zapraszam na FP o Japonii -->Chcemy wyjechać do Japonii
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam.
Alexxis
Notka fajna :D nasuwa mi się tylko jedno pytanie kiedy następne opo xDD
OdpowiedzUsuńOpo, czy notka?
UsuńOpowiadanie xDDD
OdpowiedzUsuńNo najpierw skończę walkę z Ariatto... choć... mam pomysł! Nie zdradzą oczywiście :3 A kiedy, to nie wiem.
UsuńZastanawiałam się, czy nie wrócić. Teraz mogłabym się zająć betowaniem, bo moja wena chyba obecnie wzięła sobie wolne.
OdpowiedzUsuńWrócić? Można wiedzieć o co chodzi??
UsuńAlexxis
Tu Naremys. Nick zmieniłam. Chodziło mi o to, że mogłabym ci betować teksty, bo moje wymagają przerobienia, gdyż mój styl pisania uległ dość dużej zmianie.
UsuńWitaj Naremys!!
UsuńA czemu nie. Ale jeszcze się zgadamy ;)
Alexxis